niedziela, 25 września 2016

O MIŁOŚCI CIĄG DALSZY


Czy każda miłość jest taka sama?

Kocham cię” - jak trudno jest czasami powiedzieć te słowa.
Moja przyjaciółka, u której gościliśmy w długi czerwcowy weekend przy popołudniowej kawie poruszyła temat okazywania sobie uczuć. Poprosiła swojego męża (z ponad trzydziestoletnim stażem), żeby częściej mówił, że ją kocha, a on zdziwiony odpowiedział: „co ty chcesz ode mnie, kobieto, przecież gdybym cię nie kochał to bym z tobą nie był”. Proste męskie myślenie, ale czy to jest w istocie takie proste? Myślę, że to jest bardziej skomplikowany i złożony temat.

Czy można klasyfikować, odmieniać, różnicować miłość?
Myślę, że można: inna jest miłość młodzieńcza, inna dojrzała, inna w małżeństwie, inna w narzeczeństwie.
Dlaczego miłość jest ślepa bo na pewno jest, dlaczego nie widzimy wad swojego ukochanego w pierwszym stadium miłości czyli w fazie zakochania, a dlaczego to samo zachowanie denerwuje nas po jakimś czasie?
Dlaczego zachwycamy się jego dowcipami, tolerujemy zaczepki lub docinki skierowane pod naszym adresem, a potem za to samo go nienawidzimy?
Czy wszystkie pary są zakochane i czy miłość jest wieczna, odporna na choroby, starość, kłopoty, biedę i różne pokusy?
Czy dostatek sprzyja prawdziwej miłości czy jej wręcz szkodzi?
Czy stan posiadania w ogóle ma jakieś znaczenie?

Żeby rozwiać te wszystkie wątpliwości i zrozumieć istotę miłości, postanowiłam spytać o to jaka jest miłość moich bliskich, przyjaciół i zupełnie nie znane mi osoby. Ludzi młodych dopiero poznających smak miłości, oraz tych z wieloletnim stażem małżeńskim. Ludzi po przejściach i takich, których amor odnalazł po latach w myśl przysłowia „stara miłość nie rdzewieje” Nim podzielę się z tobą droga Mario tymi opowiadaniami zacznę od siebie i własnych doświadczeń. Po trzydziestu sześciu latach małżeństwa mam już wyrobione zdanie w tej delikatnej materii, ale najpierw opowiem ci jak miłość może stać się zniewoleniem.

Zakochanie to pierwsza i najprzyjemniejsza faza miłości, z motylkami w brzuchu z iskrami w oczach, z głową w chmurach. Nagle zachowujesz się tak, jakbyś dostała obuchem w głowę, nieracjonalnie, nielogicznie, jakbyś była na haju. Bez zmęczenia, bez wytchnienia i bez przerwy chcesz być blisko ukochanego, chcesz oddychać jego powietrzem, chcesz widzieć jego oczami, chcesz poznawać jego świat, zgadzasz się z jego opinią, masz nagle ten sam smak, ten sam gust…….jest pięknie. 
Bez wytchnienia spełniasz wszystkie marzenia ukochanego, zaczynasz go wyręczać, zastępować i w konsekwencji przytłaczać.
Wszyscy ci mówią, że tak nie można, że tak jest źle, że nikt takiej presji nie przetrwa.
Możesz sobie pomyśleć, że oni ci zazdroszczą, że źle ci życzą, a ty jesteś gotowa całe życie właśnie tak kochać, bo przecież miłość wymaga wyrzeczeń, poświęceń i oddania.
Za jakiś czas poczujesz się zmęczona, zawiedziona i rozczarowana. Powiesz, że miało być inaczej, że czujesz się zaniedbywana i niekochana, ale twój mężczyzna nie będzie wiedział czego ty od niego chcesz, czego oczekujesz, bo przecież zawsze byłaś zadowolona, a teraz nagle masz pretensje.

Ale wcale tak nie musi być.

Możecie się wzajemnie poznawać, uzupełniać, pomagać sobie. Pomału odkrywać swój świat. Pójść na mecz, na koncert, obejrzeć film w telewizji tylko dlatego, że ukochany tego bardzo chce. Zostawić sobie małą przestrzeń na swoje hobby, na spotkanie z przyjaciółmi i spełnianie swoich marzeń i nie bać się wymagać i wyraźnie mówić o swoich oczekiwaniach.

Nigdy droga Mario nie rób niczego wbrew sobie.
Nigdy nie zapominaj, że twoje pragnienia są równie ważne jak jego.
Powiem ci, z mojego doświadczenia, że jest to możliwe i do spełnienia i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla was obojga. Bo tylko wtedy gdy w związku pozostaniesz sobą i zachowasz własną odrębność będziesz szczęśliwa i spełniona.

