środa, 19 października 2016

Z PAMIĘTNIKA ŁAKOMCZUCHA I


04.04 2016 r


A wiosna tuż, tuż….
Jest piątek 8 rano stanęłam na wadze zupełnie rozebrana, bo przecież każdy gram się liczy.

89 kg pokazała waga, a ja się przeraziłam, jeszcze raz się zważyłam w nadziei, że to waga się zepsuła. Kiedy drugi raz stanęłam na wadze zobaczyłam to samo, więc o pomyłce nie było mowy. Usiadłam na sedesie tak jak stałam i rozpłakałam się nad „rozlanym mlekiem” Potem jak to ja zebrałam się w sobie. Wzięłam prysznic i wypowiedziałam afirmację, która zawsze dodają mi siły w ważnej sprawie :

„Wodo zmyj ze mnie wszystkie złe emocje. Daj mi wiarę w siebie i dobre pomysły, bym mogła zrealizować swoje postanowienia”.

Kiedy wyszłam z łazienki wzięłam się za spisanie postanowień. Wybrałam nowiutki zeszyt z wizerunkiem zgrabnej modelki…. a co? będę miała się na kim wzorować i przystąpiłam do działania.

A jeżeli chodzi o zeszyty w mojej szufladzie to są zawsze do wyboru, do koloru. Kupuję je namiętnie w różnych krajach, miastach, sklepach i galeriach, księgarniach i hurtowniach.

Mam takie z lawendą, ze statkiem na spokojnym morzu, z zachodzącym słońcem z samotnym kwiatem na pustyni i bukietem czerwonych róż, z koniem w galopie i samochodem wyścigowym, z aktorami, postaciami z bajek i takie kolorowe gładkie bez ozdobników na cytaty i mądre słowa.

Napisałam na pierwszej stronie:

„Człowiek jest tym co je”
Wpisałam swoją wagę i wagę moich marzeń, oraz czas w jakim to ma nastąpić.

Spojrzałam na postanowienie i uznałam, że da się zrobić.

Ponieważ jestem wprawiona w różnych dietach postanowiłam najpierw oczyścić swój organizm. Kasza jaglana i gotowane warzywa zawsze dobrze mi robiły, a więc przystąpiłam do realizacji zadania.

Straciłam zapał kiedy sobie przypomniałam, że w sobotę idziemy w gości, a w niedzielę zaprosiłam dzieci na obiad.

No więc postanowiłam, że będę się odchudzać, ale od poniedziałku. Odłożyłam zeszyt w nadziei, że do poniedziałku ustalę jadłospis i szczegóły diety.

Zaznaczyłam mężowi przy śniadaniu, że od poniedziałku zaczynam się odchudzać. Spojrzał na mnie znad talerza z jajecznicą na boczku z lekkim niedowierzaniem, co mnie trochę rozsierdziło i od razu rąbnęłam mu wykład, że mnie nie wspiera i zabija wiarę w powodzenie mojego projektu. Nic nie powiedział tylko zamknął się w sobie, bo już miał próbkę tego, jaki będzie miała ta dieta wpływ na moje nerwy, a co idzie za tym na nasze małżeńskie relacje. Ja zła jak osa wzięłam się za sprzątanie, bo jak się wkurzę to dostaję takiego pałera, jak nie przymierzając po wypiciu Redbulla.

Okna umyłam, kąciki wymiotłam, kuchnię na błysk wysprzątałam i nic nie jadłam, tak chciałam pokazać mężowi, że tym razem wytrwam w swoim postanowieniu.

Kiedy jednak poczułam, że za chwilę zemdleję rzuciłam się na jedzenie. Ręce mi drżały, serce waliło jak oszalałe i miałam wrażenie jakby wszystkie siły mnie opuściły. Usiadłam przy stole w nadziei, że nikt bliski tego nie zauważy. Pomyliłam się jedna, bo kiedy syn wszedł do kuchni od razu zapytał:

Co jest mamuś, źle się czujesz?

Oczywiście zaprzeczyłam, ale wyraz jego twarzy mówił mi, że mi nie uwierzył. Pokiwał tylko głową i zapytał:

Znowu się odchudzasz?
Puściłam tę uwagę mimo uszu, bo nie miałam siły się kłócić. Czułam się źle, a krople potu lały się strużką po mojej szyi i po całym ciele. Wzięłam prysznic i postanowiłam położyć się spać mimo wczesnej pory.

Wiedziałam, że przed snem muszę jeszcze pogadać z moim Aniołem.

Zapaliłam małą świeczkę i postawiłam na nocnym stoliku. Upewniłam się, że mąż ogląda mecz i zamknęłam drzwi do sypialni. Usiadłam na brzegu łózka i przemówiłam łagodnym głosem do mojego Anioła Stróża:

Mój Aniele Stróżu pomóż mi w tej trudnej dla mnie sprawie. Proszę pomóż mi skutecznie zrzucić wagę, która jest mi nie potrzebnym ciężarem. Proszę o wskazówki, rady i wsparcie. Niech tak się stanie. Dziękuję.

