wtorek, 30 czerwca 2015

Nagradzaj się

         Karta ta pojawia się wtedy kiedy dużo dajemy od siebie i niewiele dostajemy w zamian.

Równowaga dawania i przyjmowania jest niezbędna dla utrzymania stałego wysokiego poziomu energii, nastroju i motywacji. Tak mówi Doreen Virtue opisując tę kartę. Co to oznacza w praktyce? Jeżeli należysz do grona ludzi, którzy więcej dają innym, niż od nich oczekują to oznacza, że twoja energia jest wtedy bardzo niska. 

Poczucie straty odczuwasz jako smutek, niezadowolenie i brak chęci do dalszego działania. Co musisz zrobić aby tę energię wyrównać i podnieść poziom samozadowolenia? Coś dobrego dla siebie. Kup sobie coś o czym od dawna marzysz, bez poczucia winy. Weź sobie wolne w pracy i zrób coś na co nigdy nie masz czasu. Żeby ci tylko nie przyszło do głowy aby w ten dzień myć okna lub robić porządki.

Idź do kosmetyczki albo do kina na bajkę lub komedię romantyczną - jeżeli to jest twoim marzeniem. Przeczytaj ciekawą książkę i nie przejmuj się tym, że pranie jest nie wyprasowane. Nie myśl nawet tym, że miałaś pomóc córce posprzątać jej mieszkanie. Zadzwoń i powiedz, że nie możesz oderwać się od interesującej lektury i jeżeli chcesz, umów się z nią na inny termin. Jeżeli cię kocha na pewno zrozumie. A ty czytaj i ciesz się z tych chwil, które są tylko twoje. 

Ładuj akumulatory i podnoś poziom własnej energii. Nagradzaj się, ucz się bycia dobrą dla siebie, a ja ci gwarantuję, że jeżeli odpoczniesz, poczujesz taką siłę, że będziesz mogła przenosić góry. Jeżeli oczywiście będziesz tego chciała :). 

Najważniejsza jest jednak świadomość, że to co robisz dla innych jest tylko zależne od ciebie. Żeby więc nie zakłócać swojej energii i nie mieć poczucia, że wszyscy cię nieustannie wykorzystują, pilnuj by zachować równowagę dawania i przyjmowania. 

Może twoi bliscy nie będą z tego na początku zadowoleni, ale kiedy zobaczą jak kwitniesz radosna, odpuszczą na pewno i uszanują twoje potrzeby bycia niezależną. To znaczy osobą, samodzielnie zarządzającą swoim czasem, a nie wykorzystywaną.


niedziela, 28 czerwca 2015

Nocna wizyta

         Wieczór już nastał, pora późna i kobieta do snu się już układała. Spokojna o swoje życie dostatnie, spokojna o dobra zebrane. 

Wtem pukanie do drzwi, delikatne ale stanowcze rozległo się w domu całym, lecz ona go zbagatelizowała i już w sen upragniony zapadała gdy nagle pukanie znowu usłyszała. Czy wszystko w tym domu mam robić sama? Zadała to pytanie i już przed drzwiami stała. Kto tam?  - spytała, lecz żadnej odpowiedzi nie usłyszała. Kto tam? I już miała kobieta udać się na spoczynek gdy głos zza drzwi usłyszała: To ja Archaii Przemiany. Jestem strudzona, otwórz drzwi i pozwól mi odpocząć. Kobieta stała jak słup soli, bo nigdy nikomu nie pomogła w niedoli. Dlaczego mam otwierać drzwi obcej kobiecie i wpuszczać ją w nocy do domu – zapytała rzeczowo kobieta, bo taka już była. 

Jestem Lady Amethyst i znasz mnie dobrze bo ciągle z Tobą rozmawiam jak masz jakiś problem. Kobieta już się na dobre zaciekawiła co tamta za drzwiami do niej mówiła. Otworzyła drzwi i doznała olśnienia. Zna tę kobietę przecież z widzenia. A raczej ze snów swoich,  natarczywych. To Ty? Kobieta tak gościa przywitała. Tak to ja, Archaii Przemian do Ciebie zawitałam. Piękna Lady cała w fioletach spowita, weszła do domu w którym prawie co noc w snach kobiety przebywa. 

Poszła do salonu zupełnie nie proszona, zasiadła w fotelu i czeka na poczęstunek, bo jakoś poczuła się spragniona. Lecz tamta jakby prośby Lady Amethyst nie usłyszała. Mów z czym przyszłaś, bo noc jest krótka, a mnie czeka wczesna pobudka. Chcę być piękna i wypoczęta bo dzień mnie czeka ważny i nie mam czasu na pogaduszki do rana. Dobrze, misję mam spełnić względem Ciebie. Chcę abyś zaczęła postrzegać różne zjawiska jako znaki z niebios, które pomogą zmienić Ci Twoje życie na lepsze i głębsze.  Zaraz, przepraszam – kobieta Aniołowi przerwała – Ja jestem z życia mego zadowolona i żadna zmiana nie jest mi potrzebna. Jak to nie? Przecież każdego ranka drżysz, byś wszystkiego co masz nie zmarnowała. Chociaż raz posłuchaj dobrej rady abyś później nie żałowała. 

Lady Amethyst spojrzała jak jej słowa na upór kobiety podziałały. Jeżeli nie posłuchasz mojej rady, możesz lawinę złych zdarzeń na siebie ściągnąć, więc myśl teraz szybko i wybieraj: czy dobrobyt czy bieda do życia Ci jest potrzebna? Kobieta w głowie myśl taką usłyszała: Mam wiele do stracenia, posłucham więc tego co ona mówi.  Zamilkła, usiadła obok Anioła i już była do wysłuchania tych rad gotowa. To, co teraz w głowie usłyszałaś to była intuicja, która Cię przed nieszczęściem uchroniła i do rozmowy ze mną skłoniła. Intuicję masz ogromną, mądrość z niej płynie wielka, ale Ty jej nie słuchasz, bo zagłusza ją schemat przez Twoich rodziców zakodowany: „Na niczym się nie znasz, do niczego się nie nadajesz i nie próbuj mi robić na złość, bo na dwór cię wygnam, Zostaniesz sama i zginiesz marnie przez wszystkich zapomniana” - tak ciągle mówiła do niej Mama.

Musisz się pozbyć tego wzorca, który Twoja Matka Ci zakodowała i nie myśl, że tylko twardy człowiek, bezwzględny i czujny do granic, może mieć wszystko. A jak już to ma, to nie odda tego już za nic. Musisz zauważać ludzi, którzy chcą dzielić swoje życie z Tobą, bo to jest skarb największy i bogactwo Twoje. Oni są przy Tobie bo wiedzą, że pod płaszczem bezwzględności dobroć jest i miękkie serce. To tylko przestarzały schemat trzyma je w okowach złego. Kobieta łzy ukradkiem ociera i dalej słucha. Anioł widzi, że intuicja działa i że serce kobiety bije w rytmie miłości. 

Aby poznać swoje przeznaczenie musisz poznać własne cienie. Egoizm, pychę i dumę. Kiedy się pozbędziesz tych przywar, będziesz mogła dostrzec coś, co już od dawna czeka, abyś to odkryła i zrealizowała. Archanioł Metadron wzywa Cię do tego, byś odkryła rzeczy o których nikt jeszcze nie myślał, byś zdobyła góry jakich nikt jeszcze nie zdobył i żebyś spełniła marzenie swoje, które uszczęśliwi jeszcze wiele kobiet. Myśl, działaj i uwierz w swoje dary, bo intuicja to Twój największy skarb, który Ci niebiosa dały. 

Nikogo już nie krzywdź, bo krzywda ta, kiedyś wróci do Ciebie i życie Twe przewróci do góry nogami. Zmiany, to pewnik jedyny na świecie, a Ty je śmiało wprowadzaj i ciesz się życiem. Szanuj rodzinę, pielęgnuj przyjaźnie. Sukces jest Twoim przeznaczeniem i nie pozwól byś w samotności go świętować musiała. Jeżeli nie przestaniesz pychą karmić swoje Ego, zostaniesz sama i przez wszystkich zapomniana, tak jak przepowiadała Ci Twoja Mama. 

