niedziela, 8 maja 2016

Anielska Terapia (fragment II )

         Ubrałam piżamkę w moim pingwinem. W tym momencie przypomniałam sobie o nieodpakowanym prezencie od Adama, który do tej pory leży na komodzie. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na ten pięknie opakowany prezent ze strachem, jakbym miała zaraz otworzyć Puszkę Pandory.

No, dobra. Po co ten strach – powiedziałam do siebie by dodać sobie otuchy. Ostrożnie zdjęłam opakowanie i moim oczom ukazało się piękne pudełeczko w którym zwykle chowa się biżuterię. A więc miałam rację - drogi i na pewno gustowny prezent jest w tym pudełeczku. Dlaczego więc go nie potrafię otworzyć? Alicja nie bądź tchórzem – powiedziałam do siebie i otworzyłam...

Moje oczy ujrzały najpiękniejszy klejnot jaki można sobie wymarzyć. Motyl z białego złota z wieloma pięknymi brylancikami na delikatnych skrzydełkach. To nie był taki zwykły motyl. Widziałam go w Paryżu podczas naszej podróży poślubnej. Zachwycił mnie wtedy i pamiętam jak Adam złożył mi obietnicę: „Dobrze go zapamiętaj, kupię Ci go kochanie jak już będzie nas na to stać, bo jesteś tego warta”. Byliśmy biedni jak myszy kościelne, a wszystko co mieliśmy to siebie wzajemnie i naszą miłość. Podróż zafundowali nam jego rodzice. Adam nie chciał przyjąć tego prezentu, bo źle mu się układało z ojcem. Przyjął go tylko dlatego, że ja chciałam tam bardzo pojechać. Mieszkaliśmy w małym romantycznym hoteliku i kochaliśmy się jak wariaci. 

Wzięłam do ręki to cudo i nie mogłam uwierzyć, że on o tym przyrzeczeniu pamiętał. Na dnie tego pudełeczka znalazłam list, krótki ale słowa trafiły prosto w moje serce i zadały mi ból, którego się nie spodziewałam.
„Ja dotrzymałem słowa, lecz Ty o swoim przyrzeczeniu chyba zapomniałaś. Wiem, że nie wszystko mam się udało ale wierzę w to, że jeżeli dasz nam szansę odnajdziemy drogę do naszego szczęścia. Proszę zrób to dla nas. Przecież się wtedy tak bardzo kochaliśmy”.

Płakałam już na dobre kiedy przypomniałam sobie co mu wtedy powiedziałam przed tym ekskluzywnym sklepem jubilerskim: „Kocham Cię biednego i będę kochać bogatego. Wierzę w Ciebie i wiem, że kiedyś kupisz mi tego motyla, a ja cierpliwie na to poczekam, bo moja miłość jest tak wielka jak ten cenny klejnot”.

Boże dlaczego on mi to robi – załkałam do poduszki. Co się z nami stało, dlaczego ja muszę przez to znowu przechodzić.
Skulona zasnęłam z broszką w ręku. Śnił mi się Paryż tamtego lata. Śniło mi się miasto, pełne obcych ludzi. Bardzo chciałam nas tam zobaczyć, ale nic z tego.

Kiedy rano obudziłam się obolała z podkrążonymi oczami poczułam, że muszę coś zrobić z tym chaosem w moim życiu.  






































   



                    

sobota, 2 kwietnia 2016

Anielska Terapia (fragment)

Kiedy Marianna zobaczyła w holu Paulinę i Tymoteusza od razu wiedziała, że będą kłopoty. Jednak nigdy, przenigdy nie przypuszczała, jak to co od nich usłyszy, zmieni jej życie.

Co się stało – prawie krzyknęła z nadmiaru emocji, których dzisiaj doświadczyła.
Ja nie mam z tym nic wspólnego, to był jego pomysł – przestraszona Paulina na wszelki wypadek zaczęła się usprawiedliwiać. Daj spokój, przerwał jej Tymoteusz. Sprawa jest nie cierpiąca zwłoki więc jesteśmy. Marianna rozglądała się za wygodnym miejscem by mogli spokojnie porozmawiać. Z pomocą przyszła jej Beata. Zapraszam na kolację, kuchnia jest jeszcze czynna. Państwo zostawią dowody osobiste, a ja w tym czasie was zamelduje. Jest jeszcze na szczęście jeden wolny apartament, mogę państwu zaproponować zniżkę i...

Paulina przerwała jej w połowie zdania – Ja proszę dwa oddzielne pokoje.
Ale ja nie dysponuję dwoma wolnymi pokojami – tłumaczyła się recepcjonistka.
Nie bądź dzieckiem – przerwała jej szefowa. Proszę o ten apartament, a my pójdziemy do restauracji  Pomimo to, że Paulina nie miała ochoty nocować z kolegą, musiała się na to zgodzić. Jest noc i żadnego hotelu w pobliżu. Mus to mus. Nie chodziło o to, że Tymoteusz jest dla niej uciążliwym sublokatorem, a wręcz przeciwnie. Bała się ulec jego niewątpliwemu urokowi. No ale jeżeli sama szefowa nie widzi w tym nic niestosownego to pozostało jej się na to wspólne mieszkanie zgodzić.

Kiedy załatwili niezbędne formalności, Marianna zaprosiła ich do restauracji.
Usiedli w spokojnym miejscu, z dala od nielicznych gości restauracji. Marianna zamówiła kolację dla tych dwojga i czekała na złe wiadomości. Oboje jedli wolno w milczeniu, a ona piła smaczną, zieloną herbatę z dodatkiem domowego soku malinowego. Słodka rozkosz i wspomnienie lata jakoś uspokoiło jej zmysły. Była gotowa na hiobowe wieści.
Tymoteusz uspokoił Paulinę informując ją,  że to on wszystko wyjaśni. Przyjęła jego deklarację z wielką ulgą.

Czuję się w obowiązku poinformować panią – przerwała mu w połowie zdania – daj spokój z tą panią czy szefową. Jesteśmy tu nieoficjalnie i oboje poza pracą zwracajcie się do mnie po imieniu. Kiwnął głową na znak zgody i kontynuował – Powiem to wprost: twój mąż ma zamiar sprzedać waszą firmę i uprzedzam twoje pytanie, mam na to niezbite dowody. Marianna siedziała jakiś czas w osłupieniu, potem poprosiła owe dowody i nadal nic nie mówiąc, przeczytała z należytą uwagą papiery przygotowane dla niej przez prawnika. Paulina znowu truchlała ze strachu,  natomiast Tymoteusz wydawał się być z siebie zadowolony. Przejrzała te dokumenty jeszcze raz i uświadomiła sobie, że to jest możliwe, a nawet wysoce prawdopodobne. Może stracić swoją firmę.

