sobota, 5 marca 2016

Anioły w Gadziokarni

Pisząc rano na moim profilu informację: Jadę na spotkanie ze swoim Aniołem...nie wiedziałam, że tak będzie dosłownie.

Gadziokarnia to miejsce urokliwe i idealnie nadające się do tego typu spotkań. Gospodyni przyjazna, uśmiechnięta i troskliwa. Na stoliku obok kominka kawa, herbatka i domowe, owocowe ciasto pod kruszonką, którego niestety nie spróbowałam, bo pochłonęła mnie bez reszty niezwykła aura tego miejsca. W piękne historie pani Marioli Gardyańczyk opowiadającej o aniołach obecnych w naszym życiu, raz po raz wplatało się urocze gaworzenie najmłodszej uczestniczki, kilkumiesięcznej dziewczynki…prześlicznego aniołka. Obie z mamą tworzyły zgrany duet. Swoboda z jaką zachowywała się ta mała istotka, świadczyła o tym, że nie rozstaje się ze swoją mamą i wyjątkowo dobrze czuje się w anielskich klimatach. Nasunęła mi się taka refleksja, że dziecko nie jest żadną przeszkodą w spełnianiu swoich marzeń.

Pani Mariola swoim anielskim głosem opowiadała nam o Aniołach tak, jak mówi się o swoich dobrych przyjaciołach. Podawała wiele przykładów, jak można rozpoznać i zaprosić do swojego życia anielskich pomocników, by żyło nam się lepiej, spokojniej i bez strachu. Sama nie wiem, jak w tak krótkim czasie udało jej się przybliżyć tak obszerny temat i jeszcze przeprowadzić wizualizację, której celem było poznanie i zaproszenie do swojego życia Anioła Stróża. To w końcu nasz osobisty pomocnik, który nie opuszcza nas na krok.

Wsłuchana w relaksującą muzykę i ciepły głos pani Marioli, przeniosłam się do innego wymiaru, który sama sobie wygenerowałam w swoim umyśle, naprowadzana jedynie  delikatną sugestią prowadzącej. Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie ta moja projekcja i  spotkanie z Aniołem...Mój Anioł Stróż, towarzyszył mi w spotkaniu, które wiele zmieni w moim życiu. Wyjaśniam, że na lepsze by nie rozsiewać niepotrzebnie niepokoju. Moja wdzięczność wprost nie ma granic. Wdzięczność, że pojechałam na to spotkanie, dzięki któremu mogłam doświadczyć tej niezwykłej wizji.

Dużą radość sprawiła mi też twórcza praca. Wszyscy z radością i kreatywnością tworzyliśmy własnego Anioła, oczywiście każdy stosownie do własnej wyobraźni. Tak wiele pięknych aniołów, skupionych w jednym miejscu, przyznam szczerze jeszcze nie widziałam. Miałam również  możliwość by opowiedzieć o mojej książce i o Aniołach, które są w moim życiu od zawsze.
Dziękuję za ludzi, których dzisiaj poznałam oraz anielski przekaz, który otrzymałam. Cudownie było spotkać się ze swoim Aniołem. A może tych aniołów było więcej?

…I ja tam byłam, i herbatkę piłam, a co widziałam - to wam opowiedziałam.





niedziela, 28 lutego 2016

Radosny finał

Moje życie zmieniło się na lepsze i to zmiana właśnie jest przesłaniem mojej książki.

Pierwszy krok zrobiłam, kiedy ją napisałam, a reszta dokonała się sama. Jak w efekcie domina. Kiedy ją skończyłam doznałam olśnienia, przekonałam się, że w życiu wszystko jest możliwe, pod warunkiem, że masz pragnienia, marzenia i siłę by puścić w świat swoje „dzieło” -  wytwór swoich rąk i wyobraźni. Nie ważne jest to co robisz i w jakiej spełniasz się dziedzinie, ale to dokąd takie działanie cię doprowadzi. Nie chodzi tu li tylko o same pragnienie ale o dokonania czegoś dla nas ważnego.

To co się działo wokół mnie podczas procesu tworzenia, było równie fascynujące jak sam proces tworzenia. Poznałam wielu ciekawych ludzi , którzy pomogli mi w realizacji moich marzeń oraz takich, których moje sprawy przygniotły. Odeszli, odsunęli się bo zaczęło ich razić światło jakie biło ode mnie. Nie mówię tu o reflektorach i sławie, a o radości jaką dała mi praca nad moją książką. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, otwarłam swoje serce, odnalazłam dla siebie miejsce w tak zabieganym świecie. Spotykałam ludzi, których nie planowałam spotkać i wiele się od nich nauczyłam. 
Wiem, że żadne spotkanie nie jest przypadkowe i czemuś ma służyć.

Dla mnie te wszystkie wydarzenia ostatnich dwóch lat miało i nadal ma ogromne znaczenie. Potrafię teraz spokojnie słuchać o cudzych marzeniach, cieszę się szczerze razem z marzycielem. Przymykam oczy i przypominam sobie jak przy kawie prowadziłam rozmowę z moją przyjaciółką, o moich marzeniach. Dziękuję Ci, Zosiu za to, że mnie słuchałaś i nigdy nie wątpiłaś, nie wyśmiewałaś i nie negowałaś mojego pomysłu, chociaż nie wiedziałaś jaki będzie finał moich poczynań. Pomogłaś mi zaistnieć w wirtualnym świecie, który dla mnie był wtedy zupełnie nie znany. Jestem Ci za to wdzięczna, bo wiem co to znaczy przyjaźń nawiązana przez FB,  tak przez niektórych wyśmiewana. Pozdrawiam wszystkich, których poznałam i dziękuję, że jesteście moimi przyjaciółmi, ludźmi o podobnym sposobie myślenia.