Świt zalał pokój swoim blaskiem i kobietę jej mąż zastał łzami całą zalaną. Usiadł obok i ze strachem spytał: odejdziesz jednak z tym...panem? Ona spojrzała zdziwiona i wstydem onieśmielona. Mąż wiedział o jej zakazanym kochaniu, a mimo to był z nią i nie myślał o rozstaniu. Intuicja jej podpowiedziała i od razu co ma robić sama zdecydowała. 

Naprawi całe zło, które wokół siebie rozsiała. 
Będzie żyła szczęśliwie wbrew temu, co mówiła jej Mama.






sobota, 27 czerwca 2015

Błaganie o miłość

         Usłyszałam w radio przepiękną balladę Stinga  Practical Arrangement. Zainteresował mnie ten utwór, który w wolnym tłumaczeniu brzmi tak:

Mieszkać pod jednym dachem
Mieć zawsze dokąd wrócić
Możemy spać osobno
Ja mogę się nauczyć

Ale możemy się umówić
I zawrzeć pewien pakt
Może nauczysz się mnie kochać
Z biegiem lat

Pewnie nie taką miłość
wymarzyłaś sobie w snach
Lecz może pokochasz mnie
Za jakiś czas

Ileż miłości jest w tych słowach. Czy istnieje większe poświęcenie od tego, żeby żyć pod jednym dachem z kimś kto nas nie kocha? I tu nasuwa się pytanie – Czy warto się tak poświęcać? Czy warto wzdychać do kogoś, kto wyraźnie nie odwzajemnia naszych uczuć? 

Są na ten temat podzielone zdania. Jedni mówią, że jeżeli jesteś wytrwała, jeżeli dostatecznie długo czekasz, może spotkać cię nagroda. Może - ale wcale nie musi. Tęsknimy więc, wzdychamy i czekamy...na co? Moim zdaniem na gorszy moment w życiu naszego obiektu westchnień, na cień nadziei, że oto my, wreszcie zasługujemy na miłość, zaufanie i dozgonną wdzięczność. Czasami się opłaca, a czasami nie. Jak to w życiu bywa.

I tu kolejne pytanie - ryzykujemy, czy nie? Poświęcamy swój czas i uwagę czy nie? Odsuwamy się na boczny tor, czy stajemy na drodze do szczęścia naszego obiektu uwielbienia, nieustannie mu przypominając, że jesteśmy, kochamy i czekamy. Jak na mój gust to trochę za dużo pytań, za dużo niewiadomych. Wszystkiego za dużo. 

"Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". Kiedy miłość zagości w twoim sercu, są motylki w brzuchu, ukradkowe spojrzenia, pierwszy, przypadkowy dotyk dłoni, pierwszy nieporadny pocałunek, i wreszcie...ten pierwszy raz, taki niespodziewany, spontaniczny i trochę szalony. Warto poczekać na takie doznania, warto być cierpliwym i poczekać na miłość odwzajemnioną. Przy kochanej osobie możesz być sobą, nie musisz udawać, nie musisz niczego udowadniać i robić niczego wbrew sobie. Wystarczy że jesteś. 

A co jeżeli masz naturę zdobywcy? A co jeżeli jesteś wytrwała i konsekwentna i nic ale to nic cię nie zniechęci? Wtedy masz problem, bo osoba która znalazła się na twoim celowniku, może się poczuć mało komfortowo, ba, nawet może się poczuć osaczona, a to moim zdaniem nie rokuje dobrze. Uporządkujmy więc: Najlepiej jest kochać z wzajemnością, a jeżeli z jakiegoś powodu jest to nie możliwe, uzbrój się w cierpliwość, towarzysz ukochanej osobie, wspieraj ją, pomagaj i czekaj.  Na co?  Może na odpowiedni moment, może na to, że któregoś dnia stanie się cud...? 
Życie uczy nas cierpliwości i pokory. Pozwól nieść się życiu, ciesz się z tego co masz i proś o więcej. Nikt nie zna sposobu na chorobę, zwaną miłością nieodwzajemnioną.

A oto afirmacje do codziennego powtarzania:

Kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna.
Jestem w cudownym i spełnionym związku z osobą, która mnie bardzo kocha.



niedziela, 21 czerwca 2015

LISTY DO MARII (4)

O ASERTYWNOŚCI.  
Czyli jak być kobietą w średnim wieku i nie zwariować.

Jestem kobietą w średnim wieku. Co to znaczy? Jest to taki wiek w którym oczekują od nas pomocy i dzieci i rodzice. Oczywiście jednocześnie. Tylko siła i asertywność ratuje nas od zagłady. Siła stawianego oporu i słowo „nie” wypowiedziane w porę. Wiem, wiem powiesz: „jesteś jeszcze młoda, dasz radę”, ale co jeżeli nie daję rady? Mam się stać wyrodną córką czy matką?

Jeżeli będę spełniać wszystkie zachcianki lub jak kto woli - obowiązki, wobec matki czy teściowej, to ile zostanie mi sił dla wnucząt? Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy masz grono przyjaciół albo swoją pasję, która zabiera ci wiele cennego czasu, który powinnaś poświęcić rodzinie. To czy powinnaś - to druga rzecz.  
Wobec tego, może najpierw określę swoje potrzeby, marzenia i obowiązki. 

Pomagać trzeba ale dopiero w takiej kolejności jak zapisałam. Moje potrzeby: chcę się rozwijać, a więc muszę czytać, szkolić się i praktykować. Marzenia: pisać, bo to przynosi mi radość i spełnienie. Obowiązki: hm, zastanawiam się od czego zacząć, bo jest ich wiele, może nawet zbyt wiele. Zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie i prasowanie, odkurzanie, mycie okien. Zakupy z mamą, zakupy dla teściowej. Zabawa z wnuczkiem, rozmowa z wnuczką. Boże, gdzie tu czas na pasję i marzenia?! 

Muszę się stać asertywna - powiedziałam do mojej Mamy. „A cóż to za słowo? Nie pasuje do naszej rzeczywistości. To jakiś wymysł cywilizacji. Za naszych czasów nikt nie musiał być asertywny, każdy znał swoje obowiązki i wszystko funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku. Był czas na wszystko, a pamiętaj, że wtedy nie było pieluch jednorazowych, zupek dla dzieci w słoiczkach ani pralek automatycznych. Nie mieliśmy samochodów, telefonów komórkowych, ba, nawet stacjonarnych telefonów było jak na lekarstwo. Nikt nie śpieszył się, nie popędzał dzieci, ani nie pracował tyle godzin. Mieliśmy mniej, ale byliśmy szczęśliwsi. Telewizję oglądaliśmy sporadycznie, a komputer to już chyba wynalazek diabła...”. 

W tym momencie uznałam, że pora przerwać mojej rodzicielce te wywody. Mamo, postępu przecież nie zahamujesz. „Może i nie, ale będę żyła po swojemu, wolniej i spokojniej i tobie też tak radzę". No widzisz, jesteś asertywna, jasno wyrażasz swoje potrzeby, jesteś szczera i konsekwentna. Moja mama chwilę się zastanowiła i powiedziała: „jeżeli to jest ta asertywność, to w porządku, jestem za. Kobiety, które pracowały, miały tyle samo obowiązków co i te, które były w domu. Ciężka praca na dwóch etatach, a tu mąż mówił do żony:  skoro chciałaś pracować to teraz masz. 
I dalej czytał gazetę, kiedy ona zmywała po późnym obiedzie. 

Kobiety wyzwolone, które spełniały się zawodowo, były postrzegane jako egoistki, bo kobieta nie mogła mieć zbyt wiele czasu dla siebie. Teraz jest inaczej, kobiety się uczą, pracują, awansują, dobrze zarabiają. Małżonkowie dzielą obowiązki między sobą bo są partnerami. To po co komu ta asertywność? Wolę się w to nie wgłębiać. Dyskusja o asertywności zaprowadziła nas donikąd. Jeżeli chcę być asertywna, ktoś na tym ucierpi - mąż, dzieci albo rodzice. To jakie jest wyjście? Muszę być zorganizowana, energiczna, elastyczna, pobłażliwa dla siebie, bo jeżeli chcę więcej pisać to będę mniej prasować, rzadziej myć okna, mniej spać lub zrezygnuję z miłych spotkań z przyjaciółmi. 