A jak było w moim przypadku?

No cóż stan zakochania przedłużył mi się do około dwudziestu lat. Z jednej strony super, a z drugiej kiedy zapragnęłam więcej przestrzeni dla siebie, mój mąż długo nie mógł zrozumieć, o co mi chodzi. Był smutny, zawiedziony i zdezorientowany. Ja czułam się niedoceniona i niezadowolona, chciałam być adorowana i rozpieszczana. Kompletna karuzela, zawrót głowy, ciągłe nieporozumienia. Trochę się w tym czasie od siebie oddaliliśmy, trochę się zagubiliśmy, ale przetrwaliśmy.
Zaczęliśmy uczyć się siebie, na nowo szanować swoją przestrzeń. Ja nauczyłam się wypowiada swoje zdanie spokojnie, bez strachu, że zostanę wyśmiana czy zlekceważona. Mam swoją pasję, dużo ciekawych zajęć, mam dużo czasu dla siebie i zupełny brak wyrzutów sumienia z tego powodu.
Czasami mało mówimy, czasami zupełnie się mijamy, ale potrzebujemy się nawzajem równie mocno jak dawno temu.

Czy to miłość do nas wróciła?

Tak, ale taka dojrzała, wyrozumiała, spokojna. Mogę powiedzieć o swoich odczuciach tak
z głębi mojego serca, że kocham swojego męża i okazuję mu to na każdym kroku.
Cieszę się jak spełnia się zawodowo, szanuję jego sposób spędzania wolnego czasu, nie zrzędzę i nie narzekam z byle powodu.
Jeżeli jestem z czegoś nie zadowolona otwarcie o tym mówię.
Potrafię się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy.
Jestem szczęśliwa i spełniona.

Piszę te słowa i zerkam na mojego męża, który gra w karty ze swoimi przyjaciółmi, świetnie się bawi i nie musi się martwić, że ja będę zła i znudzona. Jest późno i zaraz pójdę do naszego pokoju, będę czytać a potem zasnę spokojnie. Rano zapytam jak skończyła się gra i czy wszyscy dobrze się bawili.
W niedzielę wracamy do domu, do naszych codziennych zajęć i obowiązków.
Moja przyjaciółka już poszła usypiać wnuczkę i w ciszy swojego pokoju nabiera sił, bo jutro czeka ją kolejny dzień pełen niespodzianek (już jej dwuletnia wnuczka się o to postara).
Ja piszę w skupieniu i nikt się temu nie dziwi, panowie grają w karty zajęci sobą bez reszty. Grupka goście w pensjonacie ogląd mecz siatkówki. Każdy robi to co lubi i spędza czas po swojemu.

Ps. W takich właśnie momentach droga Mario czuję, że kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna.




piątek, 23 września 2016

O MIŁOŚCI



Skąd wiedzieć, że to ten jedyny

Miłość ma wiele imion i wiele twarzy. Bez względu na wiek miłość zawsze towarzyszy człowiekowi, nawet wtedy kiedy on sam o tym nie wie. 
Miłość jest kołem napędowym życia. 
Im dłużej o tym rozmawiam z różnymi osobami, tym bardziej jestem przekonana, że sami decydujemy o tym ile miłości chcemy wpuścić do naszego żucia.

Zacznijmy od tej miłości fascynującej, poznawczej. Co powoduje, że zakochujemy się w tej, a nie innej osobie? Ktoś powiedział mi, że Amor za pomocą zatrutej strzały zaraża nas miłością, bo często mówimy „Jestem chora z miłości”, ale można też powiedzieć że chorujemy z braku miłości. Co wtedy się z nami dzieje? W jednym jak i drugim przypadku nie możemy jeść, spać bo nieustannie myślimy o przeżyciach z ostatnich chwil spędzonych z ukochanym, lub marzymy jak by mogło być z naszym domniemanym ukochanym w przypadku kiedy on jeszcze nie wie, że jest obiektem naszych westchnień, albo wie, ale jest mało, lub wcale niezainteresowany bo jest już zajęty, albo właśnie wzdycha do innej.
Żeby uporządkować myśli powiem jasno: „cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.
W związku z tym pojawiają się kolejne pytania: Czy z całych sił, używając całej gamy podstępów uparcie i skrycie zabiegać o uwagę, czy raczej stawiać się na drodze naszego wybranka i czekać, co on na to?
Kto ma zrobić pierwszy ruch: on czy ona? 
Czy stroić się w piórka i przybierać barwy godowe czy wręcz przeciwnie, być szare, ciche i skromne?
I kto nam na te pytania odpowie? 
Ja myślę, że intuicja.

