niedziela, 24 maja 2015

Sen

Jest ciemna noc, kobieta jest zmęczona lecz sen nie nadchodzi. Księżyc zagląda do pokoju, ciekawe jaką tajemnicę odkryje tym razem...

Powieki same spadają i kobieta wchodzi w ciemny świat swojej umęczonej duszy . Całe życie staje jej przed oczami. Całe zło tego świata przewija się w jej śnie. Jest mała, maleńka w łonie matki, i już niechciana. Dlaczego znowu mnie to prześladuje? Dlaczego znowu muszę przez to przechodzić – pyta kobieta. Ale sen jest silniejszy, mroczny, niespokojny i nieubłagany. Jest mała, schorowana i ciągle absorbująca matkę i znowu niechciana, odtrącana. 

Nadchodzi chwila wytchnienia bo kobieta czuje ciepło męskich rąk, ratunek i ukojenie. Ojciec, opoka, ostoja i pocieszenie. Lecz znowu cios. On jest i znika, odchodzi na zawsze. Gdzie jesteś ukochany – kobieta pyta cicho.  Ja tęsknię, gdzie jesteś...Tato?. Potem radość, ciepło i miłość kojarzy z dotykiem męskich dłoni, potrzebuje ich jak powietrza, wody i pokarmu codziennego. Znajduje chwilę ukojenia, znów męskie dłonie dają jej wytchnienie. 

Mężczyzna jej życia staje przed jej oczami. Młody, radosny,  tuli ją do siebie, lecz zaraz potem starszy i silny, odtrąca ją boleśnie. Kobieta cierpi, chce się obudzić lecz sen jet silniejszy, mroczny, niespokojny i nieubłagany.

Nadchodzi jednak chwila wytchnienia, mężczyzna wraca, znów trzyma ją za rękę, lecz ona już nie jest tą samą kobietą. Zraniona, harda i gotowa na cios. Lecz cios który ją dosięga jest ostateczny, nieodwracalny i niewyobrażalny. Znowu odchodzi mężczyzna młody, kobieta widzi jak się oddala, jak maleje jego postać, jak znika. Krzyczy, błaga by wrócił do niej, lecz sen jest silniejszy, mroczny, niespokojny i nieubłagany. Całą sobą chce przeżyć swoje życie od nowa, lepiej, pełniej, inaczej, lecz nie ma już od tego odwrotu. 

Biegnie w swym śnie co sił, lecz droga jest długa i cierpienie ogromne. Dławi kobietę płacz, lament i umęczenie. Chce swoje dziecko z powrotem. Błaga o jego dotyk, próbuje przypomnieć sobie jego głos, lecz sen jest silniejszy, mroczny, niespokojny i nieubłagany. 

Kobieta miota się w swoim śnie, błaga o ratunek. Wtem światłość przebija noc ciemną i staje tuż obok niej Archanioł Gabriel. Dłoń kobiety unosi, kładzie ją na jej umęczonym sercu i cicho szepce:  oddychaj głęboko, czerp siłę z dotyku tego, a światło moje rozświetli Twą drogę. Chodź,  pokażę Ci Twoje życie, niczego się nie obawiaj. Musisz przejść przez mroki, cienie i zobaczyć światło, tylko tak znajdziesz ukojenie. 

Kobieta wstaje i idzie posłusznie z Archaniołem Gabrielem, a sen już nie jest od niej silniejszy. Jest jasny, rzeczywisty i znajomy. Młody mężczyzna schyla się nad łóżeczkiem swojej córeczki, szczęśliwy, wzruszony i mówi: Kochanie, i pomyśleć, że nie chcieliśmy Ciebie, a teraz tak bardzo Cię kochamy. Przepraszam córeczko. 

Potem pojawia się mężczyzna jej życia i kobieta widzi ich szczęśliwe życie. Pragną się bardzo, kochają szalenie i owoc ich miłości pojawia się jako dopełnienie. Mały chłopczyk, odbicie ich dwoje, potem drugie maleńkie dłonie i oni ciągle zakochani. Kobieta patrzy w ten sen szczęśliwy i widzi rzeczy jakimi były. To my, rodzina szczęśliwa, to my. Tak było. 

Potem ich życie przeplata radość i trudy rodzicielskiej drogi. Raz lepiej raz gorzej lecz ciągle do przodu. Chłopcy już duzi i droga ich inna, każdy dla siebie los kuje niezłomnie. Raz lepiej raz gorzej lecz wedle własnej woli. Matczyne serce stropione wielce, widzi synowskie błędy i widzi ich konsekwencje. Teraz dopiero do niej dociera, że zawsze jej dzieci mogły na niej polegać. Widzi i rozumie,  że swą matczyną rolę odegrała dumnie. Jest dobrą matką i zawsze była i choćby nie wiem jak się starała i od swoich synów na krok się nie oddalała i tak by ich uchronić nie zdołała. Teraz to widzi, teraz to wie. 