A może jasno określę swoje potrzeby i przedstawię swój punkt widzenia. Będę szczera wobec siebie i innych. Tak też uznałam, droga Mario. Ta dyskusja stała się dla mnie kolejną okazją do rozwoju osobistego i duchowego. 

Dla pewności poproszę Anioły o odwagę i przewodnictwo.



LISTY DO MARII (3)

Z czego się cieszę każdego dnia

         „Radość jest najwyższą energią. To magiczne poczucie, że wszystko jest możliwe. Jej źródłem jest wdzięczność za dary, które niesie za sobą każdy moment. Przyciąga i tworzy obecne i przyszłe chwile na najwyższym poziomie.” – to cytat z Kart Przesłania Aniołów dr. Doreen Virtue.

Jakby cały świat należał do Ciebie, jakbyś dostała w prezencie złotą rybkę gotową spełnić Twoje życzenia (oczywiście wszystkie, a nie tylko trzy) - tak masz się czuć. To jest okazywanie wdzięczności. Za co? Za dar życia. Za to, że wszystko możesz osiągnąć i za to, że możesz zmienić swoje życie na interesujące i budujące. 

Ktoś powie: „ale teraz są ciężkie czasy, już nie zarabiamy tak dużo i tak łatwo, z czego się więc cieszyć?”. Z dobrobytu, który nas otacza, a dobrobyt to nie tylko pieniądze, ale i więcej czasu dla siebie i dla rodziny i ciekawi ludzie, których spotykamy na swej drodze. To przyjaciele zawsze gotowi Ci pomóc i wiara w to, że wszystko możesz zmienić. Jeżeli tylko zechcesz. 

Marzenia - to Twoje największe bogactwo.Tak samo jak zdrowie, które pozwoli Ci je spełnić i miłość, która Cię uskrzydla, a czekanie na wielką miłość też może być radosne. Jeżeli chcesz sprawdzić, czy masz z czego się cieszyć, czy jesteś szczęśliwa, załóż sobie zeszyt „Szczęśliwych Chwil” i zapisuj w nim codziennie, raz na kilka dni, a nawet co jakiś czas, to co przydarzyło ci się miłego na przykład: 

Załatwiłam w urzędzie ważną sprawę w atmosferze zrozumienia i szacunku.
Spotkałam się z przyjaciółkami i spędziłam miły wieczór.
Mąż podziękował mi za dobry obiad.
Dostałam premię lub podwyżkę. 
Odwiedziłam chorą koleżankę w szpitalu.
Sąsiadka zrobiła mi zakupy kiedy byłam przeziębiona. 
Mój pies przywitał mnie radośnie (albo kot pomruczał przyjaźnie). 
Zakochałam się ze wzajemnością...

Zobacz, jakie życie jest piękne! Cieszę się, że moi przyjaciele są ze sobą już tyle lat i ciągle się lubią. Moja rozwiedziona przyjaciółka jest również szczęśliwa. Zapytasz czy rozwód może być powodem do szczęścia? Ja uważam, że tak, jeżeli życie razem było piekłem, to wyzwolenie się z tego piekła jest szczęściem. 

Moja wnuczka dzisiaj powiedziała, że mnie kocha, a wnuczek, że z babcią bawi się najlepiej. Mogłabym mnożyć powody do radości, bo je zapisuję i często je czytam, żeby sobie uświadomić jaką jestem szczęściarą. Mam takie wpisy, które mnie bardzo zadziwiły: „Jesteś dla mnie aniołem, dziękuję, że mi pomogłaś”. Dzisiaj zapiszę w swoim Zeszycie Szczęśliwych Chwil coś, co usłyszałam od osoby, która powiedziała dawno temu, że się nie zaprzyjaźnia, bo nie ma takiej potrzeby  - ”Jesteś moją przyjaciółką, dopiero teraz to zrozumiałam”. 

Dla takich chwil warto żyć!. Uwierz mi, droga Mario, że każdy ma w swoim życiu wiele powodów do radości, tylko musi je zauważać i doceniać.

Pozdrawiam Cię i życzę wielu powodów do radości.






środa, 17 czerwca 2015

List do Przyjaciółki

Przeczytałam niedawno książkę autorstwa Paulo Coelho „ Zwycięzca jest sam” i jak zwykle wynotowałam sobie ciekawą myśl i chętnie się nią z Tobą podzielę: 

„Miarą godności człowieka nie jest tłum, otaczający nas, kiedy znajdujemy się u szczytu, ale pamięć o tych, którzy wyciągnęli do nas dłoń, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy pomocy.
Poczucie wdzięczności, jest cnotą. Nikt daleko nie zajdzie, jeżeli zapomni o ludziach, którzy stali przy nim w potrzebie.”

Mam nadzieję, że uda mi się żyć zgodnie z tą myślą. Nawet jeśli kiedyś kogoś zawiodłam lub nie potrafiłam dotrzymać słowa, starczy mi życia, żeby to naprawić. Tobie kochana, życzę tego samego, bo czyste sumienie to luksus na który niewielu stać. Ważne jest to, by żyć tak, żeby nie popełniać ciągle tych samych błędów, a stare naprawiać w jak najszybszym czasie, bo one nigdy się nie przedawniają. 

Mam takie życzenie, by nigdy nie dosięgły mnie sprawy, które mnie przerosną, bym nigdy nikogo nie zawiodła, bym mogła z dumą patrzeć w lustro na odbicie dobra i sprawiedliwości. Mam takie życzenie, by stare sprawy zostały zamknięte, a nowe nigdy nie postawiły mnie w sytuacji bez wyjścia. 

Może powiesz - zawsze jest jakieś wyjście. Być może tak jest, ale najczęściej jest tak, że ten co najbliżej rozwiązania nie widzi go, bo zaślepiony jest strachem, wstydem i bezradnością. Może powiesz - sam się wmanewrował to niech sam ponosi konsekwencje. Być może tak jest, ale czasami nie przewidzisz, co życie ci przyniesie. 
Czasami los bywa przewrotny, szczęście opuszcza, a fortuna kołem się toczy.

Morał z tej opowieści jest taki: Nigdy nie oceniaj innych, bo to jacy są w tej chwili jest wynikiem zdarzeń, które los postawił im na ich drodze, ku nauce i przestrodze.

Moja droga Przyjaciółko,  życzę Ci wyrozumiałości, dobroci i cierpliwości.


wtorek, 16 czerwca 2015

Spis rad na szczęśliwe życie

List do Wnuczki na jej 18 urodziny.

Bądź szczęśliwa w miłości, bo miłość jest podstawą radości, a radość najwyższą energią.

Bądź tylko z człowiekiem, który odwzajemnia twoją miłość, żebyś nie musiała ciągle mu udowadniać, że jesteś najlepsza.


Bądź sobą i niczego nie udawaj, żeby On nie doznał szoku jak przestanie cię bawić udawanie.


Nie zmieniaj nikogo, ale ciągle pracuj nad sobą.


Nie urodziłaś się po to, żeby zadowalać innych ale po, to żeby być szczęśliwą. 


Pamiętaj jednak, że szczęście nie polega na tym, żeby podporządkować sobie innych, ale na tym, żeby doceniać małe codzienne cuda.


Nie uzależniaj się od pogody ani pory roku.


Bądź otwarta na zmiany, które są najpewniejszą rzeczą na świecie.


Elastyczność i wybieranie bitew do stoczenia to kolejna umiejętność, która ułatwia życie.


Ucz się wtedy, gdy jest na to pora.


Zdobywaj szczyty, kiedy masz na to wystarczająco dużo siły.


Spełniaj swoje marzenia, żebyś na starość nie musiała czegoś żałować, bo lepiej jest zrobić coś, a potem ewentualnie żałować, niż nie zrobić nic i ciągle tego żałować.


Wszystko co Ci się w życiu nie uda nie traktuj jak porażkę, ale jako doświadczenie życiowe.


Nie popełniaj tych samych błędów drugi raz, bo wtedy stracisz szacunek sama do siebie. 


Kochaj się i doceniaj, bo najpierw należy znaleźć miłość w sobie, a dopiero potem dzielić się nią z innymi.

Pamiętaj, że wdzięczność jest początkiem szczęścia, a uśmiech początkiem radości.


