sobota, 26 września 2015

Marzenia do spełnienia

         Piszę to opowiadanie na gorąco, pewnie później jak tylko trochę ochłonę to go zmienię, polukruję może popieprzę (mam na myśli - przyprawię) ale teraz przeleję emocje na papier.
Stojąc w kolejce w aptece usłyszałam rozmowę dwóch kobiet i taką utkałam z tego opowieść: Jest mroźny styczeń i pora przeziębień. Młoda kobieta o imieniu Joanna stoi w aptece i mimo woli jest świadkiem rozmowy, która staje się początkiem zmian w jej życiu. Może przypadek, a może to Anioły spowodowały, że rozmowa dwóch zupełnie nieznanych jej kobiet spowodowała u niej taką lawinę zmian.

Joanna stoi w kolejce, denerwuje się bo ma mało czasu. Gdyby to nie była apteka pewnie ponaglałaby ekspedientkę. Dzieci są przeziębione i nie ma wyjścia, musi zakupić potrzebne leki. Tyle mam jeszcze na głowie, jak zdążyć z tym wszystkim – myśli rozgorączkowana. W kolejce stoją przeważnie starsi ludzie. No tak, emeryci oni zawsze mają czas. Ciekawe czy ja będę miała kiedyś czas dla siebie – kontynuuje ten wewnętrzny dialog sama ze sobą. Jakże zazdrości tym, którzy łatwo nawiązują dialogi nawet z obcymi ludźmi. Przed nią stoją dwie kobiety: jedna elegancka, małomówna, taka trochę wyniosła. Joanna ogląda ją dyskretnie z góry na dół - takie zawodowe zboczenie. Jest krawcową, artystką ale sama nie ma tego świadomości. Szyje w domu po kryjomu, żeby nie denerwować Maćka. Jej mąż nie pracuje nigdzie na stałe, chociaż jest bardzo zdolnym kafelkarzem, ot powiedzmy taka złota rączka, fachowiec od wszystkiego. Kiedy złapie jakieś zlecenie, ona przyjmuje zamówienia na szycie, a kiedy mąż jest w domu musi być bardzo ostrożna bo on nie lubi nici na podłodze i obcych bab, które kręcą mu się po domu. Joanna przygląda się tej drugiej kobiecie. Jest skromnie ubrana, ale otwarta na ludzi, ma szczęśliwe oczy i uśmiech na twarzy. 

Młoda kobieta przysłuchuje się rozmowie tych dwóch kobiet:
Ona jest siłaczką usłyszałam jak jedna mówi od drugiej. To znaczy? - pyta ta druga, elegancka, trochę zamyślona i mniej rozmowna. Pracuje, prowadzi dom i wychowuje dwoje dzieci – ciągnie wątek ta pierwsza. A jest przecież jeszcze taka młoda. Jest samotna? Pyta ta mniej rozmowna. Ależ skąd ma męża lenia jednego. Nie pracuje, nie pomaga a dzieci to chyba tylko umie robić i tym się chwali przed kolegami – mówi ta która rozpoczęła rozmowę. To dlaczego go nie rzuci? - pyta ta mniej rozmowna. A co on biedaczek by bez niej zrobił. Może drugi raz miałby więcej szczęścia i trafił by na księżniczkę – mówi ta mniej rozmowna. To znaczy – dopytuje ta druga. Jak by mu się trafiła taka kobieta co niczego nie ogarnia to by musiał wziąć się do roboty leń jeden – mówi ta co przedtem była mniej rozmowna. Myśli pani – zastanawia się ta co zaczęła rozmowę. Ja to wiem na pewno - mówi elegancka kobieta …z autopsji, dodaje po chwili i znowu się zamyśla.
Joannie zrobiło się gorąco, cała zalała się potem. Co pani jest? - zapytała z troską elegancka kobieta, a ta druga ruszyła po wodę do automatu stojącego w rogu apteki i już podaje jej kubek zimnej orzeźwiającej wody. Proszę przepuścić tą panią bo zrobiło się jej słabo – powiedziała ta elegancka kobieta i już prowadzi Joannę na początek kolejki. Ja też źle się czuję – warknął mężczyzna z samego końca. Obie kobiety spojrzały na niego z takim wyrzutem w oczach, że zamilkł od razu. Joanna kupiła potrzebne specyfiki i wyszła na świeże powietrze. Od razu lepiej – powiedziała sama do siebie i ruszyła prosto na przystanek autobusowy. Normalnie poszła by pieszo, mimo siarczystego mrozu ale dzisiaj brak jej siły. Może będę chora – pomyślała.

