wtorek, 20 września 2016

ROZMOWY Z MOIMI ANIOŁAMI


Dziękuję za ludzi, których Anioły postawiły na mej drodze.

Aby poprawić swoje życie należy prosić, w moim przypadku rozmowa z Aniołami, szczera i 
rzeczowa zawsze prowadzi do zmian na lepsze. Zmiany zazwyczaj nie przychodzą natychmiast, najczęściej pojawiają się w odpowiednim dla nas momencie. Nauczyłam się już pokory i wiary w to, że mogę osiągnąć wszystko, co jest dla mnie dobre, ale we właściwym dla zmian momencie. 

Opowiem Ci jak to było ze mną jeżeli chodzi o pisanie. Zawsze odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Pisałam dzienniki, pamiętniki, wspomnienia, listy do siebie, które nazywałam „Listy do przyjaciółki”. Kiedyś zapytałam moje Anioły o sens tego mojego pisania. Zrobiłam to tuż przed snem, poprosiłam o wskazówki co mam zrobić by te moje pisanie przyniosło radość i przesłanie wielu ludziom. Położyłam się spać i możecie mi wierzyć albo nie, ale przyśniła mi się opowieść, cała książka! Rano zaraz po przebudzeniu zapisałam ją w formie punktów i potem dzień po dniu zapisywałam kolejne strony. Kiedy napisałam część książki dałam ją do przeczytania mojej córce, a potem mojej siedemnastoletniej wnuczce. Obie stwierdziły, że jest bardzo ciekawa i zapytały gdzie mogą przeczytać dalszą część, bo ogromnie się im spodobała. Obydwie myślały, że to fragment jakiejś książki, który ściągnęłam z internetu. Kiedy opowiedziałam im jak powstał pomysł na moją książkę, dopingowały mnie bym pisała dalej. Miło jest kiedy komuś podoba się coś co robimy, więc zachęcona przez najbliższych pisałam z pasją, ale co rusz miałam wątpliwości czy dobrze i ciekawie piszę. Postanowiłam, że pokażę moją „twórczość” komuś, kto się zna na rzeczy. Póki co pisałam wytrwale dzień po dniu, tak dla siebie, aż tu nagle moja córka wpadła do mnie i oznajmiła, że jedziemy do Krakowa na spotkanie kobiet w ramach Kręgu kobiet pod nazwą Testosteron. Spotkanie będzie prowadziła fantastyczna dziewczyna, założycielka Latającej Szkoły, której byłam od dawna fanką i czytelniczką, pisząca „Listy miłosne”, Agata.

Jeszcze tego samego dnia znalazłam na stronach podanych przez Agatę kursy pisania i popatrzyłam na sympatyczną twarz młodej inteligentnej osoby i pomyślałam, droga Mario, „to będzie osoba, która mi pomoże” i byłam tego zupełnie pewna. Pojechałyśmy na spotkanie kobiet do Krakowa, powiem tylko, że było warto.

Zaraz następnego dnia zadzwoniłam do ciebie i upewniłam się – masz bardzo miły głos
że warto się spotkać i zasięgnąć fachowej porady. W przeddzień wyjazdu przeprowadziłam rozmowę z moimi Aniołami, najpierw podziękowałam za postawienie na mojej drodze ciebie, droga Mario, a potem poprosiłam, żeby spotkanie to było owocne i doprowadziło do wydania mojej książki.

Spotkałyśmy się w kawiarni, miejscu spotkań młodych ludzi, artystów, dla mnie to było ciekawe miejsce, które jeszcze dotąd nie odkryłam, chociaż do Krakowa jeżdżę dosyć często. Pomyślałam, że to dobry znak bo już czegoś ciekawego doświadczyłam i na pewno nie będę żałowała. Dziwne to było uczucie iść na spotkanie z kimś, kogo zupełnie się nie zna, a na dodatek jest w wieku moich dzieci. Trochę mnie ta sytuacja śmieszyła, ale co tam, całe życie trzeba się uczyć, prawda? Przed wejściem do kawiarni zadzwoniłam i zobaczyłam przez okno kawiarni miłą młodą osobę, która machała do mnie jakbyśmy się znały od dawna. Usiadłam przy twoim stoliku i zamówiłam moją ulubioną kawę z dużą ilością mleka. Bałam się Ciebie zapytać o opinię na temat mojej książki, więc z ulgą przyjęłam propozycję opowiedzenia czegoś o moim życiu, a że mówienie, a raczej opowiadanie jest moją drugą naturą poczułam się jak ryba w wodzie. Trochę mnie irytował fakt, że cały czas coś pisałaś, ale czułam, że uważnie mnie słuchasz i nawet zachęcasz do opowiadania zadając coraz to nowe pytania. A na temat książki a raczej jej fragmentu, nic, ani słowa, ale to mnie już akurat mało obchodziło, cieszył mnie sam fakt spotkania z tobą. Potem powiedziałaś parę ładnie dobranych słów na temat fragmentu który ci przysłałam. Zasugerowałaś, że powinnam napisać książkę, ale o sobie. Pojechałam do domu w cudownym twórczym nastroju, a potem przyszło zwątpienie, „jak mogę pisać książkę o moim zwyczajnym życiu. Uznałam że to ogromnie krępujące pisać sama o sobie. Jak to napisać, żeby się chciało komuś czytać?”
Zdecydowałam że jakoś się wytłumaczę i nie będę pisać, odpaliłam mojego laptopa i pojawił się mi przed oczami piękny tekst:
Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy.
Bądź oryginalny. Jeżeli to oznacza odrobinę ekscentryczności, to nie szkodzi.
Bądź otwarty i dostępny. Następna spotkana osoba może zostać twoim najlepszym przyjacielem.
Bądź szeroko otwarty na zmiany, ale nie rezygnuj ze swoich wartości.
Jeżeli bardzo chcesz coś zrobić i masz wewnętrzne przekonanie, że powinieneś to zrobić, to rób. Intuicja jest często równie ważna jak fakty.
Módl się nie o rzeczy, ale o mądrość i odwagę.
Nie myl zwykłych niedogodności z prawdziwymi kłopotami.
Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, nie wydawaj wszystkiego, co masz i nie śpij tyle, ile chcesz.
Okazuj szacunek wszystkiemu, co żyje.
Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił.
Uśmiechaj się jak najczęściej. To nic nie kosztuje i jest bezcenne.
Życie co jakiś czas podaruje ci cudowną chwilę. Naciesz się nią”.