Położyłam się spać próbując uspokoić kołatanie serca. Medytując wprowadziłam się w stan spokoju i marzeń sennych. Było lato, żar lał się z nieba a ja lekka niczym motyl biegałam po ukwieconej łące. Odczytałam ten sen jako zapowiedź dobrych zmian w moim życiu.

Odprężona, zadowolona wstałam rano pełna wigoru. Zjadłam obfite śniadanko, bo przecież odchudzać się będę od poniedziałku. Wypiłam kubek kawy i poczułam się bosko.

Jak co rano wylosowałam sobie kartę, z mojej ulubionej tali Przesłania Aniołów dr Doreen Virtue i zrozumiałam w lot co chcą powiedzieć mi anioły:

OCZYSZCZAJ I ODTRUWAJ 

„Z wielką miłością i szacunkiem prosimy cię , oczyść swe cenne ciało.
Na twoją prośbę pomożemy ci wstąpić na drogę afirmacji życia,
podpowiemy jak poradzić sobie ze stresem i złagodzimy wszelki żal po porzuceniu dawnych ścieżek.
Przekaż nam swoje troski, zmartwienia i obawy, a poczujesz cudowną łaskę przenikającą twe czyste ciało”.

Przeczytałam jednym tchem, chociaż tekst ten znałam prawie na pamięć.
No nie ma żartów – powiedziałam do siebie - dostałam ostrzeżenie.
Postanowiłam, że tę radę wprowadzę w życie od poniedziałku kiedy zacznę oczyszczać swoje ciało.

Wieczorem poszliśmy na przyjęcie, było na bogato a ja oczywiście spróbowałam wszystkiego, no bo przecież w poniedziałek zaczynam odchudzanie.

Zgaga mi dala popalić, zjadłam coś z apteczki i dopiero nad ranem wpadłam w krótki i męczący sen. Śniłam o moim odchudzaniu i straszne męki przeżywałam, bo ciągle byłam głodna. W tym śnie oglądałam przez szybę jak na kołowrotu kręcą się kurczaki z rożna. Takie piękne, brązowe i pachnące, a ja tylko je podziwiałam. Nie mogłam znaleźć drzwi by wejść do tego przybytku w którym te rarytasy kulinarne sprzedawano. Obudziłam się zlana potem o 7 rano.

Zjadłam lekkie śniadanko, wypiłam kubeczek mojej ulubionej kawy i już w dobrej formie przystąpiłam do przygotowania niedzielnego obiadu.

Rosołek na kurce z wolnego wybiegu wolniutko się gotował, do tego makaron swojskiej roboty, przecież własnym dzieciom nie będę żałować. Kaczuszka w piekarniku już właśnie dochodzi, kotlety usmażone, kluseczki zrobione do tego surówki, a jakże przecież musi być zdrowo. No a na deser sernik wiedeński. Wstawiłam go do piekarnika przed przyjazdem dzieci, żeby można było go zjeść na gorąco. Zadowolona z siebie i bez wyrzutów sumienia czekałam na dzieci by podjąć je rodzinnym obiadem.

Zachwytów i podziękowań nie było końca, bo moje dzieci nie jedzą tak tłusto na co dzień, a raczej u mamy tylko od święta.

Wieczorem kiedy już sprzątnęłam kuchnię usiadłam do pisania, ale byłam tak przejedzona i tak zmęczona, że zostawiłam sobie to na poniedziałek.

Bo przecież odchudzać się będę dopiero od poniedziałku.

Z przerażeniem stwierdziłam, że to już jutro rano.



















niedziela, 9 października 2016

POKOCHAJ ŻYCIE.


Moja pasja i sposób na życie.

Dlaczego kobieta, która nie pracuje zawodowo jest niedoceniana a raczej czuje się niedoceniana?

Dlatego, że nie wnosi do budżetu rodzinnego ani pieniędzy ani więcej czasu ani uwagi bo jest ciągle zajęta, zmęczoną i niezadowoloną.
"Czym jest zajęta"? - można zapytać. A no właśnie pracą na rzecz innych, jest na usługi każdego zapracowanego członka rodziny.
Korzystają z jej usług małe dzieci, dorosłe dzieci i ich dzieci, zapracowany mąż, rodzice jej i jej męża. A ona z "uśmiechem" na twarzy, no bo przecież co ma lepszego do roboty, każdemu pomaga, każdego wspiera i pod koniec dnia sama musi się wspierać, bo inaczej padła by na twarz.
A potem zapracowany mąż ze zdziwieniem pyta - "czemu jesteś taka zmęczona? Co mają powiedzieć koleżanki, które pracują zawodowo?"