Kiedy stanęła pod drzwiami mieszkania była już opanowana i zimna jak skała lodowa.
Jadę do twojej mamy – burknęła do męża, który jak zwykle siedział przed telewizorem z pilotem w ręce.
Zaraz, a obiad? Gdzie masz zakupy – zarzucał ją pytaniami a właściwie pretensjami.
Zjesz obiad jak sobie go ugotujesz, ale żeby to zrobić musisz zrobić zakupy – dawała mu instrukcje pakując jednocześnie torbę z rzeczami dzieci.
Co ty robisz – zapytał już trochę łagodnie.
Pakuję się, to chyba widzisz – odpowiedziała hardo.
Co ci się stało, kobieto – krzyczał już na dobre.
Przejrzałam na oczy – odpowiedziała rzeczowo.
Ty przejrzysz na oczy jak ja się wkurzę, teraz ci dobrze radzę opamiętaj się kobieto – podszedł do niej i chciał ją przytulić. Fajna jesteś tak wnerwiona – powiedział niskim zmysłowym głosem, jakby ta kłótnia była niczym innym jak grą wstępną kochającej się pary.
Przestań traktować mnie przedmiotowo – Justyna wyrwała się z jego uścisku.
Wczoraj w nocy nie miałaś nic przeciwko temu – zaśmiał się zadowolony ze swojej riposty.
Nie chcę z tobą w tej chwili rozmawiać. Dzieci odbiorę z przedszkola – zabrała torbę i trzasnęła drzwiami. Nie wiem po co mu to powiedziałam, przecież zawsze to robię – znowu rozpoczęła ten dialog sama ze sobą. Szybko weszła do windy i zjechała na dół. Bała się, że Maciek będzie ją namawiał do powrotu.

Sama nie wie jak znalazła się w domu teściów.
Co się stała? - zapytała Marta, jej teściowa zabierając z jej rąk ciężką torbę.
Odeszłam od Maćka, bo już nie mam siły – rozpłakała się.
Zaraz kochana, jak to odeszłaś? Przecież wy się kochacie, macie dzieci. Co powie Michałek i Sabinka – mówiła do mnie podniesionym głosem.
Mamo ja dłużej nie mogę, jestem zmęczona, zniechęcona. Może jak nim coś wstrząśnie to się opamięta – wytarła nos i spuchnięte oczy.
Siadaj, zrobię kawy i porozmawiamy.
Joanna usiadła przy małym stoliku w zadbanym salonie domu rodzinnego jej męża. Od razu skojarzyła dlaczego się starała ponad swoje siły utrzymać ład i porządek w swoim małym mieszkanku, przy dwójce małych dzieci. Robiła to dla Maćka, żeby nie czuł się gorzej niż w swoim dawnym domu.

Teściowa postawiła przed nią aromatyczny płyn i kawałek domowego ciasta.
Mów Joanno co cię skłoniło do tego by odejść od mojego syna i dlaczego przychodzisz z tym właśnie do mnie. Bądź co bądź jestem jego matką i wiele ode mnie nie oczekuj – powiedziała szczerze.
Mam prośbę – spojrzała na Martę zastanawiając się czy faktycznie dobrze zrobiła jadąc właśnie do niej. W zasadzie nie miała do kogo się zwrócić. Jej rodzice mieszkają w Bieszczadach z czwórką jej rodzeństwa i ze świadomością że ich najstarszej córce żyje się świetnie w mieście. Koleżanek nie ma bo Maciek nie lubi udzielać się towarzysko a jej samej nie pozwala nigdzie chodzić bo jest o nią strasznie zazdrosny. Na początku jej to nawet imponowało, ale na dłuższą metę poczuła się osaczona.
Bo chciałam mamę prosić by zajęła się dziećmi, ja muszę poukładać sobie wszystko w głowie – jak i gdzie by to miała zrobić tego jeszcze nie wiedziała.
Co chcesz sobie poukładać? Poznałaś kogoś? - teściowa powiedziała nadzwyczaj łagodnie jak na jej temperament.
No co mama, przecież ja kocham Maćka i dzieci, tylko......
Tylko co, wyduś to z siebie dziewczyno bo jak Boga kocham tracę już cierpliwość – Marta mimo dobrej woli traci już cierpliwość.
Tylko ja jestem zmęczona, wszystko jest na mojej głowie, dzieci, dom. Nie mamy oszczędności żyjemy z dnia na dzień. Jesteśmy dla was ciężarem, chociaż oboje jesteśmy młodzi, zdrowi i zdolni na dodatek. Maciek mało pracuje, a mi na to nie pozwala. Jak ja mam żyć, żeby mieć szacunek sama do siebie – Joanna mówiła jednym potokiem słów. Wiedziała, że tego czego dzisiaj nie odważy się powiedzieć już nigdy, nikt od niej nie usłyszy.
Monika słuchała ją i otwierała coraz szerzej oczy ze zdziwienia. Nie mogła sobie podarować, że niczego niepokojącego nie zauważyła w życiu swojego dziecka. Może nie chciała niczego zobaczyć? I to ta świadomość nie dawała jej teraz spokoju.

