niedziela, 16 lipca 2017

MARZENIA DO SPEŁNIENIA



Wszystko zaczęło się pewnego ranka, kiedy moja przyjaciółka zadzwoniła do mnie i zakomunikowała, że musi się ze mną natychmiast spotkać, bo miała sen i chce poznać jego przesłanie. Nie bacząc na moje wykręty, że za wczesna pora, a ja w rosole i na dodatek w złym humorze, zapowiedziała szybką wizytę.
– No to zaraz będę! – krzyknęła do słuchawki i jak zwykle rozłączyła się, nie czekając na moją odpowiedź. Zdążyłam zarzucić szlafrok na piżamę, kiedy odezwał się gong dzwonka do drzwi wejściowych.
– Wiesz, co mi się śniło? – Prawie wpadła na mnie w progu, całując mnie w policzek, poszła wprost do mojej kuchni.
– Napijesz się kawy? – zapytałam. Nie czekając na odpowiedź mojej zaaferowanej przyjaciółki, wyjęłam z szafki kubki, z których zwykle pijemy kawę, kiedy mnie odwiedza. Na moim widniał napis: „Mam swoje marzenia i nie zawaham się ich spełnić”. Włączyłam czajnik, a ona w asyście odgłosów bulgoczącej wody zaczęła swoje opowiadanie.
– No więc śniłaś mi się dzisiejszej nocy – przerwała, by zrobić efektowną przerwę.
– No i co? - zachęciłam ją do zwierzeń.
– Prowadziłyśmy kawiarnię, to znaczy ja prowadziłam – poprawiła się – a ty byłaś tam ze mną. Uśmiechnęłam się, bo nie widziałam w tym nic dziwnego, ponieważ moja przyjaciółka posiada pensjonat i już jakiś czas temu mówiła o tym, że przeniesie się tam na stałe.
– To jednak zdecydowałaś się przeprowadzić? – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
– Nic z tych rzeczy, kochana, to miejsce, ta piękna kawiarnia była tutaj w Wodzisławiu. Dasz wiarę?
– No cóż, czasami… – chciałam zacząć moją odpowiedzieć , ale ona mi przerwała i z błyskiem w oku zaczęła opowiadać, jak wyglądała owa kawiarnia w jej śnie.
– To było magiczne miejsce, nie mogę wręcz przestać o tym myśleć. Otaczały mnie książki, kwiaty, koronkowe serwetki, no i Anioły. A ty wiesz, że od dawna mam chęć, by nauczyć się robić takie cudeńka na szydełku?
– Służę pomocą, kiedyś robiłam, jak ty to nazywasz, „takie cudeńka”. Wystarczy, że odświeżę sobie pamięć – rozmarzyłam się razem z moją przyjaciółką.
– Ty się w ogóle nie dziwisz? – zapytała nagle.
– A czemu mam się dziwić, przecież każdy ma prawo mieć swoje marzenia – odpowiedziałam z uśmiechem, popijając łyk smacznej kawy i poczułam wdzięczność za to, że przyjaciółka wprowadziła mnie w świat swoich pragnień. Jej radość udzieliła się mi i już obie zatopiłyśmy się w radosnym tworzeniu.
– Widziałam tam taki piec z kamienia, w nim wypiekała się pizza, a zapach, jaki poczułam, był tak realistyczny, że mogłabym przysiąc, że istniał naprawdę.
– Chwileczkę, mówiłaś mi, że to ma być kawiarnia, a teraz już widzę, że to restauracja – przerwałam jej opowiadanie, by uporządkować myśli.
– No tak, a więc to była knajpka, nie kawiarnia i nie restauracja, jeżeli wiesz, o czym mówię – spojrzała na mnie i od razu zrozumiała, że jestem w tych klimatach. – Myślisz, że to normalne? – zapytała.
– Co masz na myśli?
– No to, że śniła mi się ta knajpka, kiedy ja nie mam pojęcia, jak prowadzić taki interes.
– Gdyby można było karać za marzenia właśnie odsiadywałabym dożywotni wyrok – odparłam.
– No ale ty jesteś pisarką i to chyba normalne.
– Co jest normalne? Że odsiaduję ten wyrok czy to, że mam swoje marzenia? – dopytałam coraz bardziej rozbawiona.
– To, że marzysz, bo duszę masz artystyczną, a ja pierwszy raz miałam podobny sen i poczułam takie szczęście, i chciałam się dowiedzieć, czy mam traktować ten sen dosłownie, czy raczej przestać się nad tym zastanawiać?
– Trochę dużo tych pytań, a raczej wątpliwości – odpowiedziałam wymijająco, bo sama jeszcze wtedy nie znałam odpowiedzi na wszystkie z nich. – A powiedz mi, co ja robiłam w tym twoim śnie?
– Siedziałaś przy stole i pisałaś książkę – odpowiedziała, patrząc gdzieś w dal.
– Pisałam książkę w twojej knajpce? – nie mogłam wyjść z zadziwienia.