Sprawdziłam, popytałam, zaobserwowałam i doszłam do wniosku że:
MAJĄ LEPIEJ - bo dzielą obowiązki domowe na pół z mężem, bo zarabiają i to jest widoczne na koncie i budzi respekt współmałżonka, bo nikt ich o nic nie prosi, a jak nawet poprosi to spokojnie mogą odmówić bo i tak są zapracowane.
Muszą ładnie wyglądać, bo przecież idą między ludzi, muszą pojechać na urlop, bo praca je wykańcza, kiedy niepracująca kobieta zawsze jest na urlopie, tyle że bezpłatnym.

Kobieta, która potrafi się sama utrzymać jest pewniejsza siebie, jest asertywna i nie pozwala sobą manipulować.

Kobieta, która nie pracuje zawodowo też ma prawo do czasu wolnego i samorealizacji.

Ja wypracował sobie sposób na dobre samopoczucie, na zadowolenie i  na realizowanie się pomimo tego, że jestem przysłowiową kurą domową. Polecam każdej pani zajmującej się domem na pełnym etacie by za moim przykładem znalazł sobie hobby, które z czasem przerodzi się w pasję.

Pomimo rozlicznych zajęć wyegzekwowałam dla sobie wolny czas i wypełniam go cudownymi zajęciami. Już sama myśl o tym, że będę się uczyć i doskonalić swoje umiejętności, napełnia mnie radością.
Jestem dla siebie aniołem, po przeczytaniu książki Ewy Foley "Bądź dla siebie aniołem" pokochałam siebie.
Przekonałam się, że mam radość życia w sobie i nie muszę jej nigdzie szukać.
Nauczyłam się cieszyć z tego co mam i sięgać po więcej.
Czytałam "Potęgę podświadomości" Murphy ego, poznałam również metody samoleczenia metodą Silvy
Spokój jaki uzyskałam ćwicząc medytację pozwolił mi rozbudzić w sobie chęć do życia. Dzięki temu przeszłam poważnę operację i rekonwalescencję i nikomu nie ciążyła opieka nade mną, bo ja po prostu nie marudziłam, nie narzekałam tylko skupiłam się na tym,żeby szybko wrócić do zdrowia i do swoich codzienny zajęć.
Potrafiłam zapanować nad strachem i nie pozwoliłam, żeby to on mnie opanował i zniechęcił do walki o zdrowie.

Każdą nowy, sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach, testowałam na sobie.
Potem mogłam podzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi, wiedząc o czym mówię.
Wiedziałam, że małe dziecko zaczyna płakać kiedy czuje, że jego młoda matka jest zdenerwowana i niepewna siebie.
Przekonałam się o tym, że mój uśmiech wywołuje uśmiech innych ludzi, a agresja budzi agresję.
Chociaż ciągle uczę się czegoś nowego zaczęłam panować nad potrzebą wymądrzania się i radzenia wszystkim wokoło

Przestałam chcieć być kim więcej, zapragnęłam być sobą.

Więcej słucham, mniej mówię.
Pomagam tylko tym, którzy mnie o to proszą.
Przestałam poszukiwać sensu życia, zaczęłam sensownie żyć.
Zaczęłam szanować swój czas, czytam wiele, ale nie zanudzam innych opowiadaniem rozlicznych fabuł i akcji mniej lub bardziej pasjonujących mnie opowiadań, chyba że spotkam osobę, która chce wymienić ze mną swoje spostrzeżenia po przeczytaniu tej samej lektury.
Nigdy nie oceniam innych tylko staram się zrozumieć. Nikt bowiem nie jest wolny od wad, a to stwierdzenie pomaga mi zrozumieć motywy działania innych ludzi.
Pamiętam o tym, by nie powtarzać błędów i traktować je jak lekcję życiową, a nie porażkę.
Lubię siebie i lubię ludzi bo zakładam, że to jacy jesteśmy w tej chwili spowodowały sytuacje w jakich postawił nas los. W każdej chwili można wszystko zmienić, trzeba tylko dojrzeć do tej decyzji.
Zmieniłam swoją pasję w sposób na życie i zajęłam się pisaniem na pełnym etacie.
Znalazłam ujście dla mojej twórczej duszy i zostałam pisarką, a to uczyniło moje życie szczęśliwym.
Moja praca współgra z rytmem mojej rodziny.
Znalazłam zrozumienie i wsparcie w swoich bliskich, a ja obdarzam ich nadal moim czasem, miłością i opieką.

Dzięki mojej pasji, wytrwałości i chęci stałam się kobietą spełnioną i szczęśliwą a moja rodzina tylko na tym skorzystała,
Bo kto skupia wokół siebie całą rodzinę?
Odpowiedź brzmi:
SZCZĘŚLIWA I SPEŁNIONA MAMA, KTÓRA ZNAJDUJE MAGIĘ W ZWYCZAJNY CODZIENNYM ŻYCIU.















piątek, 7 października 2016

POZNAJMY SIĘ BLIŻEJ

KIM JESTEM? 