Kiedyś myślałam, że harmonia i spokój to króliczek za którym wszyscy biegają. Teraz wiem, że to stan ducha, który nieustannie zalewa moje serce, od kiedy stałam się spełnionym człowiekiem. Nie mam żadnych oczekiwań, pretensji ani strachu…nareszcie zrozumiałam sens słów: „będzie co będzie”. Skoro napisałam, a moje marzenie zamanifestowało się w moim życiu, to znak, że spełnienie jest już faktem.

A krytyka tego co robię zawsze gdzieś może się pojawić ale ja mam na nią zamknięte serce. Każdemu polecam napisanie książki, jeżeli takie jest jego marzenie. Zapewniam, że dla wszystkich jest we wszechświecie pusta przestrzeń, która czeka na wypełnienie.




niedziela, 24 stycznia 2016

Od marzenia do...SPEŁNIENIA

Moi kochani. Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo ważny. Dlaczego? Bo moja pierwsza książka (na razie egzemplarze autorskie) właśnie wyszła z drukarni!! Jeszcze cieplutka, szeleszcząca, pachnąca. Oglądam ją z czułością i dokładnością, wertuję strony, podziwiam kolory na okładce, przytulam i mówię do niej z czułością: 
Jesteś! Witaj w moim świecie!
            
Czy jestem przez to wydarzenie innym człowiekiem? Nie...Jestem tylko bardzo szczęśliwa, ale to samo szczęście czułam już w trakcie jej powstawania. Czuję wielką radość, chociaż     ten stan towarzyszy mi od dawna. Co jeszcze? Czuję się spełniona i to jest to uczucie, którego  doświadczam najmocniej trzymając ją w dłoniach.  

Moje marzenie zamanifestowało się w moim życiu, a książka ANIELSKA PRZYSTAŃ
jest namacalnym efektem wielu działań, które małymi kroczkami wykonałam. 
A teraz rozpoczyna się przygoda, która pokaże mi blaski (może i cienie) bycia pisarką. 
Pisarką – jak to brzmi!  Ale skoro napisałam książkę to chyba mogę tak o sobie mówić, prawda? 

Wiem, wiem. Skromność i pokora to podstawa istnienia. Wiele razy powtarzała mi to moja Mama. Lecz kto mnie doceni jak nie ja sama? Kto opowie jak doszłam do tego, 
że moje marzenie stało się ciałem? Kto przekona innych, że warto mieć marzenia, 
a potem robić wszystko żeby je spełniać. Oczywiście, że ja sama i właśnie tym wpisem
to czynię.

MIEJCIE MARZENIA MOI KOCHANI ORAZ SIŁĘ I WIARĘ DO ICH SPEŁNIENIA.



sobota, 9 stycznia 2016

Spadająca gwiazda

         Siedzi kobieta nocą przy oknie i patrzy na gwiazdy, tęsknym okiem. Gdyby tak było można zamówić życzenie – a na to ktoś odpowiada – A nie można? Próbowałaś?
Kobieta spokojnie odwróciła głowę, by nie spłoszyć intruza i wtedy zobaczyła Anioła stojącego tuż, tuż za nią. Był cudny w fioletowej szacie, a oczy miał takie piękne i dziwnie znajome. 

Kim jesteś? - zapytała, bo nie była pewna, że widzi Anioła, wszak jeszcze nigdy go nie spotkała. Jestem Archanioł Zadkiel – odpowiedział zwyczajnie, jakby po prostu był z nią zaprzyjaźniony. Popatrzyła na niego nieufnie, bo taką miała naturę. Po co przyszedłeś do mojego domu? Bo nie mogę patrzeć jak marnujesz to co masz najcenniejsze, swoje życie z takim trudem odbudowane – popatrzył tymi swoimi pięknymi oczami na wskroś, jakby przez nią całą. Jakby patrzył w dal, szukając natchnienia. 

Czemu tak dziwnie patrzysz? – zapytała kobieta. Bo widzę więcej niż byś chciała mi pokazać, bo mam takie zadanie do wykonania, a twoja skrytość i udawanie mi ten obraz przesłania. Zaraz, zaraz, mów co masz mi do powiedzenia bo tracę cierpliwość i mogę być niegrzeczna – ostrzegła kobieta, a Anioł wiedział, że nie żartuje, bo już nie raz ją widział jak intruzów traktuje. Jestem tu po to byś spojrzała na swoje życie z wyższego punktu widzenia z szerszej perspektywy. Po co mam to robić? Sto razy już to przerabiałam. Nie chcę już wracać do tamtego życia...mam nowe i to mi wystarcza. Jeżeli mnie poprosisz to zadziałam w twoim życiu i nauczę cię nowego sposobu widzenia, a to pozwoli ruszyć ci w dalsza drogę w poszukiwaniu przeznaczenia – Anioł się zamyślił, a ona to wykorzystała – Idź sobie. Zostaw mnie w spokoju, już nie jeden nauczyciel duchowy chciał namącić mi w głowie. Potem długo się zbierałam po takiej „odnowie.” 

Wielu ludzi zaczęło patrzeć z tej nowej perspektywy na swoje codzienne życie – mówił dalej Anioł jakby był głuchy na jej słowa - i wiesz co? -  poczuli się inni, lepsi, szczęśliwi, wolni. Poczuli się tak jakby dodano im skrzydła. Kobieta spojrzała na Anioła zdziwiona skąd on wie jak chciała by się czuć. Ona...kobieta po przejściach, kobieta zraniona. Jak dziki zwierz zawsze czujna i do skoku gotowa. Chwileczkę!! zawołała do Anioła, który oddalał się już od niej. Proszę, pomóż mi - powiedziała cicho by go nie spłoszyć. Skoro już jesteś to powiedz mi co masz mi do powiedzenia. Archanioł Zadkiel zatrzymał się i nie patrząc na kobietę zapytał: Czy to jest twoja prośba czy mi się tylko wydaje? Stał tyłem, gotowy do wyjścia więc cóż było robić. Odpowiedziała: Proszę Archaniele Zadkielu, pokaż mi moje życie z innej perspektywy i cicho dodała – Może wtedy uwierzę w sens mego istnienia. Anioł słyszał to ciche wyznanie, ale już dłużej nie chciał spierać się z kobietą.

