wtorek, 8 września 2015

Wirtualny świat

         Skąd we mnie tyle chęci na wirtualne znajomości? Jeszcze do niedawna nie wykazywałam zainteresowania FB, aż tu nagle taka fascynacja (bo chyba nie uzależnienie?).

Otóż wczoraj uświadomiłam sobie, że wcinam się w czyjeś życie nie proszona. Po przyjęciu mnie do zacnego grona Klubu 50+ z wdzięcznością zaczęłam wszystkim dziękować -  za to przyjęcie rzecz jasna. Chciałam być miła i...przesadziłam:).  Z rozpędu odpowiedziałam na pozdrowienia skierowane do mojej imienniczki, a nie do mnie, bo przecież jak to mówią: nie jednemu psu Burek. Bardzo ją za to przepraszam i dziękuję za słowa, które sprowadziły mnie na ziemię i tu cytuję: „Nie dla ciebie były te życzenia” . 

Oczywiście przeprosiłam szczerze, a dzisiaj tej Pani dziękuję za reprymendę. Obiecałam sobie, że zanim coś napiszę i opublikuję (nie tylko na FB)  to trzy razy się zastanowię. Będę uważna i szczera w relacjach z ludźmi,  bądź co bądź obcymi. Moich przyjaciół w realu znam i wiem co się po nich mogę spodziewać. W świecie wirtualnym jest trochę inaczej, bo widzimy ludzi przez pryzmat własnych doświadczeń, wyobrażeń, a czasami i pragnień. A to zamazuje naszą percepcję widzenia.


No cóż, człowiek całe życie się uczy.




sobota, 5 września 2015

JUSTYNA ( 3 )

          Justynko, mogę z tobą porozmawiać - zapytała Anita zaglądając do pokoju swojej córki. Tak mamuś tylko się spakuję. Justyna pakowała do swojej torby podróżnej kupione dzisiaj rzeczy. Kupiłam sobie parę nowych ciuszków, które przydadzą mi się na wsi – powiedziała widząc, że matka śledzi jej poczynania. To czekam na ciebie w kuchni – Anita odwróciła się i bez zainteresowania wycofała się z pokoju córki. 

Coś mamę od paru dni martwi – pomyślała Justyna, lecz na tym poprzestała to dochodzenie. Kończy pakowanie, bo jutro chce wyjechać bardzo wcześnie rano. Mama siedziała przy kuchennym stole z kubkiem zielonej herbaty. Justyna nalała sobie z dzbanuszka jasno zielonego napoju i dolała miareczkę soku malinowego, tak dla lepszego smaku i koloru. Mama nic nie mówiła, chociaż zwykle komentowała ten zwyczaj dolewania soku do zielonej herbaty. Słuchaj córeczko, kiedy zamierzasz pojechać do cioci? Jutro z samego rana. To dobrze powiedziała Anita. Justyna przyjrzała się matce, bo ta od paru dni po prostu ją zadziwiała. Spodziewała się bury, że za wcześnie, że po co będzie nocowała tam sama, a tu nic z tych rzeczy. Mama się ożywiła i wyraźnie poprawił jej się humor. Zamiast wymówek zwołała naradę i natychmiast w kuchni pojawił się tata. 

Córciu, przelałem ci na twoje konto trochę gotówki, żebyś nie czuła się na garnuszku u cioci. Baw się dobrze i niczym się nie przejmuj. Tak, święta racja – przytaknęła mu mama. Zaraz, chwileczkę - po pierwsze ja mam pieniądze na swoim koncie, po drugie nie jadę się tam bawić tylko opiekować chorą ciocią. Coś mi tu nie pasuje w tym waszym zachowaniu. Chcecie się mnie pozbyć czy co? Justyna zadała to pytanie i uważnie przyglądała się swoim rodzicom. Jak możesz tak myśleć, dbamy tylko o twoje wygody, bo doceniamy z tatą to, że chcesz pomóc cioci – mama brnęła w zeznaniach, a tata jej tylko przytakiwał. Trochę mnie to zastanawia – powiedziała Justyna - dlaczego od paru dni jesteś taka spięta i jakby trochę nieobecna? Jestem zmęczona, mam trudny okres w pracy i tak wogóle to boli mnie głowa. Anita wstała nie dopijając herbaty i wyszła z kuchni wymawiając się bólem głowy. 