Przyjaźń mierz jakością, a nie ilością. Nie staraj się za wszelką cenę przyciągać do siebie ludzi, ale bądź uważna by tych, których masz spotkać na swojej drodze, nie przeoczyć.


Rozmawiając ze starszymi doceniaj ich doświadczenie, szanuj ich dorobek, ale w każdej sprawie miej swoje zdanie i nie bój się go wyrazić.


Możesz powiedzieć każdą prawdę, jeżeli dobrze dobierzesz słowa. 


Jeżeli się pomylisz, a przecież to ludzka sprawa, przyznaj się do tego i wyciągnij wnioski. 


Każdy mądry człowiek, a ja Cię za takiego uważam, potrafi wyciągać wnioski i unikać podobnych sytuacji.

Do tego, co tutaj chcę Ci przekazać, dochodziłam całe życie. Nie po to Ci o tym mówię, żeby oszczędzić Ci trudu poznania, ale żeby ułatwić Ci drogę do szczęśliwego dorastania. 

Moje życie było piękne bo znalazłam w nim radość istnienia w codziennych małych przyjemnościach. Los mnie oszczędził, bo znalazłam wokół siebie dobrobyt wszelkiego rodzaju. Znalazłam miłości, radości macierzyńskiej, ale dopiero teraz niedawno odkryłam swoją pasję i radość tworzenia. Moja kreatywność mnie zaskakuje i mimo mojego wieku (jestem przecież Babcią) odkrywam w sobie nadal ogromne pokłady radości uczenia się i rozwoju. Ty jesteś dopiero na początku drogi i rozważ moje rady, wybierz z nich to, co ci jest teraz potrzebne i nie zapominaj o reszcie.

Chociaż jesteś nad wyraz dojrzałą i mądrą dziewczyną, nie mogę się powstrzymać od udzielenia Ci tych rad, a Ty kochanie, zrobisz z tym co zechcesz. Bo masz wolną wolę i własny rozum i kształtujesz właśnie swoje życie, a ja będę Cię wspierać bez względu na Twoje wybory. Zawsze znajdziesz schronienie w moim domu i zawsze możesz liczyć na szczerą rozmowę przy kawie i szarlotce.

Całuję Cię -
Twoja Babcia.



ANIELSKA TERAPIA (4)

         Co mnie podkusiło, żeby wybrać się w podróż w nieznane i to jeszcze nocą?  
Zofia na głos robiła sobie wyrzuty. GPS zamontowany w samochodzie zawodził i już drugi raz musiała zawrócić. Dobrze, że mam mapę i zaznaczoną najprostszą trasę. 

Zatrzymam się na najbliższej stacji benzynowej lub zajeździe i zdecyduję co robić dalej. Zofia poczuła się znacznie lepiej kiedy ułożyła w głowie plan działania i postanowiła się go trzymać. Zawsze tak robiła kiedy czuła się zagubiona lub bezradna. Od kiedy rozstała się z mężem, a jej dzieci były jeszcze małe, bardzo często wpadała  panikę. Miała problem, mały czy duży i już paraliżował ją strach, jak sobie poradzi, czy da radę i czy nie zawiedzie siebie i maluchów. Ojciec jej dzieci co prawda wywiązywał się z nałożonych na niego alimentów, ale rzadko się z nimi spotykał i Zofia wiedziała, że musi liczyć tylko na siebie.

 Zawsze miałam jednak szczęście do ludzi - powiedziała na głos do własnych myśli i przypomniała sobie Julię, sąsiadkę jej rodziców, która zajmowała się nią, kiedy Zosia była mała, a potem pomagała jej gdy już wyszła za mąż i urodziła dzieci. Julia zawsze była jej ostatnią deską ratunku. Kiedy dzieci się rozchorowały i nie miała z kim ich zostawić (jej rodzice już wtedy nie żyli), a w nowej pracy nie tolerowano zwolnień, Julia zajmowała się maluchami jak rodzona babcia. Często, kiedy pod koniec miesiąca pieniądze się kończyły, Zosia znajdowała w lodówce zapasy pierogów, gołąbków lub pysznej zupy, co pozwalało jej dotrwać do wypłaty. Na wspomnienie Juli zakręciła się jej łza w oku. Dość tych wspomnień, bo jak zacznie wspominać dzieciństwo to już na pewno się rozklei. 

No i jeszcze ten śnieg. Zaczął sypać już na autostradzie do Wrocławia, ale kiedy zjechała z niej,  jej oczom ukazał się biały świat wąskich i krętych dróg. Muszę zatrzymać się gdzieś na nocleg, nie mam wyboru – powiedziała na głos i zaczęła się rozglądać za miejscem do odpoczynku. Jechała dość wolno, śnieg sypał coraz mocniej, a wiatr wiał z taką siłą, że poczuła lekki niepokój. Zadowolona, że zatankowała do pełna, obiecała sobie, że zatrzyma się w najbliższym zajeździe. Po kilkunastu kilometrach jazdy w zadymce skręciła na oznaczony parking z niewielkim zajazdem z bali. Z małych okien sączyło się ciepłe światło zachęcające do wejścia. Zofia poczuła się jak bohaterka bajki, która znalazła swoje przytulisko. Żeby to tylko nie była chatka złej czarownicy z bajki o Jasiu i Małgosi - mruknęła żartobliwie i weszła do ciepłej i przytulnej karczmy.

Czy można wynająć u państwa pokój? Pogoda pokrzyżowała mi plany i muszę się gdzieś zatrzymać – zapytała kelnera, który chciał przyjąć od niej zamówienie. Tak, można wynająć pokoje ale mamy tu dużą grupę integracyjną i naprawdę nie wiem czy są jeszcze wolne miejsca. Proszę dopytać w recepcji – i tu wskazał jej przejście z restauracji do części hotelowej. Na szczęście pokoje były wolne i spokojna o swój los Zosia mogła zamówić posiłek. Kiedy dostała kubek z upragnioną herbatą znowu oddała się rozmyślaniom. Dobrze, że moje konto jest teraz zasobne, bo jeszcze parę lat temu nie mogłabym sobie pozwolić na taki luksus, musiałabym jechać aż do celu. Dobrze, że mam to już za sobą. Nie ma to jak stabilizacja i niezależność finansowa. Sama zapracowałam sobie na ten luksus i doceniam to - uśmiechnęła się ciepło do swoich myśli.

Jutro Sylwester, a pani taka samotna – zaczepił ją mężczyzna ze stolika obok, solidnie już podchmielony. Zbagatelizowała te zaczepki, tym bardziej, że dopingowali go jego pijani koledzy. Księżniczko, do pani mówię – nie dawał za wygraną. Proszę zostawić mnie w spokoju i zająć się sobą – Zofia zareagowała nerwowo, bo była naprawdę zmęczona trudną jazdą. Na dodatek pijani faceci działali na nią jak płachta na byka. Obrazki z przeszłości, a w nich pijane, chamskie zachowanie jej byłego - na szczęście - już męża, od razu stanęły jej przed oczami. Przypomniała sobie jak nocami czekała na niego w obawie, że zbyt pijany zacznie się awanturować i obudzi dzieci. Te opanowane do perfekcji sztuczki w obłaskawianiu go, schodzeniu mu z drogi lub w najgorszym wypadku ucieczki przed jego gniewem do swoich przyjaciół z sąsiedniej klatki. Brrr..! Boże dziękuję ci, że mam to już za sobą – pomyślała po raz kolejny i już miała zacząć jeść, kiedy jeden z podchmielonych typków na chwiejących się nogach podpłynął do jej stolika.

Teee, cizia, co myślisz, że jesteś dla nas za dobra? - wydyszał, szarpiąc ją za rękaw. Zofia poderwała się gwałtownie. Nie miała żadnego konkretnego planu w najgorszym razie ucieczkę. Na szczęście jakiś dobrze zbudowany mężczyzna w średnim wieku potrząsnął pijanym i surowym głosem przywołał go do porządku. Siadaj Paweł, do cholery i uspokój się, bo jak nie to pogadamy inaczej! Dobra szefie już się robi, o co to całe halo? Człowiek chce porozmawiać, a ta... - Powiedziałem spokój, bo jak nie to won do pokoju i nie pokazuj mi się na oczy, bo nie ręczę za siebie! Ta groźba skutecznie usadziła zawianego i odpuścił dalsze napastowanie przerażonej Zofii. Bardzo panią przepraszam, Paweł to w gruncie rzeczy fajny facet, ale alkohol, sama pani wie. Tak,  Zofia wiedziała, że tamten mówi prawdę, bo przecież jej były jak nie był pijany to był cudownym, troskliwym i kochającym mężczyzną. Niestety po pijaku wychodziła z niego bestia. Przyjęła przeprosiny, szybko zjadła posiłek i udała się w stronę przejścia do recepcji. 