Poszukaj sobie spokojnego miejsca, gdzie będziesz mogła pobyć sama z sobą. Może być na łonie natury? – zapytała, bo tylko w otoczeniu roślin wolność odczuwała. Może to być cichy zakątek na łonie natury – odpowiedział Anioł ostatnimi siły, bo nawet jego jej dociekliwość już irytowała. Wykonaj kilka wdechów i wydechów i wyobraź sobie, że otacza cię powłoka z fioletowego światła. Tak abyś poczuła się bezpiecznie i pewnie. Nikt mnie tam nie dosięgnie? – znowu zapytała. Nikt – daj mi skończyć bo tracę cierpliwość. A przecież Anioł ma świętą cierpliwość, więc …Więc słuchaj dalej bo noc się skończy, a ty dalej będziesz na tej łące. 

Wyobraź sobie wszystkie więzi z ludźmi, które miałaś i mimo to, że już dawno wasze drogi się rozeszły, ty dalej nosisz je w zranionym sercu. A mówiąc dokładnie w splocie słonecznym – pokazał to miejsce na swoim ciele w dolnej części mostka. Kobieta poczuła się urażona, bo co jak co ale gdzie jest splot słoneczny dawno już wiedziała. Przywołaj teraz siłą swojego serca fioletowy płomień przemiany. Nie lękaj się jest delikatny i spala tylko to co nie służy twemu ciału. Poczuj jak ten delikatny płomień uwalnia cię od wszystkiego co negatywne. Czyń to tak długo, aż będziesz mieć wrażenie, że twoja otoczka energetyczna została oczyszczona z ciemnej substancji i aura wokół ciebie jest znów jasna i kryształowa.
Czy to wszystko – spytała kobieta. To mi pomoże zmienić moje życie? Tylko tyle? – ciągle powtarzała jak zahipnotyzowana. To aż tyle,  powiedział Archanioł Zadkiel bo wiedział, że pozornie proste zadanie jest trudniejsze niż ona ma o tym pojęcie. 

To nie wszystko – odezwał się jakiś głos z drugiego kąta pokoju. A kim ty jesteś? – ostro spytała kobieta, bo znowu podstęp widziała w tym ukrytym człowieku. Jestem Archanioł Metatron. Przychodzę by ci uświadomić w czym jest twoja siła. Kobieta wytężała wzrok ale w ciemności tylko jego czerwoną szatę ujrzała. Wzywam cię do tego byś znalazła w sobie talent do tego czego nikt jeszcze nie robił, abyś udała się tam gdzie jeszcze nikt nie chodził, abyś zaśpiewała pieśń, której jeszcze nikt nie nucił. Kobieta spojrzała na Metatrona podejrzliwie i już chciała mu powiedzieć, że nie wierzy nikomu kto jej w oczy nie patrzy, ale on uprzedził jej pytanie i powiedział, że proste jest jego zadanie: Uruchom swoją wyobraźnię i wewnętrzną kreatywność, by stworzyć plan na własne życie. I tylko tyle? - zapytała kobieta. Aż tyle -odpowiedział Archanioł. 

Wtem w pokoju zawiało chłodem, i zrobiło się dziwnie cicho. Kobieta poczuła znajome uczucie strachu i zniechęcenia. Natychmiast bezsilnie usiadła na krześle i już wiedziała, że nic się jej nie chce, że i tak się jej nie uda. Przypomniała sobie te chwile, których nie chciała pamiętać i straciła wiarę, którą dopiero dostała. Gdzie jesteście wy wielcy mistrzowie? Potraficie tylko człowiekowi zawrócić w głowie. Najpierw dajecie nadzieję, a potem zostawiacie samą na pożarcie wilkom, na stracenie. Krzyczała tak, aż tchu jej zabrakło, bo tak strasznie jej było ciężko, tak okropnie czarno. 

Krzyk jej rozdzierał serce, aż tu nagle pokój rozbłysnął pięknym jasnym światłem, a przed kobietą klęczy piękny Anioł - młoda kobieta w strojnej szacie. Jestem Ischim Sandalfon ponieważ towarzyszę ci przez całe życie przybywam przypomnieć ci o twoje sile, która mieszka w tobie. To co zobaczyłaś dzisiejszej nocy to są twoje jasne i ciemne strony. Chcę ci powiedzieć, że tylko od ciebie zależy czy tu na ziemi będziesz miała prywatne niebo, czy też prywatne piekło. To co zrobisz ze swoim życiem to twoja sprawa, tylko nie obwiniaj ciągle innych o swoje upadki. Ważne jest to co zrobisz ze swym życiem Tu i Teraz bo przez każdą decyzję jaką podejmujesz budujesz swoją przyszłość. Oznacza to, że przyjmujesz odpowiedzialność za wszystko co się w twoim życiu do tej pory działo. Każda myśl, każde słowo, każde działanie może cię przybliżyć lub oddalić od tego czego pragniesz. Wszystko jest możliwe, póki tylko żyjesz. 

Oto mój dar dla ciebie – Anioł, piękna dziewczyna podała kobiecie kulę szklaną z drobnym śniegiem – taką,  jaką kiedyś podarowała jej babcia. Taką, którą wstrząsając można ożywić. Ale ona jest pusta – powiedziała rozczarowana kobieta. Popatrz dokładnie sercem – podpowiedział Anioł. Kobieta wstrząsała, patrzyła, patrzyła i wstrząsała i nagle… fioletowe morze zobaczyła i już wiedziała, że to jest jej skryte marzenie. Skąd o tym wiedział Anioł? Przecież z nikim o tym nie rozmawiała. Rozejrzała się dookoła ale nikogo już nie widziała. Gdyby nie ta szklana kula to by myślała, że po prostu zwariowała. 