– Ja też się zdziwiłam i nawet zapytałam w tym śnie, co piszesz – przerwała na moment, by wypić łyk kawy, bo do tej pory nawet ust nie zamoczyła, tak była pochłonięta opowiadaniem.
– No i co ci odpowiedziałam? – ponagliłam ją zainteresowana.
– Odpowiedziałaś, że ta książka jest wyjątkowa i znajdujesz w mojej knajpce natchnienie, bo ona jest kulinarna i nawet podałaś mi tytuł, jak sama powiedziałaś, „roboczy” – znowu przerwała.
– No to mów i nie trzymaj mnie w napięciu – prawie krzyknęłam podekscytowana.
– „Anielska kuchnia” – powiedziała.
– „Anielska kuchnia”? – powtórzyłam jak echo.
– Tak, i wiesz co, tam były przepisy na wegetariańskie dania – dokończyła zadowolona z efektu, jaki wywarło na mnie to opowiadanie.
– Pisałam książkę kucharską i to na dodatek wegetariańską? – nie mogłam wyjść z zadziwienia. Sama jestem mięsożerna, ale mam spore doświadczenie w kuchni wegetariańskiej, bo moja wnuczka i synowa nie jedzą mięsa już od dawna, więc wprawiłam się już w jarskim gotowaniu. Nie powiedziałam jednak o tym od razu mojej przyjaciółce. Zadziwiło mnie to, że już od jakiegoś czasu czułam, że sama powinnam wykluczyć ze swojego jadłospisu mięso. Takie anielskie podszepty, które ciągle od siebie odrzucałam.
– Nie do końca to było książką kucharską. Raczej opowiadaniem przeplatanym przepisami, ale na pewno wegetariańskimi – dodała, jakby opowiadała mi coś, czego naprawdę była świadkiem – teraz już wiesz, że nie mogłam z tym czekać i zjawiłam się tak z samego rana.
– Tak, rozumiem. – Ja co prawda miewam takie realistyczne sny i specjalnie się nie dziwię, ale moja przyjaciółka pierwszy raz z takim przejęciem opowiadała mi o swoim, który zresztą dotyczył nas obu.
– No i co ty na to? – zapytała cichym głosem, jakby obawiała się, że nas ktoś usłyszy.
– Może napiszę kiedyś taką książkę, zainspirowałaś mnie, przyznam szczerze.
– Ja pytam, co myślisz o tym pomyśle, by otworzyć knajpkę? – zapytała poirytowana brakiem zainteresowania z mojej strony.
– A co czujesz, jak myślisz o tej knajpce jak ze snu?
– Radość, spokój i ciepło – mówiąc to, położyła rękę na sercu.
– No to realizuj swoje marzenie – odpowiedziałam z radością.
– Jak to, tak po prostu?
– Na razie w marzeniach. Stwórz wystrój tego miejsca, ułóż menu, wyobraź sobie ludzi, którzy tam przychodzą, a potem jak zechcesz, stworzysz ją naprawdę w realnym miejscu. W swoim czasie, kiedy będziesz już na to gotowa.
– Mówisz poważnie?
– Najpoważniej na świecie. Tak właśnie powstają wielkie rzeczy.
– W snach? – dopytała zdziwiona.
– W marzeniach – odparłam.
– No a co z kasą, której teraz nie mam?
– Na szczęście za marzenia nie trzeba płacić – odparłam. – Póki co stwórz to miejsce w głowie. Jak taka będzie twoja droga, pieniądze się znajdą.
– Aha, znajdą się – powtórzyła za mną.
– Tak działa Prawo Przyciągania – odparłam. – Człowiek jest tym, o czym cały dzień myśli. Nie zrozum mnie źle, nie musisz myśleć o tym projekcie cały dzień, ale jak już oddajesz się marzeniom, to myśl pozytywnie. Nie piętrz problemów, nie skupiaj się na brakach, tylko otwórz umysł i pozwól swoim myślom płynąć. Zapisuj uczucia, jakie temu towarzyszą i wszystkie pomysły, które wpadną ci w tym czasie do głowy. To twoje myśli są właśnie źródłem kreatywności – zakończyłam swoją wypowiedź, a moja przyjaciółka zapatrzyła się gdzieś w dal, jakby szukała w swojej pamięci jakichś zagubionych szczegółów.
– Ty wiesz? – odezwała się po chwili. – Ja nie muszę niczego wymyślać, ja dokładnie wiem, jak ma wyglądać ta knajpka ze snu. Tylko muszę to szybko zapisać bo zapomnę – dodała i już zbierała swoje rzeczy gotowa do wyjścia. Nie zatrzymywałam jej, ponieważ wiem, że jak człowiek ma wenę, to musi pisać.
– Kup sobie po drodze fajny zeszyt i tam zapisuj swoje marzenia – poradziłam jej przy pożegnaniu.
– Już mam taki zeszyt, sama mi go podarowałaś. To mój Zeszyt Mocy – przypomniała mi. Pomachałam jej na pożegnanie, a kiedy wróciłam do kuchni, by dokończyć kawę, poczułam radość z tego powodu, że trud, jaki wkładam w tworzenie owych Zeszytów Mocy, został doceniony.