Droga Mario jeżeli chcesz się przekonać jak jest w twoim przypadku zrób test: pomyśl o Tej osobie i odwołaj się do twojej wyobraźni. Jakie są wtedy twoje odczucia: jest miło, ciepło, uśmiechasz się do siebie czy zaczynasz się denerwować? 
Jeżeli w towarzystwie Tej osoby czujesz się lekko, nie boisz się wyrażać swojego zdania, nie czujesz się krytykowana i wyśmiewana, jest cudownie.
Jeżeli musisz cenzurować każde słowo i tak formułować swoje zdania, żeby zawsze go zadowolić, zastanów się czy warto.
 Pamiętaj o tym, że z kim ułożysz sobie życie i jakie ono będzie w ogromnej mierze zależy od ciebie. Wykorzystaj więc ten fakt i zadbaj o jakość swojej przyszłości.
Zapytasz a co jeżeli mimo twoich dobrych chęci i tak się nie uda? 
Odpowiedź jest prosta, lecz trudne może to być wykonanie: trzeba będzie zakończyć toksyczny związek, odrobić lekcję, wylizać rany i wyruszyć na poszukiwanie nowej pięknej miłości.
Żeby się tak nie stało codziennie rano proś o miłość czystą, piękną i niewinną, a codziennie wieczorem dziękuj za każdy objaw miłości.
 Niech twoją codzienną afirmacją staną się te słowa: „Kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna”,
 „Jestem w cudownym i spełnionym związku z osobą, która mnie bardzo kocha”.

Jednak pamiętaj o tym, że najważniejszą twoją relacja jest związek z samą sobą, a wszystkie inne wyrastają właśnie z niego. Jeżeli kochasz siebie i czujesz się bezpieczna to twoje pozostałe związki rozkwitną.

Oto kilka rad dla tych którzy chcą kochać i być kochani:
Śpij zawsze w pięknej pościeli.
Dwie poduszki, dwa delfiny, dwa aniołki, kryształ górski i piękne kwiaty (najlepiej różowe róże) to niezbędne elementy wystroju twojej sypialni.
Ładna bielizna, chociaż nie widoczna dla innych doda ci pewności siebie.
Piękny uśmiech przyciąga jak magnes.
Pomyślałam teraz, że te rady są również dla ludzi którzy są w długoletnich związkach, bo trochę magii i radości życia przyda się każdemu.

Dopiero jak napisałam ten list droga Mario dotarło do mnie, że muszę częściej mówić mojemu mężowi jak go bardzo kocham i że mimo swoich sześćdziesięciu lat jest nadal dla mnie atrakcyjnym mężczyzną.

Ps. Pamiętaj droga Mario: te wszystkie rady są dla tych którzy czekają na miłość jedyną i wymarzoną.
Jeżeli jednak na razie wolisz pozostać sama, to weź pod uwagę, że tak się właśnie stanie zgodnie z Prawem Przyciągania.






















wtorek, 20 września 2016

ROZMOWY Z MOIMI ANIOŁAMI


Dziękuję za ludzi, których Anioły postawiły na mej drodze.

Aby poprawić swoje życie należy prosić, w moim przypadku rozmowa z Aniołami, szczera i 
rzeczowa zawsze prowadzi do zmian na lepsze. Zmiany zazwyczaj nie przychodzą natychmiast, najczęściej pojawiają się w odpowiednim dla nas momencie. Nauczyłam się już pokory i wiary w to, że mogę osiągnąć wszystko, co jest dla mnie dobre, ale we właściwym dla zmian momencie. 

Opowiem Ci jak to było ze mną jeżeli chodzi o pisanie. Zawsze odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Pisałam dzienniki, pamiętniki, wspomnienia, listy do siebie, które nazywałam „Listy do przyjaciółki”. Kiedyś zapytałam moje Anioły o sens tego mojego pisania. Zrobiłam to tuż przed snem, poprosiłam o wskazówki co mam zrobić by te moje pisanie przyniosło radość i przesłanie wielu ludziom. Położyłam się spać i możecie mi wierzyć albo nie, ale przyśniła mi się opowieść, cała książka! Rano zaraz po przebudzeniu zapisałam ją w formie punktów i potem dzień po dniu zapisywałam kolejne strony. Kiedy napisałam część książki dałam ją do przeczytania mojej córce, a potem mojej siedemnastoletniej wnuczce. Obie stwierdziły, że jest bardzo ciekawa i zapytały gdzie mogą przeczytać dalszą część, bo ogromnie się im spodobała. Obydwie myślały, że to fragment jakiejś książki, który ściągnęłam z internetu. Kiedy opowiedziałam im jak powstał pomysł na moją książkę, dopingowały mnie bym pisała dalej. Miło jest kiedy komuś podoba się coś co robimy, więc zachęcona przez najbliższych pisałam z pasją, ale co rusz miałam wątpliwości czy dobrze i ciekawie piszę. Postanowiłam, że pokażę moją „twórczość” komuś, kto się zna na rzeczy. Póki co pisałam wytrwale dzień po dniu, tak dla siebie, aż tu nagle moja córka wpadła do mnie i oznajmiła, że jedziemy do Krakowa na spotkanie kobiet w ramach Kręgu kobiet pod nazwą Testosteron. Spotkanie będzie prowadziła fantastyczna dziewczyna, założycielka Latającej Szkoły, której byłam od dawna fanką i czytelniczką, pisząca „Listy miłosne”, Agata.