Czekała właśnie na klucz, kiedy podszedł do niej jej wybawca. Przepraszam, że się nie przedstawiłem. Nazywam się Witold Dobrowolski. Wyciągnięta dłoń zastygła w powietrzu bo Zosia ze złością dokończyła za niego: Tak i ma pan żonę, która pana nie rozumie i chciałby się pan przytulić do kogoś w tej samotności! Skąd pani to wie – odpowiedział rozbawiony. Z autopsji – odpowiedziała Zofia, wbiegając na schody. Zaraz, jak ma pani na imię? krzyknął za nią. Nie odpowiedziała, tylko dokładnie zamknęła za sobą drzwi swojego ciepłego i przytulnego pokoju. 

Wcześnie rano zerwała się z pościeli i zbiegła na śniadanie w nadziei, że wczorajsze towarzystwo jeszcze śpi. Miała rację. W restauracji raczyli się śniadaniem inni podróżni, którzy tak jak ona zatrzymali się wczoraj w tym zajeździe by schronić się przed złą pogodą. Ciche rozmowy dotyczyły optymistycznych prognoz oraz informacji, że wszystkie drogi są już przejezdne. Zofia zapłaciła za pobyt i żegnając się z recepcjonistką zapytała jak daleko ma jeszcze do Gierczyna i czy faktycznie warunki drogowe są tak dobre jak słyszała. Dowiedziała się, że do celu ma jeszcze około godziny jazdy. Drogi są przejezdne i dalsza podróż nie powinna sprawiać już problemu. Kiedy wyszła przed budynek zajazdu, doznała olśnienia. Takiego pięknego widoku się nie spodziewała, bo w nocy wszystko wyglądało strasznie. Stanęła jak wryta i chłonęła wzrokiem piękno białego śniegu, który zalegał w dolinach i bajkowo otulał drzewa. Czapy śniegu ozdabiały dachy małych, malowniczych domków, a z ich kominów płynęła w błękitne niebo cienka stróżka dymu. Boże,  jak w bajce – Zofia powiedziała do siebie. Jak tu pięknie – westchnęła z zachwytem.

Śnieg błyszczał i mienił się wieloma kolorami bieli, aż do ultrafioletu. Uwieczniła ten piękny widok serią zdjęć na swoim telefonie. Zrobię mnóstwo zdjęć z całego pobytu i może kiedyś opiszę wszystko co tu zobaczę. Tak, to był dobry pomysł. 

Odjechała szczęśliwa, bo znowu miała plan i zamierzała się go trzymać.



niedziela, 14 czerwca 2015

ANIELSKA TERAPIA (3)

         Matylda chodziła po swoim gabinecie, sprawdzając nowe buty. Ciągle coś kupuje, ciągle pragnie nowych rzeczy. Właściwie nie potrzebowała tych butów, ale uznała, że jadąc w takie miejsce... szkoda jej tych markowych, ślicznych bucików na wysokich obcasach. 

Matylda jest niskiego wzrostu więc nadrabia chodząc na wysokich obcasach. Jest zgrabna, wysportowana i bardzo elegancka. Dzień bez sportu jest dniem straconym. Ciągle udowadnia sobie, że jest najlepsza w pływaniu, bieganiu i we wszelkich innych dyscyplinach. Teraz jest zima więc pochłania ją białe szaleństwo. Ma dobrze prosperującą firmę, piękny dom, męża i syna. Jest szefową w pracy i w domu. Robi to z wdziękiem i wprawą, nikt się jej nie sprzeciwia, bo mądrze to robi i ma do tego predyspozycje. Kiedyś przyjaciółka zapytała ją o to czy nie jest jej z tym ciężko, czy nie chciałaby oddać komuś tę władzę i trochę odpocząć. Powiedziała wtedy, że nie wyobraża sobie, by ktoś inny wydawał jej polecenia, nawet prośby kierowane do niej z trudem udaje się spełnić. Kocha być tym kim jest, jest zadowolona z siebie i z tego co osiągnęła. Uwielbia o wszystkim decydować i nie pozwoli sobie tego odebrać. Na szczęście ma dobrego i ugodowego męża, który kocha ją najbardziej na świecie, a jego celem jest spełnianie wszystkich jej życzeń. Więc dobrana z nich para. 

Matylda przypomniała sobie, że musi zadzwonić do swojej przyjaciółki, żeby uzgodnić szczegóły ich wyjazdu. Jutro jest Sylwester, a ona wyjeżdża z Daną na trzytygodniowy wypad do Leśnego Kurortu, gdzieś na koniec świata. Matylda ma urodziny i Dana, jej jedyna przyjaciółka, wymyśliła ten wyjazd jako prezent urodzinowy. W pierwszym odruchu miała odmówić ale jakoś niezręcznie jej było i chyba ciekawość zwyciężyła. Szybko podjęła decyzję o wyjeździe, nie pytając o zdanie Karola. Przecież jej mąż nigdy się jej nie sprzeciwił i nie musiała go w zasadzie pytać o zdanie. Sylwestra bez niego jednak nie zakładała. No, ale cóż wyzwania są po to, żeby im sprostać. Kiedy powiedziała mu o tym tuż przed Wigilią, trochę się dąsał, ale w czasie Wigilii trzeba się radować, więc na wszelki wypadek zgodził się, żeby jego niezadowolenie nie psuło świątecznej atmosfery i trochę udawał, że nie ma nic przeciwko temu. Było mu jednak smutno, kiedy pomyślał o tym, że Sylwestra spędzą oddzielnie. 

Koniec rozmyślań na dziś - zdecydowała Matylda, przecież musi jeszcze odbyć rozmowę z menedżerem, główną księgową i Tadeuszem - jej prawą ręką w interesach. Musi wszystko dopiąć, żeby nic nieoczekiwanego nie zepsuło jej wyjazdu. Uspokoiła swoje myśli, bo przecież po to są cuda techniki,pozwalające na zarządzanie firmą na odległość. Oby tam był tylko zasięg pomyślała, ale szybko wymazała z pamięci te koszmarne myśli, bo życie poza zasięgiem komputera i telefonu komórkowego w ogóle nie mieściło się jej w głowie. 

                                  c.d.n.

ANIELSKA TERAPIA (2)

         Łucja usiadła na swym łóżku gotowa do snu. Jutro wyjeżdża na całe trzy tygodnie. To jej pierwszy,  samodzielny wyjazd od śmierci męża. Trzynaście lat, to już trzynaście długich lat jak On od niej odszedł na zawsze. Została sama z dwójką małych synów i gdyby nie pomoc jej rodziców chyba by sobie nie poradziła. Była młoda, miała zaledwie 39 lat kiedy świat jej się nagle zawalił. Ciągle ma o to pretensje do Adama, ciągle czuje na niego złość.

Jest dyrektorką szkoły, osiągnęła sukces zawodowy. Sama zapracowała sobie na to stanowisko. Jest bardzo oddana swojej pracy, lubiana przez grono pedagogiczne i kochana przez swoich uczniów. Niby wszystko jest w najlepszym porządku, ale jej najbliżsi wiedzą o tym, że to tylko pozory. Łucja jest bowiem samotna z wyboru, a praca jest tylko przykrywką tej samotności. Stroni od mężczyzn mimo to, że jest bardzo atrakcyjną kobietą. Jakież więc było jej zdziwienie kiedy wyjęła spod choinki kopertę z jej imieniem. Natychmiast rozpoznała pismo swojego starszego syna Andrzeja. Czyżby pieniądze? - pomyślała zdziwiona. 