Pomyślałam, że to moja wnuczka napisała do mnie to przesłanie i poczułam, że serce mi mięknie a oczy się szklą. „Jak ja mogłam się tak szybko poddać, skoro tyle osób we mnie wierzy?” Pomyślałam, pomedytowałam i postanowiłam opisać swoje życiowe doświadczenia w formie listów do Marii.
Następnego dnia spotkałam się z wnuczką, żeby podziękować za tak piękne słowa, które dla mnie napisała. Najpierw mnie wysłuchała, potem poprosiła o włączenie laptopa i sprawdziłyśmy ikonkę pod którą postanowiłam pisać moją nową książkę i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłyśmy, że żadnego wiersza tu nie ma. Wnuczka się tylko uśmiechnęła, kliknęła w ikonkę obok i okazało się, że owszem napisała, a raczej spisała kiedyś ten tekst, bo lubi takie mądre kawałki ale, już dawno, kiedy popsuł się jej laptop i ja jej pożyczyłam swój.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nad nami nie czuwają!

Ps. Droga Mario pragnę Ci podziękować, że wtedy odwiodłaś mnie od pisania mojej pierwszej książki i zmotywowałaś bym przez rok szlifowała pisanie pod Twoim bacznym okiem. Listy do Marii stały się dla mnie wielką lekcją pisania.
Po roku dojrzałam do tego by zacząć pisać od nowa, to co dawno rozpoczęłam. Napisałam książkę z której jestem dumna i to wcale nie o sobie, a kobiecie takiej jakich wiele. Kobiecie, która zasługuje na szczęście. W taki sposób powstała książka Anielska Przystań najważniejsza dla mnie bo od niej właśnie zaczęłam wielką przygodę zwaną pisaniem.
I niech mi ktoś powie, że Anioły nade mną nie czuwają!



























poniedziałek, 19 września 2016

JESIENNE GOTOWANIE




Dzisiaj w mojej kuchni króluje dynia. Cały dom pachnie pieczoną dynią. Ponieważ była dorodna więc pracy jest sporo. Podarował mi ją ktoś wyjątkowy, więc tym bardziej postanowiłam uszanować ten dar.

Kiedy zaczęła się praca w kuchni odnalazłam w sobie dawno zapomnianą pasję. Robienie zapasów na zimę. Dawno temu, kiedy moje dzieci były małe robienie przetworów było tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Znajomi dzielili się darami natury z działki, ogrodu z wyprawy do babci na wieś i z pasją powstawały smaczne słoiki z domowymi przetworami. Pyszne i zdrowe dżemy, konfitury, sałatki, że nie wspomnę o ogórkach i kapuście kiszonej.

Szkoda, że zaginął gdzieś stary zeszyt mojej mamy z przepisem na najsmaczniejszą na świecie marynowaną papryką. Przypomniałyśmy sobie o tym podczas wspólnej pracy nad słoneczną dynią.

Fajnie jest robić coś razem z mamą, nawet jak się ma tyle lat co ja, a więc całkiem sporo. Kiedy zapytałam mamę jak zabrać się do wekowania, natychmiast się ożywiła i podała mi wiele cennych rad, a przecież od dawna już tego nie robi (mówię tu o zaprawianiu słoików), widać pamięć ma dobrą i zakodowaną wiedzę.

Część dyni przerobiłam na pulpę dyniową, którą zimą użyję do robienia zupy krem z dyni. W tym jestem dobra i mam swój wypróbowany sposób na dobrą aromatyczną zupę. Z części powstanie dżem z dyni i pomarańczy, a z reszty zrobię ciasto dyniowe.

Dynię należy przeciąć na ćwiartki. Wydrążyć środek i wyciągnąć z niego pestki. Można je wysuszyć w piekarniku albo w specjalnej suszarce i zjeść ze smakiem jako dodatek do sałatek albo zdrową przekąskę. Ćwiartki dyni należy podzielić na mniejsze cząstki razem ze skórą. Położyć na blaszce do ciast wyłożonej papierem pergaminowym. Skropić dobrą oliwą, przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni piec około godziny, ale po 30 min odkryć folię i sprawdzić jak piecze się dynia. Różne są jej gatunki i różny może być czas pieczenia . Powinna być miękka ale nie rozgotowana, rumiana ale nie brązowa.

Po wystygnięciu obrać skórę i zblędować na pulpę.

Słoiki należy dokładnie umyć, wyparzyć wrzątkiem i takie gorące napełniać gorącą pulpą. Przed włożeniem do słoiczków należy dyniową pulpę zagotować w mniejszych porcjach, żeby nie wystygła nam podczas przekładania do słoików. Wypełniamy słoiki do 3/4 pojemności. Mocno zakręcamy i odwracamy słoik do góry dnem i tak pozostawiamy do wystygnięcia.

Tak przygotowane słoiki możemy przechowywać całą zimę.

ZUPA KREM Z DYNI
Porcja wystarczająca dla 4 osób.

1 litr wody
2 średnie ziemniaki
2 średnie marchewki
1 mała pietruszka
mały kawałek selera
½ pora
1 litrowy słoiczek pulpy z dyni
½ łyżeczki przyprawy Curry

Wodę wlewamy do garnka i doprowadzamy do wrzenie.
Ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę dodajemy do gotującej wody.
Do małego rondelka dajemy pora pokrojonego na półksiężyce i dusimy z jedną łyżeczką masła, podlewamy odrobiną wrzącej wody z garnka, w którym gotują się ziemniaki. Następnie dodajemy do rondelka startą na grubym tarle marchew, pietruszkę i seler.
Dusimy parę minut, dodając w razie potrzeby odrobinę wody.
Można dodać ulubioną przyprawę warzywną.
Do prawie ugotowanych ziemniaków dodajemy duszone warzywa i gotujemy jeszcze parę minut.
Na koniec dodajemy pulpę z dyni i przyprawę Curry.
Doprawiamy solą, pieprzem i w razie potrzeby dodajemy jeszcze odrobinę Curry.

Aby uzyskać zupę krem na koniec trzeba wszystko zblendować.
Jeżeli zupa jest za gęsta należy dodać trochę przegotowanej wody.

Smacznego


Polecam tę smaczną zupę zwłaszcza w środku zimy. Cudownie przypomina minione lato i piękną złotą jesień.






























sobota, 17 września 2016

JESIENNA METAMORFOZA


Jesień to moja ulubiona pora roku, nostalgiczna i sprzyjająca refleksji. Jest to dla mnie czas zmian i nowego porządku. Dosłownie i w przenośni. Jesienne porządki oznaczają dla mnie rozstanie się ze starym, by zrobić miejsce dla nowego. Z przyjemnością i uporem sprzątam swoje otoczenie. Kurz, stare gazety, zepsute sprzęty i dawno nie nie noszone rzeczy blokują przepływ energii w naszym domu, jak i życiu. Porządkowanie domu to oczyszczanie swojej przestrzeni życiowej, a porządkowanie myśli i emocji to porządkowanie swojego wnętrza. Podczas tych prostych czynności, mówię tu o porządkowaniu domu, porządkujemy również myśli. Jednym słowem w uporządkowanym domu lepiej się żyje, mieszka i pracuje.

Oglądając stare fotografie przypominam sobie wiele różnych zdarzeń, które na przestrzeni lat kształtowały moje życie. Tworzenie albumów, kronik i pamiętników traktuję jak dbanie o swoje korzenie, tworzenie tradycji i zatrzymanie w czasie ważnych dla mnie chwil. Oglądanie ich sprawia mi i moim bliskim wiele radości i dostarcza wiele pozytywnych emocji. 

Mam w związku z tym pewną radę, którą sama zastosowałam i gwarantuje, że działa:

Jeżeli masz w swoim zbiorze fotografie, które budzą złe emocje to czas by zrobić i z tym porządek. Wybierz wszystkie te zdjęcia, które budzą smutek, żal albo złość, a ty z jakichś powodów nie chcesz wracać do tych wspomnień, spakuj je wszystkie do ładnego pudełka, zamknij wieczkiem, przewiąż wstążką i opisz pudełko tak: Moja przeszłość, którą zamykam. Nie chcę jej ani nie potrzebuję. Zostawiam ją za sobą.

Tak niewiele, a jednak wystarczy. Nie da się bowiem zupełnie zapomnieć o przeszłości, ale da się z nią pogodzić, wybaczyć sobie i wybaczyć tym co na skrzywdzili.

Wrzesień do dobry czas by stworzyć nową Mapę Marzeń. Taka mapa to nic innego jak swoisty kolaż obrazów, afirmacji i marzeń. Moja lista życzeń skierowana do wszechświata. Od kilku lat właśnie jesienią tworzę swoją Mapę Marzeń. Mam ich kilka w swoich zbiorach i są dowodem dla mnie jak wraz z czasem wzrastam emocjonalnie i duchowo . Kilka moich marzeń zamanifestowało się już w moim życiu, a kilka z nich czeka jeszcze na realizację. Jestem spokojna bo wszystko co ma się zdarzyć, zdarzy się lecz w odpowiednim dla mnie czasie.

Jesień to czas zbiorów i robienie zapasów. Jesień to czas przygotowań do kolejnych wyzwań. Jakie ziarno zasiałam taki plon zbiorę. Więc biorę się do roboty i zaczynam kolejne etap w swoim życiu…..Jesienną Metamorfozą…...








niedziela, 11 września 2016

NA CO NIE MASZ CZASU?


O tym skąd wiem, co jest dla mnie ważne.

Temat dzisiejszego listu zaczerpnęłam z tekstu który dostałam od ciebie na moją pocztę internetową, a mianowicie rytm, czas i co z czasem zrobimy. Gonitwa, czy spokój, praca czy odpoczynek no i czy odpoczywanie to to samo co lenistwo?

Rytm
– codzienne obowiązki, cykliczne czynności, przyjemności i praca. Rytm w pisaniu, czytaniu, medytacji, jak go złapać (TEN CZAS) jak nad nim zapanować i czy w ogóle to robić?

Bardzo podoba mi się twój pomysł, żeby jeden dzień w tygodniu poświęcić wyłącznie na pisanie, wybrałam poniedziałek. W niedzielę zrobię obiad na dwa dni, czyli zostanie na poniedziałek i rodzinka będzie nakarmiona, wszystkie sprawy odłożę na inne dni, może też po to żeby zachować rytm. Będę cały dzień pisała, już się cieszę, bo bardo lubię to zajęcie, a więc w moim przypadku będzie to przyjemne z pożytecznym i znowu muszę przyznać, że jestem szczęściarą, bo lubię to co robię.

Wczoraj moja przyjaciółka podczas naszej długiej serdecznej rozmowy telefonicznej powiedziała, że mi zazdrości, że tak wiele robię rzeczy, które przynoszą mi radość, ale w jej przypadku jest to niemożliwe, bo ona ma kredyt do spłacenia więc musi pracować. Moje pisanie potraktowała jako mało znaczące zajęcie, a przecież pisaniem też można zarobić na życie i ja mam nadzieję, że w moim przypadku tak się właśnie stanie.

W czwartek otwieram pierogarnię, czyli małą domową manufakturę ku radości domowników i rodziny. Mam do tego talent i powołanie, czerpię ogromną radość z gotowania i chcę obdarowywać tą radością innych. Moja mama zadeklarowała pomoc i będziemy się cieszyć wspólnie spędzonym czasem i tym, że zapracowane młode kobiety z naszej rodziny będą mogły zajadać się domowymi pierogami, smacznymi i zdrowymi i specjalnie dla nich przygotowanymi. Już się cieszę. One też. Może to początek jakiejś tradycji rodzinnej. Może uda się wciągnąć do tej pracy młodsze pokolenie? Znowu się cieszę. Może ze zwykłych obowiązków domowych zrobimy sobie święto, może tak trzeba, a może ja tak mam, że wszystko co robię staram się celebrować.

Bo im jestem starsza to zdaję sobie sprawę z tego, że życie to jest cud i każdy dzień należy traktować wyjątkowo.

A ponieważ życie to nie tylko obowiązki postanowiłam spędzać więcej czasu z młodszymi członkami naszej rodziny. Może sporadyczne wypady z moją dorastającą wnuczką zamienimy w cykliczne spędzanie czasu w kawiarni, księgarni albo zwyczajnie na zakupach. Takie wspólne wypady do ulubionej kawiarni na zdrowy deser jogurtowy, albo do księgarni w poszukiwaniu ciekawej książki, albo wyjazdy do miejsc, które dawno temu byłe mi bliskie. Po to, by opowiedzieć młodej kobiecie jak jej babcia spędzała czas dawno temu kiedy była w jej wieku. Zapytasz co w tym takiego szczególnego, a może uznasz to za stratę czasu i takie niemodne, ale dla nas to ważne, że lubimy swoje towarzystwo i dobrze czujemy się rozmawiając przy kawie na bardziej lub mniej poważne tematy.

Kiedy odwiedzamy księgarnie tam zatracamy się zupełnie. Muszę zaznaczyć, że obie jesteśmy miłośniczkami książek i czytania. Celowo zaznaczyłam, że kupowanie książek uważam za ogromną przyjemność a czytanie ich to dla mnie, jak i mojej wnuczki swoista uczta intelektualna.

Każda z nas spędza tyle czasu ile potrzebuje przy swoich ulubionych regałach. Nigdy się nie pospieszamy. Potem szukamy się nawzajem i wymieniamy tytuły, które według nas warto przeczytać, czytamy wyrywkowo teksty, sprawdzamy o czym ta pozycja jest i cieszymy się, kiedy znajdujemy na półce coś, czego dawno poszukiwałyśmy. Reguła jest taka, że wybieramy takie pozycje, które interesują nas obie, a tak o dziwo zdarza się często, choć dzieli nas przepaść wiekowa, ale gusty czytelnicze mamy podobne. Czasami książkę zabiera do swojej biblioteczki wnuczka, a czasami ja, ale czytamy je wspólnie, bo nie ma większej przyjemności niż podyskutować o książce po jej przeczytaniu. No i wtedy mamy nowy temat do przegadania przy kawie i deserze (obowiązkowo zdrowym)

Podczas ostatniego wypadu do Empiku wybrałyśmy trzy pozycje, po długiej, przyznam selekcji, bo godnych zakupów książek było wiele, ale fundusze ściśle ograniczone, tu akurat zadziałał rozsądek i zdrowe podejście do życia. Byłam już blisko kasy, kiedy zatrzymałam się jeszcze dla pewności obejrzeć kolejne stanowisko z ciekawymi książkami i wzięłam do ręki książkę o zagadnieniu, które mnie właśnie teraz zajmuje a mianowicie „Zaklinacz czasu” Mitcha Alboma. Dodatkowo zachęciła mnie informacja, że jest to pozycja dla miłośników „Alchemika”, a to moja kultowa pozycja, no i bez żalu odłożyłam na półkę wcześniej wybraną pozycję, by zakupić właśnie tę wybraną w ostatniej chwili. Dwie pozostałe zabrała wnuczka do swoje biblioteki, były to dwie pozycje jej ulubionego autora Nicholasa Sparksa.

Przeczytałam tę książkę w jeden dzień i poleciłabym ci ją, gdybym nie miała pewności, że już ją przeczytałaś, a jeżeli by się jednak okazało, że nie czytałaś to polecam.

Czytając ten list możesz odnieść wrażenie, że jestem systematyczna i poukładana, nic mylnego. Mam „cykliczne” napady na czytanie, pisanie, odchudzanie, spacery i zdrowe odżywianie. Muszę nad tym popracować, nad systematycznością.

Parę dni temu odwiedziliśmy z mężem naszych przyjaciół. Nasz przyjaciel ogromnie pogodny i spontaniczny człowiek pierwszy podjął temat systematyczności i jako mąż niezwykle systematycznej żony powiedział, że od lat próbuje jej dorównać kroku i w tym roku (po prawie trzydziestu latach wspólnego życia), postanowił sobie odpuścić. Dość ma biegania, pływania i odmawiania sobie niezdrowego jedzenia. Żona po wysłuchaniu go zdziwiona i zaskoczona zapytała „po co ty to robisz, po co walczysz ze sobą, przecież ja nigdy tego od ciebie nie wymagałam!”. „Tak, ale ja myślałem, że jeżeli tobie się udaje, to jest to dla wszystkich osiągalne i łatwe”.

Jest to bardzo łatwe, ale dla osoby, która wybiera tego rodzaju życie: chce się ciągle sprawdzać, chce ciągle podnosić poprzeczkę dla własnej przyjemności. Wtedy pomyślałam, że gdybym ja była taka zawzięta i systematyczna, ile więcej mogłabym osiągnąć, a potem szybko się zdyscyplinowałam i powiedziałam na głos, że podziwiam naszą przyjaciółkę i podziwiam jej upór, ale muszę jeszcze nad sobą popracować i jeżeli to się uda to wszyscy to zauważą. Przyjaciółka jest dociekliwa i od razu przepytała mnie po czym można zauważyć, że ktoś jest systematyczny i pracowity. Odpowiedź w moim przypadku jest szalenie prosta: „kiedy będę szczupła i zdrowa (odpowiednia dieta i ruch jest w moim przypadku gwarantem zdrowia), a moja książka (którą aktualnie piszę) z dedykacją trafi do twoich rąk, wtedy możesz mi pogratulować.

„Powiedz mi, czy wtedy będziesz miała dla mnie czas, czy wtedy będziemy mogły siedzieć sobie na tarasie i pić herbatkę i będziesz mnie słuchać z uwagą i radzić z troską?" - zapytała przyjaciółka.

Popatrzyłam na nią zdziwiona: „przecież ty jesteś zorganizowana i jednak znajdujesz czas dla mnie.

„Tak, ale ja układam sobie czas tak jak mi wygodnie, pracuję ile chcę, nie gotuję w domu (bo mam restaurację), nie robię niczego na co nie mam ochoty, a ty moja droga ciągle robisz coś dla innych, gotujesz dla całej rodziny i połowy miasta, jesteś na każde nasze wezwanie, masz wnuczęta, które na co dzień absorbują twój czas i męża” (ona też ma męża, ale bezobsługowego)

„Proszę cię ty się lepiej nie zmieniaj, przecież i tak dużo robisz, tylko chyba nie zdajesz sobie z tego sprawy”.

Muszę to jeszcze przemyśleć, ale chyba nadszedł czas żebym jednak coś w swoim życiu zmieniła. Na początek poniedziałkowe pisanie i czwartkowe lepienie pierogów. Dla przyjaciół zawsze znajdę czas oprócz poniedziałków i czwartków rzecz jasna.

Jeśli złapię rytm będę szczęśliwa.





sobota, 27 sierpnia 2016

LISTY DO PRZYJACIÓŁKI


LIST DO PRZYJACIÓŁKI

Zadania do wykonania:
1. Wypisz na kartce swoje cele na cały rok, na pięć i dziesięć lat (Osobiste, rodzinne, zawodowe i finansowe związane z wykształceniem, mieszkaniem, hobby,sportem itp.)
2. Sprawdź czy twoje cele są pozytywne i czy zależne są od ciebie?
3. Przyjrzyj się celom na najbliższy rok, wypisz co możesz zrobić już teraz aby zacząć je realizować.
4. Do każdego celu wpisz informację po czym poznasz, że ten cel zrealizowałaś. Co będziesz czuła, wiedziała gdy go osiągniesz? I co zrobisz potem.
5. Napisz list do przyjaciółki, w którym opowiesz jak wygląda twoje życie po spełnieniu się twoich marzeń. Dla przykładu przysyłam ci mój list do przyjaciółki napisany ma przełomie
2013/2014 roku o tym, co wydarzy się za rok.

MÓJ LIST DO PRZYJACIÓŁKI
Czyli najlepszy sposób na realizację celów.

Wodzisław Śl. 01.01.2015

Moja droga przyjaciółko!
Witam cię w pierwszym dniu nowego roku. Rok, który już minął, był dla mnie szczególnie szczęśliwy. Po pierwsze schudłam 17 kg i osiągnęłam idealną wagę. Schudłam pięknie i mądrze, a pracowałam na ten sukces cały rok pod bacznym okiem dietetyczki, która zadbała bym jadła zdrowo, mało ale często. Czysta przyjemność: jeść i chudnąć. O moje ciało i skórę zadbała moja córka. Jej Akademia Urody specjalizuje się w tworzeniu nowego wizerunku kobiety, która z różnych powodów zwątpiła w soje piękno. Uczy je, że to jak są postrzegane w swoim środowisku jest bardzo ważne. Zadbany wygląd to połowa sukcesu, reszta przyjdzie sama, to tylko kwestia czasu. Bo to jak wyglądamy jest ważne dla nas samych! Dodaje nam pewności siebie. Kiedy jesteśmy pewne siebie otwieramy się na dobrobyt wszelkiego rodzaju i chodzi już tylko o to, żeby po szczęście, które jest w zasięgu ręki, sięgnąć. No i ja sięgam i czerpię z tego dobrobytu garściami.
Napisałam książkę, która została wydana. Piękna i interesująca, temat, który tam poruszam był na tyle ciekawy, że wydawca zrobił dodruk, a moje konto zasiliła pokaźna kwota. Teraz mogę cię odwiedzić, bo pieniądze nie będą dla mnie żadną przeszkodą. Nareszcie przylecę do Bostonu i przytulę się do ciebie.

Mam swój GABINET POZYTYWNEGO MYŚLENIA, miejsce zaczarowane. Otacza mnie spokój, harmonia i zadowolenie. Cieszę się, ze mogę pomagać tak wielu osobom i że mam wokół siebie ludzi o podobnym sposobie myślenia, którzy we mnie wierzą i mnie wspierają.
Jestem szczęśliwa, bo dużo piszę, kocham Anioły, kwiaty, kryształy i świat, który mnie otacza. Jestem szczęśliwa, bo lubię swoje towarzystwo, umiem cieszyć się z każdej rzeczy nawet najmniejszej przyjemności. Mam poczucie własnej wartości,jestem niezależna i odpowiedzialna. Wybaczyłam sobie wiele rzeczy z przeszłości i już nie muszę być idealna. Każde doświadczenie w moim życiu, nawet najbardziej bolesne, służy mojemu najwyższemu dobru.
W mijającym roku, moja droga przyjaciółko, uświadomiłam sobie, że zdrowie to mój największy skarb i o dobre zdrowie w tym nowym roku Boga proszę. Bo w zdrowym ciele zdrowy duch, bo zdrowie to radość i największy dobrobyt człowieka. I tobie moja najlepsza przyjaciółko, w nowym roku zdrowia życzę.
Pozdrawiam Halina
Ps. Oprócz zdrowia życzę ci miłości, radości i spełnienia marzeń.


W liście uwzględniłam datę i cele, jakie mam zamiar osiągnąć, jest już połowa roku, a ja znalazłam na razie ciebie, Mario i próbuję dalej zmienić moje życie. Nie wiem czy zdążę napisać nową książkę w wyznaczonym terminie, czy uda mi się znaleźć wydawcę, który zechce ja wydać też nie wiem, ale codziennie proszę o to moje Anioły. Ciągle się zastanawiam, czy pierwsza napisana przeze mnie książka ujrzy światło dzienne. Skoro przyśniła mi się w całości jej fabuła i od niej zaczęłam swoje marzenia o pisarstwie to też może jakiś znak? Ale teraz muszę się skupić na tym, żeby pisać i jeszcze raz pisać.
Zrobiłam się zachłanna na pisanie, może mnie ponosi fantazja, a może nadrabiam stracony czas.

Wodzisław Śl 26.08.2016

W lutym tego roku została wydana moja książka „Anielska Przystań” marzenie się spełniło chociaż na spełnienie potrzeba było więcej czasu niż zakładałam. Wszystko w swoim czasie. Co się miało wydarzyć to się wydarzyło. Druga część jest na ukończeniu bo zachłanność na pisanie już mi pozostała.

Gabinet Pozytywnego Myślenia otworzył swoje podwoje 05.05. 2015 r z chwilą kiedy utworzyłam na Facebooku Anielską Pocztę i blog o tej samej nazwie. Otworzyłam się na świat i potrzeby innych ludzi. Dziękuję wszystkim, którzy stanęli na mej drodze i pomogli mi w spełnieniu moich marzeń. Dziękuje szczególnie Zosi mojej przyjaciółce, która wprowadziła mnie w wirtualny świat.

Jeżeli chodzi o odchudzanie to jestem na dobrej drodze, pod czujnym okiem dietetyczki i nadzorem lekarza chudnę i odzyskuję zdrowie. Przyczyną wzrostu wagi okazała się cukrzyca. A więc odzyskanie zdrowie jest teraz moim priorytetem.

Podczas tego procesu zmian w moim życiu, wiele się o sobie dowiedziałam i dalej się uczę.
Wybrałam swoją drogę i będę nią podążała, a przeszkody na tej drodze potraktuję jak chwilową przerwę w dopływie dobrej energii.
Wierzę i ufam, że osiągnę wszystko o czym marzę w odpowiednim dla mnie czasie.
Bowiem pamiętam o tym, że: „Wiara w siebie dodaje skrzydeł, a brak wiary stawia nam kłody pod nogami.”



wtorek, 23 sierpnia 2016

O MARZENIACH I INTUICJI PO RAZ DRUGI


O MARZENIACH I INTUICJI PO RAZ DRUGI


O czym marzysz, czego pragniesz? Zadaję dzisiaj to pytanie wielu osobom. Czy marzenia są do spełnienie, czy tylko do marzeń, czy dzielić się z nimi z bliskimi, czy do czasu ich realizacji nie zapeszać i nikomu nic nie mówić? Czy wszystkie marzenia czynią nas szczęśliwymi czy rodzą frustracje czy może są motorem do działania? Wiele pytań i zapewne wiele jest odpowiedzi, tyle odpowiedzi ilu marzycieli. Zacznę od siebie, bo nikogo nie znam lepiej. Może uda mi się ustalić raz na zawsze, jak naprawdę jest z tymi moimi marzeniami, czy powinnam w tej chwili marzyć, a nie pisać, a może moim marzeniem jest pisanie?

Kiedy byłam bardzo młoda, żyłam dniem dzisiejszym, wydawało mi się, że mam wszystko czego mogłam wtedy chcieć, a więc mądrego, przystojnego i popularnego męża, no nie aktora ale czołowego wtedy piłkarza Górnika Zabrze, dwoje zdrowych i ślicznych dzieci, własne mieszkanie i samochód. Dość pieniędzy na dostatnie życie, urodę, piękną figurę i mogłam pojechać do rodziców taksówką pięćdziesiąt kilometrów jak za nimi się stęskniłam. O czym mogłam wtedy jeszcze marzyć? Moje życie to było jedno wielkie marzenie. Oglądam zdjęcia z tego czasu i widzę młodą atrakcyjną kobietę na nieustannych wakacjach.
Do momentu jak zmarł mój teść. Moja córka przygotowywała się do pierwszej komunii, uszyłam jej sukienkę a ona pokazała się w niej dziadkowi. Powiedział wtedy że pięknie wygląda i że tak się cieszy, że dzieci tak pięknie rosną i miał wtedy łzy w oczach. Kiedy zapytałam dlaczego tak reaguje na bądź co bądź radosne wydarzenie. Odpowiedział że jemu jest smutno bo świat jest taki piękny a jemu przyjdzie umierać.
Miała 52 lata i był zdrowy, tak nam się wtedy wydawało. Tak jakoś się wtedy nie zastanawiałam nad sensem jego słów, pomyślałam tylko, że się przestraszył, że mu szybko wnuczka rośnie, a on się po prostu starzeje. Ale teść nie dożył komunii mojej córki. Miał rozległy zawał i umarł w kwietniu.

Uświadomiłam sobie wtedy, że wszystko przemija: i zdrowie i miłość i nic nie ma znaczenia w obliczu śmierci. Naprawdę wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że wszyscy będziemy musieli kiedyś odejść i stałam się bardziej uważna. Do tej pory przywiązuję wagę do słów i nigdy nie obcinam sobie głowy czy ręki w żadnej sprawie, nie oddaję wszystkiego za coś lub za kogoś i nigdy nie mówię, że nie chce mi się żyć. Każde rozczarowanie lub niepowodzenie przyjmuję jako lekcję i drugi raz staram się nie popełniać tego samego błędu.

Mam taką codzienną afirmację: „Wybaczam sobie bycie nieidealną i żyję teraz najlepiej jak potrafię.” Pomyślisz teraz droga Mario że zaczęłam o marzeniach , a skończyłam na śmierci, ale wbrew pozorom wielu ludzi pytanych o marzenia odpowiada, że marzą o tym by być zdrowym, bo jak się ma zdrowie , to i marzeń pełną głowę, ale jak zaczynamy chorować to marzymy tylko o zdrowiu. Każdy z nas tego doświadczył i tylko nieliczni szczęściarze dożywają sędziwego wieku w doskonałym zdrowiu. Ja tak jak wielu z nas doświadczyłam poważnej choroby, ale to już temat na kolejny list.

Pozdrawiam cię droga Mario i życzę ci zdrowia i głowy pełnej marzeń.

Ps. Do dzisiaj zastanawiam się czy mój teść miał przeczucie, że jego życie dobiega końca czy ta nasza rozmowa to był zwykły zbieg okoliczności.





poniedziałek, 15 sierpnia 2016

CO TO JEST PRZYJAŹŃ?


O moich przyjaźniach….

Czy wszyscy ludzie, których spotykamy na swej drodze zostają naszymi przyjaciółmi?
Teraz wiem, że nie, ale kiedyś byłam inna. Otwarta na każdą przyjaźń, oddana i pomocna.
Myślałam, że na przyjaźń trzeba sobie zasłużyć. Nie wynikało to bynajmniej z głupoty czy niewiedzy, ale raczej z naiwności. Do dziś mam taką zasadę, że kiedy poznaję nowych ludzi są oni dla mnie czystą nie zapisaną kartką.

 Lubię ludzi z natury i pozwalam im zaistnieć w moim życiu. Jedni zyskują na bliższym poznaniu, inni tracą, a jeszcze innymi w ogóle nie zaprzątam sobie umysłu. Otwieram swoje serce i czekam co z tego wyniknie. Ale z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że mm grono swoich przyjaciół od lat i tych całkiem nowych. Moje przyjaźnie mają rożną intensywność i różne etapy. Mam przyjaciół na co dzień i takich z którymi widuję się rzadko. Lecz wszystkie te osoby są dla mnie ważne i mogą na mnie liczyć w trudnych chwilach swojego życia jak i radosnych momentach. 

Jest takie przysłowie że „przyjaciół poznaje się w biedzie”, ale jak głębiej się nad tym zastanawiam to dochodzę do takiego wniosku, że niektórym z trudem przychodzi cieszyć się razem ze swoim przyjacielem, kiedy np. nasz przyjaciel kupuje sobie piękny nowy samochód, takiego wypasionego terenowego Mercedesa, do którego wzdychają wszyscy fani motoryzacji podczas zwiedzania salonów samochodowych. Jeżeli jesteś dobrym obserwatorem ludzkich zachowań to widzisz zmieszanie na twarzach niektórych oglądających, zazdrość lub zaskoczenie. Kiedy ochłoną, zaczyna się dyskusja: że nie opłaca się kupować samochodów nowych z salonu bo bardzo się na nich traci (pokaż mi takiego, który by nie kupił jakby go było stać) co odważniejsi nie ukrywają zdziwienia: „skąd ty masz na taki zbytek pieniądze?”, jeszcze inni uważają to za snobizm i brak gustu. No i taki do tej pory zadowolony nabywca nowiusieńkiego Mercedesa zaczyna tracić pewność siebie i już sam nie wie czy dobrze zrobił kupując to cacko, a grono oglądających wprost przeciwnie, czują zadowolenie z faktu, że przyjaciel jest szczęśliwym posiadaczem ale naiwnym i w sumie to same kłopoty go czekają. Zapytałam jakie to kłopoty czekają właściciela nowiutkiego Mercedesa, spojrzało na mnie kilka par zdziwionych oczu i jeden z panów przystąpił do uświadamiania mnie: po pierwsze przy parkowaniu ktoś może ci zatrzeć lakier lub nawet wgnieść blachę, a to w przypadku takiej klasy samochodu są ogromne koszty, może ci go ktoś ukraść a wtedy zaczyna się żmudne śledztwo i nie masz ani auta ani pieniędzy, możesz mieć pecha i trafisz na felerny model i zamiast nim jeździć to stoisz ciągle w warsztacie. Na moje protesty, że przecież samochód jest ubezpieczony panowie prawie chórem zawołali: „Czy ty wiesz ile to ubezpieczenie kosztuje?!. Nie wiedziałam, ale z tonu jakim wykrzyknęli wywnioskowałam, że dużo, dużo za dużo.
Tak samo ma się sprawa domu czy luksusowego mieszkania, albo jeszcze gorzej apartamentu w atrakcyjnej miejscowości lub kurorcie.
Modne ciuchy, zwiedzanie świata, lub nawet posiadanie mądrych wykształconych dzieci lub wnucząt też stanowi problem w relacjach między ludzkich, a nawet przyjacielskich. Jedna z naszych przyjaciółek poinformowała nas, że na sylwestra wystąpi w „starej kiecce” bo już wyrosła z tej próżności i teraz szkoda jej czasu i pieniędzy na szukanie nowej garderoby, wszystkie zgodnie jej przytaknęłyśmy, ale na sylwestra tylko ona miała starą, ale nie widzianą przez nikogo sukienkę i był to dla niej samej dyskomfort.
Ja miałam sylwestra w łóżku, bo dopadła mnie rwa kulszowa i cierpiałam katusze. Nie mogę powiedzieć nic więcej bo tam nie byłam i nie widziałam, więc nie będę opowiadała. Zdziwił mnie sam fakt opowiadania o tym w czym w ogóle pójść na sylwestra, najlepiej w czym się ma i dobrze się bawić.

Nie oceniam, nie szufladkuję, mam swój styl i charakter i to co najważniejsze śmiało przedstawiam mój punkt widzenia jeżeli mnie ktoś zapyta o zdanie. Staram się mówić spokojnie, ale stanowczo i starannie wybieram bitwy do stoczenia. Chcę być mądra a nie przemądrzała. Radzę tylko tym, którzy o radę proszą i pomagam tylko tym którzy na to zasługują. Jednym słowem nie marnuję swojej energii i nie zmieniam ludzi, zmieniam siebie, ciągle się rozwijam i uczę się nowych rzeczy. A jak było dawniej? Różnie. Zawsze byłam otoczona ludźmi, tak jakoś do mnie lgnęli. Teraz już wiem, że byłam wygodna koleżanką, która chętnie zapraszała do siebie na pyszną kolację, odbierze dziecko z przedszkola, nakarmi i przechowa do wieczora, uszyje, pożyczy nawet drogie i ulubione ciuchy, wyczyści nawet wredną plamę na dywanie.
A propos tej plamy na dywanie muszę się przy tym na dłużej zatrzymać bo właśnie od niej zaczęła się moja asertywność. Ale po kolei, było to dawno, nawet bardzo dawno, trzydzieści lat temu, Dwie przyjaciółki przyszły do mnie z wizytą na kawę i ciasto domowej roboty. Kawę przywiózł mój mąż z zagranicznego wyjazdu a ciasto upiekłam własnoręcznie. W miłej atmosferze mijał nam czas, ploteczki, wymiana doświadczeń, takie tam babskie spotkanie. Wyszłam do toalety i jakoś tak bezszelestnie całkiem przypadkiem zatrzymałam się przy lustrze w przedpokoju aby poprawić włosy i usłyszałam taką oto rozmowę: Mam wredną plamę na dywanie mówi pierwsza i zupełnie nie wiem jak mam ją wyczyścić, a na to mówi druga po co się męczysz powiedź o tym Halinie (czyli mnie) ona jest ambitna to ją wyczyści i w tym momencie wybuchnęły cichym śmiechem. Poczułam jak pot zalewa mi czoło, zrobiło mi się słabo, ale szybko opanowałam emocje. Wróciłam do moich”przyjaciółek” i udawałam, że nic się nie stało. Kiedy wyszły płakałam do poduszki, ale był to płacz oczyszczający, poczułam złość nie na te dwie intrygantki, ale na siebie o to, że byłam taka naiwna. Za jakiś czas dzwoniła do mnie ta koleżanka od plamy na dywanie i bardzo miło i tak bezradnie opowiadała mi o strasznym zdarzeniu którego konsekwencją była wredna plama na dywanie, a ja ze stoickim spokojem podałam je numer telefonu do jedynej wtedy w Zabrzu firmy czyszczącej dywany, grzecznie ją przeprosiłam i szybko skończyłam rozmowę.

Od tego czasu zaczęłam bacznie przyglądać się ludziom. Zaczęłam czytać artykuły w gazetach, książki, chętnie chodziłam do kina na psychologiczne filmy, stało się to moją pasją i tak mam do dzisiaj. Nadal byłam przyjazna i pomocna, ale pilnowałam żeby nikt nie przekraczał granicy i mnie nie wykorzystywał i już nigdy na to nie pozwoliłam. 

Dlatego moje przyjaźnie mają różną intensywność. Czasami celowo oddalam się od kogoś kto nadużywa mojej dobroci, ale kiedy ta osoba miała trudny okres w swoim życiu, potrzebowała mojej pomocy szybko zapominałam o dawnych sprawach. Pomagałam finansowo i wspierałam dobrym słowem, dawałam schronienie i zabierałam na wczasy, jeżeli chciałabyś wiedzieć czy mi się opłacało to powiem ci, że z perspektywy czasu nie. Dzisiaj już naszej przyjaźni nie ma. O przyjaźń należy dbać. Trzeba dużo od siebie dawać ale i należy być gotowym na dary, które niesie ze sobą ten specjalny rodzaj znajomości. Mam wieloletnią przyjaciółkę, która była i jest do tej pory bezinteresowna, ale rozmawiamy i przebywamy ze sobą jedynie z mojej inicjatywy, taki jest między nami układ, który szanuję bo wiem że choroba mojej kochanej przyjaciółki bardzo ją ogranicza. Przyjaźnimy się od 25 lat, to szmat czasu i taka przyjaźń zasługuje na specjalne traktowanie. Daję więc od siebie wiele nie oczekując niczego w zamian, a radość jaką dają mi te spotkania jest dla mnie wystarczającą nagrodą.

Czy ja jestem idealną przyjaciółką? Zapewne nie. Mam swoje wady jak wszyscy, ale mam ich świadomość i pracuję nad sobą.

Droga Mario mam taką radę: jeżeli chcesz zmienić świat zacznij od siebie, nigdy nie zmieniaj innych ludzi, zmień siebie, a cała reszta się dostosuje. Jeżeli pragniesz, żeby cie ktoś pokochał dawaj miłość, jeżeli chcesz by cię ktoś szanował, obdarzaj szacunkiem innych, jeżeli pragniesz uznania chwal innych, jeżeli pragniesz uśmiechu i życzliwości bądź życzliwa. Bądź szczera, naturalna i nigdy nie oceniaj innych, nie plotkuj i nie intryguj, załatwiaj trudne sprawy od razu i z osobami uwikłanymi w nie. Nie czekaj z tym, bo akurat jest zły moment, bo na trudne sprawy zawsze jest zły moment, ja coś o tym wiem i ty na pewno też.