Jeszcze tego samego dnia znalazłam na stronach podanych przez Agatę kursy pisania i popatrzyłam na sympatyczną twarz młodej inteligentnej osoby i pomyślałam, droga Mario, „to będzie osoba, która mi pomoże” i byłam tego zupełnie pewna. Pojechałyśmy na spotkanie kobiet do Krakowa, powiem tylko, że było warto.

Zaraz następnego dnia zadzwoniłam do ciebie i upewniłam się – masz bardzo miły głos
że warto się spotkać i zasięgnąć fachowej porady. W przeddzień wyjazdu przeprowadziłam rozmowę z moimi Aniołami, najpierw podziękowałam za postawienie na mojej drodze ciebie, droga Mario, a potem poprosiłam, żeby spotkanie to było owocne i doprowadziło do wydania mojej książki.

Spotkałyśmy się w kawiarni, miejscu spotkań młodych ludzi, artystów, dla mnie to było ciekawe miejsce, które jeszcze dotąd nie odkryłam, chociaż do Krakowa jeżdżę dosyć często. Pomyślałam, że to dobry znak bo już czegoś ciekawego doświadczyłam i na pewno nie będę żałowała. Dziwne to było uczucie iść na spotkanie z kimś, kogo zupełnie się nie zna, a na dodatek jest w wieku moich dzieci. Trochę mnie ta sytuacja śmieszyła, ale co tam, całe życie trzeba się uczyć, prawda? Przed wejściem do kawiarni zadzwoniłam i zobaczyłam przez okno kawiarni miłą młodą osobę, która machała do mnie jakbyśmy się znały od dawna. Usiadłam przy twoim stoliku i zamówiłam moją ulubioną kawę z dużą ilością mleka. Bałam się Ciebie zapytać o opinię na temat mojej książki, więc z ulgą przyjęłam propozycję opowiedzenia czegoś o moim życiu, a że mówienie, a raczej opowiadanie jest moją drugą naturą poczułam się jak ryba w wodzie. Trochę mnie irytował fakt, że cały czas coś pisałaś, ale czułam, że uważnie mnie słuchasz i nawet zachęcasz do opowiadania zadając coraz to nowe pytania. A na temat książki a raczej jej fragmentu, nic, ani słowa, ale to mnie już akurat mało obchodziło, cieszył mnie sam fakt spotkania z tobą. Potem powiedziałaś parę ładnie dobranych słów na temat fragmentu który ci przysłałam. Zasugerowałaś, że powinnam napisać książkę, ale o sobie. Pojechałam do domu w cudownym twórczym nastroju, a potem przyszło zwątpienie, „jak mogę pisać książkę o moim zwyczajnym życiu. Uznałam że to ogromnie krępujące pisać sama o sobie. Jak to napisać, żeby się chciało komuś czytać?”
Zdecydowałam że jakoś się wytłumaczę i nie będę pisać, odpaliłam mojego laptopa i pojawił się mi przed oczami piękny tekst:
Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy.
Bądź oryginalny. Jeżeli to oznacza odrobinę ekscentryczności, to nie szkodzi.
Bądź otwarty i dostępny. Następna spotkana osoba może zostać twoim najlepszym przyjacielem.
Bądź szeroko otwarty na zmiany, ale nie rezygnuj ze swoich wartości.
Jeżeli bardzo chcesz coś zrobić i masz wewnętrzne przekonanie, że powinieneś to zrobić, to rób. Intuicja jest często równie ważna jak fakty.
Módl się nie o rzeczy, ale o mądrość i odwagę.
Nie myl zwykłych niedogodności z prawdziwymi kłopotami.
Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, nie wydawaj wszystkiego, co masz i nie śpij tyle, ile chcesz.
Okazuj szacunek wszystkiemu, co żyje.
Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił.
Uśmiechaj się jak najczęściej. To nic nie kosztuje i jest bezcenne.
Życie co jakiś czas podaruje ci cudowną chwilę. Naciesz się nią”.