Nie miałam pojęcia drogie dziecko, że ty jesteś taka nieszczęśliwa. Jeżeli chodzi o nas to z przyjemnością wam pomagamy, przecież Maciek to nasz jedynak. Masz rację, zdolny z niego człowiek tylko leń patentowy. Wstyd się przyznać, ale ja myślę, że on sobie bez ciebie nie poradzi – Marta mówiła, a Joanna słuchała w osłupieniu.
Obie zamilkły. Joanna z wyczerpania, a Marta krążyła po pokoju jakby coś rozważała.
No to mówisz że chcesz sobie coś przemyśleć? To ja mam do ciebie pewną propozycję – mówiąc to zaczęła szukać czegoś w swoim antycznym biurku. Podała Joannie kopertę i poleciła by ta dokładnie przeczytała jej zawartość. Kiedy Joanna czytała, Marta zamilkła i w napięciu czekała na jej decyzję. Ale przecież ten wyjazd jest na trzy tygodnie, co ja zrobię z dziećmi. Poza tym to na pewno dużo kosztuje, a ja...
No to chcesz pojechać na tą Anielską Terapię czy nie? Nim odpowiesz, to muszę ci coś wyjaśnić : Za wszystko już zapłaciłam, bo przyznam szczerze chciałam pojechać tam sama, ale im bliżej jest do wyjazdu tym więcej mam wątpliwości. Teraz już wiem dla kogo wykupiłam ten pobyt. Dziećmi się nie martw, ja się wszystkim zajmę. Przecież one mają jeszcze ojca no, i dziadków do pomocy oczywiście – dodała z uśmiechem na twarzy. Już ja mu zgotuję szkołę życia – dodała.

Joanna też się lekko uśmiechnęła – bo wie jaką silną kobietą jest jej teściowa.
A co na to powie Roman? - zapytała cichutko.
No wiesz to dziwne pytanie, zważywszy na to, że już jakiś czas jesteś w naszej rodzinie i wiesz doskonale że on akceptuje wszystkie moje decyzje. Mówiąc to podniosła oczy ku niebu, jakby chciała powiedzieć że taki felerny się jej mąż trafił Zaraz ile to już lat – zamyśliła się znowu.
Siedem – odpowiedziała Joanna.
Zadam to pytanie jeszcze raz: Jedziesz?
Tak jadę – odpowiedziała Joanna.
Dobra decyzja – pochwaliła ją teściowa.
Jedziemy do ciebie bo musisz się spakować, wyjazd jutro z rana – żeby była jasność Roman cię zawiezie, a ja przejmę dowodzenie w twoim domu.
Dobrze, że Joanna nie miała czasu na dłuższe zastanowienie się, bo pewnie by się na taki wariacki krok nie zdecydowała.
Kiedy Maciek zobaczył w progu obie kobiety spodziewał się karczemnej awantury, ale tak był zaskoczony tym co się potem wydarzyło, że chyba do końca życia tego styczniowego dnia nie zapomni.




środa, 23 września 2015

Siłaczka czy księżniczka?

         Kobieta ma wiele twarzy, tak mówią o nas mężczyźni. A my same jak o sobie mówimy? 

Ona jest siłaczką - usłyszałam jak jedna pani mówi od drugiej, stojąc w kolejce. To znaczy? - pyta druga, elegancka, trochę zamyślona i mniej rozmowna. Pracuje, prowadzi dom i wychowuje dwoje dzieci – ciągnie wątek ta pierwsza. A jest przecież jeszcze taka młoda. Jest samotna? - pyta ta mniej rozmowna. Ależ skąd! Ma męża, lenia jednego. Nie pracuje, nie pomaga, dzieci to chyba tylko umie robić i tym się chwali przed kolegami – mówi ta, która rozpoczęła rozmowę. To dlaczego go nie rzuci? - pyta ta mniej rozmowna. A co on biedaczek by bez niej zrobił?

Może drugi raz miałby więcej szczęścia i jeszcze trafił by na księżniczkę – mówi ta mniej rozmowna. To znaczy? – dopytuje ta druga. Jak by mu się trafiła taka kobieta co to niczego nie ogarnia, to by musiał wziąć się do roboty, leń jeden – mówi ta, co przedtem była mniej rozmowna. Myśli pani? – zastanawia się ta, co zaczęła rozmowę. Ja to wiem na pewno - mówi elegancka kobieta...z autopsji - dodaje po chwili i znowu się zamyśla.





sobota, 19 września 2015

Refleksja o piciu kawy

Po czym poznać, że ludzie już się nie kochają?

Po tym jak piją kawę we dwoje i…w ogóle przy tym nie rozmawiają. Nie licząc oczywiście rozmów o pogodzie lub o tym co będzie na obiad. Siedzą obok siebie, przy jednym stole, a każde pogrążone jest w swoim świecie. Ona i On piją kawę, razem – ale osobno.

Mogli by siedzieć przy innym stole ale jakoś tak z przyzwyczajenia siadają obok siebie i piją tę kawę nie rozmawiając ze sobą. Może i każde z nich chciało by zacząć rozmowę lecz już tak dawno nie rozmawiali przy kawie, że czują się razem nieswojo. Dlaczego tak jest, żadne z nich nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Wszystko im wychodzi dobrze oprócz tej rozmowy przy kawie.

Nie ma dla nich wspólnych tematów, oprócz dzieci i gospodarstwa domowego. Przy kawie jednak nie wypada rozmawiać o tak przyziemnych sprawach. Więc piją kawę i…nie rozmawiają. Co rusz jedno podnosi głowę by spojrzeć na swoją drugą połowę, zaniepokojone tym, że może któreś z nich zacznie rozmowę. Kiedy zobaczy jednak, że drugie jest w swoich sprawach pogrążone, oddycha z ulgą, że to nie on musi zacząć tę ich wspólną rozmowę.