Kiedy zakładaliśmy firmę – Matylda poczuła potrzebę wygadania się, co się u niej raczej rzadko zdarzało -   uznaliśmy wspólnie, że każde z nas może dokonać zakupów i sprzedaży składając swój podpis na dokumencie. Drugi podpis nie jest konieczny nawet w przypadku likwidacji firmy czy konta służbowego lub osobistego. Byliśmy zakochani, młodzi i ufaliśmy sobie bez granic,  a ten absurdalny zapis miał być tego dowodem. Przez tyle lat nie przyszło mi do głowy by ten zapis zmienić. Wszystkiego bym się mogła spodziewać po moim mężu ale nie tego, że mógłby mnie pozbawić czegoś, co zbudowałam od podstaw i kochałam nade wszystko. Moja firma, była moim dzieckiem. Ja ją stworzyłam i ja o nią dbałam.
Ogarnęła ją wściekłość, wręcz furia. Gdyby nie była w miejscu publicznym pewnie klęłaby jak szewc. Jutro rano wracamy do domu. Ja mu tego nie daruję!  Puszczę go z torbami, ukatrupię drania jak będzie taka potrzeba. Takiej zdrady to nawet ja bym się nie spodziewała. No, głupia ze mnie baba, głupia jak but. Jak można być taką głupią, zaślepioną babą. No tak, pycha mnie zaślepiła, moje EGO mnie zgubiło. Myślałam że świat do mnie należy…

Przepraszam, że się wtrącam ale ja myślę, że pani... to znaczy -  ty, jesteś mądrą kobietą, którą niestety przechytrzył facet – Paulina zabrała głos i zupełnie zaskoczyła szefową jak i Tymoteusza – ja coś o tym wiem. Spuściła oczy i spłonęła rumieńcem.
Przepraszam że się wtrącam – kontynuowała -  ale mnie tak załatwił mój partner życiowy, że zostałam bez domu, samochodu i z ratą kredytu, która pochłaniała połowę moich dochodów. A zarabiam całkiem okrągłą sumkę. Niby uchodzę za bystrą i twardą kobietę, a dałam się podejść jak dziecko. Teraz mieszkam u rodziców, a z facetów wyleczyłam się chyba na całe życie. Przepraszam, że ci przerwałam, ale złość mnie taka ogarnęła – Paulina na te wspomnienia oblała się rumieńcem. Ja sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Z całym szacunkiem do twojego męża, ale myślałam, że on jest chodzącą uczciwością i kocha cię ponad wszystko, a wyszedł na pospolitego dupka. Żeby nie było - jak się okaże, że to jest nieprawda z przyjemnością wszystko odszczekam. Ja się jeszcze tak nigdy nie pomyliłam, pomijając mojego byłego faceta. Miłość jest jednak ślepa – spuentowała Paulina.
Tymoteusz tak patrzył na Paulinę, jakby w tej chwili zakochał się w niej na zabój, ale ona w ogóle tego nie dostrzegła. Nie uszło to jednak bystremu oku Marianny. Normalnie wściekłaby się na nich, ale ku swojemu zdziwieniu ucieszyła się z faktu, że tych dwoje mogłoby tworzyć parę.

Może ja już nie potrafię kochać? Może Karol poczuł się niekochany?  Może poznał kogoś, kto namieszał mu w głowie? – pomyślała, ale zaraz potem powiedziała sama do siebie – Boże, co ja robię? Oczyszczam go z zarzutów, tak jak robią to matki, które usprawiedliwiają swoje zdemoralizowane dziecko przed wymiarem sprawiedliwości!
Kończcie to biesiadowanie bo muszę się napić – złożyła dokumenty, zamknęła teczkę i wstała nie czekając, aż oni skończą jeść. Żadne z nich nie miało jednak ochoty na jedzenie więc chętnie wstali od stołu.
Przeszli do baru z zamiarem upicia się, bo na trzeźwo żadne z nich tego nie mogło ogarnąć. Ale nawet alkohol im nie smakował i wypiwszy po jednym drinku udali się do swoich pokoi. Pożegnali się krótkim dobranoc i obietnicą, że jutro wymyślą coś, co uniemożliwi Karolowi sfinalizowanie swojego potajemnego planu.

Marianna miotała się po swoim pokoju, nie miała jednak pojęcia co ma zrobić. Chciała wierzyć w to, że Karol jej nie oszukał, chciała cofnąć czas, chciała poczuć się jak niespełna tydzień temu. Wtedy jeszcze panowała nad sytuacją. Nigdy w  życiu nie wpadłaby na taki pomysł jak jej mąż. Chociaż w tajemnicy przed Karolem odkładała fundusze na tak zwaną czarną godzinę. Trochę się tego uzbierało, a Marianna zastanawiała się czy właśnie nie nadszedł ten czas, kiedy będzie musiała skorzystać z tego funduszu na czarną godzinę. Pieniądze odkładała, bo bała się widma bankructwa. Były więc na ewentualne potrzeby firmy, a teraz wykorzysta je by zapewnić sobie odpowiedni poziom dobrobytu do którego zdążyła już przywyknąć. Usiadła na krześle zupełnie wyczerpana i nagle ogarnął ją spokój. Oparła wygodnie głowę o wysokie oparcie, zamknęła oczy, położyła dłonie na kolanach i oddała się medytacji. Najpierw myśli szalały w jej głowie, ale ona niczego nie wymuszała. Niech płyną, mówiła do siebie i myśli płynęły. 

Całe życie przewijało się jej przed oczami. Nagle znalazła się na łące pełnej kwiatów, a obok niej biegł pies rasy Labrador, a ona bosymi stopami stąpała po rosie. Dosłownie czuła mokrą trawę i ciepłe poranne słońce. Spokój jaki ją ogarnął był nieziemski, taki jakiego nigdy jeszcze nie doznała. Szła łąką blisko lasu,  pies biegł przed nią. Wtem skierował się w stronę domu, który zobaczyła na skraju polany. Był to dom z bali, taki jaki budują górale. Ona sama się zatrzymała ale pies wracał po nią i znowu biegł naprzód w stronę domu. Im była bliżej domu tym wyraźniej widziała ludzi, którzy na nią czekali. Rozpoznała syna, który machał do niej przyjaźnie i drugiego mężczyznę, którego żadną miarą nie potrafiła rozpoznać. Jego postać zlewała się jakby była we mgle...

Nagle ocknęła się z tego letargu cała zdrętwiała i zmarznięta, była czwarta nad ranem. Położyła się do wygodnego łóżka by trochę się rozgrzać i odpłynęła w sen bez snu. Kiedy budzik zadzwonił była nieprzytomna. Spojrzała z niedowierzaniem na zegarek. Zwlekła się z posłania i udała się do łazienki. W lustrze zobaczyła zmęczoną kobietę w dojrzałym wieku. Oczy podkrążone, cera blada i włosy w takim nieładzie, jakby całą noc rzucała się w łóżku z boku na bok. Kobieto ogarnij się – powiedziała do siebie, a w zasadzie do swojego odbicia w lustrze. Ja ci jeszcze pokażę gdzie raki zimują, ty niewierny palancie! I ta myśl dodała jej energii do działania. Plan na dzisiaj to: zebrać się na medytację, a potem przetrwać dzień tak by nikt poza Patrycją i Tymoteuszem nie zorientował się, że ona ma poważne kłopoty. Takie wyzwania już pokonywała nie raz, więc i teraz sobie poradzi. W nowym dresie, odświeżona, pachnąca, ze sztucznym uśmiechem, który przykleiła sobie do twarzy, udała się na poranną medytację w ciszy.

Była pierwsza i w sali zastała tylko Alicję. Dzień dobry -  powiedziała zbyt euforycznie
Dzień dobry – padła odpowiedź, a wnikliwe spojrzenie jej mistrzyni aż ją zmroziło.
Chciałabyś pogadać – zapytała Alicja, tak jakoś zwyczajnie, bez narzucania się. Nie, dziękuję – padła odpowiedź, ale Marianna musiała się pilnować by nie powiedzieć ani jednego słowa za dużo. Usiadła na swoim miejscu w pierwszym rzędzie na rozłożonej już macie. Na szczęście zaczęli dochodzić inni kursanci i zrobiło się w miarę gwarno. Ponieważ Marianna nie wdawała się dotąd w dyskusję z innymi uczestnikami Anielskiej terapii więc nikt nie zaczepiał jej i nie pytał jak się czuje. Sama nie wiedziała czy się z tego powodu cieszyć czy wręcz przeciwnie. Poczuła się taka samotna wśród tylu ludzi.

Dana wśliznęła się do sali i tak jak zwykle ułożyła się na macie w ostatnim rzędzie. Zobaczyła Mariannę siedząca na swojej macie i poczuła strach, że będzie musiała wytłumaczyć się przyjaciółce z wczorajszego pijackiego wieczoru. Teraz zamknęła oczy i natychmiast odpłynęła w błogi sen. Basia i Wiesiek usiedli na swoich matach. On zadowolony, że przetrwał długi tydzień medytacji, a ona wyciszona i gotowa na dalsze wyzwania. Łucja wypatrywała Zuzy i tak się usadowiła ze swoją matą by ją do siebie przywołać. Na wszelki wypadek postanowiła trzymać się blisko tej młodej zagubionej dziewczyny. Zofia siedziała obok Łukasza i z uśmiechem na twarzy słuchała jego kolejnego dowcipu. Stali się nie rozłączni i wszyscy razem z nimi samymi już to zaakceptowali. 

Jakub z upodobaniem siadał koło Joanny. Ją to trochę peszyło, bo przecież jest mężatką z dwójką dzieci więc co może od niej chcieć ten interesujący mężczyzna. Postanowiła, że dzisiaj z nim o tym porozmawia, tak na wszelki wypadek gdyby on miał jednak jakieś plany względem jej osoby. Wiola i Arleta wypatrywały Zuzy lecz z zupełnie innych powodów niż Łucja. Po prostu postanowiły trzymać się od niej z daleka, bo nowa koleżanka wyraźnie do nich nie pasowała. Jakaś taka pokręcona jest - tak wyraziła się o niej Wiola. One dwie już dawno wytyczyły sobie cel, a tutaj miały nadzieję wprowadzić go w życie. Każda z nich miała nadzieję znaleźć receptę na lepsze życie. W ostateczności dowiedzieć się jak to zrobić by takie przyciągnąć do siebie. Obie ciężko pracowały na swoje utrzymanie i obie mogły od zawsze na sobie polegać. Kiedy zaraz po maturze wyjechały do Holandii do pracy były pełne energii i chęci do działania. Miało to być zajęcie na parę miesięcy a zrobiło się na parę lat. Były jeszcze młode i piękne ale ciężka praca i przygodni partnerzy już je nie interesowały. Obie chciały się ustatkować. Lecz chcieć, a móc -  to dwie różne sprawy. Na razie jednak były rozczarowane tym leżeniem i nic nie robieniem. Interesujących mężczyzn jest tu jak na lekarstwo, a jak są, to z reguły już zajęci. Nie mają nic lepszego do roboty wylegują się już tydzień na matach. 

Wiola wypoczęła i już się rwie do pracy, Arleta jest od wczoraj zauroczona młodym mężczyzną, którego na jeden moment zobaczyła w recepcji. Jeszcze o tym nie rozmawiała z przyjaciółką, ale nie może zapomnieć o tym zjawiskowym facecie. Ciemna karnacja, ciemne oczy i budowa siłacza. Arleta lubi takich mężczyzn o posturze niedźwiedzia, a raczej misia. Sama jest szczupła i niewysoka. Niedawno przefarbowała włosy na kruczoczarny bo znudziły ją już żarty na temat blondynek. Jest mistrzynią makijażu i właścicielką cudownego uśmiechu. Wiola jest wysoka i szczupła są więc zupełnie różne i to je może zbliżyło do siebie, ta odmienność. Arleta prostolinijna, bezpośrednia i szczera do bólu. Wiola skryta, o ciętym języku, wychwytuje w lot podstęp i niecne zamiary. Ciągle ostrzega przyjaciółkę przed całym złem tego świata. Obie są bardzo ładne, ale Arleta ma więcej uroku osobistego i seksapilu. Wiola jest mocno stąpająca po ziemi. Teraz obie grzecznie leżą na swoich matach i czekają na sygnał do medytacji. Zuza wpadła do sali jako ostatnia. Rozejrzała się bo miała nadzieję położyć się obok nowo poznanych koleżanek. Ale Łucja machała już do niej zapraszająco więc nie wypadało jej odmówić. Usiadła obok niej, dziękując za rozłożenie maty. Tak naprawdę to nadgorliwość niektórych osób naprawdę ją denerwowała, ale jak zwykle nie dała tego po sobie poznać.

Proszę przyjąć dogodną pozycję do medytacji i wsłuchać się w bicie swojego serca – powiedziała Alicja siadając w pozycji lotosu. Uruchomiła pilotem odtwarzacz z muzyką relaksacyjną i nim zamknęła oczy zauważyła, że większość osób siedzi w wygodnej pozycji. Tylko nieliczni leżą. Zamknęła oczy jako ostatnia, bo prawie wszyscy zrobili to tuż przed tym jak włączyła muzykę. Alicja ucieszyła się bo to by oznaczało, że prawie wszyscy wypracowali już w sobie odpowiednie nawyki.
Marianna poczuła ulgę jak tylko zamknęła oczy. Znowu znalazła się na ukwieconej łące w jakimś nieznanym ale cudownym miejscu. Zobaczyła ten dom i ludzi, którzy przed nim stali. Tym razem poczuła że zna już przesłanie, które niesie ze sobą ten przekaz. Rozpocznie nowe lepsze życie. Poszuka swojego miejsca na ziemi. Może Karol zrobił jej po prostu przysługę?

Kiedy o nim pomyślała cała złość jaką do niego czuła po prostu zniknęła. Jestem wolna...o mało nie wyrwało się jej z piersi. Jestem wolna…cichutko powtórzyła. Kiedy muzyka ucichła,  Marianna otworzyła oczy, uśmiechnęła się do siebie, wstała i podeszła do Alicji.
Dziękuję za wszystko – powiedziała na tyle głośno, by inni to usłyszeli. Po czym wyszła z sali nie czekając na jej odpowiedź. Alicja poczuła radość, bo czegoś takiego nie spodziewała się po Mariannie. Reszta osób zaczęła bić brawa w dowód uznania i to dla Alicji było najcudowniejsze uczucie. Radość z tego, że jej praca nie poszła na marne. Pomogła właśnie jednej osobie, a to jest bezcenne doświadczenie.



  


                                                 


wtorek, 22 marca 2016

Przesłanie Archanioła Jofiela

Na stryszku było całkiem przyjemnie, cicho i spokojnie. Krysia schowała się tam przed Olkiem,  swoim starszym bratem z którym bawiła się w chowanego.
Kucnęła za skrzynią i wpatrzyła się w światło bijące z dachowego okna. Miliony drobnych pyłków zjeżdżało po strumyku światła jak po zjeżdżalni w Aquaparku. Krysia przyglądała się im w zachwycie. Na dole słyszała nawoływanie starszego brata. Olek nie na żarty się przestraszył bo zbyt długo nie mógł znaleźć siostry. Dziewczynka miała właśnie opuścić kryjówkę, kiedy jej uwagę przykuł barwny motyl.

Witaj motylku – szepnęła dziewczynka.
Witaj Krysiu – odpowiedział motyl.
Skąd znasz moje imię? - zapytała mała mądrala. Właśnie się zastanawiała czy może rozmawiać z obcym, mama ją przed tym ostrzegała. Ale motylek był taki miły, kolorowy i taki maleńki.
Znam wszystkich domowników – odparł motylek.
A jak masz na imię? – zapytała.
Pastelek – odparł motylek
Ślicznie – zachwyciła się Krysia.
Co robisz na strychu i dlaczego nie latasz w ogrodzie, albo łące wśród kwiatów?.
Strzegę skarbów ukrytych w tych skrzyniach - odparł motyl.
Dziewczynka z zainteresowaniem słuchała motylka i całkiem zapomniała o tym, że zbyt długo przebywała na strychu.
Jeżeli zechcesz - pokażę ci te skarby, tylko innym razem. Teraz wróć do swojej mamy. Kiedy przyjdziesz tu jutro pokażę ci coś cennego, ukrytego od lat w tych pięknych skrzyniach.

Dziewczynka posłusznie zeszła na dół i opowiedziała mamie gdzie była i co zobaczyła. Mama wysłuchała opowiadanie małej córeczki o motylku na strychu i skarbach schowanych w tajemniczych skrzyniach. Pomyślała z pobłażaniem, że dziewczynka ma bujną wyobraźnię, ale żeby nie robić przykrości dziecku wysłuchała opowiadania do końca.
Jutro pójdziemy razem na stryszek i zrobimy tam porządek – powiedziała mama ku radości swojej małej córeczki.
To będzie moje królestwo – klasnęła dziewczynka w malutkie dłonie i z wrażenia nie mogła zasnąć w swoim łóżeczku. Ciągle myślała o małym Pastelku i jego tajemniczym świecie na małym stryszku. 
Cześć siostra – Olek zajrzał do niej kiedy już zasypiała – więcej mnie nie strasz i nie chowaj się na tak długo.
Dobrze – szepnęła i zamknęła oczy. Nie powiem mu o motylku.To będzie moja dziewczęca tajemnica.

Rano zaopatrzone w miotełkę do kurzu, wiaderko z wodą i inne potrzebne rzeczy  do sprzątania poszły z mamą na stryszek, ale nie było tam Pastelka. Mama ułożyła pod jedną ścianą pudełka, kuferki i pudła na kapelusze. Wyjęła z głębi strychu stojące lustro, maleńki stolik i trzy krzesełka na biegunach na wypadek gdyby Krysia zaprosiła gości. Umyła dwa małe okienka przez które światło słoneczne dostało się do małego stryszku i zrobiło się tam całkiem przytulnie. Kiedy podłoga została umyta, a skrzynie odkurzone, porządek zapanował na stryszku. Mama wróciła do swoich obowiązków, a Krysia usiadła w bujanym fotelu w oczekiwaniu na motylka. Zasnęła znużona, a kiedy się obudziła na drugim krzesełku bujała się piękna mała dziewczynka, która miała skrzydełka jak u motylka. Pastylek siedział na oparciu krzesła i patrzył w czujne oczy Krysi. Nic się nie martw. To jest twój Anioł Stróż, tak jak ty, mała dziewczynka. Możesz się z nią bawić i rozmawiać, pytać się o wszystko i radzić się w każdej sprawie.
Ale ja jej nie znam – szepnęła Krystynka tak wprost w uszko małego motylka.
Nie bój się to jest twoja najwierniejsza przyjaciółka i najlepszy twój towarzysz zabaw.
Mam na imię Anioł – przedstawiła się grzecznie i lekkim dygnięciem pokazała, że jest dobrze wychowana.
A ja, Krysia – powiedziała dziewczynka.
Co będziemy robić? - Dziewczynka zapytała aniołka.
Pokażę ci skarby, które są tu od dawna i ochoczo ruszyła w kierunku pierwszej skrzyni z malowanym wiekiem. Kiedyś była piękna i należała do prababki twojej mamy Marianny. 

Otworzyły wieczko wspólnymi siłami. Oczom dziewczynek ukazały się zabawki:  lalka ze szmatki z porcelanową buzią w nieco wyblakłej sukience,  strugany konik drewniany i małe lusterko, które straciło dawny blask. Kolorowe rysunki wykonane na okrągłych deseczkach i małe figurki ptaszków z odpustu. Kilka bransoletek z drewnianych kulek i mały pierścionek. Sukienka z koronki tak delikatna, że nie próbowały jej nawet dotknąć. Mały tomik wierszy i naszyjnik ze zdjęciem młodego chłopaka. A to jest twoja babka – mówiąc Anioł podała Krysi wyblakłą fotografię młodej pięknej dziewczyny, której ona nigdy nie widziała.
I to są te skarby? – zapytała Krysia lekko zawiedziona.
Tak, to jest to co najcenniejsze  dla człowieka...jego własna historia zamknięta w drobnych przedmiotach codziennego użytku. To tak jakbyś była w innej epoce i bawiła się na strychu ze swoją prababką. Zamknęła skrzynię o malowanym wieku i poszła dalej ku innym skarbom. Kiedy uchyliła wieko kolejne skrzyni, prostej bez zdobień z solidnym zamkiem, zobaczyła lalki z gałganków uszyte czyjąś wprawną ręką, małego, wystruganego ptaszka i kilka żołnierzyków odlanych z ołowiu. Zobaczyła też czarno-białe zdjęcia małej dziewczynki na tle zburzonej stodoły. Obok były inne zdjęcie tej samej dziewczynki z pajdą chleba, którą zajadała smacznie z uśmiechem na twarzy. Te same płowe warkoczyki jak u małej Krystynki i nawet uśmiech ten sam, tylko trochę wyblakły jak to na starej fotografii. To twoja prababcia Sabina. Jesteś do niej bardzo podobna. Kolejny kufer był już otwarty i następne skarby ukazały się oczom dziewczynek. Wołanie mamy przerwało im zabawę. 
Krysiu chodź na kolację wszyscy już czekamy!  Cóż było robić. Dziewczynki pożegnały się, a motylek poleciał oglądać świat przez uchylone dachowe okienko.

Kiedy usłyszałam polecenie:  Wyjdź na strych schodami, po drabinie - zrobiło mi się słabo. Kolano bolało mnie dzisiaj bardziej niż zwykle. Kiedy dotarły do mnie kolejne słowa  -  może być winda lub inny dowolny sposób -  stałam już na ruchomych schodach.
Kiedy wjeżdżałam po tych ruchomych schodach, wejście na strych wydawało mi się dziwnie znajome. Otworzyłam drewniane drzwi i weszłam, a w zasadzie wyjechałam na zakurzony stryszek. Rozejrzałam się wokoło. Mało światła wpadało przez dwa małe zabrudzone okienka, ale samo pomieszczenie było uporządkowane, tylko nieco zakurzone. Usłyszałam miły damski głos, który wydawał polecenia…Wysprzątaj wnętrze. Zabrałam się ochoczo do pracy. Umyłam okna, odkurzyłam cztery stare piękne skrzynie. Przetarłam lustro, owalne w drewnianej oprawie, takie romantyczne jak z rodzinnego zdjęcia z czasów kiedy moja prababcia była młodą dziewczyną. 

Szybko się uwinęłam z robotą i usiadłam na bujanym fotelu przy okrągłym stoliku i wtedy zobaczyłam siedzącego obok mnie Anioła Stróża, który poklepywał mnie po ramieniu i zapewniał, ze wszystko będzie dobrze. Spokojnie siedziałam i czekałam na dalszy przebieg wydarzeń. Kobiecy łagodny głos wydawał kolejne dyspozycje...poproś, by twój Anioł Stróż podał Ci swoje imię. Spojrzałam pytająco na mojego Anioła, a on wzruszył tylko ramionami i skromnie powiedział - ja jestem Twoim Aniołem i niech tak pozostanie, ale jest tu ktoś jeszcze kto chce ci się przedstawić. Po tych słowach wstał ze swojego krzesła, odsłaniając mi drugiego Anioła. Trochę się przestraszyłam, ale Mój Anioł znowu położył mi rękę na ramieniu i zapewnił kolejny raz, że wszystko jest w porządku i, że oto przedstawia mi Archanioła, który przyniósł dla mnie przesłanie. 

Jestem Jofiel -  powiedział do mnie i wstał z miejsca, gdzie światła było mało. Podszedł do okna i wtedy właśnie zobaczyłam jego świetlistą postać. Mieniła się ona tysiącem kolorów, jakby kryształ górski oświetlił promień słońca tak piękny, że mienił się kolorami tęczy. Jofiel podszedł do skrzyń i począł je otwierać, jedną po drugiej, a ja widziałam w nich zwyczajne przedmioty domowego użytku, nadszarpnięte zębem czasu. Stare fotografie, zabawki, biżuterię z innej epoki. Przed czwartym kufrem, niezwykle pięknym, Jofiel zatrzymał się dłużej, po czym podniósł wieko i moje oczy zobaczyły puste wnętrze. Kobiecy głos wydawał koleje polecenia, które co prawda do mnie docierały lecz znaczenia słów nie byłam w stanie zrozumieć. Jofiel pokazał dłonią na skrzynię i rzekł: To jest twoje przeznaczenie. Nie mogłam zrozumieć sensu tych słów bo przecież kufer był pusty. Mój Anioł znowu dodał mi otuchy mówiąc: Niczego się nie bój. Nie bałam się ale dalej niczego nie pojmowałam. 

Kiedy tak stałam nad pustym kufrem, kobiecy głos z zewnątrz docierał już do mnie wyraźniej, wydając kolejne polecenie aby pożegnać się ze swoim Aniołem. Ukłoniłam się, a oni obaj - Mój Anioł i Jofiel zostali na stryszku, jakby mieli tam coś jeszcze do załatwienia. Otworzyłam drewniane drzwi i już jechałam na dół ruchomymi schodami,  by po chwili otworzyć oczy i wrócić do mojej rzeczywistości. Cały dzień myślałam nad przesłaniem, który podczas tej wizualizacji zwanej spotkanie z Aniołem Stróżem, otrzymałam. Nie dostałam odpowiedzi ani tego dnia, ani następnego więc postanowiłam odpuścić i nie zastanawiać się dłużej nad tym przesłaniem. Wiem z doświadczenia, że odpowiedź przyjdzie na zadane pytanie w najmniej spodziewanym momencie.

I przyszła. Jak migawki z filmu, kadr po kadrze docierała do mnie prawda, która zawsze mnie bolała. Odkrywałam swoje korzenie, więzi z kobietami mojego rodu. Spuścizna rodowa spoczywała w skrzyniach, wiano które pozostawiła moja baka, prababka i jej matka. Zwyczajne rzeczy, których nikt wcześniej mi nie pokazał. Archanioł Jofiel zrobił to, co powinna zrobić, a nie zrobiła z niewiadomego mi powodu, moja Mama. Usiadłam wtedy w kuchni przy stole i zrozumiałam, że dostałam największy skarb na świecie - miłość, opiekę i tradycję, którą przez lata gromadziły kobiety z mojego rodu.

Krysiu, co się stało. Dlaczego siedzisz tu taka zamyślona? -  zapytała moja mama, siwiuteńka kobieta, która dała mi życie ale nie przekazała mi tego co najważniejsze w życiu - Tradycji Rodzinnej. Wtedy zrozumiałam, że nie musiała tego robić, bo Mój Anioł Stróż już dawno temu to zrobił to na stryszku razem z motylkiem Pastelkiem i od tego czasu obaj mi towarzyszą. Archanioł Jofiel pojawił się niedawno by mi uświadomić, że własną historię mogę stworzyć sama i nie muszę zamykać jej w kufrze na strychu, bo mam ją komu przekazać. Są przecież na świecie kolejne kobiety Mojego Rodu, którym mogę podarować wszystko to, czego nauczyło mnie życie.









sobota, 5 marca 2016

Anioły w Gadziokarni

Pisząc rano na moim profilu informację: Jadę na spotkanie ze swoim Aniołem...nie wiedziałam, że tak będzie dosłownie.

Gadziokarnia to miejsce urokliwe i idealnie nadające się do tego typu spotkań. Gospodyni przyjazna, uśmiechnięta i troskliwa. Na stoliku obok kominka kawa, herbatka i domowe, owocowe ciasto pod kruszonką, którego niestety nie spróbowałam, bo pochłonęła mnie bez reszty niezwykła aura tego miejsca. W piękne historie pani Marioli Gardyańczyk opowiadającej o aniołach obecnych w naszym życiu, raz po raz wplatało się urocze gaworzenie najmłodszej uczestniczki, kilkumiesięcznej dziewczynki…prześlicznego aniołka. Obie z mamą tworzyły zgrany duet. Swoboda z jaką zachowywała się ta mała istotka, świadczyła o tym, że nie rozstaje się ze swoją mamą i wyjątkowo dobrze czuje się w anielskich klimatach. Nasunęła mi się taka refleksja, że dziecko nie jest żadną przeszkodą w spełnianiu swoich marzeń.

Pani Mariola swoim anielskim głosem opowiadała nam o Aniołach tak, jak mówi się o swoich dobrych przyjaciołach. Podawała wiele przykładów, jak można rozpoznać i zaprosić do swojego życia anielskich pomocników, by żyło nam się lepiej, spokojniej i bez strachu. Sama nie wiem, jak w tak krótkim czasie udało jej się przybliżyć tak obszerny temat i jeszcze przeprowadzić wizualizację, której celem było poznanie i zaproszenie do swojego życia Anioła Stróża. To w końcu nasz osobisty pomocnik, który nie opuszcza nas na krok.

Wsłuchana w relaksującą muzykę i ciepły głos pani Marioli, przeniosłam się do innego wymiaru, który sama sobie wygenerowałam w swoim umyśle, naprowadzana jedynie  delikatną sugestią prowadzącej. Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie ta moja projekcja i  spotkanie z Aniołem...Mój Anioł Stróż, towarzyszył mi w spotkaniu, które wiele zmieni w moim życiu. Wyjaśniam, że na lepsze by nie rozsiewać niepotrzebnie niepokoju. Moja wdzięczność wprost nie ma granic. Wdzięczność, że pojechałam na to spotkanie, dzięki któremu mogłam doświadczyć tej niezwykłej wizji.

Dużą radość sprawiła mi też twórcza praca. Wszyscy z radością i kreatywnością tworzyliśmy własnego Anioła, oczywiście każdy stosownie do własnej wyobraźni. Tak wiele pięknych aniołów, skupionych w jednym miejscu, przyznam szczerze jeszcze nie widziałam. Miałam również  możliwość by opowiedzieć o mojej książce i o Aniołach, które są w moim życiu od zawsze.
Dziękuję za ludzi, których dzisiaj poznałam oraz anielski przekaz, który otrzymałam. Cudownie było spotkać się ze swoim Aniołem. A może tych aniołów było więcej?

…I ja tam byłam, i herbatkę piłam, a co widziałam - to wam opowiedziałam.





niedziela, 28 lutego 2016

Radosny finał

Moje życie zmieniło się na lepsze i to zmiana właśnie jest przesłaniem mojej książki.

Pierwszy krok zrobiłam, kiedy ją napisałam, a reszta dokonała się sama. Jak w efekcie domina. Kiedy ją skończyłam doznałam olśnienia, przekonałam się, że w życiu wszystko jest możliwe, pod warunkiem, że masz pragnienia, marzenia i siłę by puścić w świat swoje „dzieło” -  wytwór swoich rąk i wyobraźni. Nie ważne jest to co robisz i w jakiej spełniasz się dziedzinie, ale to dokąd takie działanie cię doprowadzi. Nie chodzi tu li tylko o same pragnienie ale o dokonania czegoś dla nas ważnego.

To co się działo wokół mnie podczas procesu tworzenia, było równie fascynujące jak sam proces tworzenia. Poznałam wielu ciekawych ludzi , którzy pomogli mi w realizacji moich marzeń oraz takich, których moje sprawy przygniotły. Odeszli, odsunęli się bo zaczęło ich razić światło jakie biło ode mnie. Nie mówię tu o reflektorach i sławie, a o radości jaką dała mi praca nad moją książką. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, otwarłam swoje serce, odnalazłam dla siebie miejsce w tak zabieganym świecie. Spotykałam ludzi, których nie planowałam spotkać i wiele się od nich nauczyłam. 
Wiem, że żadne spotkanie nie jest przypadkowe i czemuś ma służyć.

Dla mnie te wszystkie wydarzenia ostatnich dwóch lat miało i nadal ma ogromne znaczenie. Potrafię teraz spokojnie słuchać o cudzych marzeniach, cieszę się szczerze razem z marzycielem. Przymykam oczy i przypominam sobie jak przy kawie prowadziłam rozmowę z moją przyjaciółką, o moich marzeniach. Dziękuję Ci, Zosiu za to, że mnie słuchałaś i nigdy nie wątpiłaś, nie wyśmiewałaś i nie negowałaś mojego pomysłu, chociaż nie wiedziałaś jaki będzie finał moich poczynań. Pomogłaś mi zaistnieć w wirtualnym świecie, który dla mnie był wtedy zupełnie nie znany. Jestem Ci za to wdzięczna, bo wiem co to znaczy przyjaźń nawiązana przez FB,  tak przez niektórych wyśmiewana. Pozdrawiam wszystkich, których poznałam i dziękuję, że jesteście moimi przyjaciółmi, ludźmi o podobnym sposobie myślenia.

Kiedyś myślałam, że harmonia i spokój to króliczek za którym wszyscy biegają. Teraz wiem, że to stan ducha, który nieustannie zalewa moje serce, od kiedy stałam się spełnionym człowiekiem. Nie mam żadnych oczekiwań, pretensji ani strachu…nareszcie zrozumiałam sens słów: „będzie co będzie”. Skoro napisałam, a moje marzenie zamanifestowało się w moim życiu, to znak, że spełnienie jest już faktem.

A krytyka tego co robię zawsze gdzieś może się pojawić ale ja mam na nią zamknięte serce. Każdemu polecam napisanie książki, jeżeli takie jest jego marzenie. Zapewniam, że dla wszystkich jest we wszechświecie pusta przestrzeń, która czeka na wypełnienie.




niedziela, 24 stycznia 2016

Od marzenia do...SPEŁNIENIA

Moi kochani. Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo ważny. Dlaczego? Bo moja pierwsza książka (na razie egzemplarze autorskie) właśnie wyszła z drukarni!! Jeszcze cieplutka, szeleszcząca, pachnąca. Oglądam ją z czułością i dokładnością, wertuję strony, podziwiam kolory na okładce, przytulam i mówię do niej z czułością: 
Jesteś! Witaj w moim świecie!
            
Czy jestem przez to wydarzenie innym człowiekiem? Nie...Jestem tylko bardzo szczęśliwa, ale to samo szczęście czułam już w trakcie jej powstawania. Czuję wielką radość, chociaż     ten stan towarzyszy mi od dawna. Co jeszcze? Czuję się spełniona i to jest to uczucie, którego  doświadczam najmocniej trzymając ją w dłoniach.  

Moje marzenie zamanifestowało się w moim życiu, a książka ANIELSKA PRZYSTAŃ
jest namacalnym efektem wielu działań, które małymi kroczkami wykonałam. 
A teraz rozpoczyna się przygoda, która pokaże mi blaski (może i cienie) bycia pisarką. 
Pisarką – jak to brzmi!  Ale skoro napisałam książkę to chyba mogę tak o sobie mówić, prawda? 

Wiem, wiem. Skromność i pokora to podstawa istnienia. Wiele razy powtarzała mi to moja Mama. Lecz kto mnie doceni jak nie ja sama? Kto opowie jak doszłam do tego, 
że moje marzenie stało się ciałem? Kto przekona innych, że warto mieć marzenia, 
a potem robić wszystko żeby je spełniać. Oczywiście, że ja sama i właśnie tym wpisem
to czynię.

MIEJCIE MARZENIA MOI KOCHANI ORAZ SIŁĘ I WIARĘ DO ICH SPEŁNIENIA.



sobota, 9 stycznia 2016

Spadająca gwiazda

         Siedzi kobieta nocą przy oknie i patrzy na gwiazdy, tęsknym okiem. Gdyby tak było można zamówić życzenie – a na to ktoś odpowiada – A nie można? Próbowałaś?
Kobieta spokojnie odwróciła głowę, by nie spłoszyć intruza i wtedy zobaczyła Anioła stojącego tuż, tuż za nią. Był cudny w fioletowej szacie, a oczy miał takie piękne i dziwnie znajome. 

Kim jesteś? - zapytała, bo nie była pewna, że widzi Anioła, wszak jeszcze nigdy go nie spotkała. Jestem Archanioł Zadkiel – odpowiedział zwyczajnie, jakby po prostu był z nią zaprzyjaźniony. Popatrzyła na niego nieufnie, bo taką miała naturę. Po co przyszedłeś do mojego domu? Bo nie mogę patrzeć jak marnujesz to co masz najcenniejsze, swoje życie z takim trudem odbudowane – popatrzył tymi swoimi pięknymi oczami na wskroś, jakby przez nią całą. Jakby patrzył w dal, szukając natchnienia. 

Czemu tak dziwnie patrzysz? – zapytała kobieta. Bo widzę więcej niż byś chciała mi pokazać, bo mam takie zadanie do wykonania, a twoja skrytość i udawanie mi ten obraz przesłania. Zaraz, zaraz, mów co masz mi do powiedzenia bo tracę cierpliwość i mogę być niegrzeczna – ostrzegła kobieta, a Anioł wiedział, że nie żartuje, bo już nie raz ją widział jak intruzów traktuje. Jestem tu po to byś spojrzała na swoje życie z wyższego punktu widzenia z szerszej perspektywy. Po co mam to robić? Sto razy już to przerabiałam. Nie chcę już wracać do tamtego życia...mam nowe i to mi wystarcza. Jeżeli mnie poprosisz to zadziałam w twoim życiu i nauczę cię nowego sposobu widzenia, a to pozwoli ruszyć ci w dalsza drogę w poszukiwaniu przeznaczenia – Anioł się zamyślił, a ona to wykorzystała – Idź sobie. Zostaw mnie w spokoju, już nie jeden nauczyciel duchowy chciał namącić mi w głowie. Potem długo się zbierałam po takiej „odnowie.” 

Wielu ludzi zaczęło patrzeć z tej nowej perspektywy na swoje codzienne życie – mówił dalej Anioł jakby był głuchy na jej słowa - i wiesz co? -  poczuli się inni, lepsi, szczęśliwi, wolni. Poczuli się tak jakby dodano im skrzydła. Kobieta spojrzała na Anioła zdziwiona skąd on wie jak chciała by się czuć. Ona...kobieta po przejściach, kobieta zraniona. Jak dziki zwierz zawsze czujna i do skoku gotowa. Chwileczkę!! zawołała do Anioła, który oddalał się już od niej. Proszę, pomóż mi - powiedziała cicho by go nie spłoszyć. Skoro już jesteś to powiedz mi co masz mi do powiedzenia. Archanioł Zadkiel zatrzymał się i nie patrząc na kobietę zapytał: Czy to jest twoja prośba czy mi się tylko wydaje? Stał tyłem, gotowy do wyjścia więc cóż było robić. Odpowiedziała: Proszę Archaniele Zadkielu, pokaż mi moje życie z innej perspektywy i cicho dodała – Może wtedy uwierzę w sens mego istnienia. Anioł słyszał to ciche wyznanie, ale już dłużej nie chciał spierać się z kobietą.