Pomyślałam, że to moja wnuczka napisała do mnie to przesłanie i poczułam, że serce mi mięknie a oczy się szklą. „Jak ja mogłam się tak szybko poddać, skoro tyle osób we mnie wierzy?” Pomyślałam, pomedytowałam i postanowiłam opisać swoje życiowe doświadczenia w formie listów do Marii.
Następnego dnia spotkałam się z wnuczką, żeby podziękować za tak piękne słowa, które dla mnie napisała. Najpierw mnie wysłuchała, potem poprosiła o włączenie laptopa i sprawdziłyśmy ikonkę pod którą postanowiłam pisać moją nową książkę i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłyśmy, że żadnego wiersza tu nie ma. Wnuczka się tylko uśmiechnęła, kliknęła w ikonkę obok i okazało się, że owszem napisała, a raczej spisała kiedyś ten tekst, bo lubi takie mądre kawałki ale, już dawno, kiedy popsuł się jej laptop i ja jej pożyczyłam swój.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nad nami nie czuwają!

Ps. Droga Mario pragnę Ci podziękować, że wtedy odwiodłaś mnie od pisania mojej pierwszej książki i zmotywowałaś bym przez rok szlifowała pisanie pod Twoim bacznym okiem. Listy do Marii stały się dla mnie wielką lekcją pisania.
Po roku dojrzałam do tego by zacząć pisać od nowa, to co dawno rozpoczęłam. Napisałam książkę z której jestem dumna i to wcale nie o sobie, a kobiecie takiej jakich wiele. Kobiecie, która zasługuje na szczęście. W taki sposób powstała książka Anielska Przystań najważniejsza dla mnie bo od niej właśnie zaczęłam wielką przygodę zwaną pisaniem.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nade mną nie czuwają!


























poniedziałek, 19 września 2016

JESIENNE GOTOWANIE




Dzisiaj w mojej kuchni króluje dynia. Cały dom pachnie pieczoną dynią. Ponieważ była dorodna więc pracy jest sporo. Podarował mi ją ktoś wyjątkowy, więc tym bardziej postanowiłam uszanować ten dar.

Kiedy zaczęła się praca w kuchni odnalazłam w sobie dawno zapomnianą pasję. Robienie zapasów na zimę. Dawno temu, kiedy moje dzieci były małe robienie przetworów było tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Znajomi dzielili się darami natury z działki, ogrodu z wyprawy do babci na wieś i z pasją powstawały smaczne słoiki z domowymi przetworami. Pyszne i zdrowe dżemy, konfitury, sałatki, że nie wspomnę o ogórkach i kapuście kiszonej.

Szkoda, że zaginął gdzieś stary zeszyt mojej mamy z przepisem na najsmaczniejszą na świecie marynowaną papryką. Przypomniałyśmy sobie o tym podczas wspólnej pracy nad słoneczną dynią.

Fajnie jest robić coś razem z mamą, nawet jak się ma tyle lat co ja, a więc całkiem sporo. Kiedy zapytałam mamę jak zabrać się do wekowania, natychmiast się ożywiła i podała mi wiele cennych rad, a przecież od dawna już tego nie robi (mówię tu o zaprawianiu słoików), widać pamięć ma dobrą i zakodowaną wiedzę.

Część dyni przerobiłam na pulpę dyniową, którą zimą użyję do robienia zupy krem z dyni. W tym jestem dobra i mam swój wypróbowany sposób na dobrą aromatyczną zupę. Z części powstanie dżem z dyni i pomarańczy, a z reszty zrobię ciasto dyniowe.

Dynię należy przeciąć na ćwiartki. Wydrążyć środek i wyciągnąć z niego pestki. Można je wysuszyć w piekarniku albo w specjalnej suszarce i zjeść ze smakiem jako dodatek do sałatek albo zdrową przekąskę. Ćwiartki dyni należy podzielić na mniejsze cząstki razem ze skórą. Położyć na blaszce do ciast wyłożonej papierem pergaminowym. Skropić dobrą oliwą, przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni piec około godziny, ale po 30 min odkryć folię i sprawdzić jak piecze się dynia. Różne są jej gatunki i różny może być czas pieczenia . Powinna być miękka ale nie rozgotowana, rumiana ale nie brązowa.

Po wystygnięciu obrać skórę i zblędować na pulpę.

Słoiki należy dokładnie umyć, wyparzyć wrzątkiem i takie gorące napełniać gorącą pulpą. Przed włożeniem do słoiczków należy dyniową pulpę zagotować w mniejszych porcjach, żeby nie wystygła nam podczas przekładania do słoików. Wypełniamy słoiki do 3/4 pojemności. Mocno zakręcamy i odwracamy słoik do góry dnem i tak pozostawiamy do wystygnięcia.

Tak przygotowane słoiki możemy przechowywać całą zimę.