Pytanie więc dlaczego piją tę kawę przy jednym stole? 

Odpowiedź jest prosta – przyzwyczajenie. A to podobno druga natura człowieka.


poniedziałek, 14 września 2015

Zmiana

          Robię mapę marzeń bo dzisiaj jest idealny dzień na rozpoczęcie zmian. Dla mnie praca nad mapą marzeń to szalenie kreatywne zajęcie. Może to jesień mnie tak dostraja, może to ta pora roku jest dla mnie idealną porą na zmiany. 

Moja mapa marzeń jest pod znakiem „Zmiana”.  Mam na myśli taką zmianę, która jest we mnie. Mam zamiar stać się śmiałą i ambitną kobietą, która wie czego chce od świata. Nie wiem czy te zmiany spodobają się moim bliskim i przyjaciołom, ale mało mnie to obchodzi, bo ci którzy mnie kochają te zmiany zaakceptują, a prawdziwi przyjaciele zostaną by mnie wspierać. 

Zaplanuję swoje szczęście muszę sobie tylko zadać parę pytań: Czy jestem gotowa pracować na szczęściem dzień po dniu?  Bo zrobienie mapy to tylko wytyczenie sobie drogi, ale przejść przez te zmiany muszę sama. Wyczaruję sobie wszystko powiedziałam sobie, no i wyczarowałam w myślach, a w realnym świecie wypracuję, czyli przejdę drogę od marzeń do ich spełnienia. Czeka mnie dużo pracy ale też niezła zabawa. Ruszę w taniec ze swoim życiem i oby był to taniec rytmiczny i zgodny. Chcę rządzić swoim życiem i zostać jego królową. Chcę być uważna by nie przegapić żadnej okazji prowadzącej do zmian. Chcę być uważna i nie przegapić żadnej osoby, która pomoże mi zrealizować moje marzenia. 

Moim celem jest osiągnięcie harmonii ciała i duszy. Mam zamiar dużo pracować więc i odpoczynek dla równowagi jest mi potrzebny. Och, już cię cieszę na zmiany jakie zaplanowałam na swej mapie marzeń. Rok 2015 jest moim 5 Rokiem Osobistym, którego kluczowym słowem jest „Zmiana”.  Dokonuję zmian w sobie, w swoim domu, w stylu życia, w pracy, ale tak by te zmiany służyły również innym. Jestem aktywna ale spokojna. 
Ten rok przyniósł mi już wiele zadowolenia. Dzięki tym zmianom, które we mnie zachodzą poszerzam swoje życiowe granice.

A tak na marginesie - to zmiany są tym co najpewniejsze w życiu, tym co nieuniknione i konieczne by być człowiekiem szczęśliwym, otwartym i spełnionym.

Czego i wam moi kochani życzę.




sobota, 12 września 2015

Marzenia się spełnia.


         Od rana myślę o spełnianiu marzeń i doszłam do wniosku, że moje się spełniło. Powinnam się cieszyć, a czuję niedosyt. Czyżby apetyt rósł w miarę jedzenia? A może źle sformułowałam te moje życzenia? 

Ale po kolei. Odkąd pamiętam pragnęłam pisać. To taka moja forma łączności ze światem i sposób przemawiania do ludzkich serc. I to marzenie spełniłam w stu procentach. Piszę Zeszyty Optymistki jest to forma poradnika, jak radzić sobie w chwilach gorszego samopoczucia. Piszę je dla moich przyjaciół i ich przyjaciół, a za sprawą szeptanej reklamy mam dużo zwolenników tej formy przekazywania swoich myśli. 

Bajki terapeutyczne to forma terapii dla ludzi, którzy na chwilę zeszli ze swej życiowej ścieżki. Podniosłam sobie poprzeczkę i napisałam książkę ale w moich najśmielszych marzeniach nie pomyślałabym, że ta książka może zostać wydana. Dlatego na drodze do jej wydania ciągle stają jakieś przeszkody. Dlatego, żeby moje marzenie mogło się spełnić sformułowałam takie życzenia:

  • Znalazłam wydawcę mojej twórczości.
  • Moje książki sprzedają się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki.
  • Moja twórczość daje mi zadowolenie i satysfakcję finansową.
  • Moje książki trafiają w gusta i serca moich czytelników.

Codziennie przed snem proszę moje anioły o nowe pomysły na ciekawe i mądre książki.
To wszystko  są kroki do spełnienia mojego marzenia aby moje książki trafiły do rąk czytelników. Może to się komuś wydaje śmieszne, próżne lub zuchwałe. Trudno - to są przecież moje marzenia. A marzenia są po to by je spełniać. 

Pierwszy krok już zrobiłam - napisałam książkę i co ważne piszę dalej. Następnie zrobię wszystko by książka Anielska Przystań ujrzała światło dzienne i trafiła do czytelników.