– To był cudowny poranek – powiedziałam do siebie.





czwartek, 30 marca 2017

O MIEJSCU, W KTÓRYM ZAWSZE MOŻESZ SIĘ SCHOWAĆ.



      Kiedy byłam małą dziewczynką miałam swój świat, zamknięty dla dorosłych świat dziecięcych marzeń. Mały różowy domek, cieplutkie puszyste przytulisko. Ganek z kwiatami, drzwi z wejściem dla kota i małymi okienkami z białymi firankami. Kiedy byłam smutna, siadałam na ganku i rozmawiałam z.....no właśnie z kim rozmawiałam? Chyba z aniołami, w malutkich ciałkach dzieci z loczkami, grubymi nóżkami, jak dzisiejsze aniołki ze sklepu z pamiątkami.

Mama mówiła wtedy do taty: "zobacz, ona znowu mówi do siebie", a tata na to: "a do kogo ma mówić jak jest tu sama". Ale ja nigdy nie byłam sama, otaczała mnie grupa moich przyjaciół i jest tak do dzisiaj.

Zachęcam Cię, droga Mario do stworzenia w swoim umyśle takiego miejsca, w którym znajdziesz schronienie w razie kiedy będziesz smutna, zagubiona lub zraniona. Stwórz je, żeby przeczekać gorsze dni. Może to być dom Twoich marzeń, może to być słoneczna polana w środku lasu. Może to być piękna plaża na lazurowym wybrzeżu lub dom na wsi, taki jak u babci, gdzie świat pachnie szarlotką. Zamykasz oczy na kilka chwil i jesteś w krainie swoich marzeń.

Ja chodzę wtedy po łące pełnej pięknych polnych kwiatów. mam na sobie wygodny strój, czyli jeansy i flanelową koszulę no i oczywiście bose nogi, żeby lepiej czuć kontakt z ziemią. Obok mnie biegnie lablador biszkoptowej maści (mój ukochany pies to berneńczyk, chyba nie byłby zazdrosny o tego labradora), wszystko dzieje się jak na filmie w zwolnionym tempie. Jestem szczęśliwa, zwinna i uśmiechnięta. Mój psi towarzysz biegnie radośnie, jakbyśmy szli na spotkanie z ukochaną osobą. Czuję się wtedy wolna i szczęśliwa.

Naprawdę boję się lasu i tego, że się tam zgubię, ale mój las znam przecież bardzo dobrze, a poza tym za tą polaną jest dom mojej babci., który sobie wymarzyłam bo nigdy babci nie miałam. Teraz kiedy sama jestem babcią staram się dawać swoim wnuczętom tyle ciepła i uwagi, żeby nawet kiedy mnie już nie będzie, mogły schronić się w moim domu.

Ty też droga Mario, możesz nauczyć się tej wspaniałej techniki relaksacji. Na początku wyobraź sobie, że jesteś na słonecznej plaży. Słońce Cię ogrzewa, wiatr delikatnie smaga twoje ciało, w oddali szumi morze. Wstajesz z leżaka i idziesz po ciepłym piasku w stronę morza. Morze jest lazurowe, spokojne i ciepłe. Idziesz wzdłuż plaży i czujesz mokry piasek pod stopami. Mnie taki spacer oczywiście pomaga w zimowe, chłodne dni, kiedy nie ma słońca i chandra próbuje mnie dopaść.

Wymyśl sobie oczywiście to miejsce według własnych marzeń i nie spiesz się, udoskonalaj je lub miej kilka takich przytulisk, bądź kreatywna i śmiała w swoich poczynaniach.

Życzę Ci miłej zabawy i mimo wszystko mało takich dni, kiedy będziesz chciała zatopić się w swoich marzeniach, żeby przeczekać gorsze chwile.