ZUPA KREM Z DYNI
Porcja wystarczająca dla 4 osób.

1 litr wody
2 średnie ziemniaki
2 średnie marchewki
1 mała pietruszka
mały kawałek selera
½ pora
1 litrowy słoiczek pulpy z dyni
½ łyżeczki przyprawy Curry

Wodę wlewamy do garnka i doprowadzamy do wrzenie.
Ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę dodajemy do gotującej wody.
Do małego rondelka dajemy pora pokrojonego na półksiężyce i dusimy z jedną łyżeczką masła, podlewamy odrobiną wrzącej wody z garnka, w którym gotują się ziemniaki. Następnie dodajemy do rondelka startą na grubym tarle marchew, pietruszkę i seler.
Dusimy parę minut, dodając w razie potrzeby odrobinę wody.
Można dodać ulubioną przyprawę warzywną.
Do prawie ugotowanych ziemniaków dodajemy duszone warzywa i gotujemy jeszcze parę minut.
Na koniec dodajemy pulpę z dyni i przyprawę Curry.
Doprawiamy solą, pieprzem i w razie potrzeby dodajemy jeszcze odrobinę Curry.

Aby uzyskać zupę krem na koniec trzeba wszystko zblendować.
Jeżeli zupa jest za gęsta należy dodać trochę przegotowanej wody.

Smacznego


Polecam tę smaczną zupę zwłaszcza w środku zimy. Cudownie przypomina minione lato i piękną złotą jesień.






























sobota, 17 września 2016

JESIENNA METAMORFOZA


Jesień to moja ulubiona pora roku, nostalgiczna i sprzyjająca refleksji. Jest to dla mnie czas zmian i nowego porządku. Dosłownie i w przenośni. Jesienne porządki oznaczają dla mnie rozstanie się ze starym, by zrobić miejsce dla nowego. Z przyjemnością i uporem sprzątam swoje otoczenie. Kurz, stare gazety, zepsute sprzęty i dawno nie nie noszone rzeczy blokują przepływ energii w naszym domu, jak i życiu. Porządkowanie domu to oczyszczanie swojej przestrzeni życiowej, a porządkowanie myśli i emocji to porządkowanie swojego wnętrza. Podczas tych prostych czynności, mówię tu o porządkowaniu domu, porządkujemy również myśli. Jednym słowem w uporządkowanym domu lepiej się żyje, mieszka i pracuje.

Oglądając stare fotografie przypominam sobie wiele różnych zdarzeń, które na przestrzeni lat kształtowały moje życie. Tworzenie albumów, kronik i pamiętników traktuję jak dbanie o swoje korzenie, tworzenie tradycji i zatrzymanie w czasie ważnych dla mnie chwil. Oglądanie ich sprawia mi i moim bliskim wiele radości i dostarcza wiele pozytywnych emocji. 

Mam w związku z tym pewną radę, którą sama zastosowałam i gwarantuje, że działa:

Jeżeli masz w swoim zbiorze fotografie, które budzą złe emocje to czas by zrobić i z tym porządek. Wybierz wszystkie te zdjęcia, które budzą smutek, żal albo złość, a ty z jakichś powodów nie chcesz wracać do tych wspomnień, spakuj je wszystkie do ładnego pudełka, zamknij wieczkiem, przewiąż wstążką i opisz pudełko tak: Moja przeszłość, którą zamykam. Nie chcę jej ani nie potrzebuję. Zostawiam ją za sobą.

Tak niewiele, a jednak wystarczy. Nie da się bowiem zupełnie zapomnieć o przeszłości, ale da się z nią pogodzić, wybaczyć sobie i wybaczyć tym co na skrzywdzili.

Wrzesień do dobry czas by stworzyć nową Mapę Marzeń. Taka mapa to nic innego jak swoisty kolaż obrazów, afirmacji i marzeń. Moja lista życzeń skierowana do wszechświata. Od kilku lat właśnie jesienią tworzę swoją Mapę Marzeń. Mam ich kilka w swoich zbiorach i są dowodem dla mnie jak wraz z czasem wzrastam emocjonalnie i duchowo . Kilka moich marzeń zamanifestowało się już w moim życiu, a kilka z nich czeka jeszcze na realizację. Jestem spokojna bo wszystko co ma się zdarzyć, zdarzy się lecz w odpowiednim dla mnie czasie.

Jesień to czas zbiorów i robienie zapasów. Jesień to czas przygotowań do kolejnych wyzwań. Jakie ziarno zasiałam taki plon zbiorę. Więc biorę się do roboty i zaczynam kolejne etap w swoim życiu…..Jesienną Metamorfozą…...








niedziela, 11 września 2016

NA CO NIE MASZ CZASU?


O tym skąd wiem, co jest dla mnie ważne.