Wszystkim, którzy mają marzenia proponuję by jeszcze raz zastanowili się nad tym czy dobrze je sformułowali i czy robią wszystko by te marzenia mogły się spełnić. Bo przecież marzenia są po to by je spełniać a ja się nie zawaham i zrobię wszystko by moje marzenie mogło zamanifestować się w realnym życiu wydaniem mojej pierwszej książki.





wtorek, 8 września 2015

Nie martw się!

Dzisiaj wylosowałam kartę, którą bardzo lubię:

NIE MA SIĘ CZYM MARTWIĆ.

Karta ta mówi mi o tym, że jestem bezpieczna, chroniona i nic złego mi nie grozi, ale...tylko dzięki dobrym myślom mogę uzyskać ten stan spokoju. Anioły przypominają mi, że złe myśli mogą stać się samospełniającą przepowiednią.

Po pierwsze nastawiam się na rozwiązanie problemu. Spokojna analiza jest dużo lepsza od panicznego strachu, który paraliżuje i demonizuje problem. W przypadku kiedy nic ode mnie nie zależy, moje zmartwienia tym bardziej nic nie pomogą, a jedynie pogorszą moje samopoczucie.

Mierzę się więc z problemem, a w razie potrzeby proszę o pomoc zaufaną osobę lub jeżeli to konieczne - specjalistę. Ponieważ okiem biernego obserwatora zdecydowanie łatwiej dojrzeć dobre rozwiązanie. Po trzecie jakiś czas temu stałam się optymistką i żyje mi się z tym znacznie lepiej. Staram się więc dostrzec rozwiązanie problemu, w odróżnieniu od pesymisty, który widzi tylko problem.
Jednym słowem karta ta mówi o tym, że problem lub sytuacja o którą pytam w żaden sposób mi nie zagraża i ta wiadomość mnie bardzo cieszy.

Życzę owocnej pracy nad sobą.



Wirtualny świat

         Skąd we mnie tyle chęci na wirtualne znajomości? Jeszcze do niedawna nie wykazywałam zainteresowania FB, aż tu nagle taka fascynacja (bo chyba nie uzależnienie?).

Otóż wczoraj uświadomiłam sobie, że wcinam się w czyjeś życie nie proszona. Po przyjęciu mnie do zacnego grona Klubu 50+ z wdzięcznością zaczęłam wszystkim dziękować -  za to przyjęcie rzecz jasna. Chciałam być miła i...przesadziłam:).  Z rozpędu odpowiedziałam na pozdrowienia skierowane do mojej imienniczki, a nie do mnie, bo przecież jak to mówią: nie jednemu psu Burek. Bardzo ją za to przepraszam i dziękuję za słowa, które sprowadziły mnie na ziemię i tu cytuję: „Nie dla ciebie były te życzenia” . 

Oczywiście przeprosiłam szczerze, a dzisiaj tej Pani dziękuję za reprymendę. Obiecałam sobie, że zanim coś napiszę i opublikuję (nie tylko na FB)  to trzy razy się zastanowię. Będę uważna i szczera w relacjach z ludźmi,  bądź co bądź obcymi. Moich przyjaciół w realu znam i wiem co się po nich mogę spodziewać. W świecie wirtualnym jest trochę inaczej, bo widzimy ludzi przez pryzmat własnych doświadczeń, wyobrażeń, a czasami i pragnień. A to zamazuje naszą percepcję widzenia.


No cóż, człowiek całe życie się uczy.




sobota, 5 września 2015

JUSTYNA ( 3 )

          Justynko, mogę z tobą porozmawiać - zapytała Anita zaglądając do pokoju swojej córki. Tak mamuś tylko się spakuję. Justyna pakowała do swojej torby podróżnej kupione dzisiaj rzeczy. Kupiłam sobie parę nowych ciuszków, które przydadzą mi się na wsi – powiedziała widząc, że matka śledzi jej poczynania. To czekam na ciebie w kuchni – Anita odwróciła się i bez zainteresowania wycofała się z pokoju córki. 

Coś mamę od paru dni martwi – pomyślała Justyna, lecz na tym poprzestała to dochodzenie. Kończy pakowanie, bo jutro chce wyjechać bardzo wcześnie rano. Mama siedziała przy kuchennym stole z kubkiem zielonej herbaty. Justyna nalała sobie z dzbanuszka jasno zielonego napoju i dolała miareczkę soku malinowego, tak dla lepszego smaku i koloru. Mama nic nie mówiła, chociaż zwykle komentowała ten zwyczaj dolewania soku do zielonej herbaty. Słuchaj córeczko, kiedy zamierzasz pojechać do cioci? Jutro z samego rana. To dobrze powiedziała Anita. Justyna przyjrzała się matce, bo ta od paru dni po prostu ją zadziwiała. Spodziewała się bury, że za wcześnie, że po co będzie nocowała tam sama, a tu nic z tych rzeczy. Mama się ożywiła i wyraźnie poprawił jej się humor. Zamiast wymówek zwołała naradę i natychmiast w kuchni pojawił się tata. 