Znowu pojawia się w śnie, jej miłość życia. Pojawia się i znika. Różne koleje ich los im ściele, by w końcu razem w chorobie i zdrowiu życie wiedli, bo tak jest lepiej dla nich obojga. Archanioł Gabriel zatrzymał się na chwilę by kobiecie wskazać granicę – to co widziałaś to przeszłość była,  a to co przed Tobą to czyste pole, zapisz je tak jak chcesz, byś potem kiedy czas twój dobiegnie końca niczego nie musiała żałować.

Śpiesz się kochać tych co blisko Ciebie, bo wiesz już jak szybko potrafią odchodzić. Ciesz się z drobiazgów i bądź uważna, by szczęścia nie przegapić. Z początku trudno Ci będzie uwierzyć w to, że świat jest tworzony przez Twoje własne myśli i uczucia. Jednak z czasem zauważysz, że wszystko co przemknie przez Twoje myśli, staje się natychmiast rzeczywistością. 

Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama, towarzyszą ci nieustannie świetliste anioły, przesyłają Ci uśmiech , radość i szczęście - dobre uczucia, których doznałaś na swojej dotychczasowej drodze życia. Zauważ, jak Twoja siła natychmiast wzrasta. Z nią możesz iść dalej..., dalej..., dalej. 

Kobieta otwiera oczy i jest szczęśliwa, słońce ją budzi a obok niej śpi mężczyzna jej życia, oraz ufna psina. Na nocnej szafce telefon. Kobieta patrzy,  a tu SMS się wyświetla. 
Kocham cię Mamo – pisze jej syn. Bierze do ręki telefon i pisze:  Kocham cię Synu, mój Ty jedyny. 

Kobieta wstaje ufna i szczęśliwa by iść dalej..., dalej..., dalej. Teraz już wie, że sen mroczny i niespokojny już nigdy nie będzie od niej silniejszy.



czwartek, 21 maja 2015

Brak wsparcia jako alibi na każde niepowodzenie.

Brak wsparcia często podcina nam skrzydła, co w wielu przypadkach prowadzi do apatii, depresji, a czasami nawet do agresji. Zdarza się to według mnie tylko wtedy, gdy sami nie jesteśmy pewni czy ta droga życiowa, którą obraliśmy jest pewna i zbudowana na mocnych fundamentach. 

Kiedyś dawno temu wierzyłam w to, że ktoś bliski pozbawił mnie radości kształcenia się i zamknął mi tym drogę do rozwoju zawodowego. Teraz wiem, że były to wyłącznie moje wybory, podyktowane może lenistwem, może strachem, że nie podołam, a może po prostu wybrałam rodzinę, dzieci i spokojny dom, bo tak uznałam wtedy za stosowne. 

Jedno wiem na pewno, jeżeli się czegoś bardzo pragnie i ma się jasno wyznaczony cel, nikt i nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Jeżeli ktoś nam bliski nie godzi się z tym, że wymykamy się spod jego kontroli  lub ma wrażenie, że traci nas z powodu naszego hobby, nauki lub kariery osobistej, to z rozpaczy lub bezradności próbuje pozbawić nas radości jaką odczuwamy oddając się tym zajęciom. 

Jeżeli masz pasję tak jak ja, to nie spodziewaj się,  że wszyscy członkowie Twojej rodziny będą Cię wspierać w twoich działaniach. Brak takiego wsparcia może spowodować (aczkolwiek nie musi),  że zniechęcisz się do działania lub zmaleje Twoja wiara w to co robisz. Być może będziesz miała również wyrzuty sumienia, że poświęcasz swój czas i uwagę ukochanemu zajęciu. Czasami będziesz czuła się tak, jakby ktoś zabrał Ci cząstkę Twojej duszy - na dodatek tę radosną. 

Zawsze warto się wtedy zastanowić jakie pobudki kierują tą osobą i dlaczego zamiast Cię wspierać,  stara się zniechęcić Cię do działania. Na dodatek robi to tak, abyś w ogólnym rozrachunku decyzję o zakończeniu owej działalności podjęła sama, targana wyrzutami sumienia i wątpliwościami. Kiedy jednak zastanawiam się nad tym głębiej to mam pewność, że mimo wszystko warto spełniać swoje marzenia  i to bez względu na wiek. Warto doskonalić swój warsztat, warto poznawać ciekawych ludzi, których życie stawia Ci na drodze, warto przeć do przodu, warto robić coś dla siebie, warto się rozwijać. 

Kto wie bowiem lepiej od Ciebie co sprawia Ci radość, co jest dla Ciebie warte każdego poświęcenia?  Z perspektywy czasu wiem teraz, że lepiej jest zrobić coś,  czego możemy żałować niż nie robić nic i... potem żałować. Teraz kiedy jestem już w dojrzałym wieku, umiem określić co jest dla mnie dobre, a co nie -  bez żadnych wątpliwości. Świadomie decyduję też co robię ze swoim czasem i ta wolność dodaje mi skrzydeł, napełnia radością i zadowoleniem. Czuję się jak ptak, szybujący po moim niebie marzeń. 

Oczywiście pragnę jak wszyscy akceptacji, wsparcia i zachęty w chwilach zwątpienia, ale nie jest mi to już aż tak niezbędne. Nie jest to też warunkiem powodzenia, ani wynikającej z tego tytułu radości. Często słyszę jak ktoś mi mówi: Osiągnąłem sukces sam, bez żadnego wsparcia i to właśnie ma dla mnie ogromne znaczenie.

Ważne jest to, co dla Ciebie jest miarą sukcesu. Dla mnie jest to sam proces pisanie książek, a to czy zostaną wydane może być splotem wielu nieprzypadkowych zdarzeń. Mam nadzieję, że moje książki spodobają się komuś,  kto zdecyduje o tym, że będą mogły zostać wydane. 

Najważniejsza w mojej twórczości jest radość tworzenia, miłość do pisania i ogromne chęci przekazania komuś moich doświadczeń nabytych podczas długiej drogi rozwoju osobistego. Ileż pięknych emocji zawartych jest w tym krótkim tekście i chociażby dlatego warto jest się realizować na każdym polu. 

Piszę z pasją, stawiam karty intuicyjnie, a Reiki to moja tajemna „broń”, którą wykorzystuję wtedy, kiedy na moment tracę siły i chęci do działania. Wspieram się wiedzą zdobytą na kursach Silvy, medytuję, afirmuję i mam poczucie, że wszystko czego się nauczyłam w różnych momentach mojego życia jest mi potrzebne. Mam stosowne narzędzia i wspieram się nimi by ciągle doskonalić swoje życie. 

A co do mojej pasji pisania to będziesz miała okazję ją ocenić, czytając w zakładce Opowiadania w Anielskiej Poczcie, czyli fragmenty książek z mojej szuflady. 
Miłej lektury :).

Ps. Mam swoje marzenia i nie zawaham się ich spełnić. Przeczytałam to na kubku w którym właśnie piję kawę i z całą świadomością podpisuję się pod tą Afirmacją.



ZAKĄTEK CISZY (2)

2.
               Usiadła w gabinecie w wygodnym fotelu, popatrzyła na wszystkie te anioły, które stały, siedziały   leżały w każdym wolnym miejscu. Alicja usiadła naprzeciwko i z zaciekawieniem przyglądała się swojej przyjaciółce. 

Kiedy Zosia zaczęła bezgłośnie płakać, a łzy spływały jej po policzkach było już wiadome, że to co ją trapi jest dla niej kolejną ciężką próbą. Siedziały tak dobrą chwilę. Pierwsza odezwała się Zofia - tym razem, chyba nie dam rady - powiedziała smutnym głosem pozbawionym energii. Dlaczego tak sądzisz? – zdziwiła się Alicja. Zofia wzruszyła tylko ramionami.

Alicja rozłożyła karty anielskie. Zosiu, wszystko będzie dobrze jestem tego pewna – Alicja poczuła ulgę bo karty mówiły jednoznacznie NIE MA SIĘ CZYM MARTWIĆ. Jesteś bezpieczna, a wszystko znajduje się pod doskonałą kontrolą. Sytuacja w której się znalazłaś zostanie rozwiązana w najlepszy możliwy sposób. Zofia spojrzała na karty i ujrzała przepięknego anioła z gołębiem w ręku. Jakoś ciepło zrobiło  jej się na sercu. Spojrzała w oczy Alicji z nadzieją. Jesteś pewna? – dopytała tak na wszelki wypadek. Ja tylko czytam z kart, to Anioły w tej chwili mówią do Ciebie. Odpręż się, otwórz umysł i pozwól myślom swobodnie płynąć. Musisz ruszyć z miejsca, musisz nadać kierunek swym myślom.  Twoje modlitwy zostały wysłuchane i możesz być pewna, że twoje oczekiwania zostaną spełnione. Ale ja straciłam pracę i odszedł ode mnie Paweł. Znowu się rozpłakała. O ile dobrze pamiętam nie lubiłaś swojej pracy, więc od dzisiaj już się tym nie musisz martwić? A z czego będę żyła, jak zarobie na swoje utrzymanie? Zofia zaczęła wpadać w panikę. Zaufaj przeznaczeniu, poczekaj i przekonaj się co ma Ci do zaoferowania Świat. A jeżeli chodzi o Pawła to faktycznie nie zasługiwał na ciebie. 

Zofia spojrzała znowu w oczy przyjaciółki. Skąd wiesz co powiedział do mnie Paweł?, przecież nie zdążyłam Ci jeszcze o tym opowiedzieć. Oj,  Zosiu ja czasami więcej wiem niżbym tego chciała – Alicja zamyśliła się przez chwilę, ale szybko wróciła do równowagi, bo rzadko pozwalała sobie na chwile zamyślenia, zwłaszcza gdy ktoś inny potrzebował w tym czasie dobrej rady i wsparcia. Jeżeli masz czas i chęci to ja mogę zaproponować ci zajęcie. Co prawda tylko na dwa tygodnie, ale myślę, że Ci się spodoba to co mam Ci do zaoferowania.

Zofia poczuła jak błogi spokój zalewa jej wnętrze,  a ciekawość zaczyna rozpalać jej zmysły. Za tydzień – kontynuowała Alicja - wyjeżdżam z sabatowa grupę kobiet na coroczną Terapię Anielską do cudownej Krainy Szeptów. No,  i potrzebuję kogoś sprawnego i chętnego by prowadzić Nordic Walkin. Alicja zauważyła przerażenie w oczach przyjaciółki i od razu wyjaśniła: Mam zagwarantowaną instruktorkę tam na miejscu, ale grupa jest w tym roku bardzo liczna i ta osoba potrzebuje pomocy. Twoją zapłatą będzie pobyt w tym pięknym miejscu z możliwością skorzystania ze wszystkich zajęć jakie mam do zaoferowania swoim podopiecznym. 

Zosia patrzyła na nią jakby czegoś nie zrozumiała. Bierzesz? – zapytała Alicja. Oczywiście, że biorę!. To dlaczego jesteś taka przerażona? – Alicja zapytała z uśmiechem. Bo wszystko się tak szybko dzieje i obawiam się, że nie zdążę ze wszystkim no, i...

Zosiu nie komplikuj prostej sprawy - ucięła Alicja. Ale ja muszę znaleźć dom dla mojej Kici, kto się nią zaopiekuje?. Zaraz, może Krysia moja koleżanka z pracy ją przygarnie? – Zosia gorączkowo zaczęła szukać bezpiecznego miejsca dla swojej kotki, przecież przyrzekła jej dzisiaj, że już nigdy o niej nie zapomni. A może będziesz mogła zabrać ją ze sobą? Zapytam o to właścicieli pensjonatu, sami mają dwa psy więc może zgodzą się na Majkę w pakiecie – Alicja uśmiechała się do siebie, bo już teraz była pewna, że kotka znajdzie swoje miejsce w grupie kobiet o gołębich sercach. 

Biedna Kicia,  czy da sobie radę z tym nadmiarem miłości?. Co cię tak śmieszy – zapytała Zosia, której udzielił się dobry nastrój przyjaciółki. Ciekawa jestem czy Majka jest gotowa na podróż w nieznane? Szkoda, że nie mogę jej o to zapytać – Zosia śmiała się już serdecznie, a Alicja jej wtórowała.  Zapytać w zasadzie możesz,  tylko czy Kicia zechce Ci odpowiedzieć. Obie śmiały się do łez już zupełnie nie wiadomo dlaczego.
                                                                                                                       c.d.n.



Źródło Mocy

Babciu kto zabrał ci moc? Takie pytanie zadał mi dzisiaj mój 3 i pół letni wnuk, który słynie w naszej rodzinie z błyskotliwych satyrycznych spostrzeżeń. 

Dlaczego pytasz? Zaskoczyłam go pytaniem do niedawna zarezerwowanym tylko dla niego i jego wyjątkowo ciekawskiej natury. Bo jesteś smutna i źle się bawisz -  odpowiedział mały mądrala. Ja na to, że pogoda mi nie służy. I wtedy Filipek zaskoczył mnie.  Pobiegł do swojego pokoju na poddaszu, wbił wzrok w okno dachowe i powiedział groźnym głosem: Zostaw w spokoju moją Babcię i oddaj jej moc, ty pogodo niedobra!. Potem przybiegł do mnie i powiedział z taką pewnością w głosie : Już wszystko będzie dobrze. Wiesz Babciu,  zła pogoda sobie poszła i znowu masz moc. 

Poczułam taką radość w sobie, że aż sama się zdziwiłam. Jak prosto można przywrócić komuś utraconą siłę. Trzeba najpierw zapytać daną osobę dlaczego jest smutna,  a potem pogadać z tym co ją zasmuciło. Proste – prawda?

Wniosek nasuwa się sam. Obserwujmy nasze pociechy i uczmy się od nich prostych, ale jakże skutecznych metod przeganiania chmur. Może warto porozmawiać ze swoim wewnętrznym JA,  dlaczego jestem smutna, zła lub rozdrażniona. Potem pójść do swojego pokoju i pogadać szczerze z tym co nas dręczy i zwyczajnie poprosić, żeby odeszło. 

Gwarantuję, że odejdzie. Wiem,  bo poczułam to dzisiaj w ten deszczowy i smutny dzień. Kiedy Tata Filipka wrócił z pracy i przepytał synka co dzisiaj robił,  malec z powagą w głosie powiedział : odczarowałem Babcię i pogoda oddała jej moc i bawiłem się ładnie, bo babcia już była wesoła i też dobrze się ze mną bawiła. Powiedział to na jednym wdechu,  bardzo przejęty. 

Nie wiem co jego Tata z tego zrozumiał. Bo spojrzał na mnie jakoś podejrzliwie,  tak jakbym to ja czarowała,  a nie mój słodki wnuk. Na szczęście ma do mnie zaufanie i nie dopytywał o szczegóły. Do końca dnia moc mnie nie opuściła,  a humor mi dopisywał, bo właśnie uświadomiłam sobie,  że mam Moc, którą daje mi Rodzina. 

Najważniejsze jest to,  iż uświadomił mi to najmłodszy członek naszej wielopokoleniowej rodziny.





poniedziałek, 18 maja 2015

Jak Kuba Bogu, tak....

Czy masz w swoim gronie znajomych dyżurnego krytyka? 

Ja mam. Ciągle zadaję sobie to samo pytanie: Co daje komuś nieustanne poprawianie, wytykanie i pouczanie innych? Nawet zapytałam kiedyś wprost moją koleżankę,  dlaczego to robi i wyobraź sobie - nie potrafiła mi odpowiedzieć ba, nawet przyznała, 
że nie chce tak postępować, ale to jest silniejsze od niej. 
Co mnie jeszcze zadziwiło? To, że zwykle krytykuje tę osobę, którą bardzo lubi. 
Aż chciałoby się powiedzieć „Ada to nie wypada”. 

Nikt z nas nie lubi być krytykowany, bo czuje się wtedy małowartościowy, byle jaki 
i niedoceniany. Więc nasuwa mi się następne pytanie: Czy krytyka w ogóle jest potrzebna? Myślę, że tak, ale tylko wtedy gdy jest konstruktywna i podyktowana dobrem drugiego człowieka. Ale uważajmy bo wygłaszając ciągle krytyczne uwagi pod adresem na przykład naszych dzieci (każdy rodzic robi to przecież w dobrej wierze),  przestajemy być słuchani,  a w zamian za to zyskujemy miano rodzinnego upierdliwca. 

Często słyszę zwłaszcza wśród młodych ludzi opinię,  że skoro mama ciągle mnie krytykuje to już dawno przestałam jej słuchać.  Może lepiej chwalmy swoje dzieci 
i mobilizujmy je do pracy,  zamiast zniechęcać ciągłą krytyką. 

A czy zdarza się wam krytykować własnych rodziców? Myślę, że tak. Ciągle słyszę: moja mama jest taka małostkowa, ciągle mi o coś suszy głowę, albo mój tato jest taki gderliwy,  ciągle mu coś nie pasuje. A na końcu wyczerpującego opowiadania jak to rodzice uprzykrzają nam życie pada stwierdzenie – Od dawna już tego ich gadania nie słucham. Czyli - jak „Bóg Kubie tak Kuba Bogu”. Innymi słowy : Nie lubimy być krytykowani ale sami krytykować lubimy. Ja mam taki sposób na to aby powstrzymać się od krytykowania innych – Nim kogoś skrytykuję, stawiam się w położeniu danej osoby. Pomyślę,  jak bym się czuła ciągle krytykowana i od razu ochota na krytykowanie mi przechodzi.

Jeżeli uważam że ktoś robi coś źle, staram się zasugerować: "Moim zdaniem powinnaś zrobić tak,  albo tak".  Gotowe rozwiązanie może podsunąć Twoim znajomym unikanie powtarzających się schematów. Spotkałam się już z taka sytuacją,  kiedy dyżurna krytykantka wygłaszała  kolejna krytykę pod adresem swojej koleżanki usłyszała pytanie : "Skoro jesteś taka pewna siebie,  to powiedz mi proszę jak zachowałabyś się będąc 
w mojej sytuacji, co byś zrobiła na moim miejscu"?.

Zaskoczona pytaniem krytykantka straciła pewność siebie i ze wstydem stwierdziła 
- NIE WIEM. Rezultat był taki, że nasza koleżanka przestała krytykować tę osobę. Proponuję więc wypracować swój własny sposób zniechęcający krytykanta.

I jeszcze jedno. Nie dajcie się wciągnąć w krytykowanie kogoś innego za jego plecami. 
Bo to już jest obgadywanie,  a ja w takim momencie przypominam sobie słowa mojej mamy: Ada,  to nie wypada.




niedziela, 17 maja 2015

Nie poddawaj się!


No i mnie poniosło... Dosłownie i w przenośni. 

Jestem osoba pogodną i ciągle mnie nosi. Serce by chciało,  a ciało nie koniecznie. Jak każdy mam swoje ograniczenia zdrowotne, ale ostatnio postanowiłam to zmienić. Zmieniłam swoje przyzwyczajenia żywieniowe i zdjęłam ze swoich kolan parę kilogramów. Następnie postanowiłam zacząć się ruszać, czyli uprawiać sport, oczywiście na miarę moich możliwości. Możliwości mam niewielkie (na razie), ale ruch zaczął mnie pasjonować. Postanowiłam i natychmiast to zrobiłam. 

W poniedziałki jeżdżę na basen i dwie godziny spędzam w wodzie ku uciesze mojej i mojego ciała. W czwartki chodzę na spacer i przy pomocy niezastąpionych kijków, uprawiam Nordic Walking. Mam przyjaciółkę, która kocha wyzwania i razem ruszyłyśmy na „podbój Świata”. 

W grupie jest raźniej i działa wzajemna mobilizacja. Systematyczność to drugi bardzo ważny element, prowadzący do sukcesu. W moim przypadku oznacza to większą sprawność fizyczną i nieograniczoną możliwość zażywania ruchu. Mam zamiar w niedalekiej przyszłości dołączyć do mojej córki i wnuczki i zwiedzać świat w formie wycieczek objazdowych. Do tego potrzebna jest sprawność i dobra kondycja. Mam cel i do niego dążę z zapałem i determinacją. W tym roku jeszcze nie wyjadę z moimi dziewczynami w Świat, ale w przyszłym może tak.

Jest czwartek i od rana pada deszcz. Raz pada, raz się rozpogadza. Tak na dwoje babka wróżyła. Około 16-tej  ustaliłyśmy z Zosią, że mamy alibi na dzisiejszy spacer bo pogoda jest niepewna. Ale około 17-tej zaczyna świecić słońce, niebo się rozjaśniło i... mnie poniosło. Poszłam na spacer sama. Wyznaczyłam sobie cel i poszłam szybkim krokiem wsparta kijkami. Celem mojej wyprawy był dom mojej przyjaciółki odległy od mojego, o jakieś... no, właśnie muszę sprawdzić o ile,  w przeliczeniu na kroki, bo zawsze jeździłam do niej samochodem. 

Zajęło mi to 50 min w szybkim tempie. Podczas tego spaceru doznałam olśnienia i zobaczyłam świat w cudownej odsłonie. Piękne ogrody, zadbane obejścia. Mijały mnie panie chodzące tak jak ja, rowerzyści i biegacze w różnym wieku. Panowie i panie, chłopcy i dziewczyny. Nie miałam pojęcia, że tyle osób w mojej okolicy zażywa ruchu. Dotarłam do celu nie wiem nawet kiedy. Wypiłam herbatę i umówiłyśmy się na wspólny spacer. Wyszłam od niej pełna optymizmu, nie zważając na to,  że czeka mnie kolejne 50 min szybkiego marszu. Znowu zachwycona przyrodą i piękną pogodą ruszyłam dziarsko w stronę domu. Czułam zmęczenie, kolana już dawały znać o sobie i odczuwałam trud tej mojej wycieczki. 

Wiedziałam jednak,  że dam radę i radośnie pokonywałam swoje zmęczenie. Kiedy dotarłam na miejsce, byłam szczęśliwa, że się udało. No i wtedy poczułam,  że chyba mnie poniosło bo boli mnie całe ciało, każda kosteczka i mięsień. Po prostu moje ciało się zbuntowało. Noc przede mną,  a ból umęczonego ciała nie daje mi zasnąć. Przewracam się z boku na bok, podkładam wałeczek z kocyka pod bolące kolana, ale jestem cierpliwa i gotowa ćwiczyć moje ciało. Bo trening czyni mistrza, a przyzwyczajenia to druga natura człowieka. 

Już widzę oczami wyobraźni jak wyruszam na piesze wycieczki po pięknych zakątkach Świata w miłym towarzystwie, a może nawet sama? Chcę przez to powiedzieć, że jeżeli chcesz coś osiągnąć, pokonać swoje słabości, urozmaicić swoje życie - nie oglądaj się na innych, nie rezygnuj z tych chwil radości i nie miej nikomu za złe,  że dzisiaj mu z tobą nie po drodze. Niech Cię niesie...ku przygodzie!




ZAKĄTEK CISZY (1)



                Zosia siedziała w ciemności,  w kuchni  swojego mieszkania na czwartym piętrze. Kiedy ocknęła się z letargu, nie mogła określić jak długo w nim tkwiła. Dlaczego nieszczęścia zawsze chodzą parami?– bezgłośnie zadała sobie to pytanie. Nikt jej nie odpowiedział, bo jej kotka jeszcze nie potrafiła z nią rozmawiać. Komunikowały się całkiem spokojnie. Zosia wiedziała kiedy jej podopieczna chciała jeść, wyjść na balkon lub kiedy demonstracyjnie ją lekceważyła. 

Wstała od stołu bo całkiem już zdrętwiała, no i potrzeba ją wzywała. Poszła do łazienki, nie paląc świateł po drodze. Zna swoje mieszkanie tak dobrze, że nie potrzebuje światła by się w nim poruszać. Prosto z łazienki poszła do sypialni, runęła dosłownie na łóżko i zapadła w coś w rodzaju półsnu. Raz była młoda i radosna, otoczona małymi dziećmi,  to znowu stara i zmęczona, zupełnie sama. Nie mogła,  lub nie chciała się obudzić, więc tkwiła w tej mieszaninie uczuć, żalu, radości, sukcesu i porażki. 

Kiedy światło zalało pokój, ostrożnie otworzyła oczy. Rozejrzała się po pokoju i natychmiast zrywając się,  biegiem dopadła do drzwi balkonowych. Kicia siedziała skulona w rogu balkonu, ukryta za koszykiem z kwiatami. Nie ruszała się z miejsca, patrzyła tylko na swoją panią smutnymi ślepkami. Co ci jest? – Zofia zapytała, jakby oczekując od swojej ukochanej kotki jakiejś odpowiedzi. Zabrała ją do mieszkania, pełna obaw, że Majka może  zachorowała, włączyła radio i w tym momencie doznała szoku. Jest poniedziałek, pogodny poranek – mówił jakiś wesoły głos w radiu...

Zaraz - jaki poniedziałek? Przecież to jest nie możliwe, żebym spała dwie doby bez przerwy. Spojrzała na swoją kotkę i już wszystko było jasne. Przypomniała sobie szczegóły z ostatnich dni. W czwartek jej mężczyzna, cudowny i romantyczny kochanek,  oznajmił jej, że znowu się zakochał i jest bardzo szczęśliwy. Zofia szczęśliwa nie była,  bo obiekt jego miłości okazał się mieć długie nogi i całe 10 lat mniej niż ona. 

Paweł zabrał  swoje rzeczy i wyprowadził się,  życząc jej szczęścia. Na pocieszenie dodał, że przecież jest fajną kobietą,  więc na pewno znajdzie kogoś, kto zasłuży na jej miłość. Bo on oczywiście nie zasługuje i dlatego się wyprowadza. Była oszołomiona i zaskoczona, nie tym, że on się wyprowadził, a raczej tym, że nie zauważyła kiedy zakochał się w innej kobiecie. 

Przepłakała noc i w piątek wróciła do szarej rzeczywistości, czyli do pracy. Ledwo odpaliła swój służbowy komputer,  sekretarka szefa wezwała ją na dywanik. Szef po oficjalnym wstępie wręczył jej wypowiedzenie z pracy, tłumacząc to redukcją etatów i problemami finansowymi firmy. Zofia czuła, że grunt osuwa jej się spod nóg.  Szef mówił coś o odprawie, o wdzięczności za dwadzieścia lat pracy, tłumaczył, że nie od niego zależy ta decyzja. Po chwili otworzył drzwi do sekretariatu i poprosił o szklankę wody.  Wypiła, wstała i wyszła. 

Poszła prosto do kadr i poprosiła o cały zaległy urlop. Krysia wieloletnia koleżanka Zofii, załatwiła wszystkie formalności, tak jakby spodziewała się po niej właśnie takiej reakcji. Na korytarzu koleżanki, te szczere,  poklepywały ją po plecach życząc powodzenia, inne zaś unikały jej wzroku i chowały się po kątach. Dopiero teraz dotarło do niej, że wszyscy w firmie o tym zwolnieniu wiedzieli, tylko ona nie.

 Zabrała torebkę i wyszła bez słowa. Jak dotarła do domu tego dokładnie nie pamięta, co robiła przez cały dzień też nie pamięta. Przypomniała sobie, że otworzyła drzwi na balkon i wypuściła Majkę, ale kiedy zamknęła te przeklęte drzwi pozostawiając ją na balkonie bez picia i jedzenia - tego już nie pamiętała. Natychmiast wypełniła miseczki swojej podopiecznej i z przerażeniem obserwowała jak pierwsza znika woda. Przepraszam cię kochana, już nigdy o tobie nie zapomnę. Już nigdy się tak nie zatracę. Siedziała przy swoim kuchennym stole bliska płaczu. 

Zaraz,  co ja robię ? Znowu dopada mnie przerażenie, znowu strach zaczyna mnie paraliżować. A przecież jestem zdrowa, Kicia też, moje dzieci chyba też. Złapała za telefon – wyczerpana bateria. Podłączyła ładowarkę, poszła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Od razu lepiej się poczuła. Zaparzyła kawę, zjadła małe śniadanie, bo jakoś wszystko rosło jej w gardle. No, proszę, przeżyłam dwudniowe oczyszczanie organizmu, to wyjdzie mi tylko na zdrowie - powiedziała półgłosem. Wróciło jej poczucie humoru, a to dobry znak. Zadzwoniła do córki, potem do syna. U nich wszystko w porządku, mają swoje życie, swoje sprawy i nawet nie zauważyli, że matka parę dni się nie odzywała. Córka zapytała tylko o powód jej telefonu w godzinach pracy. Odpowiedziała wymijająco, zasłaniając się tęsknotą. 

Teraz czeka ją trudniejsza rozmowa, wykręciła numer swojej przyjaciółki. Alicja, potrzebuję twojej pomocy – powiedziała bez ogródek. Zawsze możesz na mnie liczyć – odpowiedziała Alicja spokojnym głosem, który podziałał na Zofię jak balsam. Jeżeli dzwonisz w środku dnia to musi być naprawdę ważna sprawa. Tak, właśnie zawalił mi się świat – powiedziała bliska płaczu. Za godzinę będę wolna, przyjedź, na pewno coś na te twoje smutki poradzimy. Do zobaczenia u mnie – Alicja zakończyła rozmowę bardzo szybko, co świadczyło o tym, że ma w gabinecie klienta, albo się go zaraz spodziewa. 

Skąd ona bierze siły i ochotę na ratowanie mnie z kolejnych kłopotów? Zofia powiedziała to na głos, patrząc na kotkę. Majka zamiauczała jakby zrozumiała swoją panią, przeciągnęła się i ostentacyjnie ocierając się o jej nogi,  poszła układać się do snu w swoim koszyku. 

Za godzinę Zofia siedziała już w przytulnej poczekalni pełnej aniołów i cudownych afirmacji. Relaksacyjna muzyczka sączyła się delikatnie, pieszcząc wszystkie zmysły. Cudowny zapach lawendy i czegoś,  czego Zosia nie potrafiła nazwać,  delikatnie pobudzał nozdrza. Skupiła wzrok na afirmacji, którą bardzo lubiła: 
Człowiek jest tym, o czym cały dzień myśli”. 
No tak, a ja jestem kłębkiem nerwów, sprzecznych odczuć i strachu – pomyślała. Nad drzwiami do gabinetu Alicji widniał napis: GABINET POZYTYWNEGO MYŚLENIA.

Siedząc tak w poczekalni, przypomniała sobie jak pierwszy raz znalazła się w tym miejscu. Było to dwa lata temu w marcu,  tuż po Dniu Kobiet. Była wtedy w złym stanie psychicznym i szukała dla siebie ratunku. Będąc u kosmetyczki  (żeby poprawić sobie humor),  przeglądała różne reklamówki i obok usług kosmetyki estetycznej, gabinetu odnowy biologicznej, znalazła coś co przyciągnęło jej uwagę: GABINET POZYTYWNEGO MYŚLENIA. 
Anioł, który otwierał drzwi tego gabinetu, przedstawiał jego ofertę: Masaż energetyczny Reiki, Anielski Tarot, Karty energii kwiatów dr Edwarda Bacha, Krąg kobiet „Sabat”.

Z lekkim uśmiechem potraktowała te informacje, ale schowała je do torebki, sama nie wiedząc dlaczego. Przypomniała sobie o reklamówce dopiero parę dni później. Następne trzy dni, kolorowa reklamówka przeleżała na kuchennym stole, aż wreszcie zwyciężyła ciekawość. 

Wybrała numer podany na samym dole pięknej wizytówki dołączonej do fiszki reklamowej. Słucham? Alicja z  Gabinetu Pozytywnego Myślenia. Dzień Dobry. Chciałam się umówić do Pani na zabieg Reiki – powiedziała cicho. Chwileczkę, zobaczę kiedy mogę Panią przyjąć – odpowiedziała spokojnie kobieta o łagodnym głosie. 
Serce tak mocno biło w piersi Zofii,  aż miała wrażenie, że kobieta usłyszy to w słuchawce. Mogę Panią przyjąć za tydzień. Proszę się tak nie denerwować - powiedziała kobieta, zabieg Reiki jest bezbolesny i oczyszczający. To miłe doznanie. 
Dziękuję – odpowiedziała  Zofia kończąc rozmowę. Poczuła się dziwnie, bo miała wrażenie, że kobieta z którą rozmawiała,  przejrzała ją  na wylot. Racjonalny charakter Zofii od razu odpowiedział sobie, że skoro miała aż tak roztrzęsiony głos, to nie trzeba jasnowidza, żeby to wyczuć. Jak bardzo się myliła,  zrozumiała już po pierwszej wizycie w tym niezwykłym gabinecie.

Otwierając drzwi, Zofia zobaczyła w gabinecie kobietę całą w czerni z chusteczką w ręce oraz Alicję, która przytulając ją,  powiedziała coś,  co Zofię ścisnęło za gardło. Kochanie wiem, że strata dziecka to największe nieszczęście, ale uwierz mi,  kiedyś będzie ci lżej, bo czas goi rany.  Nawet te najcięższe. 
Kiedy mijały się w poczekalni Zofia poczuła wstyd, bo zrozumiała, że to co ją doświadcza to mały pryszcz w porównaniu z problemem kobiety w czerni...
                                                                                                                                  c.d.n.