Temat dzisiejszego listu zaczerpnęłam z tekstu który dostałam od ciebie na moją pocztę internetową, a mianowicie rytm, czas i co z czasem zrobimy. Gonitwa, czy spokój, praca czy odpoczynek no i czy odpoczywanie to to samo co lenistwo?

Rytm
– codzienne obowiązki, cykliczne czynności, przyjemności i praca. Rytm w pisaniu, czytaniu, medytacji, jak go złapać (TEN CZAS) jak nad nim zapanować i czy w ogóle to robić?

Bardzo podoba mi się twój pomysł, żeby jeden dzień w tygodniu poświęcić wyłącznie na pisanie, wybrałam poniedziałek. W niedzielę zrobię obiad na dwa dni, czyli zostanie na poniedziałek i rodzinka będzie nakarmiona, wszystkie sprawy odłożę na inne dni, może też po to żeby zachować rytm. Będę cały dzień pisała, już się cieszę, bo bardo lubię to zajęcie, a więc w moim przypadku będzie to przyjemne z pożytecznym i znowu muszę przyznać, że jestem szczęściarą, bo lubię to co robię.

Wczoraj moja przyjaciółka podczas naszej długiej serdecznej rozmowy telefonicznej powiedziała, że mi zazdrości, że tak wiele robię rzeczy, które przynoszą mi radość, ale w jej przypadku jest to niemożliwe, bo ona ma kredyt do spłacenia więc musi pracować. Moje pisanie potraktowała jako mało znaczące zajęcie, a przecież pisaniem też można zarobić na życie i ja mam nadzieję, że w moim przypadku tak się właśnie stanie.

W czwartek otwieram pierogarnię, czyli małą domową manufakturę ku radości domowników i rodziny. Mam do tego talent i powołanie, czerpię ogromną radość z gotowania i chcę obdarowywać tą radością innych. Moja mama zadeklarowała pomoc i będziemy się cieszyć wspólnie spędzonym czasem i tym, że zapracowane młode kobiety z naszej rodziny będą mogły zajadać się domowymi pierogami, smacznymi i zdrowymi i specjalnie dla nich przygotowanymi. Już się cieszę. One też. Może to początek jakiejś tradycji rodzinnej. Może uda się wciągnąć do tej pracy młodsze pokolenie? Znowu się cieszę. Może ze zwykłych obowiązków domowych zrobimy sobie święto, może tak trzeba, a może ja tak mam, że wszystko co robię staram się celebrować.

Bo im jestem starsza to zdaję sobie sprawę z tego, że życie to jest cud i każdy dzień należy traktować wyjątkowo.

A ponieważ życie to nie tylko obowiązki postanowiłam spędzać więcej czasu z młodszymi członkami naszej rodziny. Może sporadyczne wypady z moją dorastającą wnuczką zamienimy w cykliczne spędzanie czasu w kawiarni, księgarni albo zwyczajnie na zakupach. Takie wspólne wypady do ulubionej kawiarni na zdrowy deser jogurtowy, albo do księgarni w poszukiwaniu ciekawej książki, albo wyjazdy do miejsc, które dawno temu byłe mi bliskie. Po to, by opowiedzieć młodej kobiecie jak jej babcia spędzała czas dawno temu kiedy była w jej wieku. Zapytasz co w tym takiego szczególnego, a może uznasz to za stratę czasu i takie niemodne, ale dla nas to ważne, że lubimy swoje towarzystwo i dobrze czujemy się rozmawiając przy kawie na bardziej lub mniej poważne tematy.

Kiedy odwiedzamy księgarnie tam zatracamy się zupełnie. Muszę zaznaczyć, że obie jesteśmy miłośniczkami książek i czytania. Celowo zaznaczyłam, że kupowanie książek uważam za ogromną przyjemność a czytanie ich to dla mnie, jak i mojej wnuczki swoista uczta intelektualna.

Każda z nas spędza tyle czasu ile potrzebuje przy swoich ulubionych regałach. Nigdy się nie pospieszamy. Potem szukamy się nawzajem i wymieniamy tytuły, które według nas warto przeczytać, czytamy wyrywkowo teksty, sprawdzamy o czym ta pozycja jest i cieszymy się, kiedy znajdujemy na półce coś, czego dawno poszukiwałyśmy. Reguła jest taka, że wybieramy takie pozycje, które interesują nas obie, a tak o dziwo zdarza się często, choć dzieli nas przepaść wiekowa, ale gusty czytelnicze mamy podobne. Czasami książkę zabiera do swojej biblioteczki wnuczka, a czasami ja, ale czytamy je wspólnie, bo nie ma większej przyjemności niż podyskutować o książce po jej przeczytaniu. No i wtedy mamy nowy temat do przegadania przy kawie i deserze (obowiązkowo zdrowym)