środa, 8 lutego 2017

ANIELSKA TERAPIA - FRAGMENT


  Byłem w jej domu, a konkretnie w kuchni. Patrzyłem przez okno i podziwiałem ją... moją żonę, którą odkrywałem po raz drugi. Pierwszy raz to było dawno temu, kiedy szukałem w studenckim klubie kumpla. Pomyliłem imprezy i znalazłem się na jakimś wieczorku autorskim poetki, której nazwisko nic mi nie mówiło. Usiadłem obok ładnej dziewczyny i zapytałem, co się tu dzieje i czemu taka piękna dziewczyna marnuje tu czas. Uciszyła mnie skutecznie i tak spojrzała na mnie, jakby chciała mnie tam zabić publicznie. Ładna była i zadziorna i to mi się w niej podobało. Zostałem na tej imprezie i muszę przyznać, że nawet mi się podobało. Po zakończeniu poprosiłem, żeby w drodze rewanżu, bo przecież dla niej tu zostałem, poszła ze mną posłuchać dobrej muzyki. Zgodziła się, ale pod jednym warunkiem, że zaproszę również jej koleżankę Bożenkę. Cóż było robić? Zabrałem je obie z nadzieją, że może spodoba się mojemu kumplowi. Bożenka chyba mnie nie polubiła, z wzajemnością zresztą, a one dwie od tamtej pory są nierozłączne. Darek, mój kumpel, student prawa, zaraz rozkochał w sobie Bożenkę i do dziś dnia są wzorowym małżeństwem. Czego nie mogę powiedzieć o nas. Alicja żyje swoim życie, a ja, no cóż, dopiero teraz poczułem, że tracę to, co mi się najlepszego w życiu przytrafiło.

   Dzisiaj Darek próbował mi uświadomić, że jestem niekonsekwentny i zachowuję się jak skończony egoista, burząc jej życie, które z takim mozołem próbuje zbudować od nowa po naszym rozstaniu. Co on może wiedzieć o naszym życiu? Co on może wiedzieć? Myślałem, że jak trochę od siebie odpoczniemy, to ona zatęskni za mną, skruszona wróci i doceni to, co dla niej zbudowałem. Ale ona mnie totalnie zaskoczyła i nie żebym sobie nie poradził z tym facetem, który się kręci koło niej, ale ona się zmieniła... Cholera, bardzo się zmieniła i to mnie właśnie podnieca. Ta nieosiągalność, ta niezależność, to jest coś, czego szukam w kobiecie, ale w dawnej Alicji tego nie było. Dawna Alicja była idealna, wrażliwa, delikatna, ustępliwa i kompletnie we mnie zakochana. Z początku nie powiem, mi to imponowało, ale potem zaczęła mnie denerwować tym swoim cudownym oddaniem. Żadnego wyzwania, żadnej adrenaliny.

  Dom stał się jej azylem, książki przyjaciółmi, a ja, no cóż, nie chciałem takiej nudnej żony. W ogóle z niej zrezygnowałem, a to jej żebranie o miłość było żałosne. Ktoś, kto ma szacunek do siebie, tak się nie zachowuje. Żadnej awantury, żadnego narzekania, tylko to żebranie o każde zbliżenie. To mnie od niej odpychało, ta jej cholerna dobroć. Moja mama też taka była i dlatego ojciec tłukł ją i mnie na dokładkę. Gdyby się chociaż mu postawiła, żeby chociaż mnie obroniła, to nie, tłumaczyła mi tylko: Synku, tata jest dobry, przecież mamy wszystko, tylko ja go czasami denerwuję. Czym ona go denerwowała, chyba tym, że była niemalże idealna. Mój ojciec, szanowany lekarz, nie miał do matki grama szacunku, a ona go i tak uwielbiała. Nigdy jej nie mogłem zrozumieć i nawet wtedy, gdy ojciec mnie już przestał bić, bo był coraz starszy i bał się że mu oddam, nad matką znęcał się do końca życia, a ona mu na to pozwalała i za to ją nienawidzę. 

  Musiałem przerwać to nasze życie, bo już nieraz miałem ochotę Alicji przyłożyć, tylko za bardzo brzydziłem się ojcem, nie chciałem taki być. Dobrze, że chociaż nie mieliśmy dzieci, bo musiałbym udowadniać sobie, że umiem być dobrym ojcem, ale najbardziej bałem się tego, że nie sprostam temu zadaniu. Alicja natomiast byłaby idealną matką i to mnie przerażało. Na pewno byłaby taka, jak moja matka, a jej przecież nienawidziłem, a ona mnie bardzo kochała miłością bezwarunkową. Nigdy nie zrozumiem kobiet.