Rozpakowała niecierpliwie jak dziecko, prawie rozdzierając kopertę. Potem długo czytała, a łzy same ciekły jej po policzkach. Był to krótki ale bardzo wzruszający list. Chłopcy w prostych słowach podziękowali jej za matczyną miłość, poświęcenie i trud jaki włożyła w ich wychowanie. Starszy już pracuje, dobrze zarabia i jakiś czas temu opuścił rodzinne gniazdo. Młodszy, Arek właśnie kończy studia i będzie się bronił. Jest bardzo podobny do Adama fizycznie i z charakteru. Będzie dziennikarzem, kończy tę samą gliwicką uczelnię w której przez całe lata wykładał jego ojciec. 

Oprócz tego wzruszającego listu było jeszcze coś. Bon upominkowy w postaci trzytygodniowego pobytu w Leśnym Kurorcie, gdzieś na końcu świata. Długo wpatrywała się w to zaproszenie i nie mogła pojąć jakby to miało wyglądać. Jest przecież w trakcie roku szkolnego, ma tyle spraw na głowie. Ja nie mogę teraz nigdzie wyjechać – zdołała wykrztusić z siebie. Już chciała kontynuować, kiedy Andrzej posadził ją na krześle przy wigilijnym stole i po długich perswazjach przekonał ją w końcu do wyjazdu. Dobrze, pojedzie, bo przecież nie może rozczarować swoich synów, docenia ich piękny gest i misternie utkany plan. Włączyli w swój plan nawet jej przyjaciółkę Izę, która załatwiła jej urlop i zadeklarowała, że zastąpi ją w pracy. Co najważniejsze, upewniła chłopców, że ten wyjazd jest dla Łucji zbawienny i bardzo potrzebny, bo ostatnie tygodnie w pracy były bardzo wyczerpujące i nerwowe. Teraz jest już wszystko poukładane i to najlepszy moment, żeby nabrała sił i motywacji do dalszej pracy. 

Późnym wieczorem siedziała na swoim łóżku i myślała o tym jak zniesie tak długą rozłąkę ze swoimi synami, rodzicami, domem i szkołą.  Męczyło ją też dziwne uczucie jakby zdradziła Adama. Śmieszne, ale ona tak właśnie się czuła i nic nie mogła na to poradzić. Pojedzie, owszem ale jest zła na najbliższych, że nie zostawili jej właściwie wyboru. Jutro Sylwester, a ona wyjedzie w taką długą podróż i to właściwie w nieznane. Na szczęście lubi jeżdzić, jest dobrym kierowcą i nawet aura jest sprzyjająca. Trochę śniegu, lekki mrozik więc jest perspektywa przyjemnej jazdy. Jest już spakowana, chociaż wiele czasu zajęło jej kompletowanie odzieży na tak długi pobyt. Ma wprawdzie co na siebie włożyć ale są to głównie eleganckie garsonki i sukienki na służbowe wyjazdy. W zeszłym roku była w Brukseli i wtedy znacznie odświeżyła swoją garderobę. Z rozrzewnieniem przypomniała sobie ten przymusowy wyjazd związany z jej pracą. Teraz niby nic nie musi, ale skoro dała się już w ten wyjazd wmanewrować to nie będzie się z niego wycofywać. 

Z zadumy wyrwało ją pukanie do drzwi. Proszę – odpowiedziała zwyczajowo, bo w ich domu przestrzegano zasady wolności i swobody przebywania w swoim azylu. Łucja taki bezpieczny azyl stworzyła sobie w dawnej małżeńskiej sypialni. Otacza ją tu mnóstwo pamiątek z czasów kiedy byli jeszcze szczęśliwą rodziną. Czuje też ciągle obecność Adama, taką niczym nie wymuszoną, naturalną. Nawet teraz, kiedy mówi rodzinie -  idę do naszego pokoju, nikt z domowników nie widzi w tym nic dziwnego. Proszę - powtórzyła głośniej. Drzwi się otwarły i do pokoju weszła mama Łucji.

Przepraszam - czy mogę z tobą porozmawiać? zapytała cicho, co wzbudziło jej niepokój. Mama rzadko się wtrącała do jej życia, ale czasami wyrażała swoją opinię i dobijała tym Łucję, która nie umiała dbać o swoje sprawy i z reguły rezygnowała ze wszystkiego co bodaj trochę przeszkadzało jej mamie. Wiesz córciu, zaczęła, nie byłam przekonana do tego twojego wyjazdu, bo wiesz, kobieta sama i jeszcze w twoim wieku... - tu zrobiła przerwę, no, nie będę owijać w bawełnę - to trochę nie wypada. Łucja milczała bo w gruncie rzeczy tym razem akurat zgadzała się ze swoją mamą. Teraz jednak myślę, że może pora żebyś zobaczyła jak żyją inni ludzie, no wiesz tacy całkiem obcy. My z tatą już się starzejemy, chłopcy się usamodzielniają, może więc ty, tam... - znowu zrobiła przerwę, ale Łucja nie wytrzymała i wybuchnęła całą złością jaką chyba przez lata w sobie gromadziła. 

Czy ty, mamo myślisz, że ja jestem jakąś głupiutką blondynką, która nie ma pojęcia jak świat jest skonstruowany?! Czy ty myślisz, że ja szukam męża? Ja już miałam męża i to mi wystarczy. Wiesz dlaczego tam jadę? Powiem ci - bo mnie moi chłopcy o to proszą, bo zadali sobie sporo trudu, żeby sprawić mi przyjemność. I wiesz jeszcze co? Naprawdę im się to udało. Z przyjemnością pojadę gdzieś w lasy, żeby odpocząć i nabrać dystansu do swoich spraw zawodowych. Dlatego ty się tak wściekasz? – zapytała mama. Mnie nie oszukasz kochana, jedno ci tylko powiem: baw się dobrze, rób co chcesz i bądź w końcu szczęśliwa.

Łucja spojrzała na mamę z niedowierzaniem, a ona wykorzystała jej chwilowe zaskoczenie i szybko się pożegnała. Zamknęła za sobą drzwi i zostawiła swoją córkę z tym co powiedziała. Łucja długo jeszcze nie mogła zasnąć, przewracając się z boku na bok w swoim małżeńskim łóżku. W końcu zmęczenie wzięło górę i nie wiedząc kiedy odpłynęła w sen.

Jutro czeka ją bardzo długa podróż.


                        c.d.n.

ANIELSKA TERAPIA (1)

         Zofia nerwowo chodziła po swoim mieszkaniu. Późno wróciła z pracy i teraz nie może pozbierać myśli co zabrać na trzytygodniowy wyjazd. Jest kobietą atrakcyjną i lubiącą dobrze wyglądać, lecz tym razem postanowiła ograniczyć swój bagaż do minimum. Sprawdziła wcześniej gdzie znajduje się Leśny Kurort do którego postanowiła pojechać by odpocząć od codziennej rutyny i tych samych problemów, czyli praca, dom, praca. Sprawdziła i uznała, że w lesie, na zadupiu nie musi wyglądać olśniewająco. Nareszcie może być na sportowo i wygodnie. Koniec z sztuczną otoczką, tam będzie sobą. Może lepiej by było powiedzieć - stworzy się na nowo, dla potrzeb tego wyjazdu. Kolejna twarz Zosi była gotowa do odsłony. 

Zaczęła wyrzucać na łóżko sportowe ciuchy. Okazało się, że jest tego sporo i dlatego wyjęła z pawlacza drugą torbę. Przestała się już przejmować tym co musi zabrać, bo kolejny raz przekonała się, że kocha te swoje przebieranki i przyszedł czas by do tego przywyknąć. Myślami wróciła z powrotem do pracy. Do tej pory nie wie jak przekonała swojego szefa, żeby pozwolił jej wyjechać na tak długi okres. Nie chodzi tu o urlop, 
bo ma jeszcze zaległy z tego roku, a przecież kończy się grudzień. Chodzi o to, że Zofia lubi doglądać wszystkiego sama, nie lubi na długo opuszczać swojego biura chociaż nie przepada za swoją pracą. To znaczy lubi być potrzebna i musi zarabiać pieniądze ale praca kadrowej w spółdzielni mieszkaniowej nie jest szczytem jej marzeń. Lubi prestiż jaki daje jej to stanowisko, ale jest perfekcjonistką i bierze zbyt wiele na siebie. Potem czuje się nieludzko zmęczona i to budzi w niej frustracje. 