Podczas ostatniego wypadu do Empiku wybrałyśmy trzy pozycje, po długiej, przyznam selekcji, bo godnych zakupów książek było wiele, ale fundusze ściśle ograniczone, tu akurat zadziałał rozsądek i zdrowe podejście do życia. Byłam już blisko kasy, kiedy zatrzymałam się jeszcze dla pewności obejrzeć kolejne stanowisko z ciekawymi książkami i wzięłam do ręki książkę o zagadnieniu, które mnie właśnie teraz zajmuje a mianowicie „Zaklinacz czasu” Mitcha Alboma. Dodatkowo zachęciła mnie informacja, że jest to pozycja dla miłośników „Alchemika”, a to moja kultowa pozycja, no i bez żalu odłożyłam na półkę wcześniej wybraną pozycję, by zakupić właśnie tę wybraną w ostatniej chwili. Dwie pozostałe zabrała wnuczka do swoje biblioteki, były to dwie pozycje jej ulubionego autora Nicholasa Sparksa.

Przeczytałam tę książkę w jeden dzień i poleciłabym ci ją, gdybym nie miała pewności, że już ją przeczytałaś, a jeżeli by się jednak okazało, że nie czytałaś to polecam.

Czytając ten list możesz odnieść wrażenie, że jestem systematyczna i poukładana, nic mylnego. Mam „cykliczne” napady na czytanie, pisanie, odchudzanie, spacery i zdrowe odżywianie. Muszę nad tym popracować, nad systematycznością.

Parę dni temu odwiedziliśmy z mężem naszych przyjaciół. Nasz przyjaciel ogromnie pogodny i spontaniczny człowiek pierwszy podjął temat systematyczności i jako mąż niezwykle systematycznej żony powiedział, że od lat próbuje jej dorównać kroku i w tym roku (po prawie trzydziestu latach wspólnego życia), postanowił sobie odpuścić. Dość ma biegania, pływania i odmawiania sobie niezdrowego jedzenia. Żona po wysłuchaniu go zdziwiona i zaskoczona zapytała „po co ty to robisz, po co walczysz ze sobą, przecież ja nigdy tego od ciebie nie wymagałam!”. „Tak, ale ja myślałem, że jeżeli tobie się udaje, to jest to dla wszystkich osiągalne i łatwe”.

Jest to bardzo łatwe, ale dla osoby, która wybiera tego rodzaju życie: chce się ciągle sprawdzać, chce ciągle podnosić poprzeczkę dla własnej przyjemności. Wtedy pomyślałam, że gdybym ja była taka zawzięta i systematyczna, ile więcej mogłabym osiągnąć, a potem szybko się zdyscyplinowałam i powiedziałam na głos, że podziwiam naszą przyjaciółkę i podziwiam jej upór, ale muszę jeszcze nad sobą popracować i jeżeli to się uda to wszyscy to zauważą. Przyjaciółka jest dociekliwa i od razu przepytała mnie po czym można zauważyć, że ktoś jest systematyczny i pracowity. Odpowiedź w moim przypadku jest szalenie prosta: „kiedy będę szczupła i zdrowa (odpowiednia dieta i ruch jest w moim przypadku gwarantem zdrowia), a moja książka (którą aktualnie piszę) z dedykacją trafi do twoich rąk, wtedy możesz mi pogratulować.

„Powiedz mi, czy wtedy będziesz miała dla mnie czas, czy wtedy będziemy mogły siedzieć sobie na tarasie i pić herbatkę i będziesz mnie słuchać z uwagą i radzić z troską?" - zapytała przyjaciółka.

Popatrzyłam na nią zdziwiona: „przecież ty jesteś zorganizowana i jednak znajdujesz czas dla mnie.

„Tak, ale ja układam sobie czas tak jak mi wygodnie, pracuję ile chcę, nie gotuję w domu (bo mam restaurację), nie robię niczego na co nie mam ochoty, a ty moja droga ciągle robisz coś dla innych, gotujesz dla całej rodziny i połowy miasta, jesteś na każde nasze wezwanie, masz wnuczęta, które na co dzień absorbują twój czas i męża” (ona też ma męża, ale bezobsługowego)

„Proszę cię ty się lepiej nie zmieniaj, przecież i tak dużo robisz, tylko chyba nie zdajesz sobie z tego sprawy”.

Muszę to jeszcze przemyśleć, ale chyba nadszedł czas żebym jednak coś w swoim życiu zmieniła. Na początek poniedziałkowe pisanie i czwartkowe lepienie pierogów. Dla przyjaciół zawsze znajdę czas oprócz poniedziałków i czwartków rzecz jasna.

Jeśli złapię rytm będę szczęśliwa.