  Co innego Alicja teraz: piękna, odważna i pewna siebie. Taka, jak sobie wymarzyłem. No i ten jej seksapil, którym emanuje. Tak jej pragnę, że aż boli, no i to mnie najbardziej dziwi, bo już dawno przestała mnie interesować jako kochanka. Już dawno zrezygnowałem z uciech cielesnych, wolałem pracę, adrenalinę, nowe wyzwania, kontrakty i pieniądze. Gromadziłem je z pasją, kupowałem nieruchomości, lokowałem na giełdzie i wszystko mi się świetnie układało, ale ona, moja żona, wcale mnie nie doceniała. Małe miała potrzeby i nigdy nie pytała, jaki jest nasz majątek. Naiwna, żeby nie powiedzieć głupia była, i to też mnie od niej odpychało. Kiedy rzuciłem jej jak ochłap te pieniądze, myślałem, że mnie wyśmieje, a ona powiedziała… Dziękuję.

  Inaczej bym to rozegrał, ale ta choroba mnie zaskoczyła. Słabłem z dnia na dzień, czułem się podle i nic mnie nie cieszyło, ale teraz jest inaczej. Mam to już za sobą, jestem zdrowy i mam kolejne wyzwanie. Zdobędę serce Alicji i dam jej szczęście. Tak, to jest moje wyzwanie. Darek mnie dzisiaj zaskoczył pytaniem, które już sam sobie próbowałem zadać: Czy ty kochasz Alicję, czy to twoje kolejne wyzwanie? — zapytał, kiedy tak obaj staliśmy przy tym oknie i podziwialiśmy nasze panie. Bo przecież Alicja jest moją żoną i do mnie należy, a ja jej to tylko muszę uświadomić. Powiedziałem, żeby się nie interesował, bo to nasza sprawa. Moja i Alicji. On mi na to, żebym uważał, bo on mi się przygląda i nie pozwoli jej znowu skrzywdzić. Palant jeden myśli, że może się wtrącać w nasze małżeńskie sprawy. Co on ma do Alicji, czyżby mu się podobała? Myślę, że może się podobać każdemu mężczyźnie, jemu też. Mam dość tych jego rad i to mu właśnie powiedziałem. Zostaje mi jeszcze ten facet, który jej zawrócił w głowie. Na razie mam nad nim przewagę i muszę ją dobrze wykorzystać.







wtorek, 31 stycznia 2017

MIŁOŚĆ DO CZYTANIA



Miłość do czytania przerodziła się z czasem w miłość do pisania.

Czytanie książek jest dla mnie jak oglądanie świata cudzymi oczami, albo chodzenie w cudzych butach.

Książki towarzyszą mi całe życie. Najpierw czytała mi mama, a kiedy w wieku 6 lat potrafiłam składać literki, czytałam już sama. Układałam opowiadania i rysowałam do nich ilustracje. Kilka takich zeszycików zachowało się do dziś w szufladzie mojej mamy. Kilka książeczek z ogromniej serii „Poczytaj mi mamo” do tej pory zachowałam, a reszta gdzieś zaginęła przy kolejnych przeprowadzkach. No cóż, trochę czasu minęło a ja nadal kocham czytanie.

Najważniejsze są wspomnienia, a tych mam wiele. „Ania z Zielonego Wzgórza” lub „Alicja w Krainie Czarów” to książki, które w czasach mojej wczesnej młodości czytała prawie każda dziewczynka. „Mały Książę”, ta kultowa lektura szkolna też ma miejsce w moim sercu. Zupełnie niedawno kupiłam jej piękne wydanie i czytam kolejny raz delektując się każdym słowem. Jednak teraz ta książka ma dla mnie zupełnie inne znaczenie. W moim rodzinnym domu książka miała zawsze swoje honorowe miejsce. Stare przysłowie mówi: „Czym skorupka w dzieciństwie nasiąknie, tym na starość trąci” i dlatego nigdy nie czytam przy jedzeniu i nie zaginałam rogów kartek, bo do zaznaczania przeczytanych stron służy zakładka. Nie piszę na marginesach książek i nie zaznaczam tekstów ołówkiem ani flamastrem. Wszelkie słowa czy zdania, które są dla mnie ważne przepisuje do specjalnego notesu, a ostatnio służy mi do tego komputer. Wszystkie te cytaty i złote myśli, wnioski i morały zawarte w moich ulubionych książkach nieustannie kształtują moje życie. Od lat czytam książki równolegle z moją przyjaciółką bo dla mnie tak samo ważne jest czytanie jak i rozmowa o tym co autor książki chciał nam przekazać. Ważne jest dla mnie to, co autor schował między wierszami. Stosując tę metodę przez lata doszłam do wniosku, że każdy z nas wyciąga inną naukę z przeczytanej lektury. Każdy znajduje w czytanej książce takie wartości jakich akurat poszukuje lub potrzebuje. Ta sama książka czytana przez różne osoby, wnosi zupełnie inne wartości do ich życia. Czasami zdarza się książka, której nie potrafię przeczytać do końca i fakt ten przyjmuję z pokorą. Może to nie czas na takie doznania, może nie dla mnie jest owa powieść lub opowiadanie. Odkładam na półkę i czekam, czasami parę lat, by wrócić do niej, z różnym skutkiem. Czasami odnajduję sens zawarty w niej, a czasami odkładam i nigdy już do niej nie wracam. Nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia i nie postrzegam tego jako porażki czy niepowodzenia, ot po prostu mijamy się w swojej życiowej prawdzie z autorem książki i tyle. Ile ludzi tyle gustów również czytelniczych. O gustach się nie dyskutuje więc i ja zamilknę.

Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, coś jakbym doznała olśnienia, to „Alchemik” Paolo Coelho. Opowieść o człowieku, który w poszukiwaniu szczęścia wyruszył w świat. Po czym doszedł do wniosku, że szczęście i miłość pozostawił w opuszczonym domu. Warto było przejść tak długą drogę by odkryć starą jak świat prawdę: To co jest dla nas ważne i wartościowe zwykle znajduje się blisko, tylko człowiek ma naturę przewrotną i lubi biegać w pogoni za „króliczkiem”, a kiedy się zmęczy i zatęskni za dawnym życiem, wtedy zatrzymuje się i dochodzi do wniosku że wszystko czego potrzebuje ma w swoim sercu. No cóż warto wyruszyć w daleką podróż, by zatęsknić za domem. Warto zdobywać doświadczenie i poznać inny świat by z radością wrócić do miejsca gdzie są jego korzenie.

Od Alchemika zaczęłam przygodę z prozą Paolo Coelho i do tej pory, a więc dobrych paręnaście lat, jestem wierna temu autorowi. Kolejne książki czytam z równą ciekawością i namaszczeniem. Mogłabym długo wymieniać tytuły, ponieważ lista pięknych książek, które napisał mój ulubiony autor jest bardzo długa, a to co z nich wyniosłam jest dla mnie bardzo cenne. „Alchemik” to książka, która wiele lat temu zapoczątkowała mój wielki romans z twórczością Paolo Coelho więc może zakończę ten temat na ostatniej pozycji, którą przeczytałam parę miesięcy temu „Zwycięzca jest sam” Oto dwa cytaty, które przepisałam z książki do mojego zeszytu Złotych Myśli, i z którymi się w stu procentach zgadzam :

„Niektórzy są wiecznie niezadowoleni.

Kiedy mają niewiele, chcą więcej.

Jeżeli mają dużo, chcą jeszcze więcej.

A kiedy już to osiągną, tęsknią

za prostym, skromnym życiem”.

„Miarą godności człowieka nie jest tłum, otaczający nas, kiedy znajdujemy się u szczytu, ale pamięć o tych, którzy wyciągnęli do nas dłoń, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy pomocy.

Poczucie wdzięczności jest cnotą. Nikt daleko nie zajedzie, jeżeli zapomni o ludziach, którzy stali przy nim w potrzebie”.

No i jak tu nie kochać takiego autora? Słowa mają dla mnie ogromne znaczenie. Na zawsze te cytaty i wiele innych pięknych słów pozostaną w mojej pamięci. Książki napisane przez Paulo Coelho bardzo sobie cenię i dlatego mają honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce. 






poniedziałek, 23 stycznia 2017

DOM NIECHCIANYCH WSPOMNIEŃ



Przyszła do mnie w czasie snu, była stara i pomarszczona. Dała mi klucze od jakiegoś domu.

To jest wszystko co mam – powiedziała - i oddaję Tobie, bo wiem, że zrobisz z Tym co trzeba.

Przyjrzałam się jej uważnie i zdziwiłam się bardzo, że ktoś obcy oddaje mi klucz do swojego mieszkania i jeszcze mnie obarcza swoimi problemami.

Kim jesteś? - zapytałam ale ona tylko uśmiechnęła się i odeszła, jakby się we mgle rozpłynęła.