W pracy nie zaprzyjaźnia się, żeby nie było potem problemów i niepotrzebnych plotek. Tak jest jej dobrze, ale wie o tym, że ma opinie służbistki i zołzy. Lepsze to niż opinia nieporadnej romantyczki, którą jest w sercu, tak prywatnie. Kiedy wraca do domu, zdejmuje buty na obcasie, seksowną służbową garsonkę i wtedy opada z niej maska. Teraz może być sobą - słabą kobietką, potrzebującą uczuć, męskiego wsparcia i miłości tej cielesnej, zwyczajnej. Zbliżeń i pocałunków. Na samą myśl o tym robi się jej smutno, bo właśnie rozstała się z wieloletnim kochankiem, czułym, dbającym o nią ale niedostępnym, bo żonatym i dzieciatym. Kiedyś jej to nie przeszkadzało, ale teraz zapragnęła czegoś więcej, a on - no cóż, on był szczęśliwy i nie mógł pojąć po co te zmiany. Potem zaczął się wykręcać z jej życia, powoli wynosząc swoje rzeczy.  Po kolei znikała maszynka do golenia, ulubiona koszulka z którą nie mógł się rozstać, aż wreszcie zniknęła jego mała poduszka, bez której Zofia nie mogła zasnąć. Wtedy już wiedziała, że to koniec, ale była zbyt dumna, żeby zapytać, żeby go zatrzymać. 

Pakowanie dobiegło końca> Teraz uporządkuje mieszkanie i może wyjeżdżać. Jest późny wieczór i musi się przygotować na nocną podróż. Sama, nocą, aż za Zieloną Górę to trochę ryzykowne, ale Zofia lubi wyzwania. Jej samochód jest sprawny, wczoraj odebrała go od mechanika. Dam sobie radę – powtórzyła kolejny raz na głos, żeby dodać sobie odwagi. Usiadła przed podróżą, bo trochę jest przesądna i ogarnęła okiem swoje zadbane, ale urządzone z niezwykła prostotą mieszkanie. Od kiedy jej dzieci zamieszkały na swoim jest szczęśliwą posiadaczką M5 w niskiej zabudowie. Kocha swój azyl i już postanowiła, że z nikim oprócz swojej kotki nie będzie go dzieliła. Zdezorientowaną kicię zabrała wczoraj do swojej kawalerki we Wrocławiu córka Zosi, Kasia. Paweł jej młodszy syn, mieszka w Krakowie z dziewczyną i rzadko zagląda do domu. Urządził się, świetnie sobie radzi i często do matki dzwoni. Święta spędzili razem, ale teraz każde pojechało 
w swoją stronę. 

Zofia lubi ten swój uporządkowany świat i wolność, której strzeże jak największego skarbu. Stoczyła prawdziwą walkę o niezależność ze swoim byłym mężem. Można powiedzieć, że odniosła sukces i pomimo, że jej małżeństwo legło w gruzach to ona wyszła z niego zwycięsko. Zachowała szacunek do siebie i przekonała się na własnym przykładzie, że lepiej żyć samej niż w toksycznym związku. Jeszcze raz sprawdziła, czy woda zakręcona, okna zamknięte i czy kwiaty, które kocha i bardzo o nie dba są odpowiednio nawodnione. System nawadniania roślin, kupiony za duże pieniądze jest dumą pani domu. Można nastawić go tak by woda była odpowiednio dozowana i mimo nieobecności gospodyni kwiaty będą miały się calkiem dobrze. Korzyść jest podwójna, bo spokój Zofii jest bezcenny i nikogo nie musi prosić o pomoc podczas swojej nieobecności. 

Jeszcze raz sprawdziła czy ma wszystkie dane dotyczące pensjonatu do którego się udaje, wydrukowaną rezerwację i dowód wpłaty zaliczki. Trasę przejazdu prześledziła na mapie i czuje się doskonale przygotowana. Jedyna przeszkoda to nocna jazda, jest mroźno i spadł drobny śnieg, może być ślisko. Zofia zaczęła analizować swoje położenie i doszła do wniosku, że jeżeli nie wyjedzie natychmiast to zrobi to dopiero jutro rano. Cztery godziny jazdy, może trochę dłużej i to jeszcze w sylwestra... Jadę teraz! - powiedziała na głos.  Wystawiła bagaże na korytarz i starannie zamknęła drzwi swojego mieszkania. Kiedy zastanawiała się jak zejść ze swojego czwartego piętra z takim dużym bagażem,  drzwi sąsiedniego mieszkania się nagle otworzyły i stanął w nich sąsiad Zofii.
Może mógłbym w czymś pomóc – odezwał się przyjaźnie.
Jeżeli mogę cię wykorzystać to proszę, pomóż mi z tą walizką. Drzwi się otworzyły szerzej i stanęła w nich Bogna, żona sąsiada. Czy ktoś chce tu wykorzystać mojego męża? Tak, ja. Mam ogromny bagaż, a Roman zaoferował swoją pomoc – uśmiechnęła się do swojej sąsiadki i zeszła szybkim krokiem piętro niżej, żeby uniknąć zbędnych pytań. Roman złapał za wielką walizkę i po chwili był już zaraz za nią. 

Dziesięć minut później Zofia jechała wyznaczoną trasą na Wrocław.

                   c.d.n.



sobota, 13 czerwca 2015

Ból przeszłości

         Młoda kobieta w różowej sukience z różową różą w dłoni i różowym diademem na czole, usiadła przed inną młodą kobietą, tkwiącą w udręce. 

Jestem Archaii Dobroczynności. Przybyłam aby twe serce oczyścić ze starej gorzkiej miłości i bólu zadanego przez mężczyznę którego kiedyś kochałaś. Co ty możesz wiedzieć o moim cierpieniu? - zapytała kobieta. Przecież tak dobrze ukryłam je na dnie mojego serca. Moi bliscy myślą, że ból już minął bo ciągle powtarzam jak dobrze mi jest bez niego. Lecz prawda jest taka, że tęsknię wciąż do tego łajdaka. Drzwi do nowego świata są dla ciebie otwarte – powiedziała Archaii Dobroczynności do młodej kobiety - więc przejdź przez nie odważnie. Zrzuć z siebie ciężar zranionych uczuć i uwolnij siłę, która tam mieszka. Idź śmiało po nowe uczucie, wolne od starych ran, urazów i negatywnych schematów. 

Jak mam to zrobić skoro sił mi brak? – spytała młoda kobieta. Zrób krok w tył, na małą chwilę wróć do przeszłości – mówi Archaii Dobroczynności. Idź śmiało, ja ci pomogę, dam ci siłę różowej mocy, byś mogła przeanalizować swoje uczucia, po to by je zmienić. Moja rada brzmi: „Poznaj swoje słabości, torując sobie drogę moją miłością, a odkryjesz w czym jesteś silna”. 

Młoda kobieta weszła w różowy promień by zmierzyć się z przeszłością. By zrzucić brzemię, które jej uwiera i do miłości nowej i czystej drogę zaciera. Zapal różowa świeczkę i zabierz ze sobą tyle róż ile zdołasz – powiedziała Archaii Dobroczynności. Młoda kobieta wykonała co tamta jej nakazała. Zrób teraz  kilka głębokich wdechów, aż wypełnisz się różowym światłem. Młoda kobieta zaczęłą głeboko oddychać i nagle, niespodziewanie znalazła się w swoim sercu. Obserwowała jak czarne blizny z jej serca wolniutko rozświetla różowe światło. 

Wróciły sceny z trudnej przeszłości, aż z bólu cała zesztywniała. Co mam robić, błagam, pomocy – młoda kobieta zawołała, a na to Archaii Dobroczynności jej odpowiedziała : Nic nie rób, bądź biernym obserwatorem i pozwól tym wspomnieniom przepłynąć obok ciebie! Nie zajmuj się już nimi, bo należą do przeszłości. Podziękuj za dobre chwile i pozwól oczyścić się z bólu i złości. Otocz się dobrym ciepłym, różowym światłem dobroczynności, wtedy zrobisz miejsce dla nowej miłości. Dobrej, niewinnej i pełnej radości. 