Córciu, przelałem ci na twoje konto trochę gotówki, żebyś nie czuła się na garnuszku u cioci. Baw się dobrze i niczym się nie przejmuj. Tak, święta racja – przytaknęła mu mama. Zaraz, chwileczkę - po pierwsze ja mam pieniądze na swoim koncie, po drugie nie jadę się tam bawić tylko opiekować chorą ciocią. Coś mi tu nie pasuje w tym waszym zachowaniu. Chcecie się mnie pozbyć czy co? Justyna zadała to pytanie i uważnie przyglądała się swoim rodzicom. Jak możesz tak myśleć, dbamy tylko o twoje wygody, bo doceniamy z tatą to, że chcesz pomóc cioci – mama brnęła w zeznaniach, a tata jej tylko przytakiwał. Trochę mnie to zastanawia – powiedziała Justyna - dlaczego od paru dni jesteś taka spięta i jakby trochę nieobecna? Jestem zmęczona, mam trudny okres w pracy i tak wogóle to boli mnie głowa. Anita wstała nie dopijając herbaty i wyszła z kuchni wymawiając się bólem głowy. 

Justynko, daj mamie spokój. Ma masę problemów. Tak, tak już mi to mówiła i ty myślisz tato, że ja dam się tak łatwo oszukać? Przecież znam mamę, ona nigdy nie przenosi spraw związanych z pracą do domu. Czy wy coś przede mną ukrywacie? - Justyna mówiąc to spojrzała ojcu w jego zmartwione oczy. Nie zdążył odpowiedzieć bo nagle mama wyrosła jak spod ziemi i zaczęła szukać w apteczce proszków od bólu głowy. Justynę tak to rozśmieszyło, że zapomniała o zadanym ojcu pytaniu. Mamuś, ty znowu nas podsłuchiwałaś? Dlaczego ciągle to robisz, przecież my z tatą nie spiskujemy przeciwko tobie, a ty zawsze jesteś na podsłuchu. Dlaczego to robisz? Oj, Justynko chyba jesteś przewrażliwiona – ojciec stanął w obronie żony, chociaż nigdy przedtem tego nie robił. Zawsze trzymał z Justyną i normalnie już by się wszyscy śmiali z tego zachowania mamy. Dobrze, ja się poddaję bo widzę, że stworzyliście tajną koalicję, żeby mnie nie dopuścić do waszej tajemnicy - Justyna obrażona poszła do swojego pokoju. Jak myślisz ona się czegoś domyśla? – zapytała Anita ściszonym głosem. Daj już spokój, bo sama się pogrążasz tym swoim dziwnym zachowaniem – cicho powiedział Roman i też udał się do swojego pokoju.


Rano, ku swemu zdziwieniu ojciec zaproponował jej, żeby zamienili się samochodami. Twój samochód jest mały, może będziesz jeździć z ciocią na kontrolę do szpitala więc mój będzie wygodniejszy dla niej. Tatku, ja wolę swoje autko, bo jestem do niego przyzwyczajona. Poza tym, ciocia ma swój samochód i jeżeli będzie taka potrzeba to pojedziemy jej autem – Justyna zrobiła się już poirytowana tym dziwnym zachowaniem swoich rodziców. Gdyby jednak wiedziała dlaczego ojcu tak zależy na zamianie ich samochodów na pewno by to zrobiła, przynajmniej dla jego świętego spokoju. Mama zrobiła śniadanie i razem zjedli jajka sadzone na szynce i sałatkę ze świeżych, pachnących pomidorów z działki przyjaciela rodziców, wujka Zbigniewa. Pyszne te pomidory – powiedział Justyna, zaskakując rodziców i wyrywając ich z zamyślenia. Miło, że doceniasz to staranie wujka, by wszystko co rodzi ziemia na jego działce jest zdrowe i bez pestycydów – powiedziała Anita. Justynka będzie przecież lekarzem więc zdrowa żywność ma dla niej znaczenie. Roman dał się wciągnąć w rozmowę o zdrowym jedzeniu, zadziwiając obie swoje kobiety. On, który uwielbia sobie pojeść, tłusto i nie zdrowo nie bacząc na poziom swojego cukru i cholesterol. No, ty to już lepiej się nie odzywaj – powiedziała Anita zwolenniczka zdrowego odżywiania. Obie z Justyną miały nienaganne figury i zwykle niewiele jadły, a na dodatek zdrowo się odżywiały.

 No dobrze skończmy tę wymianę zdań, bo mi stygną jaja – Roman wybuchnął śmiechem, że tak nie fortunnie zbudował to zdanie – oczywiście na talerzu - dodał śmiejąc się sam ze swojego dowcipu. No, stary ty jesteś, a głupi – Anita poklepała Romana po plecach, wdzięczna, że rozładował napiętą sytuację przy śniadaniu. Justyna spojrzała na swojego ojca z dumą, bo pomimo to, że lubił sobie pojeść wyglądał nadzwyczaj dobrze. Gdzie on mieścił te ilości jedzenia było dla niej zagadką. Wysoki, dobrze zbudowany, wyglądał młodziej niż wynikało to z jego metryki. Jej koleżanki jeszcze w liceum ciągle podziwiały urodę jej rodziców, bo i Anita była piękną kobietą. Ładna z nich para – pomyślała Justyna przyglądając się żartującym przy śniadaniu rodzicom.  Dzisiaj wyglądali na odprężonych i szczęśliwych. Nareszcie, bo od paru dni Justyna czuła między nimi jakieś napięcie. 