Stałam przed starym domem, trzymałam ten klucz w dłoni i nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam zamiaru do niego wchodzić, ale jednocześnie jakaś niewidoczna siła nie pozwalała mi stamtąd odejść. Podeszłam do drzwi, włożyłam klucz do zamka i weszłam do ciemnego domu. Zrobiłam to bez swojego udziału, jakbym była tylko obserwatorem. Jakbym stała obok a jednocześnie była w domu. Zobaczyłam światło i poszłam w jego stronę. Stanęłam tak bym mogła spojrzeć co dzieje się za uchylonymi drzwiami. Zobaczyłam małą dziewczynkę rozbieganą i wesołą, a na fotelu obitym czerwonym pluszem siedziała stara kobieta w ludowym stroju. Byłam pewna, że już kiedyś ją widziałam, chyba na jakiejś starej fotografii. Głos miała ciepły i śmiała się razem z roztańczoną dziewczynką. Na stole stały dwa białe kubki z gorącym napojem, a na talerzu z brzegiem jak koronka leżało moje ulubione drożdżowe ciasto. Pięknie pachniało w całym domu. Ten zapach obudził we mnie dawno zagrzebane wspomnienia. Poczułam się jak ta mała dziewczynka, szczęśliwa i kochana. Stałam cichutko i obserwowałam scenę z mojego snu i nagle wielka tęsknota ogarnęła moje serce. Tęsknota za utraconym dzieciństwem i za babcią, której nigdy nie miałam. Za dotykiem jej rąk delikatnych jak aksamit, za czułym spojrzeniem i sercem pełnym miłości. Łzy spływały mi po policzkach i rozmazywały obraz. Wtedy kobieta się odwróciła i przyjaznym gestem zaprosiła mnie do stołu. Weszłam i usiadłam na wskazanym miejscu. Zobaczyłam pokój z minionej epoki. Proste sprzęty ozdobione koronkami, łózko w rogu z piernatami i czerwone pelargonie na parapetach małych okienek. Duży biały piec ogrzewał całą izbę, stał na nim garnek z bulgoczącą strawą. Poczułam wdzięczność, że dane mi jest uczestniczyć w tym pełnym magii przedstawieniu. Dziewczynka jakby mnie nie widziała, cały czas klaskała w dłonie i radośnie podskakiwała, a kobieta uśmiechała się do niej promiennie. Miała piękne fiołkowe oczy i okrągłą twarz z milionem drobnych zmarszczek. Włosy wciśnięte za bielutki czepek i chustę na głowie jak na babcię przystało. Biała bluzka z wyszywanym wzorem nienagannie okrywała całą jej kibić. Zwieńczeniem całości była spódnica zmarszczona w talii i fartuszek w kolorowe kwiaty. Wyglądała jak babcia z minionej epoki. Czas zatrzymał się również dla mnie i poczułam, że mogłabym zostać na zawsze w tym zaczarowanym domu.

Dobrze że do mnie wpadłaś, długo na ciebie czekałam – powiedziała kobieta patrząc na mnie stęsknionym wzrokiem.

Kim jesteś? - kolejny raz tej nocy zadałam to pytanie.

Spojrzała tylko na mnie i rozpłynęła się razem z domem i dziewczynką, która cały czas radośnie śpiewała, a jej głos długo jeszcze dźwięczał w mojej głowie. A ja stałam na polanie i trzymałam klucz w dłoni. Tak bardzo chciałam wrócić do tego domu, ale on zniknął i tylko tęsknota pozostała.

Kiedy się obudziłam nie mogłam zapomnieć o tym czego doświadczyłam minionej nocy. Odwiedziłam mamę by jej opowiedzieć o moim dziwnym śnie. Mama wstała bez słowa, wyjęła album ze zdjęciami i po chwili podała mi jedno z nich. Na zdjęciu była kobieta z mojego snu. Babcia Zuzanna, mama mojego taty w cieszyńskim stroju ludowym. Było to jedyne zdjęcie mojej babci z jej młodości, które zachowało się w naszej rodzinie. Zdjęcie było pożółkłe ze starości, ale babcię od razu poznałam. Te sam szczery uśmiech i fiołkowe oczy patrzyły na mnie ze starej fotografii.

Mój ojciec miał dwóch starszych braci, a jego mama zmarła jak tato miał trzy lata. Nie znałam babci nawet z opowiadań, bo tato jej nie pamiętał. Pozostała tylko ta pożółkła fotografia.

Kiedy dłużej zastanawiałam się nad sensem tego snu doszłam do wniosku, że ta mała dziewczynka to ja, a babcię przywołała moja tęsknota za utraconym dzieciństwem. We śnie była mi bliska i wiem, że od zawsze mieszka w moim sercu.

Co to był za dom, do którego mam klucze?

Nazwałam go „domem zapomnianych wspomnień” i wiem, że już wkrótce wrócę do niego.

Sen ostatniej nocy zainspirował mnie bowiem do napisania książki pod takim właśnie tytułem „Dom zapomnianych wspomnień"




poniedziałek, 16 stycznia 2017

MAGIA KOBIECEJ SIŁY


Czy wybrać samodzielną pracę czy lepiej działać w zespole?