Ja kobieta - romantyczka, marzycielka, szamanka szczęśliwego życia rodzinnego.

Kocham mój dom, ogród i gotowanie.
Dużo gadam, ale jak trzeba słucham uważnie.
Mam marzenia i lubię poranki przy filiżance kawy i dobrej książce. Lubię książki kupować, czytać a nawet ostatnio pisać. Mam wielki szacunek do książki i nie ma mowy o zgiętych rogach i pisaniu na marginesie.

Łatwo się adoptuję w nowym miejscu, ale muszę być otoczona swoimi przedmiotami: aniołki, obrazy, zdjęcia i książki i jeszcze mój kubek do kawy z napisem:
MAM SWOJE MARZENIA I NIE ZAWAHAM SIĘ JE SPEŁNIĆ".

Lubię towarzystwo innych ludzi, ale lubię mieć też swoją przestrzeń, lubię pomagać, ale nie pozwalam się wykorzystywać.

Mam słabą wolę i puszystą sylwetkę i to chciałabym zmienić. Mam nadzieję, że mi się uda, ale chyba dlatego, że jestem niepoprawną optymistką.

Lubię rozmawiać ze starymi ludźmi, bo cenię ich mądrość i doświadczenie.
Kocham świat i moją rodzinę.
Jestem w stanie zrobić wiele dla przyjaciół i absolutnie wszystko dla moich dzieci.

Codziennie rano proszę Boga i anioły o dobry i spokojny dzień i codziennie wieczorem dziękuję, za wszystko co mnie spotkało dobrego, bo wdzięczność jest podstawą dobrobytu.

Dobrobyt dla mnie to dostatnie i spokojne życie, pasja, wena twórcza, czas dla rodziny i przyjaciół, dobre zdrowie, poczucie humoru i dystans do siebie.

Dążę do równowagi wewnętrznej i spokoju ducha.

A poza tym jestem zwykłą kobietą jakich wiele i już dawno mi to nie przeszkadza.









czwartek, 6 października 2016

KAŻDEGO SPOTYKASZ PO COŚ


O mojej przeszłości

Spotykam na swojej drodze potrzebnych mi ludzi w życiu i biznesie” - to codzienna afirmacja, którą stosuję od lat.

Wielu ciekawych ludzi spotkałam na swej drodze, wiele miejsc odwiedziłam, zawsze gotowa na spotkanie, zawsze ufna i pełna nadziei. Ktoś kiedyś zapytał mnie, dlaczego ciągle jeżdżę za mężem, nie z nim (taką ma pracę) Odpowiedziałam, że taka jest rola żony, ale wtedy nie wiedziałam, że taka jest moja rola, bo mój mąż potrzebował mojej siły i mojego wsparcia.
Zupełnie się wtedy nie doceniałam, myślałam, że każda żona gotowa jest wszystko rzucić i wyruszyć w kolejną podróż. Urządzałam kolejne domy, stwarzałam namiastkę naszego świata. Prałam, gotowałam, dogadzałam i po prostu byłam. Było to tak naturalne, że straciło swoją rangę i znaczenie. Ja po prostu stałam u jego boku.

Zawsze miałam swoje sprawy, nigdy się nie nudziłam, mam talent do poznawania nowych osób oraz szybko się adoptuję w nowym środowisku. Szybko znajdywałam ciekawych i potrzebnych mi w tym momencie ludzi. Doszłam do wniosku, że ponieważ nie mam czasu się zaprzyjaźniać, to chociaż poznam tych ludzi bliżej i czegoś się od nich nauczę, jak podróżny bard tu przycupnę, tam odpocznę, a co usłyszę i zapamiętam to moje. Śpiewać nie próbowałam, ale opowiadać owszem, zawsze lubiłam, umiałam opowiadać, ale i słuchać i tym zjednywała sobie ludzi.

Teraz, po latach zdałam sobie sprawę, że czegoś się wtedy uczyłam, czerpałam z życia ile się dało. Zwiedzałam, podróżowałam i uważałam, że to jest zupełnie naturalne. Teraz dopiero doceniam to, co mnie w życiu spotkało. Spisuję wspomnienia, dopisuję moje obserwacje, dopiero teraz wiem, że życie mnie rozpieszczało i to nie było z mojej strony poświęcenie, to było moje przeznaczenie.

Potem przyszedł moment zwątpienia – po co to wszystko było, dlaczego szłam w cieniu swojego męża, dlaczego nie stworzyłam własnego świata, a z czasem doszła refleksja, że TO BYŁO MOJE ŻYCIE, TO BYŁ MÓJ ŚWIAT. To był mój wybór i tylko mój.
Dane mi było poznać wielu znanych piłkarzy, trenerów, boksera jednego, ale za to wielkiego mówię tu o Pawle Skrzeczu. Kiedy go poznałam naprawdę był wielki i serce też miał wielkie, życzliwe i szczodre. Kiedy postanowił schudnąć bardzo mu sekundowaliśmy, a o z wielką wprawą mistrza prezentował się nam w coraz doskonalszej wersji. Wygrał walkę z otyłością w iście mistrzowskim stylu. Dał radę i do dziś cieszy się wzorową sylwetką. Wygrał jak na mistrza przystało. Najważniejsze, że serce ma nadal wielkie i szczere.

Poznałam paru aktorów, piosenkarzy, wielu znanych i uznanych lekarzy, ludzi znanych z telewizji i kabaretu. Marcin Daniec serdeczny przyjaciel mojego męża, może mnie w ogóle nie kojarzy, ale ja miałam okazję go poznać i to jest dla mnie ważne, bo przekonałam się, że dowcipny i serdeczny jest również prywatnie.

Możesz mnie zapytać droga Mario, po co mi jest ta wyliczanka, a no po to, żebym sama obie uświadomiła , że działo się w moim życiu sporo i każda z poznanych przeze mnie osób w pewien niepowtarzalny sposób zapisała się w mojej pamięci. Każda z nich coś do mojego życia wniosła, a ja mimochodem lud niechcący czegoś się nauczyłam. Teraz zaczynam to naprawdę doceniać, bo wtedy wydawało mi się to takie naturalne, normalne, nawet mało znaczące.

Teraz wiem, że wszystko co nas w życiu spotyka ma czemuś służyć. Ktoś podarował mi książkę, ktoś inny mądrze opowiadał, jeszcze inny zaprosił na wspaniałą wycieczkę do Tunezji, Hiszpanii, Turcji czy do Stanów Zjednoczonych. Teraz pozostały mi wspomnienia i przyjaźnie, które przeszły próbę czasu.

Pamięć to nasz największy skarb i mam taką propozycję droga Mario, żebyś wśród przyjaciół, przy rodzinnym stole wspominała opowiadała i doceniała wszystko co w pamięci zostało. Oglądaj stare fotografie z przyjaciółmi, pytaj rodziców póki żyją i mogą dużo ci wyjaśnić, wierz mi warto, bo jak najbliższych zabraknie, to pamięć o nich wiele ci da.
Ja lubię wspominać stare „dobre” czasy, lubię w gronie starych znajomych pośmiać się oglądając zdjęcia sprzed lat.
Ktoś zaczyna wspominać, ktoś inny uzupełnia, a jeszcze ktoś powie – no co wy przecież to zupełnie było inaczej, a potem się okazuje, że każdy z nas inaczej zarejestrował w swojej pamięci to samo zdarzenie. To się chyba nazywa percepcja widzenia.
Inaczej bym powiedziała punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Ps. Droga Mario bądź otwarta na nowe przyjaźnie, nowe wyzwania i doświadczenia.
Trochę radości, trochę przygody, trochę rozwagi, trochę szaleństwa, dużo miłości, dużo radości i wiele talentów każdy z nas ma w sobie.
Kiedy będziesz miała świadomość swojej wartości, pokochasz siebie, będziesz się rozpieszczała i dbała o siebie. Wtedy właśnie będziesz ciekawą osobą, którą każdy chce poznać, z którą warto się zaprzyjaźnić.








sobota, 1 października 2016

DZIENNIK MYŚLI


A raczej jak działają myśli

Dziennik myśli. Założyłam specjalny zeszyt, w którym zapisuję swoje myśli. Zapytasz pewnie droga Mario dlaczego to zrobiłam. Zrobiłam to pod wpływem kart anielskich. Wbrew pozorom jest to ogromnie trudne zadanie, ale jakże pouczające. Myśli są bowiem tym, co kreuje nasze życie.

Myśl pozytywnie” - co to w ogóle oznacza? Zawsze w tym momencie przypominam sobie słowa prof. Królickiego podczas wykładu metody Silvy, a więc: „kiedy spotkasz w buszu lwa, to nie myśl, że może nie jest głodny i cię oszczędzi, ale bierz nogi za pas i uciekaj jak najszybciej i najdalej”. To jest właśnie pozytywne myślenie.

Kiedy zaczynam coś zapisywać nabiera to dla mnie większego znaczenia. Mam większą świadomość co i jak robię. Jest jednak jeden warunek - muszę być ze sobą szczera, bo tylko takie podejście przyniesie pożądane rezultaty.
Szczerość w stosunku do samej siebie – jakie to oczywiste, a jednak trudne.

Dlaczego? Myślę, że nasze Ego przeszkadza nam w ocenie własnych poczynań.
Zawsze możemy znaleźć proste i bardzo jasne wytłumaczenie naszego postępowania, ale w dzienniku zapisujemy tylko myśli, a nie ich efekt.
Czasami jest to istna wojna myśli, dialog ze swoim zdrowym rozsądkiem, głupotą, niedojrzałością, pychą, złością, miłością,
strachem, dobrem i złem, które w nas drzemie.

Zachęcam cię droga Mario do takiej pracy ze swoimi myślami. Trzeba się nie lada napracować, żeby nic co ważne nie umknęło twojej uwadze, więc zaopatrz się w mały podręczny notes, długopis i do roboty. Zapisuj często swoje myśli, nie odkładaj niczego na później, bo zapomnisz, bo pomylisz, bo stracisz sens i sama będziesz miała kłopot uporać się z własną pamięcią.

Ja zaczęłam od napisania na początku zeszytu ważnych dla mnie słów:
Człowiek jest tym o czym cały dzień myśli”.
Każda myśl jest inwestycją, która natychmiast procentuje, więc myśl mądrze. Masz moc wyboru swoich myśli i wypełniaj je miłością, spokojem i harmonią”.
Skargi i zmartwienia przyciągają jeszcze więcej tej samej energii, więc wznieś swe myśli na wyższy poziom, żeby zaczęły przyciągać to, czego pragniesz”.
Myśl o czym pragniesz, zamiast zamartwiać się i narzekać”.

Ps. Pisząc te słowa spojrzałam na zegarek i odczytałam godzinę 23:23 i jak zawsze w takiej sytuacji, czyli kiedy godziny i minuty są zgodne dodałam ich wartości i odczytałam ich znaczenie tj: 2+3+ 2+3 = 10 = 1+0 = 1
1 – „Uważaj na swoje myśli i myśl tylko o swoich pragnieniach zamiast obawach, ponieważ przyciągasz to o czym myślisz”.

Ależ te Anioły są czujne! Udzieliły mi dobrej rady i już ja wiem najlepiej dlaczego.
Teraz idę już spać, bo zrobiło się bardzo późno.
Kiedy piszę droga Mario czas przestaje mieć dla mnie znaczenie.







niedziela, 25 września 2016

O MIŁOŚCI CIĄG DALSZY


Czy każda miłość jest taka sama?

Kocham cię” - jak trudno jest czasami powiedzieć te słowa.
Moja przyjaciółka, u której gościliśmy w długi czerwcowy weekend przy popołudniowej kawie poruszyła temat okazywania sobie uczuć. Poprosiła swojego męża (z ponad trzydziestoletnim stażem), żeby częściej mówił, że ją kocha, a on zdziwiony odpowiedział: „co ty chcesz ode mnie, kobieto, przecież gdybym cię nie kochał to bym z tobą nie był”. Proste męskie myślenie, ale czy to jest w istocie takie proste? Myślę, że to jest bardziej skomplikowany i złożony temat.

Czy można klasyfikować, odmieniać, różnicować miłość?
Myślę, że można: inna jest miłość młodzieńcza, inna dojrzała, inna w małżeństwie, inna w narzeczeństwie.
Dlaczego miłość jest ślepa bo na pewno jest, dlaczego nie widzimy wad swojego ukochanego w pierwszym stadium miłości czyli w fazie zakochania, a dlaczego to samo zachowanie denerwuje nas po jakimś czasie?
Dlaczego zachwycamy się jego dowcipami, tolerujemy zaczepki lub docinki skierowane pod naszym adresem, a potem za to samo go nienawidzimy?
Czy wszystkie pary są zakochane i czy miłość jest wieczna, odporna na choroby, starość, kłopoty, biedę i różne pokusy?
Czy dostatek sprzyja prawdziwej miłości czy jej wręcz szkodzi?
Czy stan posiadania w ogóle ma jakieś znaczenie?

Żeby rozwiać te wszystkie wątpliwości i zrozumieć istotę miłości, postanowiłam spytać o to jaka jest miłość moich bliskich, przyjaciół i zupełnie nie znane mi osoby. Ludzi młodych dopiero poznających smak miłości, oraz tych z wieloletnim stażem małżeńskim. Ludzi po przejściach i takich, których amor odnalazł po latach w myśl przysłowia „stara miłość nie rdzewieje” Nim podzielę się z tobą droga Mario tymi opowiadaniami zacznę od siebie i własnych doświadczeń. Po trzydziestu sześciu latach małżeństwa mam już wyrobione zdanie w tej delikatnej materii, ale najpierw opowiem ci jak miłość może stać się zniewoleniem.