Justynko, daj mamie spokój. Ma masę problemów. Tak, tak już mi to mówiła i ty myślisz tato, że ja dam się tak łatwo oszukać? Przecież znam mamę, ona nigdy nie przenosi spraw związanych z pracą do domu. Czy wy coś przede mną ukrywacie? - Justyna mówiąc to spojrzała ojcu w jego zmartwione oczy. Nie zdążył odpowiedzieć bo nagle mama wyrosła jak spod ziemi i zaczęła szukać w apteczce proszków od bólu głowy. Justynę tak to rozśmieszyło, że zapomniała o zadanym ojcu pytaniu. Mamuś, ty znowu nas podsłuchiwałaś? Dlaczego ciągle to robisz, przecież my z tatą nie spiskujemy przeciwko tobie, a ty zawsze jesteś na podsłuchu. Dlaczego to robisz? Oj, Justynko chyba jesteś przewrażliwiona – ojciec stanął w obronie żony, chociaż nigdy przedtem tego nie robił. Zawsze trzymał z Justyną i normalnie już by się wszyscy śmiali z tego zachowania mamy. Dobrze, ja się poddaję bo widzę, że stworzyliście tajną koalicję, żeby mnie nie dopuścić do waszej tajemnicy - Justyna obrażona poszła do swojego pokoju. Jak myślisz ona się czegoś domyśla? – zapytała Anita ściszonym głosem. Daj już spokój, bo sama się pogrążasz tym swoim dziwnym zachowaniem – cicho powiedział Roman i też udał się do swojego pokoju.


Rano, ku swemu zdziwieniu ojciec zaproponował jej, żeby zamienili się samochodami. Twój samochód jest mały, może będziesz jeździć z ciocią na kontrolę do szpitala więc mój będzie wygodniejszy dla niej. Tatku, ja wolę swoje autko, bo jestem do niego przyzwyczajona. Poza tym, ciocia ma swój samochód i jeżeli będzie taka potrzeba to pojedziemy jej autem – Justyna zrobiła się już poirytowana tym dziwnym zachowaniem swoich rodziców. Gdyby jednak wiedziała dlaczego ojcu tak zależy na zamianie ich samochodów na pewno by to zrobiła, przynajmniej dla jego świętego spokoju. Mama zrobiła śniadanie i razem zjedli jajka sadzone na szynce i sałatkę ze świeżych, pachnących pomidorów z działki przyjaciela rodziców, wujka Zbigniewa. Pyszne te pomidory – powiedział Justyna, zaskakując rodziców i wyrywając ich z zamyślenia. Miło, że doceniasz to staranie wujka, by wszystko co rodzi ziemia na jego działce jest zdrowe i bez pestycydów – powiedziała Anita. Justynka będzie przecież lekarzem więc zdrowa żywność ma dla niej znaczenie. Roman dał się wciągnąć w rozmowę o zdrowym jedzeniu, zadziwiając obie swoje kobiety. On, który uwielbia sobie pojeść, tłusto i nie zdrowo nie bacząc na poziom swojego cukru i cholesterol. No, ty to już lepiej się nie odzywaj – powiedziała Anita zwolenniczka zdrowego odżywiania. Obie z Justyną miały nienaganne figury i zwykle niewiele jadły, a na dodatek zdrowo się odżywiały.

 No dobrze skończmy tę wymianę zdań, bo mi stygną jaja – Roman wybuchnął śmiechem, że tak nie fortunnie zbudował to zdanie – oczywiście na talerzu - dodał śmiejąc się sam ze swojego dowcipu. No, stary ty jesteś, a głupi – Anita poklepała Romana po plecach, wdzięczna, że rozładował napiętą sytuację przy śniadaniu. Justyna spojrzała na swojego ojca z dumą, bo pomimo to, że lubił sobie pojeść wyglądał nadzwyczaj dobrze. Gdzie on mieścił te ilości jedzenia było dla niej zagadką. Wysoki, dobrze zbudowany, wyglądał młodziej niż wynikało to z jego metryki. Jej koleżanki jeszcze w liceum ciągle podziwiały urodę jej rodziców, bo i Anita była piękną kobietą. Ładna z nich para – pomyślała Justyna przyglądając się żartującym przy śniadaniu rodzicom.  Dzisiaj wyglądali na odprężonych i szczęśliwych. Nareszcie, bo od paru dni Justyna czuła między nimi jakieś napięcie. 

Razem odprowadzili ją do samochodu. Czekali kiedy odjedzie i długo machali jej na pożegnanie. Dobrze się czuła, kochana przez swoich rodziców. Justyna tę ich miłość czuła na każdym kroku. Mam nadzieję, że teraz załatwimy w spokoju sprawy z Moniką, powiedziała Anita. Pierwszy raz od lat Anita nazwała tę kobietę po imieniu. Ja też się cieszę, że Justynka będzie daleko od tych naszych grzechów z przeszłości, których ona była owocem – wyszeptał Roman prosto do ucha swojej kochanej żony, jakby w obawie, że ktoś ich usłyszy.

                                                                                                                                      c.d.n...

piątek, 4 września 2015

JUSTYNA ( 2 )

         Cześć. Mam na imię Wiktor. Jestem studentem Zootechniki i mam od jutra praktyki w gospodarstwie ekologicznym w Brzezinach. Może się tam spotkamy?
- Hej, to ja Ewa, wnuczka Sołtysa. Justysiu, jestem u dziadków, czekam. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz.

Ewa, to ta ruda chuda dziewczynka, która stroniła od dzieci. Pamiętam – Justyna uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Dawno jej nie widziałam, chyba jak miałyśmy po szesnaście lat, a Ewa wyglądała na góra czternaście. Ciągle coś czytała i znikała na całe dnie w zagajniku dziadka. Pamiętała Ewę i cieszyła się na spotkanie po latach. Ale bardziej była ciekawa Wiktora. Może poznam kogoś ciekawego – powiedziała do siebie, zgasiła światło i odpłynęła w błogi sen. 

Obudziła ją ożywiona rozmowa w salonie. Trochę głośniej niż zwykle rozmawiali ze sobą rodzice. Justyna budziła się powoli i tylko część tej dziwnej rozmowy do niej dotarło. Mówiłam ci, że ona się kiedyś odezwie, mówiłam – mama zniżonym głosem przemawiała do ojca. Tak, mówiłaś ale co to teraz zmienia – zbyt głośno odpowiedział jej tata. Musimy coś z tym zrobić, bo ona zniszczy nam życie – dalej ciągnęła mama bliska płaczu. Ale co my teraz możemy – tata dodał bezradnym głosem. Jesteś przecież mężczyzną więc zrób coś, proszę – dodała błagalnym głosem mama. Na litość boską, co ty kobieto masz na myśli!? – krzyknął ojciec. Mów ciszej, bo zbudzisz Justysię – upomniała go mama. Teraz to już zaniepokoiło Justynę na dobre. Stanęła zaspana w drzwiach swojego pokoju. Stało się coś?– zapytała niewinnie. Nie, nic kochanie – odpowiedziała mama i od razu spojrzała na tatę jakby chciała powiedzieć – nic jej nie mów pod żadnym pozorem. Tato machnął tylko ręką i zamknął się w swoim pokoju. 

Mała kłótnia od rana? - Justyna zapytała ze zdziwieniem, bo mówiąc szczerze od dawna nie słyszała kłócących się rodziców. Oj, zaraz tam kłótnia, raczej mała wymiana zdań – uspokajała ją mama. Mamo, przecież nie jestem już dzieckiem, nie musisz przede mną udawać. Ja nie udaję, a zresztą masz rację trochę się posprzeczaliśmy. Tatko posiedzi sobie sam w dziupli – tak mama nazywała gabinet taty - i trochę pomyśli w samotności, to na pewno mu przejdzie – Anita próbowała skończyć tę niewygodną dla siebie rozmowę. Weszła do łazienki i tam się zaszyła. Justyna słyszała szum wody nalewanej do wanny. Mama po nocnym dyżurze zawsze brała długą kąpiel, jakby chciała zmyć trudy swojej pracy. 

Poranek w kuchni to ulubione chwile Justyny w jej kochanym domu. Kuchnia jest nowoczesna ale dostosowana stylem do reszty mieszkania. Piękne mahoniowe meble zrobione na zamówienie tak by wyglądały na stylowe z uchwytami z porcelany w śmietankowym kolorze. Małe szufladki też porcelanowe, a w nich przyprawy, goździki, cynamon, wanilia i masa innych pachnących dodatków. Małe kafelki śmietankowe w mahoniowe kwiatuszki rzucone gdzie niegdzie dla ozdoby. Kuchenka do gotowania to istne cudo: kremowa z masą zegarów jakby przeniesiona z innej epoki, lecz z płytą ceramiczną tak dla wygody. Pod tą fasadą staroci ukryto całkiem nowoczesne cudo. Porcelanowy pochłaniacz powietrza do złudzenia przypomina kominek. Blaty solidne, marmurowe i zlew, piękny, duży chociaż jednokomorowy. Zmywarka, piekarnik i ogromna lodówka zabudowane tak jakby schowano je w starodawne komody. Piękna ta kuchnia – pomyślała Justyna jak co dzień kiedy tu rano zasiada do kawy. Duży, stary rodzinny stół i cztery krzesła ustawione pod oknem. Cała kuchnia rankiem skąpana jest w słońcu. Całości dopełnia krótka, kremowa zazdrostka zawieszona w oknie co nadaje jej romantyczności i trzy kremowe storczyki na szerokim parapecie z marmuru, które kwitną cały rok, jakby się zmówiły. 

Justysia napełniła porcelanowy dzbanek wodą i zagotowała wodę na kawę. Odruchowo wyjęła trzy kubki z szafki i odmierzyła kawę dla siebie i mamy po jednej łyżeczce, a dla ojca dwie, bo lubi mocną i bez cukru. Zalała wrzątkiem nie pytając czy rodzice zechcą pić kawę po dzisiejszej wymianie zdań. Zapukała do taty. – Proszę – powiedział zmęczonym głosem. Wypijesz kawę tutaj czy dołączysz do nas? – zapytała Justyna, chociaż znała odpowiedź na pamięć. – Wypiję z wami, daj mi chwilę. Wycofała się z pokoju i zapukała do drzwi łazienki. Kawa na stole – zawołała wesoło. Już idę! Za moment będę gotowa – usłyszała wypuszczaną wodę i szum suszarki do włosów. A więc wszystko wróciło do normy – odetchnęła z ulgą Justyna, i chociaż nie była już dzieckiem to lubiła tę ich rodzinną rutynę i codzienne śniadania w miłej atmosferze. 

Mama weszła do kuchni w szlafroku w obłoczki. Justyna przytuliła się do niej mocno. Co jest córeczko? – zapytała zatroskana. Nic, tylko stęskniła się za tobą mamo. Tato wszedł do kuchni kiedy się tak tuliły. Piękny to widok z rana moje kochane panie. Może ja bym też dostał buziaka?. No i rzuciły się na niego obie tak jak zwykle każdego rana. No, dość tych miłosnych wyznań, teraz siadajcie zrobię wam śniadanie – Roman śmiał się jak zawsze i zabrał się za szykowanie śniadania dla swoich kobiet. Mamo, co się wydarzyło dzisiaj rano? – Justyna zapytała mamę między łykami porannej kawy. Proszę, zapomnij o tym kochanie – Anita jednym zdaniem zakończyła tę rozmowę i Justyna wiedziała, że na nic zdadzą się prośby o wyjaśnienia. To sprawa między mną a tatą i proszę nie wracajmy już do niej. Zjedli śniadanie w miłej atmosferze. Anita poszła spać jak zwykle po nocnym dyżurze, ojciec pojechał na uczelnię, a Justyna zaczęła pakować się przed wyjazdem, który postanowiła przyśpieszyć o parę dni. 

Skoro Ewa jest już u dziadków, a tajemniczy Wiktor od dzisiaj jest w Brzezinach to ona może jutro wyruszyć na swoje wakacje. Nim ciocia wróci ze szpitala ona się już rozejrzy i zadomowi. Może posprząta, może coś zrobi w ogrodzie, by cioci było milej jak wróci do domu. Przejrzała swoje rzeczy i uznała, że musi zakupić parę ciuszków i sandałki. Coś kolorowego i wesołego w sam raz na wiejskie łąki. Spakowała jeansy ogrodniczki, kalosze cudowne, kolorowe, kilka bluzeczek lekko spranych, tak do ogrodu i do sprzątania. Ulubioną sukienkę w marynarskie wzory i strój kąpielowy, odważnie wykrojony. Justyna ma figurę modelki, a w tym stroju wygląda prześlicznie. Może jeszcze parę eleganckich rzeczy jakbym się wybrała do miasta albo na randkę – uśmiechnęła się do swoich myśli. Zachowuję się jak nastolatka, która jedzie na kolonie – pomyślała ubawiona. Przecież ja nigdy nie byłam na koloniach – śmiała się dalej. Jadę na wakacje do cioci tak jak dawniej kiedy byłam małą dziewczynką. Teraz jednak muszę pomóc cioci wrócić do zdrowia i to będzie szansa na to by się odwdzięczyć za lata opieki nad niesforną małolatą. 

Wyszła z domu zatrzaskując drzwi nieco za głośno. Boże, przecież mama śpi – upomniała się sama. Anita jednak nie spała. Poczekała aż kroki Justyny na klatce ucichną, wzięła telefon do ręki i wykręciła numer swojej siostry. - Krysiu, mam kłopot. Ona się pojawiła. Tak, wczoraj u mnie w szpitalu. Odnalazła mnie bez trudu. Poradź mi kochana co ja mam robić by o niczym nie dowiedziała się Justyna? Spróbuję ją wysłać szybciej do ciebie, ale czy nie nabierze podejrzeń? Tak, spróbuję ją do tego nakłonić. Pa kochanie. Jak z nią porozmawiam to zaraz ci oddzwonię. 
Anita skończyła rozmowę i dopiero wtedy położyła się do łóżka. O ileż byłaby spokojniejsza gdyby znała plany swojej jedynaczki.
                                                                                                                                           c.d.n.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Życie to muzyka.

         A jakby tak zatańczyć z życiem, pomyślałam dzisiaj, podrygując do pięknej piosenki powolnie płynącej z radia. Może poddać się jego rytmowi, zgrać kroki i ruszyć w tango? A może pójść do tańca w rytm romantycznego walca wiedeńskiego? A może delikatnie przytulić się do życia i pokołysać w rytm powolnej muzyki? 

Może dajmy się porwać, uwieść i ruszajmy w tany. Każdy w swoim rytmie, w swoim tempie i zgodnie ciało w ciało. My i nasze życie. Może warto spróbować wsłuchać się w muzykę naszego życia. Nie bić się z czasem, nie siłować się z losem tylko tak zgodnie, łagodnie i z prądem. 

Jestem na takim etapie mojego życia, gdzie wiele się dzieje, a ja postanowiłam żeby wszystko płynęło zgodnie z rytmem, który podaje mi życie. Bez pośpiechu, bez zrywów, bez zbędnych kroków. Bo życie to muzyka, którą każdy pisze sam. A ja zatańczę z życiem zgodnie, łagodnie i przyjemnie. Niech to życie mnie prowadzi jak wytrawny tancerz. Niech inni mówią: ładna z nich para, a jeszcze inni: jak oni pięknie tańczą :).

A jeżeli ktoś nieżyczliwy powie - Ada to nie wypada? No cóż, ja jestem już w takim wieku, że sama decyduję co mi wypada, a co nie. Więc będę tańczyć tak jak życie mi zagra.


czwartek, 20 sierpnia 2015

Kiedy marzenia zaczynają się spełniać.

          Ostatnio byłam zapracowana i wiele się w moim życiu działo. Kończyłam pisanie mojej książki Anielska Przystań i o dziwo, zamiast poczuć ulgę, zaczęłam się martwić. Martwić się tym jak wypadnę w oczach korektora tekstów, jak przyjmą moją książkę bliscy, znajomi, no i paradoksalnie co zrobić, żeby ją jednak wydać. Reasumując - najwięcej frajdy miałam przy jej pisaniu. 

Czytałam ją kilka razy i ciągle byłam pochłonięta tym czytaniem bez reszty. Moja przyjaciółka, która wspiera mnie, pomaga i stawia do pionu w razie potrzeby,  miała chyba już dość tych moich rozterek więc zapytała mnie wprost: Chcesz wydać tę książkę czy nie ?! Chcę - powiedziałam bliska łez. - To nie becz, tylko bierzmy się do roboty. 
No i wzięłyśmy się do pracy.

Najpierw zrobiłyśmy plan, a potem podzieliłyśmy zadania. Każda z nas zajęła się sprawami na których się zna i okazało się, że po prostu się uzupełniamy. Szczęśliwa przystąpiłam do pisania, a Zosia ogarniała wszystko co po drodze od pisania do wydania. Znalazła między innymi korektorkę tekstów Panią Grażynę Dobromilską, cudowną, kompetentną osobę, która uwinęła się z tekstem w błyskawicznym tempie. Współpraca układała się wzorowo, a kiedy Grażyna pochwaliła moją książkę, byłam w siódmym niebie.  Zaproponowała mi również wywiad, który przekształcił się w rozmowę o dojrzewaniu do bycia kobietą pewną siebie na przykładzie Alicji - głównej bohaterki mojej książki. Najpierw poczułam eforię, która za moment zmieniła się w panikę czy dam radę i czy sprostam wyzwaniu. 

Wszystko poszło miękko bo okazało się, że rozmowa płynęła sama, jak przy kawie z dobrą znajomą. Kolejny raz przekonałam się na własnej skórze, że jeżeli się czegoś boję to powinnam to po prostu zrobić i... po strachu. Teraz prawie gotowa książka czeka na wydanie. Dostałam bezcenne rady, które na pewno wykorzystam. Nie wiem jeszcze jakie będą losy mojej książki ale nigdy nie zapomnę życzliwej pomocy Pani Grażyny Dobromilskiej i napewno skorzystam ponownie z jej fachowej pracy. Powiem wam w tajemnicy, że pisanie o dalszych losach Alicji i jej bliskich, dalej mnie pochłania bez reszty. Będzie się działo, oj będzie. Mam przyjemne zajęcie na co najmniej rok i to mnie najbardziej cieszy. Mam również nadzieję, że będziecie chcieli o tym przeczytać. 

Ukończyłam pewien etap w moim życiu jakim było napisanie książki. Teraz wyjeżdżam na urlop, żeby do tego co się w moim życiu wydarzyło nabrać dystansu. Potem zadecyduję co robić dalej by książka znalazła się w księgarni. Wyjeżdżam do Włoch i zamierzam pisać listy z podróży, które ukażą się na moim blogu Anielska Poczta po moim powrocie. Wybaczcie mi więc ten urlop od pisania, Obiecuję, że po powrocie z podwójną energią przystąpię do pracy na blogu, FB i umieszczę fragmenty kolejnej części książki w zakładce Anielska Przystań – Matylda.

Dziękuję mojej przyjaciółce Zosi Życińskiej za wsparcie, nieocenioną pomoc przy tworzeniu bloga i strony na FB. Dzięki temu, że powstały, mogłam podzielić się z wami moimi przemyśleniami, opowiadaniami i fragmentami mojej powieści.
Dziękuję gorąco Pani Grażynie Dobromilskiej za korektę mojej książki, wiarę we mnie i cenne rady jak wydać książkę.

Pozdrawiam Was ciepło - Alicja.

P.S. Rozmowę o książce możecie przeczytać tutaj: 

http://blog.madgraf.eu/anielska-przystan-czyli-o-dojrzewaniu-do-bycia-kobieta-pewna-siebie.html


wtorek, 11 sierpnia 2015

Moc kobiecej energii

         Wybrałam się do przyjaciółki z długo odkładaną wizytą. Pojechałam do Cieszyna z naszą wspólną koleżanką. Proszę, zabierz ze sobą anielskie karty – poprosiła przyjaciółka do której się wybierałyśmy.Zapytałam z troską: Masz problemy? A ona na to,  że nie, a wręcz przeciwnie - wszystko dobrze się układa. No to na co nam karty? - pytam, bo czuję że coś jednak nie gra.- W dzisiejszych czasach nic nie jest pewne, a ja jestem zapobiegliwa – powiedziała poważnie nasza przyjaciółka. I jeszcze pracowita, obowiązkowa i sumienna – dodałam, bo znam ją od dawna. A te właśnie cechy są gwarancją jej sukcesu i my wszystkie trzy o tym wiemy.

Spotkania z dobrą, kobiecą energią zawsze dodają pewności, że wszystko jest pod doskonałą kontrolą. Kobiety od zawsze czuwały nad ogniskiem domowym, „czarowały”, wypraszały, dziękowały i do dzisiaj to robią. Wspierają męża, dzieci, pomagają sobie wzajemnie i jeszcze na dodatek starają się robić to z wdziękiem i klasą. Nic tak dobrze nie robi jak burza mózgów urządzona przez grono zaprzyjaźnionych kobiet, które dbają o siebie wzajemnie i dobrze sobie życzą. Ktoś złośliwy zapyta: Czy to jest wogóle możliwe aby kobiety dobrze sobie życzyły? A ja z całą stanowczością odpowiem: Tak. To jest możliwe.

Coraz więcej kobiet szuka tej pozytywnej energii w różnych kołach, stowarzyszeniach lub po prostu w przyjacielskich kręgach. Sama uczestniczyłam kiedyś w takim spotkaniu z zupełnie nieznanymi mi kobietami. Było to spotkanie w ramach „latających kręgów,” prowadzone przez Agatę,  założycielkę Latającej Szkoły. Było to dla mnie pouczające doświadczenie. Dostałam tam wsparcie, wskazówki i adres... Marii Kuli z Krakowa, która pomogła mi zrozumieć, że warto iść za głosem serca, rozwijać swoje zainteresowania i pielęgnować swoją pasję. 

Energia tych kobiet, towarzyszy mi do dzisiaj  bo zapamiętałam z tego spotkania to, że w życiu wszystko jest możliwe pod warunkiem, że włożymy w projekt, który akurat realizujemy serce, talent i wiele siły. A kiedy uzyskamy jeszcze wsparcie przyjaznych nam ludzi to sukces murowany. Więc jeżeli masz czas, ochotę i możliwości, ruszaj na spotkanie z przygodą, spełniaj swoje marzenia, a jak cię ogarnie chwilowa niemoc lub zwątpienie, zwołaj krąg przyjaznych kobiet i czerp z niego siłę i dobrą energię.

Ja wróciłam z Cieszyna radosna, wzmocniona i spełniona. Mam nadzieję, że wszystkie trzy będziemy dobrze ten dzień wspominać. A dzień był słoneczny, pogodny i w przyjacielskim kręgu kobiecej energii spędzony. Jak ja lubię takie chwile, kiedy rozpiera mnie duma z tego powodu, że mam wokół siebie grono i wsparcie mądrych, dobrych kobiet, które mają pozytywną energię i siłę. Siłę mobilizującą do działania.




niedziela, 9 sierpnia 2015

MARZENIE

          Kiedy ta karta pojawia się w rozkładzie, wszechświat daje nam sygnał do działania, bo marzenia to źródło kreatywności. Zadaję wtedy pytanie:  O czym teraz marzysz? 

Najczęściej pada odpowiedź: Nie wiem. To się zastanów, pomyśl i postaraj się jednak odpowiedzieć. Chwila zastanowienia i widzę w oczach osoby siedzącej naprzeciw mnie zakłopotanie. Nic nie wymyślę, ja nie mam marzeń. Zazwyczaj odpowiadam - to nie możliwe, bo każdy człowiek ma swoje marzenia. Małe i duże, byle takie do spełnienia.  Ale ja nie mam – upiera się kobieta w średnim wieku. 

Proponuję wtedy zabawę, która ma za zadanie obudzić chęć do myślenia o swoich marzeniach. Urządzamy sobie wtedy burzę mózgów, żeby zdobyć jak najwięcej nowych pomysłów. Kobieta oponuje – Ja nie potrafię tak myśleć. Ja muszę wiedzieć po co mi takie zadanie. Po to, by było wesoło, by twoja fantazja znów mogła ponieść cię na swej fali ku szczęściu i zadowoleniu. - A co jak moje marzenie nigdy się nie spełni? Dlaczego ma się nie spełnić? pytam, chociaż wiem do czego ona zmierza. Marzenia aby się spełniły muszą być po prostu do spełnienia. Jeżeli kobieta w średnim wieku mówi mi, że marzy o tym by zostać lekarzem, od razu powiem, że to są marzenia nie do spełnienia bo czas na naukę już dawno minął. Ale może zostać zielarką, masażystką, terapeutką Reiki lub propagatorką zdrowego odżywiania.

Kiedy tak sobie rozmawiamy kobieta mówi, że kiedy była młoda, lubiła tańczyć i miała takie marzenie...ale teraz to chyba nie do spełnienia. Zachęcam ją do zwierzeń i dowiaduję się, że taniec towarzyszył jej przez wiele lat lecz kiedy dotarła do czterdziestki zdecydowała, że jest już za stara by tańczyć i nagle przestała, chociaż do tego zajęcia bardzo tęskniła. Zaczęła opowiadać, a błysk w jej oku zdradził, że taniec to pasja i marzenie -  na dodatek takie do spełnienia. Kiedy opowiadała o tym jak kiedyś dawno temu tańczyła, uśmiech na twarzy i szczęśliwa mina mówiły o tym, że odnalazła swoje pragnienie aby na parkiecie zatańczyć jeszcze w parze... ze swoim marzeniem. Jej zadaniem było znaleźć takie miejsce w pobliżu swojego miejsca zamieszkania, w którym będzie mogła oddać się swojej pasji. 

Rozstałyśmy się w miłym nastroju, a kobieta obiecała, że da mi znać jakie kroki poczyniła by spełnić swoje marzenia. I słowa dotrzymała. Dostałam niedawno takiego maila: „Jestem szczęśliwa. Znalazłam miejsce gdzie mogę tańczyć. Dołączyłam do grupy tańczących kobiet i nareszcie czuję radość. Zawdzięczam to Tobie. Dziękuję!”. Było mi bardzo miło, kiedy to czytałam. Odpisałam jej: Cieszę się ogromnie, że spełniasz swe marzenie. Moja rola w tym była niewielka, bo to ty obudziłaś w sobie chęć do tańczenia, znalazłaś miejsce gdzie możesz się spełniać i chodzisz z przyjemnością na te zajęcia. Gratuluję Ci tego, że spełniłaś swoje marzenie i teraz czerpiesz z tego energię i zadowolenie.

Zachęcam wszystkich do burzy mózgów z przyjaciółmi lub samemu z sobą by obudzić w sobie chęć do spełnienia marzeń, bo to nasze marzenia są źródłem kreatywności. Zapisuj swoje pomysły w specjalnym zeszycie i proś Anioły by pomogły ci je spełnić. Zapisuj jakie masz pomysły na spełnienie swoich marzeń i wyznacz sobie zadania, które przybliżą cię do ich spełnienia. 

Życzę dużo zabawy w pracy nad sobą.