Kiedy spojrzała przez okno, jedną spadającą gwiazdkę dojrzała i szybko swoje marzenie jej podarowała. Stała przy oknie spokojna i cicha, czekała na poranek, by zobaczyć jak świta. Od pięknego wschodu, chce nowe zaczynać  bo wie, że to ona sama decyduje o tym jakie życie będzie miała.





piątek, 1 stycznia 2016

Marzenia do spełnienia (4)

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.


         Nie wiem jak ci to powiedzieć – Ewa spuściła wzrok i zastanawiała się jakich użyć słów,  żeby Adam ją dobrze zrozumiał. Adam czekał na to co powie żona, a serce waliło mu tak głośno, że miał wrażenie, iż ona go słyszy.

Mam takie marzenie, chcę mieć więcej dzieci – spojrzała na niego i zobaczyła ulgę w jego oczach. No wiesz,  zawsze możemy nad tym popracować – uśmiechnął się i podszedł do niej by ją przytulić. Obawiam się, że źle mnie zrozumiałeś.
Źle? Z kim chcesz mieć dzieci? - znowu niepewność wkradła się do jego serca. Adasiu ja chcę stworzyć Rodzinny Dom Dziecka – powiedziała to jednym tchem, żeby znowu się nie rozmyślić – Ja wiem, że to jest ogromne wyzwanie i wiele pracy, ale zobacz ile nieszczęśliwych dzieci jest na świecie...choćby ta Becia.
Ewuniu – przerwał jej mąż – i to o tym tak ciągle myślałaś? Tak. Od czasu kiedy znalazłam ten list na poczcie, no wiesz od tej dwunastolatki...
Dlaczego mi od razu o tym nie powiedziałaś? - zapytał z nutką zawodu w głosie. Sama musiałam sobie to najpierw poukładać w głowie, przepraszam...
Nie przepraszaj. Jestem szczęśliwy, że mam obok siebie tak cudowną kobietę – Adam tulił do siebie swoją żonę i dziękował Bogu, że to co ją martwiło da się rozwiązać, da się pogodzić i da się zrobić. 

Kiedy tak tulili się do siebie do gabinetu zajrzała pani Janowska, właścicielka kotki, która chyba symuluje. Kotka ciągle udaje, że jest chora, a jej właścicielka ciągle z tą samą troską chodzi z nią do weterynarza. Chrząknęła porozumiewawczo, nie chciała przeszkadzać młodym, ale skoro już weszła niegrzecznie było podglądać. Przepraszam, pukałam ale państwo nie słyszeli więc weszłam. Jeszcze raz przepraszam. Nie ma za co – odparł jak zwykle grzecznie doktor Adam Michalski najlepszy weterynarz w okolicy. Zapraszam – wskazał ręką kozetkę na którym pani Janowska postawiła swoją ogromną kotkę Bonitę.

Ewa grzecznie przeprosiła i wyszła pospiesznie z gabinetu, by nie przeszkadzać mężowi w pracy. Jest! Jest! Jest! – radośnie skierowała ręce ku niebu. Co panią tak ucieszyło? - zapytała asystentka doktora. Życie jest cudowne, prawda?Może i jest, ale ja o tym nic nie wiem – odparła żartobliwie Oliwia. 
Ewa nie wdawała się w żadne dyskusje, ponieważ wiedziała, że Oliwia jest bardzo pogodną i szczęśliwą osobą. Młoda pani weterynarz uwielbia swoją pracę i czworonożnych przyjaciół. Jest weterynarzem z powołania i to daje jej szczęście i poczucie spełnienia.

Ewa prawie biegła do domu. Radość rozpierała jej serce, w głowie miała tysiąc pomysłów. Muszą przemeblować ich ogromny dom, nareszcie się do czegoś przyda tych kilka nie używanych pokoi. Musi porozmawiać z Krysią ich gosposią bo przecież przybędzie jej obowiązków. Najważniejsza rozmowa czeka ją ze Stasiem, ale to odłoży na później jak Adam skończy pracę. Ewa chce, żeby wszyscy troje uczestniczyli przy tej rozmowie, bo wszystkich troje ona dotyczy. Staś jest jedynakiem i to dla niego będą wielkie zmiany. Nie wspomnę już o rodzicach, ale im opowie wszystko jak załatwi wszystkie niezbędne formalności. Pomyślała o mamie, przecież jest świetnym prawnikiem, może by ją poprosić o wsparcie. Jak szybko o tym pomyślała tak szybko się rozmyśliła. Mama jej nie zrozumie chyba, że stałby się jakiś cud.

Kolacja! - Ewa krzyknęła stojąc przy schodach. Idziemy! - usłyszała równie głośno.
Adam siedział już przy stole i z przyjemnością przyglądał się żonie. Takiej rozpromienionej dawno już jej nie widział. Gdyby nie wiedział o jej tajemnym planie pomyślałby, że jest przy nadziei. Jakaś radosna aura ją otaczała. Oj, jak tu pięknie pachnie – pochwaliła Becia i od razu usiadła przy suto zastawionym stole. Staś popatrzył na pięknie zastawiony stół i od razu zapytał: Czy my coś świętujemy? Czy mi się tylko wydaje? Mamy w domu gościa – powiedziała Ewa. No i mama ma do ciebie pytanie – dodał Adam. Może jednak najpierw zjemy – Ewa straciła pewność siebie, bo nie wiedziała czy to co powie synowi będzie dla niego powodem do świętowania.