Skąd będę wiedzieć, że znów nie zbłądzę i ulokuję źle swoje uczucie – zapytała młoda kobieta Archaii Dobroczynności. Bądź cierpliwa, mądra i nikogo nie krzywdź po drodze, bo na cierpieniach innych nigdy nic nie wyrośnie. A jeżeli nie zrobię tak jak mi radzisz? – zapytała młoda kobieta. Dużo przeżyłaś i masz mało siły. Ja i mój pomocnik Archanioł Rafał bardzo cię prosimy, nie marnuj siły, nie walcz z przeznaczeniem bo wpadniesz w chorobę zwaną zatraceniem. Będziesz tkwiła na rozdrożu, bez możliwości wyboru. Chyba nie chcesz stracić młodości tęskniąc za prawdziwą miłością? 

Wtedy odezwał się Anioł Troski Pełnej Miłości. Otwórz swoje serce. Przyjmij raz jeszcze w swoje życie promień miłości. Jak mam to zrobić? – zapytała młoda kobieta Anioła Troski Pełnej Miłości. To proste i takie piękne, odpowiedział: Idź na łąkę pełną kolorowych kwiatów, wystaw twarz do słońca, ogrzej się w jego promieniach. Słońce doda ci sił i wskaże drogę jasną, prostą i pewną. Idź do źródła, obmyj twarz, połóż się na trawie i zaczerpnij siłę jaka drzemie w Matce Ziemi. Wszelkie rany, ból zadany, minie bo czas leczy rany. Zrzuć ciężar, który cię przygniata i poczuj się wolna, piękna i bogata. Myśl pozytywnie, słuchaj swojej intuicji i idź prostą drogą, a Bóg cię wynagrodzi miłością odwzajemnioną. 

A co, jeżeli nie wytrwam i zbłądzę? - znów zapytała młoda kobieta. Nie bój się, masz pomocników indywidualnych, dla ciebie specjalnie powołanych. Proś ich o pomoc, a ją otrzymasz. Oni cię obdarzą energią pełną miłości, tylko proś, a dostaniesz wszystko czego pragniesz. Życie daje ci bowiem to, czego sama chcesz. Ty decydujesz, ty masz prawo wyboru, ty rządzisz swoim przeznaczeniem. W swoim sercu masz takie miejsce gdzie nikt inny nie ma wstępu. To tam masz ster, który wiedzie cię do celu. Wsłuchaj się w siebie, otwórz wrota i wpuść do serca pomocną ci istotę. Może to być człowiek, może anioł lub postać z bajki. Może to być zwierzę, mistrz, bogini lub symbol. Ta istota, wyzwoli w tobie miłość i radość. Przejmij jego moc, energię i zaufaj jej, a doznasz ogrom miłości do siebie samej. Bo najważniejsza w życiu jest miłość własna, a reszta to tylko dopełnienie.

Młoda kobieta wstała i zapaliła różową świecę. Zabrała też tyle róż ile zdołała i poszła prosto przed siebie po swoją miłość i przeznaczenie.
Bo dobrych rad swoich anielskich pomocników posłuchała i siłę do życia w ten sposób odzyskała.



Małe grzeszki

        
           Witam serdecznie po długim czerwcowym weekendzie. Jestem szczęśliwa, wypoczęta i niestety... o kilogram cięższa. Kilogram to nie tragedia ale kiedy się odchudzam jest to sygnał, że coś idzie nie tak. 

Wyjechaliśmy  z przyjaciółmi w góry do Białki Tatrzańskiej. Odwiedziliśmy nasz zaprzyjaźniony pensjonat, gdzie gościnni gospodarze przyjmowali nas serdecznie i na bogato. Marysia, góralka z krwi i kości i jej wspaniała kuchnia, której nie mogłam się oprzeć - oto główne winowajczynie mojej „nadwagi”. Powiesz, nikt nie kazał ci jeść i masz rację.  Chciałabym cię jednak widzieć przy suto zastawionym stole w towarzystwie ludzi rozkochanych w biesiadowaniu. Ja nie mogłam się temu oprzeć. 

Długie spacery wśród górskich łąk i kilkugodzinne moczenie się w źródłach termalnych na wiele się nie zdały, chociaż gdyby nie ta przyjemna aktywność, może było by mnie jeszcze więcej. Mimo tego lekkiego „nadbagażu” jestem szczęśliwa, bo zdałam sobie sprawę z tego, że oprócz smuklejszego wyglądu mam jeszcze coś cenniejszego – dobrą kondycję i większą sprawność. Ćwiczenia w basenie i długie spacery z kijami sprawiały mi dużą frajdę. 

Wróciłam do domu rozpromieniona, opalona i gotowa stawić czoła moim zbędnym kilogramom. W poniedziałek byłam na basenie, ćwiczyłam w wodzie z podwójną siłą. Wróciłam też do zdrowej diety i z wolna wracam do wagi sprzed wyjazdu. W końcu gdzie mi się spieszy? Spokojnie, metodycznie, bez nerwów i zbędnych stresów. Jedno wiem na pewno - nie chcę wrócić do dawnej wagi, tej sprzed 8 kilogramów i zrobię wszystko by się tak nie stało. 

Teraz jest też świetny czas by odżywiać się lekko i zdrowo. Truskawki, pomidory, kalafior i cała gama warzyw i owoców to mój kulinarny raj. Jutro na obiad przygotuję makaron pełnoziarnisty z truskawkowym musem. 

Oto przepis:
Makaron pełnoziarnisty (220 g – 2 szklanki ugotowanego) ugotuj według przepisu na opakowaniu. Pamiętaj o tym, żeby ugotować go al dente bo taki nie tuczy. 
Truskawki 250 g zmiksuj z 1 łyżeczką miodu. Wymieszaj z makaronem i polej jogurtem naturalnym ( mały kubeczek).
Smacznego:).



czwartek, 11 czerwca 2015

SŁOWA MOCY

         Dla takich chwil warto żyć, pisać i tworzyć! 

Dostałam dzisiaj maila od mojej wieloletniej przyjaciółki i wzruszyłam się do łez. Przeczytałam w nim, że jestem jej ulubiona pisarką. Nic nadzwyczajnego pomyślisz, ale dla mnie ten mail to był prawdziwy prezent, nieocenione słowa mocy. Słowa wypłynęły od niej - moc wniknęła we mnie.  

Pewność, że ktoś czyta to co ja napiszę i jeszcze ma ochotę odpisać co o tym czytaniu myśli. Pewność, że trafiłam w gust mojego czytelnika nawet wtedy, kiedy tym czytelnikiem jest moja przyjaciółka, a może właśnie wtedy. Pewność, że kierunek w którym zmierzam z moim pisaniem (dla mnie twórczością), jest dobrze obrany. Bo po co zbaczać z kursu i szukać po omacku czytelnika jak właśnie dostałam sygnał z latarni morskiej naszej przyjaźni, że właśnie przypływam do celu. 
Zostałam ulubioną pisarką mojej przyjaciółki. Dla takich chwil warto żyć, pisać i tworzyć swoją radosną przystań własnych marzeń. 

Pomyślisz - dlaczego ona tak się tym egzaltuje? To ja ci odpowiem - bo mam prawdziwą przyjaciółkę, która w chwilach radości spowodowanej czytaniem mojej twórczości napisała coś, na co ja od dawna czekałam – IMPULS DO DALSZEJ PRACY. Malutki sygnał, że to co robię ma sens, czyż nie o to chodzi w życiu?

Jeżeli masz przyjaciół, którzy zadają sobie trud tworzenia, budują swoje małe imperium istnienia to wspieraj ich pracę, choćby drobnym gestem (np. napisz niespodziewanego maila). Mów, co myślisz o tym co przyjaciel robi, szczerze, konstruktywnie i bez owijania w bawełnę. A jeśli widzisz okiem obserwatora, że twój przyjaciel właśnie zbacza z kursu - powiedz mu o tym.

Niech kieruje tobą chęć pomocy, a nie rywalizacji, chyba, że ta rywalizacja wyjdzie wam na zdrowie. Co ja ci będę mówiła, sama wiesz najlepiej co twojej przyjaźni jest teraz potrzebne. Moja przyjaciółka trafiła w dziesiątkę, bo to czego ja teraz najbardziej potrzebuję to WSPARCIA i SŁÓW MOCY.

Dziękuję Ci za to moja NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKO!