czwartek, 6 października 2016

KAŻDEGO SPOTYKASZ PO COŚ


O mojej przeszłości

Spotykam na swojej drodze potrzebnych mi ludzi w życiu i biznesie” - to codzienna afirmacja, którą stosuję od lat.

Wielu ciekawych ludzi spotkałam na swej drodze, wiele miejsc odwiedziłam, zawsze gotowa na spotkanie, zawsze ufna i pełna nadziei. Ktoś kiedyś zapytał mnie, dlaczego ciągle jeżdżę za mężem, nie z nim (taką ma pracę) Odpowiedziałam, że taka jest rola żony, ale wtedy nie wiedziałam, że taka jest moja rola, bo mój mąż potrzebował mojej siły i mojego wsparcia.
Zupełnie się wtedy nie doceniałam, myślałam, że każda żona gotowa jest wszystko rzucić i wyruszyć w kolejną podróż. Urządzałam kolejne domy, stwarzałam namiastkę naszego świata. Prałam, gotowałam, dogadzałam i po prostu byłam. Było to tak naturalne, że straciło swoją rangę i znaczenie. Ja po prostu stałam u jego boku.

Zawsze miałam swoje sprawy, nigdy się nie nudziłam, mam talent do poznawania nowych osób oraz szybko się adoptuję w nowym środowisku. Szybko znajdywałam ciekawych i potrzebnych mi w tym momencie ludzi. Doszłam do wniosku, że ponieważ nie mam czasu się zaprzyjaźniać, to chociaż poznam tych ludzi bliżej i czegoś się od nich nauczę, jak podróżny bard tu przycupnę, tam odpocznę, a co usłyszę i zapamiętam to moje. Śpiewać nie próbowałam, ale opowiadać owszem, zawsze lubiłam, umiałam opowiadać, ale i słuchać i tym zjednywała sobie ludzi.

Teraz, po latach zdałam sobie sprawę, że czegoś się wtedy uczyłam, czerpałam z życia ile się dało. Zwiedzałam, podróżowałam i uważałam, że to jest zupełnie naturalne. Teraz dopiero doceniam to, co mnie w życiu spotkało. Spisuję wspomnienia, dopisuję moje obserwacje, dopiero teraz wiem, że życie mnie rozpieszczało i to nie było z mojej strony poświęcenie, to było moje przeznaczenie.

Potem przyszedł moment zwątpienia – po co to wszystko było, dlaczego szłam w cieniu swojego męża, dlaczego nie stworzyłam własnego świata, a z czasem doszła refleksja, że TO BYŁO MOJE ŻYCIE, TO BYŁ MÓJ ŚWIAT. To był mój wybór i tylko mój.
Dane mi było poznać wielu znanych piłkarzy, trenerów, boksera jednego, ale za to wielkiego mówię tu o Pawle Skrzeczu. Kiedy go poznałam naprawdę był wielki i serce też miał wielkie, życzliwe i szczodre. Kiedy postanowił schudnąć bardzo mu sekundowaliśmy, a o z wielką wprawą mistrza prezentował się nam w coraz doskonalszej wersji. Wygrał walkę z otyłością w iście mistrzowskim stylu. Dał radę i do dziś cieszy się wzorową sylwetką. Wygrał jak na mistrza przystało. Najważniejsze, że serce ma nadal wielkie i szczere.

Poznałam paru aktorów, piosenkarzy, wielu znanych i uznanych lekarzy, ludzi znanych z telewizji i kabaretu. Marcin Daniec serdeczny przyjaciel mojego męża, może mnie w ogóle nie kojarzy, ale ja miałam okazję go poznać i to jest dla mnie ważne, bo przekonałam się, że dowcipny i serdeczny jest również prywatnie.

Możesz mnie zapytać droga Mario, po co mi jest ta wyliczanka, a no po to, żebym sama obie uświadomiła , że działo się w moim życiu sporo i każda z poznanych przeze mnie osób w pewien niepowtarzalny sposób zapisała się w mojej pamięci. Każda z nich coś do mojego życia wniosła, a ja mimochodem lud niechcący czegoś się nauczyłam. Teraz zaczynam to naprawdę doceniać, bo wtedy wydawało mi się to takie naturalne, normalne, nawet mało znaczące.

Teraz wiem, że wszystko co nas w życiu spotyka ma czemuś służyć. Ktoś podarował mi książkę, ktoś inny mądrze opowiadał, jeszcze inny zaprosił na wspaniałą wycieczkę do Tunezji, Hiszpanii, Turcji czy do Stanów Zjednoczonych. Teraz pozostały mi wspomnienia i przyjaźnie, które przeszły próbę czasu.

Pamięć to nasz największy skarb i mam taką propozycję droga Mario, żebyś wśród przyjaciół, przy rodzinnym stole wspominała opowiadała i doceniała wszystko co w pamięci zostało. Oglądaj stare fotografie z przyjaciółmi, pytaj rodziców póki żyją i mogą dużo ci wyjaśnić, wierz mi warto, bo jak najbliższych zabraknie, to pamięć o nich wiele ci da.
Ja lubię wspominać stare „dobre” czasy, lubię w gronie starych znajomych pośmiać się oglądając zdjęcia sprzed lat.
Ktoś zaczyna wspominać, ktoś inny uzupełnia, a jeszcze ktoś powie – no co wy przecież to zupełnie było inaczej, a potem się okazuje, że każdy z nas inaczej zarejestrował w swojej pamięci to samo zdarzenie. To się chyba nazywa percepcja widzenia.
Inaczej bym powiedziała punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Ps. Droga Mario bądź otwarta na nowe przyjaźnie, nowe wyzwania i doświadczenia.
Trochę radości, trochę przygody, trochę rozwagi, trochę szaleństwa, dużo miłości, dużo radości i wiele talentów każdy z nas ma w sobie.
Kiedy będziesz miała świadomość swojej wartości, pokochasz siebie, będziesz się rozpieszczała i dbała o siebie. Wtedy właśnie będziesz ciekawą osobą, którą każdy chce poznać, z którą warto się zaprzyjaźnić.








sobota, 1 października 2016

DZIENNIK MYŚLI


A raczej jak działają myśli

Dziennik myśli. Założyłam specjalny zeszyt, w którym zapisuję swoje myśli. Zapytasz pewnie droga Mario dlaczego to zrobiłam. Zrobiłam to pod wpływem kart anielskich. Wbrew pozorom jest to ogromnie trudne zadanie, ale jakże pouczające. Myśli są bowiem tym, co kreuje nasze życie.

Myśl pozytywnie” - co to w ogóle oznacza? Zawsze w tym momencie przypominam sobie słowa prof. Królickiego podczas wykładu metody Silvy, a więc: „kiedy spotkasz w buszu lwa, to nie myśl, że może nie jest głodny i cię oszczędzi, ale bierz nogi za pas i uciekaj jak najszybciej i najdalej”. To jest właśnie pozytywne myślenie.

Kiedy zaczynam coś zapisywać nabiera to dla mnie większego znaczenia. Mam większą świadomość co i jak robię. Jest jednak jeden warunek - muszę być ze sobą szczera, bo tylko takie podejście przyniesie pożądane rezultaty.
Szczerość w stosunku do samej siebie – jakie to oczywiste, a jednak trudne.

Dlaczego? Myślę, że nasze Ego przeszkadza nam w ocenie własnych poczynań.
Zawsze możemy znaleźć proste i bardzo jasne wytłumaczenie naszego postępowania, ale w dzienniku zapisujemy tylko myśli, a nie ich efekt.
Czasami jest to istna wojna myśli, dialog ze swoim zdrowym rozsądkiem, głupotą, niedojrzałością, pychą, złością, miłością,
strachem, dobrem i złem, które w nas drzemie.

Zachęcam cię droga Mario do takiej pracy ze swoimi myślami. Trzeba się nie lada napracować, żeby nic co ważne nie umknęło twojej uwadze, więc zaopatrz się w mały podręczny notes, długopis i do roboty. Zapisuj często swoje myśli, nie odkładaj niczego na później, bo zapomnisz, bo pomylisz, bo stracisz sens i sama będziesz miała kłopot uporać się z własną pamięcią.

Ja zaczęłam od napisania na początku zeszytu ważnych dla mnie słów:
Człowiek jest tym o czym cały dzień myśli”.
Każda myśl jest inwestycją, która natychmiast procentuje, więc myśl mądrze. Masz moc wyboru swoich myśli i wypełniaj je miłością, spokojem i harmonią”.
Skargi i zmartwienia przyciągają jeszcze więcej tej samej energii, więc wznieś swe myśli na wyższy poziom, żeby zaczęły przyciągać to, czego pragniesz”.
Myśl o czym pragniesz, zamiast zamartwiać się i narzekać”.

Ps. Pisząc te słowa spojrzałam na zegarek i odczytałam godzinę 23:23 i jak zawsze w takiej sytuacji, czyli kiedy godziny i minuty są zgodne dodałam ich wartości i odczytałam ich znaczenie tj: 2+3+ 2+3 = 10 = 1+0 = 1
1 – „Uważaj na swoje myśli i myśl tylko o swoich pragnieniach zamiast obawach, ponieważ przyciągasz to o czym myślisz”.

Ależ te Anioły są czujne! Udzieliły mi dobrej rady i już ja wiem najlepiej dlaczego.
Teraz idę już spać, bo zrobiło się bardzo późno.
Kiedy piszę droga Mario czas przestaje mieć dla mnie znaczenie.







niedziela, 25 września 2016

O MIŁOŚCI CIĄG DALSZY


Czy każda miłość jest taka sama?

Kocham cię” - jak trudno jest czasami powiedzieć te słowa.
Moja przyjaciółka, u której gościliśmy w długi czerwcowy weekend przy popołudniowej kawie poruszyła temat okazywania sobie uczuć. Poprosiła swojego męża (z ponad trzydziestoletnim stażem), żeby częściej mówił, że ją kocha, a on zdziwiony odpowiedział: „co ty chcesz ode mnie, kobieto, przecież gdybym cię nie kochał to bym z tobą nie był”. Proste męskie myślenie, ale czy to jest w istocie takie proste? Myślę, że to jest bardziej skomplikowany i złożony temat.

Czy można klasyfikować, odmieniać, różnicować miłość?
Myślę, że można: inna jest miłość młodzieńcza, inna dojrzała, inna w małżeństwie, inna w narzeczeństwie.
Dlaczego miłość jest ślepa bo na pewno jest, dlaczego nie widzimy wad swojego ukochanego w pierwszym stadium miłości czyli w fazie zakochania, a dlaczego to samo zachowanie denerwuje nas po jakimś czasie?
Dlaczego zachwycamy się jego dowcipami, tolerujemy zaczepki lub docinki skierowane pod naszym adresem, a potem za to samo go nienawidzimy?
Czy wszystkie pary są zakochane i czy miłość jest wieczna, odporna na choroby, starość, kłopoty, biedę i różne pokusy?
Czy dostatek sprzyja prawdziwej miłości czy jej wręcz szkodzi?
Czy stan posiadania w ogóle ma jakieś znaczenie?

Żeby rozwiać te wszystkie wątpliwości i zrozumieć istotę miłości, postanowiłam spytać o to jaka jest miłość moich bliskich, przyjaciół i zupełnie nie znane mi osoby. Ludzi młodych dopiero poznających smak miłości, oraz tych z wieloletnim stażem małżeńskim. Ludzi po przejściach i takich, których amor odnalazł po latach w myśl przysłowia „stara miłość nie rdzewieje” Nim podzielę się z tobą droga Mario tymi opowiadaniami zacznę od siebie i własnych doświadczeń. Po trzydziestu sześciu latach małżeństwa mam już wyrobione zdanie w tej delikatnej materii, ale najpierw opowiem ci jak miłość może stać się zniewoleniem.

Zakochanie to pierwsza i najprzyjemniejsza faza miłości, z motylkami w brzuchu z iskrami w oczach, z głową w chmurach. Nagle zachowujesz się tak, jakbyś dostała obuchem w głowę, nieracjonalnie, nielogicznie, jakbyś była na haju. Bez zmęczenia, bez wytchnienia i bez przerwy chcesz być blisko ukochanego, chcesz oddychać jego powietrzem, chcesz widzieć jego oczami, chcesz poznawać jego świat, zgadzasz się z jego opinią, masz nagle ten sam smak, ten sam gust…….jest pięknie. 
Bez wytchnienia spełniasz wszystkie marzenia ukochanego, zaczynasz go wyręczać, zastępować i w konsekwencji przytłaczać.
Wszyscy ci mówią, że tak nie można, że tak jest źle, że nikt takiej presji nie przetrwa.
Możesz sobie pomyśleć, że oni ci zazdroszczą, że źle ci życzą, a ty jesteś gotowa całe życie właśnie tak kochać, bo przecież miłość wymaga wyrzeczeń, poświęceń i oddania.
Za jakiś czas poczujesz się zmęczona, zawiedziona i rozczarowana. Powiesz, że miało być inaczej, że czujesz się zaniedbywana i niekochana, ale twój mężczyzna nie będzie wiedział czego ty od niego chcesz, czego oczekujesz, bo przecież zawsze byłaś zadowolona, a teraz nagle masz pretensje.

Ale wcale tak nie musi być.

Możecie się wzajemnie poznawać, uzupełniać, pomagać sobie. Pomału odkrywać swój świat. Pójść na mecz, na koncert, obejrzeć film w telewizji tylko dlatego, że ukochany tego bardzo chce. Zostawić sobie małą przestrzeń na swoje hobby, na spotkanie z przyjaciółmi i spełnianie swoich marzeń i nie bać się wymagać i wyraźnie mówić o swoich oczekiwaniach.

Nigdy droga Mario nie rób niczego wbrew sobie.
Nigdy nie zapominaj, że twoje pragnienia są równie ważne jak jego.
Powiem ci, z mojego doświadczenia, że jest to możliwe i do spełnienia i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla was obojga. Bo tylko wtedy gdy w związku pozostaniesz sobą i zachowasz własną odrębność będziesz szczęśliwa i spełniona.

A jak było w moim przypadku?

No cóż stan zakochania przedłużył mi się do około dwudziestu lat. Z jednej strony super, a z drugiej kiedy zapragnęłam więcej przestrzeni dla siebie, mój mąż długo nie mógł zrozumieć, o co mi chodzi. Był smutny, zawiedziony i zdezorientowany. Ja czułam się niedoceniona i niezadowolona, chciałam być adorowana i rozpieszczana. Kompletna karuzela, zawrót głowy, ciągłe nieporozumienia. Trochę się w tym czasie od siebie oddaliliśmy, trochę się zagubiliśmy, ale przetrwaliśmy.
Zaczęliśmy uczyć się siebie, na nowo szanować swoją przestrzeń. Ja nauczyłam się wypowiada swoje zdanie spokojnie, bez strachu, że zostanę wyśmiana czy zlekceważona. Mam swoją pasję, dużo ciekawych zajęć, mam dużo czasu dla siebie i zupełny brak wyrzutów sumienia z tego powodu.
Czasami mało mówimy, czasami zupełnie się mijamy, ale potrzebujemy się nawzajem równie mocno jak dawno temu.

Czy to miłość do nas wróciła?

Tak, ale taka dojrzała, wyrozumiała, spokojna. Mogę powiedzieć o swoich odczuciach tak
z głębi mojego serca, że kocham swojego męża i okazuję mu to na każdym kroku.
Cieszę się jak spełnia się zawodowo, szanuję jego sposób spędzania wolnego czasu, nie zrzędzę i nie narzekam z byle powodu.
Jeżeli jestem z czegoś nie zadowolona otwarcie o tym mówię.
Potrafię się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy.
Jestem szczęśliwa i spełniona.

Piszę te słowa i zerkam na mojego męża, który gra w karty ze swoimi przyjaciółmi, świetnie się bawi i nie musi się martwić, że ja będę zła i znudzona. Jest późno i zaraz pójdę do naszego pokoju, będę czytać a potem zasnę spokojnie. Rano zapytam jak skończyła się gra i czy wszyscy dobrze się bawili.
W niedzielę wracamy do domu, do naszych codziennych zajęć i obowiązków.
Moja przyjaciółka już poszła usypiać wnuczkę i w ciszy swojego pokoju nabiera sił, bo jutro czeka ją kolejny dzień pełen niespodzianek (już jej dwuletnia wnuczka się o to postara).
Ja piszę w skupieniu i nikt się temu nie dziwi, panowie grają w karty zajęci sobą bez reszty. Grupka goście w pensjonacie ogląd mecz siatkówki. Każdy robi to co lubi i spędza czas po swojemu.

Ps. W takich właśnie momentach droga Mario czuję, że kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna.




piątek, 23 września 2016

O MIŁOŚCI



Skąd wiedzieć, że to ten jedyny

Miłość ma wiele imion i wiele twarzy. Bez względu na wiek miłość zawsze towarzyszy człowiekowi, nawet wtedy kiedy on sam o tym nie wie. 
Miłość jest kołem napędowym życia. 
Im dłużej o tym rozmawiam z różnymi osobami, tym bardziej jestem przekonana, że sami decydujemy o tym ile miłości chcemy wpuścić do naszego żucia.

Zacznijmy od tej miłości fascynującej, poznawczej. Co powoduje, że zakochujemy się w tej, a nie innej osobie? Ktoś powiedział mi, że Amor za pomocą zatrutej strzały zaraża nas miłością, bo często mówimy „Jestem chora z miłości”, ale można też powiedzieć że chorujemy z braku miłości. Co wtedy się z nami dzieje? W jednym jak i drugim przypadku nie możemy jeść, spać bo nieustannie myślimy o przeżyciach z ostatnich chwil spędzonych z ukochanym, lub marzymy jak by mogło być z naszym domniemanym ukochanym w przypadku kiedy on jeszcze nie wie, że jest obiektem naszych westchnień, albo wie, ale jest mało, lub wcale niezainteresowany bo jest już zajęty, albo właśnie wzdycha do innej.
Żeby uporządkować myśli powiem jasno: „cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.
W związku z tym pojawiają się kolejne pytania: Czy z całych sił, używając całej gamy podstępów uparcie i skrycie zabiegać o uwagę, czy raczej stawiać się na drodze naszego wybranka i czekać, co on na to?
Kto ma zrobić pierwszy ruch: on czy ona? 
Czy stroić się w piórka i przybierać barwy godowe czy wręcz przeciwnie, być szare, ciche i skromne?
I kto nam na te pytania odpowie? 
Ja myślę, że intuicja.

Droga Mario jeżeli chcesz się przekonać jak jest w twoim przypadku zrób test: pomyśl o Tej osobie i odwołaj się do twojej wyobraźni. Jakie są wtedy twoje odczucia: jest miło, ciepło, uśmiechasz się do siebie czy zaczynasz się denerwować? 
Jeżeli w towarzystwie Tej osoby czujesz się lekko, nie boisz się wyrażać swojego zdania, nie czujesz się krytykowana i wyśmiewana, jest cudownie.
Jeżeli musisz cenzurować każde słowo i tak formułować swoje zdania, żeby zawsze go zadowolić, zastanów się czy warto.
 Pamiętaj o tym, że z kim ułożysz sobie życie i jakie ono będzie w ogromnej mierze zależy od ciebie. Wykorzystaj więc ten fakt i zadbaj o jakość swojej przyszłości.
Zapytasz a co jeżeli mimo twoich dobrych chęci i tak się nie uda? 
Odpowiedź jest prosta, lecz trudne może to być wykonanie: trzeba będzie zakończyć toksyczny związek, odrobić lekcję, wylizać rany i wyruszyć na poszukiwanie nowej pięknej miłości.
Żeby się tak nie stało codziennie rano proś o miłość czystą, piękną i niewinną, a codziennie wieczorem dziękuj za każdy objaw miłości.
 Niech twoją codzienną afirmacją staną się te słowa: „Kocham i jestem kochana, a miłość jest dla mnie bezpieczna”,
 „Jestem w cudownym i spełnionym związku z osobą, która mnie bardzo kocha”.

Jednak pamiętaj o tym, że najważniejszą twoją relacja jest związek z samą sobą, a wszystkie inne wyrastają właśnie z niego. Jeżeli kochasz siebie i czujesz się bezpieczna to twoje pozostałe związki rozkwitną.

Oto kilka rad dla tych którzy chcą kochać i być kochani:
Śpij zawsze w pięknej pościeli.
Dwie poduszki, dwa delfiny, dwa aniołki, kryształ górski i piękne kwiaty (najlepiej różowe róże) to niezbędne elementy wystroju twojej sypialni.
Ładna bielizna, chociaż nie widoczna dla innych doda ci pewności siebie.
Piękny uśmiech przyciąga jak magnes.
Pomyślałam teraz, że te rady są również dla ludzi którzy są w długoletnich związkach, bo trochę magii i radości życia przyda się każdemu.

Dopiero jak napisałam ten list droga Mario dotarło do mnie, że muszę częściej mówić mojemu mężowi jak go bardzo kocham i że mimo swoich sześćdziesięciu lat jest nadal dla mnie atrakcyjnym mężczyzną.

Ps. Pamiętaj droga Mario: te wszystkie rady są dla tych którzy czekają na miłość jedyną i wymarzoną.
Jeżeli jednak na razie wolisz pozostać sama, to weź pod uwagę, że tak się właśnie stanie zgodnie z Prawem Przyciągania.






















wtorek, 20 września 2016

ROZMOWY Z MOIMI ANIOŁAMI


Dziękuję za ludzi, których Anioły postawiły na mej drodze.

Aby poprawić swoje życie należy prosić, w moim przypadku rozmowa z Aniołami, szczera i 
rzeczowa zawsze prowadzi do zmian na lepsze. Zmiany zazwyczaj nie przychodzą natychmiast, najczęściej pojawiają się w odpowiednim dla nas momencie. Nauczyłam się już pokory i wiary w to, że mogę osiągnąć wszystko, co jest dla mnie dobre, ale we właściwym dla zmian momencie. 

Opowiem Ci jak to było ze mną jeżeli chodzi o pisanie. Zawsze odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Pisałam dzienniki, pamiętniki, wspomnienia, listy do siebie, które nazywałam „Listy do przyjaciółki”. Kiedyś zapytałam moje Anioły o sens tego mojego pisania. Zrobiłam to tuż przed snem, poprosiłam o wskazówki co mam zrobić by te moje pisanie przyniosło radość i przesłanie wielu ludziom. Położyłam się spać i możecie mi wierzyć albo nie, ale przyśniła mi się opowieść, cała książka! Rano zaraz po przebudzeniu zapisałam ją w formie punktów i potem dzień po dniu zapisywałam kolejne strony. Kiedy napisałam część książki dałam ją do przeczytania mojej córce, a potem mojej siedemnastoletniej wnuczce. Obie stwierdziły, że jest bardzo ciekawa i zapytały gdzie mogą przeczytać dalszą część, bo ogromnie się im spodobała. Obydwie myślały, że to fragment jakiejś książki, który ściągnęłam z internetu. Kiedy opowiedziałam im jak powstał pomysł na moją książkę, dopingowały mnie bym pisała dalej. Miło jest kiedy komuś podoba się coś co robimy, więc zachęcona przez najbliższych pisałam z pasją, ale co rusz miałam wątpliwości czy dobrze i ciekawie piszę. Postanowiłam, że pokażę moją „twórczość” komuś, kto się zna na rzeczy. Póki co pisałam wytrwale dzień po dniu, tak dla siebie, aż tu nagle moja córka wpadła do mnie i oznajmiła, że jedziemy do Krakowa na spotkanie kobiet w ramach Kręgu kobiet pod nazwą Testosteron. Spotkanie będzie prowadziła fantastyczna dziewczyna, założycielka Latającej Szkoły, której byłam od dawna fanką i czytelniczką, pisząca „Listy miłosne”, Agata.

Jeszcze tego samego dnia znalazłam na stronach podanych przez Agatę kursy pisania i popatrzyłam na sympatyczną twarz młodej inteligentnej osoby i pomyślałam, droga Mario, „to będzie osoba, która mi pomoże” i byłam tego zupełnie pewna. Pojechałyśmy na spotkanie kobiet do Krakowa, powiem tylko, że było warto.

Zaraz następnego dnia zadzwoniłam do ciebie i upewniłam się – masz bardzo miły głos
że warto się spotkać i zasięgnąć fachowej porady. W przeddzień wyjazdu przeprowadziłam rozmowę z moimi Aniołami, najpierw podziękowałam za postawienie na mojej drodze ciebie, droga Mario, a potem poprosiłam, żeby spotkanie to było owocne i doprowadziło do wydania mojej książki.

Spotkałyśmy się w kawiarni, miejscu spotkań młodych ludzi, artystów, dla mnie to było ciekawe miejsce, które jeszcze dotąd nie odkryłam, chociaż do Krakowa jeżdżę dosyć często. Pomyślałam, że to dobry znak bo już czegoś ciekawego doświadczyłam i na pewno nie będę żałowała. Dziwne to było uczucie iść na spotkanie z kimś, kogo zupełnie się nie zna, a na dodatek jest w wieku moich dzieci. Trochę mnie ta sytuacja śmieszyła, ale co tam, całe życie trzeba się uczyć, prawda? Przed wejściem do kawiarni zadzwoniłam i zobaczyłam przez okno kawiarni miłą młodą osobę, która machała do mnie jakbyśmy się znały od dawna. Usiadłam przy twoim stoliku i zamówiłam moją ulubioną kawę z dużą ilością mleka. Bałam się Ciebie zapytać o opinię na temat mojej książki, więc z ulgą przyjęłam propozycję opowiedzenia czegoś o moim życiu, a że mówienie, a raczej opowiadanie jest moją drugą naturą poczułam się jak ryba w wodzie. Trochę mnie irytował fakt, że cały czas coś pisałaś, ale czułam, że uważnie mnie słuchasz i nawet zachęcasz do opowiadania zadając coraz to nowe pytania. A na temat książki a raczej jej fragmentu, nic, ani słowa, ale to mnie już akurat mało obchodziło, cieszył mnie sam fakt spotkania z tobą. Potem powiedziałaś parę ładnie dobranych słów na temat fragmentu który ci przysłałam. Zasugerowałaś, że powinnam napisać książkę, ale o sobie. Pojechałam do domu w cudownym twórczym nastroju, a potem przyszło zwątpienie, „jak mogę pisać książkę o moim zwyczajnym życiu. Uznałam że to ogromnie krępujące pisać sama o sobie. Jak to napisać, żeby się chciało komuś czytać?”
Zdecydowałam że jakoś się wytłumaczę i nie będę pisać, odpaliłam mojego laptopa i pojawił się mi przed oczami piękny tekst:
Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy.
Bądź oryginalny. Jeżeli to oznacza odrobinę ekscentryczności, to nie szkodzi.
Bądź otwarty i dostępny. Następna spotkana osoba może zostać twoim najlepszym przyjacielem.
Bądź szeroko otwarty na zmiany, ale nie rezygnuj ze swoich wartości.
Jeżeli bardzo chcesz coś zrobić i masz wewnętrzne przekonanie, że powinieneś to zrobić, to rób. Intuicja jest często równie ważna jak fakty.
Módl się nie o rzeczy, ale o mądrość i odwagę.
Nie myl zwykłych niedogodności z prawdziwymi kłopotami.
Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, nie wydawaj wszystkiego, co masz i nie śpij tyle, ile chcesz.
Okazuj szacunek wszystkiemu, co żyje.
Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił.
Uśmiechaj się jak najczęściej. To nic nie kosztuje i jest bezcenne.
Życie co jakiś czas podaruje ci cudowną chwilę. Naciesz się nią”.

Pomyślałam, że to moja wnuczka napisała do mnie to przesłanie i poczułam, że serce mi mięknie a oczy się szklą. „Jak ja mogłam się tak szybko poddać, skoro tyle osób we mnie wierzy?” Pomyślałam, pomedytowałam i postanowiłam opisać swoje życiowe doświadczenia w formie listów do Marii.
Następnego dnia spotkałam się z wnuczką, żeby podziękować za tak piękne słowa, które dla mnie napisała. Najpierw mnie wysłuchała, potem poprosiła o włączenie laptopa i sprawdziłyśmy ikonkę pod którą postanowiłam pisać moją nową książkę i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłyśmy, że żadnego wiersza tu nie ma. Wnuczka się tylko uśmiechnęła, kliknęła w ikonkę obok i okazało się, że owszem napisała, a raczej spisała kiedyś ten tekst, bo lubi takie mądre kawałki ale, już dawno, kiedy popsuł się jej laptop i ja jej pożyczyłam swój.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nad nami nie czuwają!

Ps. Droga Mario pragnę Ci podziękować, że wtedy odwiodłaś mnie od pisania mojej pierwszej książki i zmotywowałaś bym przez rok szlifowała pisanie pod Twoim bacznym okiem. Listy do Marii stały się dla mnie wielką lekcją pisania.
Po roku dojrzałam do tego by zacząć pisać od nowa, to co dawno rozpoczęłam. Napisałam książkę z której jestem dumna i to wcale nie o sobie, a kobiecie takiej jakich wiele. Kobiecie, która zasługuje na szczęście. W taki sposób powstała książka Anielska Przystań najważniejsza dla mnie bo od niej właśnie zaczęłam wielką przygodę zwaną pisaniem.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nade mną nie czuwają!



























poniedziałek, 19 września 2016

JESIENNE GOTOWANIE




Dzisiaj w mojej kuchni króluje dynia. Cały dom pachnie pieczoną dynią. Ponieważ była dorodna więc pracy jest sporo. Podarował mi ją ktoś wyjątkowy, więc tym bardziej postanowiłam uszanować ten dar.

Kiedy zaczęła się praca w kuchni odnalazłam w sobie dawno zapomnianą pasję. Robienie zapasów na zimę. Dawno temu, kiedy moje dzieci były małe robienie przetworów było tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Znajomi dzielili się darami natury z działki, ogrodu z wyprawy do babci na wieś i z pasją powstawały smaczne słoiki z domowymi przetworami. Pyszne i zdrowe dżemy, konfitury, sałatki, że nie wspomnę o ogórkach i kapuście kiszonej.

Szkoda, że zaginął gdzieś stary zeszyt mojej mamy z przepisem na najsmaczniejszą na świecie marynowaną papryką. Przypomniałyśmy sobie o tym podczas wspólnej pracy nad słoneczną dynią.

Fajnie jest robić coś razem z mamą, nawet jak się ma tyle lat co ja, a więc całkiem sporo. Kiedy zapytałam mamę jak zabrać się do wekowania, natychmiast się ożywiła i podała mi wiele cennych rad, a przecież od dawna już tego nie robi (mówię tu o zaprawianiu słoików), widać pamięć ma dobrą i zakodowaną wiedzę.

Część dyni przerobiłam na pulpę dyniową, którą zimą użyję do robienia zupy krem z dyni. W tym jestem dobra i mam swój wypróbowany sposób na dobrą aromatyczną zupę. Z części powstanie dżem z dyni i pomarańczy, a z reszty zrobię ciasto dyniowe.

Dynię należy przeciąć na ćwiartki. Wydrążyć środek i wyciągnąć z niego pestki. Można je wysuszyć w piekarniku albo w specjalnej suszarce i zjeść ze smakiem jako dodatek do sałatek albo zdrową przekąskę. Ćwiartki dyni należy podzielić na mniejsze cząstki razem ze skórą. Położyć na blaszce do ciast wyłożonej papierem pergaminowym. Skropić dobrą oliwą, przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni piec około godziny, ale po 30 min odkryć folię i sprawdzić jak piecze się dynia. Różne są jej gatunki i różny może być czas pieczenia . Powinna być miękka ale nie rozgotowana, rumiana ale nie brązowa.

Po wystygnięciu obrać skórę i zblędować na pulpę.

Słoiki należy dokładnie umyć, wyparzyć wrzątkiem i takie gorące napełniać gorącą pulpą. Przed włożeniem do słoiczków należy dyniową pulpę zagotować w mniejszych porcjach, żeby nie wystygła nam podczas przekładania do słoików. Wypełniamy słoiki do 3/4 pojemności. Mocno zakręcamy i odwracamy słoik do góry dnem i tak pozostawiamy do wystygnięcia.

Tak przygotowane słoiki możemy przechowywać całą zimę.

ZUPA KREM Z DYNI
Porcja wystarczająca dla 4 osób.

1 litr wody
2 średnie ziemniaki
2 średnie marchewki
1 mała pietruszka
mały kawałek selera
½ pora
1 litrowy słoiczek pulpy z dyni
½ łyżeczki przyprawy Curry

Wodę wlewamy do garnka i doprowadzamy do wrzenie.
Ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę dodajemy do gotującej wody.
Do małego rondelka dajemy pora pokrojonego na półksiężyce i dusimy z jedną łyżeczką masła, podlewamy odrobiną wrzącej wody z garnka, w którym gotują się ziemniaki. Następnie dodajemy do rondelka startą na grubym tarle marchew, pietruszkę i seler.
Dusimy parę minut, dodając w razie potrzeby odrobinę wody.
Można dodać ulubioną przyprawę warzywną.
Do prawie ugotowanych ziemniaków dodajemy duszone warzywa i gotujemy jeszcze parę minut.
Na koniec dodajemy pulpę z dyni i przyprawę Curry.
Doprawiamy solą, pieprzem i w razie potrzeby dodajemy jeszcze odrobinę Curry.

Aby uzyskać zupę krem na koniec trzeba wszystko zblendować.
Jeżeli zupa jest za gęsta należy dodać trochę przegotowanej wody.

Smacznego


Polecam tę smaczną zupę zwłaszcza w środku zimy. Cudownie przypomina minione lato i piękną złotą jesień.






























sobota, 17 września 2016

JESIENNA METAMORFOZA


Jesień to moja ulubiona pora roku, nostalgiczna i sprzyjająca refleksji. Jest to dla mnie czas zmian i nowego porządku. Dosłownie i w przenośni. Jesienne porządki oznaczają dla mnie rozstanie się ze starym, by zrobić miejsce dla nowego. Z przyjemnością i uporem sprzątam swoje otoczenie. Kurz, stare gazety, zepsute sprzęty i dawno nie nie noszone rzeczy blokują przepływ energii w naszym domu, jak i życiu. Porządkowanie domu to oczyszczanie swojej przestrzeni życiowej, a porządkowanie myśli i emocji to porządkowanie swojego wnętrza. Podczas tych prostych czynności, mówię tu o porządkowaniu domu, porządkujemy również myśli. Jednym słowem w uporządkowanym domu lepiej się żyje, mieszka i pracuje.

Oglądając stare fotografie przypominam sobie wiele różnych zdarzeń, które na przestrzeni lat kształtowały moje życie. Tworzenie albumów, kronik i pamiętników traktuję jak dbanie o swoje korzenie, tworzenie tradycji i zatrzymanie w czasie ważnych dla mnie chwil. Oglądanie ich sprawia mi i moim bliskim wiele radości i dostarcza wiele pozytywnych emocji. 

Mam w związku z tym pewną radę, którą sama zastosowałam i gwarantuje, że działa:

Jeżeli masz w swoim zbiorze fotografie, które budzą złe emocje to czas by zrobić i z tym porządek. Wybierz wszystkie te zdjęcia, które budzą smutek, żal albo złość, a ty z jakichś powodów nie chcesz wracać do tych wspomnień, spakuj je wszystkie do ładnego pudełka, zamknij wieczkiem, przewiąż wstążką i opisz pudełko tak: Moja przeszłość, którą zamykam. Nie chcę jej ani nie potrzebuję. Zostawiam ją za sobą.

Tak niewiele, a jednak wystarczy. Nie da się bowiem zupełnie zapomnieć o przeszłości, ale da się z nią pogodzić, wybaczyć sobie i wybaczyć tym co na skrzywdzili.

Wrzesień do dobry czas by stworzyć nową Mapę Marzeń. Taka mapa to nic innego jak swoisty kolaż obrazów, afirmacji i marzeń. Moja lista życzeń skierowana do wszechświata. Od kilku lat właśnie jesienią tworzę swoją Mapę Marzeń. Mam ich kilka w swoich zbiorach i są dowodem dla mnie jak wraz z czasem wzrastam emocjonalnie i duchowo . Kilka moich marzeń zamanifestowało się już w moim życiu, a kilka z nich czeka jeszcze na realizację. Jestem spokojna bo wszystko co ma się zdarzyć, zdarzy się lecz w odpowiednim dla mnie czasie.

Jesień to czas zbiorów i robienie zapasów. Jesień to czas przygotowań do kolejnych wyzwań. Jakie ziarno zasiałam taki plon zbiorę. Więc biorę się do roboty i zaczynam kolejne etap w swoim życiu…..Jesienną Metamorfozą…...