No śmiało – zachęcał ją mąż. Mamo powiedz mi o co chodzi bo zaczynam się denerwować – mówił do matki nakładając sobie na talerz dużą porcję lazani. Wiesz synu wpadłam na taki pomysł... A ja to zaakceptowałem – dodał ojciec.
Chciałabym stworzyć w naszym domu Rodzinny Dom Dziecka. Co ty na to? Staś spojrzał na matkę, potem na ojca i nic nie odpowiedział.Becia przestała jeść i patrzyła na nich wszystkich swoimi wielkimi oczami. Stasiu, powiedz coś – poprosiła mama.
A co chciałabyś usłyszeć mamo? Przecież już wszystko ustaliliście z tatą. Co mam powiedzieć? Że chętnie podzielę się z mamą i tatą i oddam swój pokój. Mamo, to był twój pomysł, opowiedz mi jak sobie to wyobrażasz. Wiem, to ten list cię tak rozczulił, ten który znalazłaś niedawno i pewnie dlatego wpadłaś na taki pomysł.Nie do końca tak było. Od dawna marzyłam o tym, by nasz dom był pełen szczęśliwych dzieci, ale Bóg nas obdarzył jedynym synem i myślę, że celowo to zrobił. Bo chciał, żebyśmy pomogli innym dzieciom z którymi los obszedł się mniej łaskawie.Może masz rację – Staś zmienił ton i trochę się uspokoił.

Becia spojrzała na Stasia – Czy mogę coś powiedzieć? Chłopiec kiwnął głową. Twoja mama ma wielkie serce, bo chce dać innym dzieciom szanse na normalne dzieciństwo. Stasiu nie obraź się ale ty nie masz bladego pojęcia jak wygląda moje życie. Ciągły strach co ze mną będzie gdy moja mama gorzej się poczuje że już nie wspomnę jak kiedyś odejdzie. Bieda, która nas dotknęła nawet nie jest najgorsza, byle by tylko mama była zdrowa. Ale nie jest, a ja powinnam ją wspierać, a wiesz już nie mam siły. Nie pamiętam kiedy jadłam tak pięknie podany posiłek. Nie wiem kiedy było mi tak ciepło jak w tej chwili. Nie pamiętam by ktoś kiedykolwiek pytał mnie o zdanie, bo moja mama chociaż bardzo mnie kocha zawsze musiała wybierać lepsze rozwiązanie. Czyli kupno lekarstw czy dla mnie nowe ubranie. Przepraszam, że się wtrącam ale musiałam to powiedzieć. Jest pani cudowną osobą – zwróciła się do Ewy – A ty Stasiu masz szczęście, że możesz dorastać w tak cudownym domu – dziewczynka wstała od stołu i pobiegła do łazienki, a Ewa poszła za nią.

Co ja takiego zrobiłem? – zapytał syn ojca. Nic synu, to nie twoja wina. Twoja koleżanka ma gorszy dzień i na pewno jest tym wszystkim już zmęczona. To co ją spotkało to zbyt wiele na dziecięce barki. Nic nie zrobiłeś jesteś dobrym dzieckiem to Becia ma problem, który ją przerasta. Jedz synu, panie zaraz do nas wrócą. Jedz bo nam lazania wystygnie, a mama tak się starała. Zaczęli jeść i tak jak ojciec mówił Ewa z Becią wróciły do stołu. Dziewczyna jadła z apetytem ale już nic nie mówiła. Kolacja dobiegła końca i Ewa zaproponowała by Becia u nich została. Przygotowała jej jeden z gościnnych pokoi z samodzielną łazienką. Dla dziewczynki był to szczyt luksusu, bo nigdy jeszcze w takim pokoju nie mieszkała. Jasny dziewczęcy pokój nareszcie przydał się komuś i spełnił swoje zadanie.

Staś poszedł do swojego pokoju i już nie wracali do tego tematu. Jak myślisz zgodzi się na takie zmiany? - Ewa zapytała męża szukając w nim pociechy. Musi sobie wszystko poukładać w swojej młodej głowie. Tak go wychowaliśmy, by śmiało wygłaszać swoje zdanie. Myślę, że się zgodzi, ale...Ale musisz mieć jakiś plan B gdyby jednak nie chciał na to przystać. Kochanie nie martw się na zapas, dajmy mu trochę czasu – przytulił Ewę i poczuł taką miłość do tej kobiety jak wtedy gdy się w niej zakochał.

Joker wrócił już z nocnego obchodu. Zjadł miskę psiej karmy i poszedł na swoje posłanie.
Dom ucichł, noc nastała ale nikt z domowników nie mógł dzisiaj zasnąć. Staś rozmyślał nad tym co ma powiedzieć jutro swojej mamie. Jaką ma podjąć decyzję w tak ważnej sprawie. Z jednej strony podziwiał, ją a z innej bał się utracić przywileje jakie otrzymał w ich małej rodzinie. Wiedział jedno, że powinien zaufać rodzicom bo nigdy by nie zrobili niczego by go zranić. Obracał się z boku na bok i zasnął już zupełnie nad ranem.

Ewa i Adam długo rozmawiali jak zrealizować marzenia Ewy, jak ułożyć życie sobie z dziećmi, którym chcieli stworzyć dom. Taki normalny z tatą,  mamą i starszym bratem.
Becia prawie całą noc przepłakała. Było jej wstyd, że pomimo choroby mamy ona się cieszy, że może spać w tak pięknym pokoju z własną łazienką i telewizorem. Kiedy już zmówiła pacierz,  poprosiła Boga by jej wybaczył, że jest dzisiaj taka szczęśliwa.




poniedziałek, 28 grudnia 2015

Marzenia do spełnienia (3)

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA  cz. II

         Całe popołudnie Ewa myślała, zapisywała coś w notesie i prawie się nie odzywała.   A jak już Adam zaczął jakąś rozmowę to traciła ciągle wątek aż w końcu wymówiła się bólem głowy i zamknęła się w swoim pokoju. Adam kilka razy podchodził pod zamknięte drzwi jej pokoju, ale absolutna cisza świadczyła, że z pewnością śpi, a on nie chciał jej przeszkadzać. Potem dostał wezwanie do chorego konia i nie miał czasu dłużej się zastanawiać czym zajmuje się właśnie jego żona. 