Razem odprowadzili ją do samochodu. Czekali kiedy odjedzie i długo machali jej na pożegnanie. Dobrze się czuła, kochana przez swoich rodziców. Justyna tę ich miłość czuła na każdym kroku. Mam nadzieję, że teraz załatwimy w spokoju sprawy z Moniką, powiedziała Anita. Pierwszy raz od lat Anita nazwała tę kobietę po imieniu. Ja też się cieszę, że Justynka będzie daleko od tych naszych grzechów z przeszłości, których ona była owocem – wyszeptał Roman prosto do ucha swojej kochanej żony, jakby w obawie, że ktoś ich usłyszy.

                                                                                                                                      c.d.n...

piątek, 4 września 2015

JUSTYNA ( 2 )

         Cześć. Mam na imię Wiktor. Jestem studentem Zootechniki i mam od jutra praktyki w gospodarstwie ekologicznym w Brzezinach. Może się tam spotkamy?
- Hej, to ja Ewa, wnuczka Sołtysa. Justysiu, jestem u dziadków, czekam. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz.

Ewa, to ta ruda chuda dziewczynka, która stroniła od dzieci. Pamiętam – Justyna uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Dawno jej nie widziałam, chyba jak miałyśmy po szesnaście lat, a Ewa wyglądała na góra czternaście. Ciągle coś czytała i znikała na całe dnie w zagajniku dziadka. Pamiętała Ewę i cieszyła się na spotkanie po latach. Ale bardziej była ciekawa Wiktora. Może poznam kogoś ciekawego – powiedziała do siebie, zgasiła światło i odpłynęła w błogi sen. 

Obudziła ją ożywiona rozmowa w salonie. Trochę głośniej niż zwykle rozmawiali ze sobą rodzice. Justyna budziła się powoli i tylko część tej dziwnej rozmowy do niej dotarło. Mówiłam ci, że ona się kiedyś odezwie, mówiłam – mama zniżonym głosem przemawiała do ojca. Tak, mówiłaś ale co to teraz zmienia – zbyt głośno odpowiedział jej tata. Musimy coś z tym zrobić, bo ona zniszczy nam życie – dalej ciągnęła mama bliska płaczu. Ale co my teraz możemy – tata dodał bezradnym głosem. Jesteś przecież mężczyzną więc zrób coś, proszę – dodała błagalnym głosem mama. Na litość boską, co ty kobieto masz na myśli!? – krzyknął ojciec. Mów ciszej, bo zbudzisz Justysię – upomniała go mama. Teraz to już zaniepokoiło Justynę na dobre. Stanęła zaspana w drzwiach swojego pokoju. Stało się coś?– zapytała niewinnie. Nie, nic kochanie – odpowiedziała mama i od razu spojrzała na tatę jakby chciała powiedzieć – nic jej nie mów pod żadnym pozorem. Tato machnął tylko ręką i zamknął się w swoim pokoju. 

Mała kłótnia od rana? - Justyna zapytała ze zdziwieniem, bo mówiąc szczerze od dawna nie słyszała kłócących się rodziców. Oj, zaraz tam kłótnia, raczej mała wymiana zdań – uspokajała ją mama. Mamo, przecież nie jestem już dzieckiem, nie musisz przede mną udawać. Ja nie udaję, a zresztą masz rację trochę się posprzeczaliśmy. Tatko posiedzi sobie sam w dziupli – tak mama nazywała gabinet taty - i trochę pomyśli w samotności, to na pewno mu przejdzie – Anita próbowała skończyć tę niewygodną dla siebie rozmowę. Weszła do łazienki i tam się zaszyła. Justyna słyszała szum wody nalewanej do wanny. Mama po nocnym dyżurze zawsze brała długą kąpiel, jakby chciała zmyć trudy swojej pracy. 

Poranek w kuchni to ulubione chwile Justyny w jej kochanym domu. Kuchnia jest nowoczesna ale dostosowana stylem do reszty mieszkania. Piękne mahoniowe meble zrobione na zamówienie tak by wyglądały na stylowe z uchwytami z porcelany w śmietankowym kolorze. Małe szufladki też porcelanowe, a w nich przyprawy, goździki, cynamon, wanilia i masa innych pachnących dodatków. Małe kafelki śmietankowe w mahoniowe kwiatuszki rzucone gdzie niegdzie dla ozdoby. Kuchenka do gotowania to istne cudo: kremowa z masą zegarów jakby przeniesiona z innej epoki, lecz z płytą ceramiczną tak dla wygody. Pod tą fasadą staroci ukryto całkiem nowoczesne cudo. Porcelanowy pochłaniacz powietrza do złudzenia przypomina kominek. Blaty solidne, marmurowe i zlew, piękny, duży chociaż jednokomorowy. Zmywarka, piekarnik i ogromna lodówka zabudowane tak jakby schowano je w starodawne komody. Piękna ta kuchnia – pomyślała Justyna jak co dzień kiedy tu rano zasiada do kawy. Duży, stary rodzinny stół i cztery krzesła ustawione pod oknem. Cała kuchnia rankiem skąpana jest w słońcu. Całości dopełnia krótka, kremowa zazdrostka zawieszona w oknie co nadaje jej romantyczności i trzy kremowe storczyki na szerokim parapecie z marmuru, które kwitną cały rok, jakby się zmówiły. 

Justysia napełniła porcelanowy dzbanek wodą i zagotowała wodę na kawę. Odruchowo wyjęła trzy kubki z szafki i odmierzyła kawę dla siebie i mamy po jednej łyżeczce, a dla ojca dwie, bo lubi mocną i bez cukru. Zalała wrzątkiem nie pytając czy rodzice zechcą pić kawę po dzisiejszej wymianie zdań. Zapukała do taty. – Proszę – powiedział zmęczonym głosem. Wypijesz kawę tutaj czy dołączysz do nas? – zapytała Justyna, chociaż znała odpowiedź na pamięć. – Wypiję z wami, daj mi chwilę. Wycofała się z pokoju i zapukała do drzwi łazienki. Kawa na stole – zawołała wesoło. Już idę! Za moment będę gotowa – usłyszała wypuszczaną wodę i szum suszarki do włosów. A więc wszystko wróciło do normy – odetchnęła z ulgą Justyna, i chociaż nie była już dzieckiem to lubiła tę ich rodzinną rutynę i codzienne śniadania w miłej atmosferze. 

Mama weszła do kuchni w szlafroku w obłoczki. Justyna przytuliła się do niej mocno. Co jest córeczko? – zapytała zatroskana. Nic, tylko stęskniła się za tobą mamo. Tato wszedł do kuchni kiedy się tak tuliły. Piękny to widok z rana moje kochane panie. Może ja bym też dostał buziaka?. No i rzuciły się na niego obie tak jak zwykle każdego rana. No, dość tych miłosnych wyznań, teraz siadajcie zrobię wam śniadanie – Roman śmiał się jak zawsze i zabrał się za szykowanie śniadania dla swoich kobiet. Mamo, co się wydarzyło dzisiaj rano? – Justyna zapytała mamę między łykami porannej kawy. Proszę, zapomnij o tym kochanie – Anita jednym zdaniem zakończyła tę rozmowę i Justyna wiedziała, że na nic zdadzą się prośby o wyjaśnienia. To sprawa między mną a tatą i proszę nie wracajmy już do niej. Zjedli śniadanie w miłej atmosferze. Anita poszła spać jak zwykle po nocnym dyżurze, ojciec pojechał na uczelnię, a Justyna zaczęła pakować się przed wyjazdem, który postanowiła przyśpieszyć o parę dni. 

Skoro Ewa jest już u dziadków, a tajemniczy Wiktor od dzisiaj jest w Brzezinach to ona może jutro wyruszyć na swoje wakacje. Nim ciocia wróci ze szpitala ona się już rozejrzy i zadomowi. Może posprząta, może coś zrobi w ogrodzie, by cioci było milej jak wróci do domu. Przejrzała swoje rzeczy i uznała, że musi zakupić parę ciuszków i sandałki. Coś kolorowego i wesołego w sam raz na wiejskie łąki. Spakowała jeansy ogrodniczki, kalosze cudowne, kolorowe, kilka bluzeczek lekko spranych, tak do ogrodu i do sprzątania. Ulubioną sukienkę w marynarskie wzory i strój kąpielowy, odważnie wykrojony. Justyna ma figurę modelki, a w tym stroju wygląda prześlicznie. Może jeszcze parę eleganckich rzeczy jakbym się wybrała do miasta albo na randkę – uśmiechnęła się do swoich myśli. Zachowuję się jak nastolatka, która jedzie na kolonie – pomyślała ubawiona. Przecież ja nigdy nie byłam na koloniach – śmiała się dalej. Jadę na wakacje do cioci tak jak dawniej kiedy byłam małą dziewczynką. Teraz jednak muszę pomóc cioci wrócić do zdrowia i to będzie szansa na to by się odwdzięczyć za lata opieki nad niesforną małolatą. 

Wyszła z domu zatrzaskując drzwi nieco za głośno. Boże, przecież mama śpi – upomniała się sama. Anita jednak nie spała. Poczekała aż kroki Justyny na klatce ucichną, wzięła telefon do ręki i wykręciła numer swojej siostry. - Krysiu, mam kłopot. Ona się pojawiła. Tak, wczoraj u mnie w szpitalu. Odnalazła mnie bez trudu. Poradź mi kochana co ja mam robić by o niczym nie dowiedziała się Justyna? Spróbuję ją wysłać szybciej do ciebie, ale czy nie nabierze podejrzeń? Tak, spróbuję ją do tego nakłonić. Pa kochanie. Jak z nią porozmawiam to zaraz ci oddzwonię. 
Anita skończyła rozmowę i dopiero wtedy położyła się do łóżka. O ileż byłaby spokojniejsza gdyby znała plany swojej jedynaczki.
                                                                                                                                           c.d.n.