Poszukaj sobie spokojnego miejsca, gdzie będziesz mogła pobyć sama z sobą. Może być na łonie natury? – zapytała, bo tylko w otoczeniu roślin wolność odczuwała. Może to być cichy zakątek na łonie natury – odpowiedział Anioł ostatnimi siły, bo nawet jego jej dociekliwość już irytowała. Wykonaj kilka wdechów i wydechów i wyobraź sobie, że otacza cię powłoka z fioletowego światła. Tak abyś poczuła się bezpiecznie i pewnie. Nikt mnie tam nie dosięgnie? – znowu zapytała. Nikt – daj mi skończyć bo tracę cierpliwość. A przecież Anioł ma świętą cierpliwość, więc …Więc słuchaj dalej bo noc się skończy, a ty dalej będziesz na tej łące. 

Wyobraź sobie wszystkie więzi z ludźmi, które miałaś i mimo to, że już dawno wasze drogi się rozeszły, ty dalej nosisz je w zranionym sercu. A mówiąc dokładnie w splocie słonecznym – pokazał to miejsce na swoim ciele w dolnej części mostka. Kobieta poczuła się urażona, bo co jak co ale gdzie jest splot słoneczny dawno już wiedziała. Przywołaj teraz siłą swojego serca fioletowy płomień przemiany. Nie lękaj się jest delikatny i spala tylko to co nie służy twemu ciału. Poczuj jak ten delikatny płomień uwalnia cię od wszystkiego co negatywne. Czyń to tak długo, aż będziesz mieć wrażenie, że twoja otoczka energetyczna została oczyszczona z ciemnej substancji i aura wokół ciebie jest znów jasna i kryształowa.
Czy to wszystko – spytała kobieta. To mi pomoże zmienić moje życie? Tylko tyle? – ciągle powtarzała jak zahipnotyzowana. To aż tyle,  powiedział Archanioł Zadkiel bo wiedział, że pozornie proste zadanie jest trudniejsze niż ona ma o tym pojęcie. 

To nie wszystko – odezwał się jakiś głos z drugiego kąta pokoju. A kim ty jesteś? – ostro spytała kobieta, bo znowu podstęp widziała w tym ukrytym człowieku. Jestem Archanioł Metatron. Przychodzę by ci uświadomić w czym jest twoja siła. Kobieta wytężała wzrok ale w ciemności tylko jego czerwoną szatę ujrzała. Wzywam cię do tego byś znalazła w sobie talent do tego czego nikt jeszcze nie robił, abyś udała się tam gdzie jeszcze nikt nie chodził, abyś zaśpiewała pieśń, której jeszcze nikt nie nucił. Kobieta spojrzała na Metatrona podejrzliwie i już chciała mu powiedzieć, że nie wierzy nikomu kto jej w oczy nie patrzy, ale on uprzedził jej pytanie i powiedział, że proste jest jego zadanie: Uruchom swoją wyobraźnię i wewnętrzną kreatywność, by stworzyć plan na własne życie. I tylko tyle? - zapytała kobieta. Aż tyle -odpowiedział Archanioł. 

Wtem w pokoju zawiało chłodem, i zrobiło się dziwnie cicho. Kobieta poczuła znajome uczucie strachu i zniechęcenia. Natychmiast bezsilnie usiadła na krześle i już wiedziała, że nic się jej nie chce, że i tak się jej nie uda. Przypomniała sobie te chwile, których nie chciała pamiętać i straciła wiarę, którą dopiero dostała. Gdzie jesteście wy wielcy mistrzowie? Potraficie tylko człowiekowi zawrócić w głowie. Najpierw dajecie nadzieję, a potem zostawiacie samą na pożarcie wilkom, na stracenie. Krzyczała tak, aż tchu jej zabrakło, bo tak strasznie jej było ciężko, tak okropnie czarno. 

Krzyk jej rozdzierał serce, aż tu nagle pokój rozbłysnął pięknym jasnym światłem, a przed kobietą klęczy piękny Anioł - młoda kobieta w strojnej szacie. Jestem Ischim Sandalfon ponieważ towarzyszę ci przez całe życie przybywam przypomnieć ci o twoje sile, która mieszka w tobie. To co zobaczyłaś dzisiejszej nocy to są twoje jasne i ciemne strony. Chcę ci powiedzieć, że tylko od ciebie zależy czy tu na ziemi będziesz miała prywatne niebo, czy też prywatne piekło. To co zrobisz ze swoim życiem to twoja sprawa, tylko nie obwiniaj ciągle innych o swoje upadki. Ważne jest to co zrobisz ze swym życiem Tu i Teraz bo przez każdą decyzję jaką podejmujesz budujesz swoją przyszłość. Oznacza to, że przyjmujesz odpowiedzialność za wszystko co się w twoim życiu do tej pory działo. Każda myśl, każde słowo, każde działanie może cię przybliżyć lub oddalić od tego czego pragniesz. Wszystko jest możliwe, póki tylko żyjesz. 

Oto mój dar dla ciebie – Anioł, piękna dziewczyna podała kobiecie kulę szklaną z drobnym śniegiem – taką,  jaką kiedyś podarowała jej babcia. Taką, którą wstrząsając można ożywić. Ale ona jest pusta – powiedziała rozczarowana kobieta. Popatrz dokładnie sercem – podpowiedział Anioł. Kobieta wstrząsała, patrzyła, patrzyła i wstrząsała i nagle… fioletowe morze zobaczyła i już wiedziała, że to jest jej skryte marzenie. Skąd o tym wiedział Anioł? Przecież z nikim o tym nie rozmawiała. Rozejrzała się dookoła ale nikogo już nie widziała. Gdyby nie ta szklana kula to by myślała, że po prostu zwariowała. 

Kiedy spojrzała przez okno, jedną spadającą gwiazdkę dojrzała i szybko swoje marzenie jej podarowała. Stała przy oknie spokojna i cicha, czekała na poranek, by zobaczyć jak świta. Od pięknego wschodu, chce nowe zaczynać  bo wie, że to ona sama decyduje o tym jakie życie będzie miała.