Takie pytanie zadawałam sobie zanim jeszcze rozpoczęłam mój projekt. Przez ostatnie dwa lata zbierałam doświadczenia, poznawałam ludzi, którym z zapałem i zaangażowaniem opowiadałam o moich pomysłach, planach i sposobach w jakie przymierzałam się je zrealizować. Czasami ktoś na chwilę zatrzymywał mnie w dążeniu do celu, hamował mnie na mojej ścieżce, ale ja mimo to ciągle szukałam nowych sposobów na realizację moich planów. Uczyłam się na własnych błędach, po każdej nieudanej próbie ponownie zbierałam siły i znowu podnosiłam się ruszając w kierunku marzeń. Wszystko, co w życiu mnie spotkało dobrze służyło mojemu celowi. Dzisiaj to wiem i za każde doświadczenie dziękuję losowi, za każdego człowieka, którego poznałam, za każdą przeszkodę, którą pokonałam. Czasami musiałam zmienić kierunek, czasami wracałam do punktu wyjścia, by po chwili z nową siłą wrócić na właściwe tory.

Postawiłam jednak na pracę w zespole, który choć czasem potrafi nieźle zatrzymać, to jednak najczęściej pcha mnie w górę. Kocham wspólne działania, lubię widzieć w oczach innych błysk radości i ciekawości, kiedy opowiadam o swoich marzeniach. Kiedy już w końcu znalazłam wsparcie w kobietach o podobnym sposobie myślenia (a tylko kobiety są w moim zespole) i podzieliłam zadania zgodnie ze szczególnymi talentami każdej z nas, od razu poczułam siłę, tą siłę poczułyśmy wszystkie. To moc pracy w grupie, wzajemne wsparcie i potężna siła motywacji. Może trochę to trwało zanim udało mi się zebrać „nasz” team , jednak już dziś widzę, że razem mamy szansę odnieść sukces. Czy nie za wcześnie na takie słowa? Kolejne pytanie samo się nasuwa. Moja odpowiedź brzmi: NIE, bo jeśli ja nie będę wierzyła w powodzenie mojego projektu, to kto? Dzisiaj jest jeszcze – MY!

W nowym roku wyznaczyłam cel mojemu zespołowi, podzieliłam go na kilka etapów i krok po kroku przystąpiłyśmy do jego realizacji. Jednym słowem znalazłam swoją Anielską Przystań a wraz z nią kilka wspaniałych kobiet, których ścieżki do spełnienia marzeń spotkały się z moją ścieżką. Teraz idziemy już razem.

Jeżeli zaciekawiły Cię moje słowa zaglądaj do mojej Anielskiej Przystani a ja opowiem Ci o moich planach i zabiorę Cię w podróż do marzeń. Będzie ciekawie, energetycznie i anielsko, bo to Anioły są moim natchnieniem a twórcza praca jest źródłem kreatywności dla całego zespołu.

Ja już osiągnęłam wiele bo znalazłam ludzi, którzy wyruszą ze mną w tę podróż do marzeń. Cel wyznaczony, lecz najpiękniejsza jest ta droga, która prowadzi do jego realizacji.

Czy piękniejsza jest sama podróż czy też osiągnięcie jej celu? Już czas to sprawdzić.

Czy już wiesz, że każdego dnia możesz sięgać po radość i spełnienie? Nauczę Cię tego.

Ruszajmy wreszcie!





wtorek, 3 stycznia 2017

WSPIERAJMY SIĘ WZAJEMNIE!!


Kochani Anielscy Czytelnicy! Bardzo Wam dziękuję za dotychczasowe wsparcie, za obecność i za to, że czytacie to, co dla Was piszę. W Nowym Roku obiecuję, że będę pisała dalej i będę pisała jeszcze więcej….
Dziś to ja chciałam Was prosić o wsparcie, jedna z moich cudownych czytelniczek zgłosiła moją książkę do konkursu. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Jeśli ktoś z Was ma ochotę zagłosować na mnie to serdecznie Was zapraszam do wysłania jednego, krótkiego smsa.
Aby oddać głos na moją książkę, należy na numer 72480 wysłać SMS o treści : TYP.KR.02
Głosowanie trwa tylko do 7.01.2017 więc nie wiele mamy czasu ale liczę na Waszą pomoc!
Jeśli moja książka jest Wam bliska, to wyślijcie smsa i zachęcajcie znajomych do udostępniania tej informacji. Niech Anielska Przystań idzie z Wami w Nowy Rok.
Dla zainteresowanych głosowaniem podsyłam namiary na stronę konkursową : www.atomsms.pl
Szczęśliwego Nowego Roku i Anielskiego wsparcia Wam życzę.
Halinka