Zakochanie to pierwsza i najprzyjemniejsza faza miłości, z motylkami w brzuchu z iskrami w oczach, z głową w chmurach. Nagle zachowujesz się tak, jakbyś dostała obuchem w głowę, nieracjonalnie, nielogicznie, jakbyś była na haju. Bez zmęczenia, bez wytchnienia i bez przerwy chcesz być blisko ukochanego, chcesz oddychać jego powietrzem, chcesz widzieć jego oczami, chcesz poznawać jego świat, zgadzasz się z jego opinią, masz nagle ten sam smak, ten sam gust…….jest pięknie. 
Bez wytchnienia spełniasz wszystkie marzenia ukochanego, zaczynasz go wyręczać, zastępować i w konsekwencji przytłaczać.
Wszyscy ci mówią, że tak nie można, że tak jest źle, że nikt takiej presji nie przetrwa.
Możesz sobie pomyśleć, że oni ci zazdroszczą, że źle ci życzą, a ty jesteś gotowa całe życie właśnie tak kochać, bo przecież miłość wymaga wyrzeczeń, poświęceń i oddania.
Za jakiś czas poczujesz się zmęczona, zawiedziona i rozczarowana. Powiesz, że miało być inaczej, że czujesz się zaniedbywana i niekochana, ale twój mężczyzna nie będzie wiedział czego ty od niego chcesz, czego oczekujesz, bo przecież zawsze byłaś zadowolona, a teraz nagle masz pretensje.

Ale wcale tak nie musi być.

Możecie się wzajemnie poznawać, uzupełniać, pomagać sobie. Pomału odkrywać swój świat. Pójść na mecz, na koncert, obejrzeć film w telewizji tylko dlatego, że ukochany tego bardzo chce. Zostawić sobie małą przestrzeń na swoje hobby, na spotkanie z przyjaciółmi i spełnianie swoich marzeń i nie bać się wymagać i wyraźnie mówić o swoich oczekiwaniach.

Nigdy droga Mario nie rób niczego wbrew sobie.
Nigdy nie zapominaj, że twoje pragnienia są równie ważne jak jego.
Powiem ci, z mojego doświadczenia, że jest to możliwe i do spełnienia i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla was obojga. Bo tylko wtedy gdy w związku pozostaniesz sobą i zachowasz własną odrębność będziesz szczęśliwa i spełniona.

A jak było w moim przypadku?

No cóż stan zakochania przedłużył mi się do około dwudziestu lat. Z jednej strony super, a z drugiej kiedy zapragnęłam więcej przestrzeni dla siebie, mój mąż długo nie mógł zrozumieć, o co mi chodzi. Był smutny, zawiedziony i zdezorientowany. Ja czułam się niedoceniona i niezadowolona, chciałam być adorowana i rozpieszczana. Kompletna karuzela, zawrót głowy, ciągłe nieporozumienia. Trochę się w tym czasie od siebie oddaliliśmy, trochę się zagubiliśmy, ale przetrwaliśmy.
Zaczęliśmy uczyć się siebie, na nowo szanować swoją przestrzeń. Ja nauczyłam się wypowiada swoje zdanie spokojnie, bez strachu, że zostanę wyśmiana czy zlekceważona. Mam swoją pasję, dużo ciekawych zajęć, mam dużo czasu dla siebie i zupełny brak wyrzutów sumienia z tego powodu.
Czasami mało mówimy, czasami zupełnie się mijamy, ale potrzebujemy się nawzajem równie mocno jak dawno temu.

Czy to miłość do nas wróciła?

Tak, ale taka dojrzała, wyrozumiała, spokojna. Mogę powiedzieć o swoich odczuciach tak
z głębi mojego serca, że kocham swojego męża i okazuję mu to na każdym kroku.
Cieszę się jak spełnia się zawodowo, szanuję jego sposób spędzania wolnego czasu, nie zrzędzę i nie narzekam z byle powodu.
Jeżeli jestem z czegoś nie zadowolona otwarcie o tym mówię.
Potrafię się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy.
Jestem szczęśliwa i spełniona.

Piszę te słowa i zerkam na mojego męża, który gra w karty ze swoimi przyjaciółmi, świetnie się bawi i nie musi się martwić, że ja będę zła i znudzona. Jest późno i zaraz pójdę do naszego pokoju, będę czytać a potem zasnę spokojnie. Rano zapytam jak skończyła się gra i czy wszyscy dobrze się bawili.
W niedzielę wracamy do domu, do naszych codziennych zajęć i obowiązków.
Moja przyjaciółka już poszła usypiać wnuczkę i w ciszy swojego pokoju nabiera sił, bo jutro czeka ją kolejny dzień pełen niespodzianek (już jej dwuletnia wnuczka się o to postara).
Ja piszę w skupieniu i nikt się temu nie dziwi, panowie grają w karty zajęci sobą bez reszty. Grupka goście w pensjonacie ogląd mecz siatkówki. Każdy robi to co lubi i spędza czas po swojemu.

Ps. W takich właśnie momentach droga Mario czuję, że kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna.




piątek, 23 września 2016

O MIŁOŚCI



Skąd wiedzieć, że to ten jedyny

Miłość ma wiele imion i wiele twarzy. Bez względu na wiek miłość zawsze towarzyszy człowiekowi, nawet wtedy kiedy on sam o tym nie wie. 
Miłość jest kołem napędowym życia. 
Im dłużej o tym rozmawiam z różnymi osobami, tym bardziej jestem przekonana, że sami decydujemy o tym ile miłości chcemy wpuścić do naszego żucia.

Zacznijmy od tej miłości fascynującej, poznawczej. Co powoduje, że zakochujemy się w tej, a nie innej osobie? Ktoś powiedział mi, że Amor za pomocą zatrutej strzały zaraża nas miłością, bo często mówimy „Jestem chora z miłości”, ale można też powiedzieć że chorujemy z braku miłości. Co wtedy się z nami dzieje? W jednym jak i drugim przypadku nie możemy jeść, spać bo nieustannie myślimy o przeżyciach z ostatnich chwil spędzonych z ukochanym, lub marzymy jak by mogło być z naszym domniemanym ukochanym w przypadku kiedy on jeszcze nie wie, że jest obiektem naszych westchnień, albo wie, ale jest mało, lub wcale niezainteresowany bo jest już zajęty, albo właśnie wzdycha do innej.
Żeby uporządkować myśli powiem jasno: „cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.
W związku z tym pojawiają się kolejne pytania: Czy z całych sił, używając całej gamy podstępów uparcie i skrycie zabiegać o uwagę, czy raczej stawiać się na drodze naszego wybranka i czekać, co on na to?
Kto ma zrobić pierwszy ruch: on czy ona? 
Czy stroić się w piórka i przybierać barwy godowe czy wręcz przeciwnie, być szare, ciche i skromne?
I kto nam na te pytania odpowie? 
Ja myślę, że intuicja.

Droga Mario jeżeli chcesz się przekonać jak jest w twoim przypadku zrób test: pomyśl o Tej osobie i odwołaj się do twojej wyobraźni. Jakie są wtedy twoje odczucia: jest miło, ciepło, uśmiechasz się do siebie czy zaczynasz się denerwować? 
Jeżeli w towarzystwie Tej osoby czujesz się lekko, nie boisz się wyrażać swojego zdania, nie czujesz się krytykowana i wyśmiewana, jest cudownie.
Jeżeli musisz cenzurować każde słowo i tak formułować swoje zdania, żeby zawsze go zadowolić, zastanów się czy warto.
 Pamiętaj o tym, że z kim ułożysz sobie życie i jakie ono będzie w ogromnej mierze zależy od ciebie. Wykorzystaj więc ten fakt i zadbaj o jakość swojej przyszłości.
Zapytasz a co jeżeli mimo twoich dobrych chęci i tak się nie uda? 
Odpowiedź jest prosta, lecz trudne może to być wykonanie: trzeba będzie zakończyć toksyczny związek, odrobić lekcję, wylizać rany i wyruszyć na poszukiwanie nowej pięknej miłości.
Żeby się tak nie stało codziennie rano proś o miłość czystą, piękną i niewinną, a codziennie wieczorem dziękuj za każdy objaw miłości.
 Niech twoją codzienną afirmacją staną się te słowa: „Kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna”,
 „Jestem w cudownym i spełnionym związku z osobą, która mnie bardzo kocha”.

Jednak pamiętaj o tym, że najważniejszą twoją relacja jest związek z samą sobą, a wszystkie inne wyrastają właśnie z niego. Jeżeli kochasz siebie i czujesz się bezpieczna to twoje pozostałe związki rozkwitną.

Oto kilka rad dla tych którzy chcą kochać i być kochani:
Śpij zawsze w pięknej pościeli.
Dwie poduszki, dwa delfiny, dwa aniołki, kryształ górski i piękne kwiaty (najlepiej różowe róże) to niezbędne elementy wystroju twojej sypialni.
Ładna bielizna, chociaż nie widoczna dla innych doda ci pewności siebie.
Piękny uśmiech przyciąga jak magnes.
Pomyślałam teraz, że te rady są również dla ludzi którzy są w długoletnich związkach, bo trochę magii i radości życia przyda się każdemu.

Dopiero jak napisałam ten list droga Mario dotarło do mnie, że muszę częściej mówić mojemu mężowi jak go bardzo kocham i że mimo swoich sześćdziesięciu lat jest nadal dla mnie atrakcyjnym mężczyzną.

Ps. Pamiętaj droga Mario: te wszystkie rady są dla tych którzy czekają na miłość jedyną i wymarzoną.
Jeżeli jednak na razie wolisz pozostać sama, to weź pod uwagę, że tak się właśnie stanie zgodnie z Prawem Przyciągania.