Zapukał do pokoju Stasia. Tak? – usłyszał zza zamkniętych drzwi. Synu jadę do wezwania, będę jak będę. Nie wiem co mnie spotka na miejscu. Powiedz mamie, że jeżeli będzie to coś poważnego to zadzwonię. Dobra tato, powtórzę – Adam spojrzał na syna z niedowierzaniem – spoko nie zapomnę. Staś czytał książkę, a to czynność wyjątkowo go zajmuje, więc może nawet zapomnieć o bożym świecie, a co dopiero o przekazaniu wiadomości matce. Adam w pośpiechu wsiadał do swojego jeepa i postanowił wszystkie rodzinne dylematy właśnie dzisiaj rozwiązać. Dzisiaj zapyta swoją żonę co zaprząta jej umysł tak bardzo, że jest nieobecna duchem, chociaż jej piękne ciało jest jak najbardziej na miejscu. Nieco schudła, ale to jej tylko dodało uroku. Adam postanowił skupić się na jeździe, bo myśli związane z jego żoną zawsze sprowadzały się do tego samego, czyli zachwytu nad jej pięknym ciałem... Zaraz się upomniał i już myślami był w stajni swojego najlepszego klienta.

Ewa patrzyła jak odjeżdża. Chodziła po swoim małym gabineciku i rozważała wszystkie za i przeciw dotyczące jej nowego pomysłu, ba nawet sposobu na życie.
Dzisiaj muszę porozmawiać z Adamem, dłużej nie zamierzam męczyć się z tym sama – podjęła tę decyzję, chociaż obawiała się jak on przyjmie to co mam mu do powiedzenia.
Kiedy spojrzała na podjazd, śnieg zaczął sypać, a piękne małe płatki błyszczały w świetle ulicznej lampy jak brokat sypany wprost z nieba. Kolacja już dawno ostygła, Staś poszedł spać, a Adama jak nie było tak nie ma. Nie dzwonił i nie odbierał połączeń. Ewa już do tego przywykła, że kiedy chodzi o trudny przypadek lub życie jego podopiecznych, zapomina o tym by ją powiadomić. Skupia się na zwierzętach, które niejednokrotnie ratuje i dopiero jak sytuacja jest opanowana, dzwoni do domu.

Muszę przełożyć rozmowę na jutro – nie mam sumienia w środku nocy zaprzątać mężowi głowę trudnymi sprawami, i z tą myślą ułożyła się do snu. Zasnęła od razu, ale jakiś hałas na dole obudził ją i nieźle przestraszył. Teraz sobie przypomniała, że nie włączyła alarmu. Joker, ich wierny pies nawet nie drgnął na posłaniu, więc miała nadzieję, że to jednak jej mąż. Zeszła na dół bardzo cicho, jakby obawiała się nieproszonych gości. Adam stał tyłem do niej i przyglądał się jak pada śnieg, obok niego leżał przewrócony podnóżek z jego ulubionego fotela. Widocznie chodził po pokoju po ciemku. Podeszła bliżej, ale tym razem to on przestraszył się jej. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył ją schodzącą ze schodów. Lampy latarni oświetlały jej sylwetkę przesiewając jej cienką, nocną koszulę. Widział dokładnie jej kształtne ciało, a jego wyobraźnia zaczęła pracować na zwiększonych obrotach. Podeszła blisko i przywitała go gorącym pocałunkiem.
Ciężko było? - z troską w głosie cichutko zapytała. Tak – krótka odpowiedź musiała jej wystarczyć. Tulił ją do siebie i nie miał ochoty na rozmowę. Jestem zmęczony, opowiem ci jutro, a teraz chodźmy spać – chwycił ją za rękę i szli razem jak para nastolatków. Kiedy zamknęli drzwi do sypialni, żadne z nich nie miało ochoty na późne rozmowy.
Joker podniósł głowę ze swojego legowiska, ale zaraz ułożył się wygodnie zasnął spokojny.

Ewa właśnie parzyła sobie kawę, kiedy do kuchni wszedł zaspany Adam. Spojrzała na niego z miłością. Te same roześmiane oczy, piękne czarne włosy w nieładzie, ten sam szczery uśmiech. Ten sam od 16 lat, bo tyle są małżeństwem.
Dziękuję kochanie – pocałował ja w policzek i zabrał jej z ręki zrobioną przed chwilą kawę.
Proszę bardzo – Ewa uśmiechała się do siebie i już kolejną kawę zalewała wrzątkiem. 
Pili taka samą kawę, ona jadła dół z bułki, a on górę i tak od lat niezmiennie.
A gdzie podziewa się nasz synek? – zapytał z zainteresowaniem
Pobiegł na jakieś tajne spotkanie, tyle się dowiedziałam – powiedziała Ewa z uśmiechem. Była zadowolona, że ich syn wykazuje zainteresowanie jakąś tajemniczą koleżanką.
Skąd wiesz że chodzi o dziewczynę? - Adam zawsze słucha uważnie i lubi wiedzieć co myśli jego żona. Powiedział - muszę zapytać ją co myśli o moim pomyśle, po czym wybiegł i tyle go widziałam. Aha... to nasz jedynak stracił głowę dla jakiejś pięknej, młodej damy? No wiesz Adasiu, pewnie niejeden jeszcze raz zakocha się i przeżyje rozczarowanie, jest jeszcze młody. Moim marzeniem jest by była to młoda dama, ale nigdy nie wiadomo kogo przyprowadzi nam na obiad nasz kochany Staś.

No tak, twoja mama nie była zadowolona kiedy ja zjawiłem się u was na pierwszym obiedzie – oboje wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.  Zaraz jak to było? - Ewa pierwsza zdołała się uspokoić – Już dawno siedzieliśmy przy stole, jedliśmy właśnie drugie danie, które podała nam niezastąpiona Jadzia, kiedy przyszli rodzice. Najpierw mama zrobiła zdziwioną minę, potem ojciec spojrzał na mnie pytająco, a potem oboje uznali, że będą udawać, iż nie zapomnieli o proszonym obiedzie na którym mieli poznać przyszłego zięcia. Mama użyła wszystkich swoich umiejętności żeby prześwietlić kandydata na męża swojej jedynaczki. Biedny Adam czuł się jak na procesie na którym jego mama była oskarżycielem publicznym. Ojciec jadł spokojnie bo wiedział, że brudną robotę zrobi za niego żona, a on sam będzie grał rolę lepszego z rodziców.

Ewuniu, dziękuję Ci – Adam wstał od stołu i jednym ruchem podniósł żonę z krzesła i już niósł ją w stronę sypialni, kiedy drzwi wejściowe ich domu się otworzyły, a w progu stał Staś, a obok niego chuda dziewczyna, mniej więcej jego wzrostu. Była taka drobna, że na jej twarzy były widoczne tylko ogromne oczy, piękne, czarne i takie nieufne. Adam postawił Ewę natychmiast na podłodze, a niczym nie skrępowany Staś powiedział do dziewczyny: To są moi rodzice, a to Becia, moja koleżanka. Po czym zwrócił się do owej Beci - Oni są całkiem normalni – wskazał na nas - tylko trochę zwariowani na swoim punkcie. Becia spojrzała na nas i przemówiła cichym głosem – Ja przepraszam państwa za najście ale Staś się uparł i dla tego jestem tu nie proszona...spuściła oczy i cała spłonęła. A jednak dama – Adam szepnął do ucha Ewy i oboje ciepło się do Beci uśmiechnęli.
To my pójdziemy do mnie – powiedział Staś i już nakładał dwa duże kawałki babki na talerzyki i machnął na Becię, która stała jak wryta. No, to po romantycznym poranku – Adam szepnął do ucha swojej ślicznej żony. Będę u siebie – wyszedł do gabinetu zabierając zimną już kawę. Ewa poszła do swojego pokoju, żeby sprawdzić coś na internecie, czeka ją ważna rozmowa i chce się dobrze przygotować.

Mamo – Staś zajrzał do pokoju Ewy. Słucham synu – spokojnie zapytała by go nie spłoszyć.
Czy Becia może zostać z nami na święta – Ewa spojrzała na syna jakby nie rozumiała jego słów. Jak to na święta? A jej rodzice się na to zgodzą? Jej rodzice, a właściwie mama nie ma nic przeciwko temu, chyba... bo jest w szpitalu – Staś spuścił głowę jakby nie chciał patrzeć jej w oczy. Jak to w szpitalu? - wyrwało się jej to niedorzeczne pytanie. Normalnie, jest ciężko chora, ma raka. Becia miała spędzić święta z babcią ale musiałaby pojechać na drugi koniec Polski, a nie chce rozstawać się z mamą. Mamo proszę – Staś naprawdę przejął się sytuacją swojej koleżanki. Ewa bardzo chciała mu pomóc, ale musiała spytać o zdanie Adama i postanowiła wykorzystać tę sytuację by porozmawiać z Adamem o swoim problemie. Jutro wigilia więc musi to zrobić dzisiaj. Jutro jeszcze będzie miała przeprawę z rodzicami, ale to już niewielki problem. Dobrze Stasiu, twoja koleżanka może u nas zostać. Staś z radości o mało nie fiknął koziołka. – Ale pod warunkiem, że ojciec się zgodzi – dokończyła zdanie.
To lecę powiedzieć Beci, że może u nas zostać – zamknął drzwi za sobą i tyle go widziała. Ewę rozbawiła ta sytuacja, bo było jasne, że Staś wiedział, że jego ojciec zgodzi się na wszystko czego chce jego żona.

No, czas na najtrudniejszą rozmowę w ich małżeńskim życiu. Poszła wprost do jego gabinetu, na szczęście nikogo nie było w poczekalni. Zapukała.
Proszę – usłyszała miły głos swojego męża. Weszła a on nie podnosząc głowy znad dokumentów zapytał – Czym mogę służyć? Spojrzał na nią i już wiedział że ta rozmowa, której się tak bał, właśnie teraz się odbędzie.
Co się stało Ewuniu – zaraz odłożył to czym był zajęty – Co się stało? – powtórzył, a Ewa postanowiła już dłużej nie odwlekać tego, o czym chciała rozmawiać z mężem...
                                                                                                                                    
                                                                                                                                          c.d.n.
 

niedziela, 20 grudnia 2015

Marzenia do spełnienia (2)

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.

         Ewa kolejny raz czytała list, który dzisiaj znalazła. Adam spojrzał na nią zza swojej gazety i nie mógł uwierzyć, że jego żona tak bardzo przejęła się losem tej nastoletniej dziewczynki. Może to magia świąt spowodowała, że stała się taka wrażliwa?

Ewa jest jedynaczką i zawsze po cichu cierpiała z tego powodu. Dobrze, że Adam pochodzi z wieloletniej rodziny, ma szóstkę rodzeństwa. Chociaż na co dzień są dość daleko od siebie, zawsze w razie potrzeby mogą na siebie liczyć, a opiekę na starszymi już rodzicami rozdzielili między siebie. Ewa najmniej się nimi zajmuje, ale jeżeli już jest w Grabówce to chętnie odciąża starszą siostrę Adama i pomaga w małym gospodarstwie teściów. Teraz chodzi jej pewien pomysł po głowie ale na razie musi dobrze sobie to wszystko przemyśleć.

Adam przygląda się żonie i zastanawia się czy ona jest szczęśliwa. Ma wszystko czego można chcieć, a ciągle jest jakaś smutna czy zamyślona. Mają duży dom, ukochanego synka Stasia, dużą przychodnię weterynaryjną, która przynosi znaczące dochody. Ewa nie pracuje i zajmuje się ich rodziną bardzo troskliwie. Ma gosposię do pomocy i ogrodnika. Psa, kota i konie, którymi zajmuje się z pasją. Szkółka jazdy konnej stała się dla Ewy hobby, a nie pracą na cały etat. Otacza ją grono przyjaciół, a mimo to ma smutek w oczach. Adam widzi to doskonale ale boi się zapytać żony o powód jej smutku. Kocha ją bardzo i sama myśl, że czegoś jej brakuje przyprawia go o ból głowy. 

Ewa jest piękną, młodą kobietą.  24 grudnia skończy 37 lat. Urodziła się w samą wigilię i jest największym skarbem swoich rodziców, no i Adama. Każdego roku jego teściowie przyjeżdżają do nich na święta, bo nikogo więcej na świecie nie maja, oprócz swojej jedynaczki. Kochają Ewę miłością bezwarunkową, ale każdego roku, kiedy się spotykają na wigilię zasmucają swoją ukochaną córk, dając jej do zrozumienia, że jej małżeństwo to po prostu mezalians. Kochają bardzo Stasia i są spełnieni jako dziadkowie. Ewa natomiast chciałaby by Staś miał rodzeństwo. Adam też chciałby mieć więcej dzieci, ale nie jest to dla niego tak istotne jak dla jego żony. Starają się od dziesięciu lat o kolejnego potomka. Chociaż nie ma żadnych medycznych przeszkód by to ich marzenie spełniło się, to jednak Ewa nie może zajść w ciążę. Dzisiaj zapytam Ewunię o powód tego smutku, który nosi w sercu...może to zrobię – pomyślał Adam i wrócił do swojej lektury, bo nie wiedział do końca czy jest na tą rozmowę już gotowy. 

Może ten list to znak od Boga, że mam zacząć wdrażać w życie swoje największe marzenie – pomyślała Ewa, kolejny raz czytając list, który dzisiaj znalazła obok poczty. Staś jest już dużym chłopcem i na pewno mnie zrozumie, a Adam, no cóż - kocha mnie bardzo i na pewno zrobi wszystko bym mogła się spełniać jako matka i kobieta.
Ewa od zawsze, to znaczy od dzieciństwa wiedziała, że jej rodzina będzie duża. Kiedy poznała Adama zakochała się w nim i jego wielkiej rodzinie. Przyczepiła się do nich jak rzep do psiego ogona. Ciągle pomagała jego siostrom przy dzieciach, co było dla nich niezrozumiałe i uznały, że chce w ten sposób skraść serce ich najmłodszego brata. Mieszkali jeszcze wtedy blisko siebie bo Ewa i Adam studiowali w Rzeszowie. Ona na pedagogice specjalnej, a on na weterynarii. Każdą wolną chwilę spędzali w domu jego kolejnej siostry, a na każdy wolny weekend wyjeżdżali do Grabówki do jego rodziców. Kiedy na trzecim roku zaszła w ciążę była najszczęśliwsza na świecie. Adam przestraszył się trochę, że nie sprosta wymaganiom narzeczonej, która pochodziła z zamożnego domu. Postanowił sobie wtedy, że zrobi wszystko by zapewnić jej dom na jaki zasługuje i jak na razie słowa dotrzymał.

Ewa pierwszy raz poczuła magię świąt Bożego Narodzenia, kiedy zaraz po ślubie pojechali do Grabówki, a tam cała liczna rodzina Adam przyjęła ją do swojego grona. I gdyby nie pretensje jej rodziców, że zostali na święta sami, chętnie by spędzała każde święta ze swoją nową, liczną rodziną w małym domku rodziców Adama, wypełnionym miłością do granic możliwości. Mama Adama zaproponowała by jej rodzice spędzili święta z nim, ale rodzice Ewy nie mogli sobie wyobrazić świąt poza swoim nienagannym i pięknym domem. Ojciec znany krakowski architekt i mama wzięta prawniczka, ciągle pracowali, a dom prowadziła gosposia, cudowna ciocia Józia. Ewa bardziej pamięta ją z dzieciństwa niż swoich własnych rodziców. 

Rodzice kochają ją ogromnie ale przy byle okazji nie omieszkają przypominać Ewie jak bardzo ich rozczarowała. Najpierw wyborem kierunku studiów, a potem wyborem partnera życiowego. Chociaż Adam jest ich legalnym zięciem, nigdy nie mówili o nim nasz zięć tylko partner życiowy naszej córki. Przyjeżdżali do nich tylko na święta, chociaż bardzo tęsknili za Stasiem, który stał się oczkiem w głowie swoich dziadków. Każde wakacje letnie czy zimowe chociaż w części ich syn spędza z rodzicami Ewy na różnych egzotycznych wycieczkach. Staś ma talent plastyczny po Adamie, ale ojciec Ewy uznał, że to to jego geny odziedziczył i teraz gdy Staś myśli już o tym co chciałby robić w dorosłym życiu, jego dziadek Marek przekonuje go do zawodu architekta. Babcia Weronika natomiast wmawia wnukowi, że ma zadatki na dobrego adwokata. Ewa wybierając swój zawód zawiodła matkę i duża kancelaria prawnicza czeka tylko na wnuka jako wspólnika, a potem spadkobiercę ogromnej fortuny rodziny Michałowskich. Staś jest jednak nieodrodnym synem swoich rodziców i na razie wykazuje zamiłowanie do przyrody, zwierząt i rysunku ołówkiem.

Ewa tęskni za rodzicami i cieszy się na ich przyjazd, ale też martwi się jak to zrobić by wilk był syty i owca cała. Chociaż trzeba przyznać, że i rodzice i jej mąż byli dla siebie mili i nie wchodzili w żadne konfliktowe rozmowy ani sytuacje. Daleko było do idylli rodzinnej, ale wypracowany przez nich system był do przyjęcia. Najszczęśliwszy był zawsze Staś kochany i rozpieszczany przez dziadków i rodziców.

Rodzice przyjadą dopiero za dwa dni więc dzisiaj Ewa może oddać się swoim marzeniom. Właśnie układa sobie plan działania bo o tym, że to już odpowiedni czas na realizację swoich marzeń wie od momentu kiedy znalazła ten niezwykły list...

                                                                                                                                         c.d.n.