sobota, 8 sierpnia 2015

Jak przetrwać upały?

         Upał mi doskwiera i ciało paruje.  Piję i piję, wzdycham i...zdycham - dosłownie, 
a nie w poetyckiej przenośni :).

Żeby chociaż jakaś bryza od morza człowieka owiała, a tu nic tylko upał i Sahara, ta wielka pustynia, piaszczysta, gorąca i sucha. Dzisiaj się dowiedziałam, że będzie tak jeszcze ze dwa tygodnie, a może i więcej. No cóż, jest lato więc nie narzekam, bo znalazłam sposób na ten upał wielki. Znalazłam, bo mam wyobraźnię. 

Wyobraziłam sobie, że w tropikach się nagle znalazłam. Jak to tropiki - gorąco w  dzień, a w nocy chłodno i wilgotno (jak wezmę prysznic rzecz jasna). Nic nie robię, bo nie mam siły i z tym akurat jest mi wygodnie. Więc nie narzekam, bo zawsze może być gorzej – zimno, mokro i burzowo.  Nie narzekam tylko nic nie robię by nie paść jak zabłąkany wędrowiec gdzieś na pustyni. 

Tobie radzę tak samo: weź to na wesoło, rób to co możesz, albo co chcesz, bo te upały to dobre alibi, żeby nic nie robić, albo... robić tylko to na co masz ochotę. Ja piszę wieczorami, w dzień czytam fajną książkę, gotuję mało bo kto jest głodny w takie upały? No i jest fajnie jak w tropikach. Ja jestem teraz na Bali to taka fajna wyspa (na której jeszcze w realu nie byłam), a w wyobraźni i owszem, chyba, że to są majaki spowodowane upałem;).

Ps. Znajdź swój własny, miły sposób na przetrwanie tych upałów i napisz mi o nich.


niedziela, 2 sierpnia 2015

JUSTYNA


           Justynko, kochanie  będziesz musiała pojechać do cioci Krysi – mama weszła do pokoju córki z telefonem w ręce. Justyna studentka 2 roku medycyny leżała na swoim łóżku oddając się cudownej lekturze lekkiego romansu, który znalazła w biblioteczce matki. 
- No, wiesz nie masz już co czytać? – powiedziała matka z wyrzutem. 
- To przecież twoja książka, dziewczyna stwierdziła ze zdziwieniem, na dodatek całkiem dobra – dodała. - Justynko, ty będziesz lekarzem więc nie wypada zajmować się takimi głupstwami. - Jestem dopiero po pierwszym roku, a na dodatek są wakacje i mam dość poważnej literatury. Mamo,  ale czy ty tu przyszłaś pouczać mnie co mam czytać czy w innej sprawie? Dziewczyna specjalnie zmieniła temat ich rozmowy, bo miała powyżej uszu słuchania co powinna robić, a czego nie. 

-Aha, dzwoniła ciocia Krysia. Za parę dni wraca ze szpitala i będzie potrzebowała naszej
pomocy. Dziewczyna wzniosła oczy w geście dezaprobaty ale matka ciągnęła dalej. - Wiesz, że moja siostra jest sama jak palec i muszę jej pomóc. Nie mam jeszcze urlopu i nie mogę pojechać do niej osobiście, ale ty drogie dziecko nie masz nic do roboty więc chyba mogłabyś zająć się swoją schorowaną ciotką. - Mamo, to tylko zabieg, usunięcie woreczka żółciowego – dziewczyna broniła się jak mogła, ale jej matka jakby nie słyszała. -  W sobotę mogłabyś pojechać, przygotowałabyś dom na powrót cioci ze szpitala. Ojciec zatankuje ci samochód i pojedziesz sobie wygodnie – zachęcała biedną Justynę jak tylko mogła. Opieka nad ciotką to jedno, ale obie siostry miały ukryty plan dotyczący losów ich ukochanej Justynki, dlatego matce zależało na tym, by za wszelką cenę wyekspediować ją na wieś. Justyna,  jako mała dziewczynka uwielbiała spędzać wakacje u ciotki na wsi. 

Krysia jest dyrektorką wiejskiej szkoły w podrzeszowskiej wsi. Zawsze w czasie żniw prowadziła półkolonie dla dzieci, by odciążyć zapracowanych rodziców. Justyna zawarła podczas pobytu na wakacjach cudowne przyjaźnie, które pielęgnuje do dzisiaj. Od czasu liceum przestało ją jednak interesować wiejskie życie, bo jej wiejscy przyjaciele wyjeżdżali na wakacje. Dorabiali sobie w mieście, a ci odważniejsi wyjeżdżali za granicę. Do Holandii, albo do Niemiec na truskawki lub szparagi. Justyna sama już o tym myślała, ale jej mama wybiła jej to z głowy tłumacząc, że nie ma takiej potrzeby. Anita zawsze potrafiła tak pokierować życiem swojej jedynaczki by jej było na wierzchu. 

Już dawno temu kiedy Justyna była w szkole podstawowej jej matka zadecydowała, że jej córka będzie lekarzem. Justyna dobrze się uczyła więc wszystko szło zgodnie z planem matki. Kiedy świetnie zdała maturę było oczywiste, że Anita przekona ją do studiów medycznych. Dostała się do Krakowa i ciężko pracowała na pierwszym roku, który ukończyła z wyróżnieniem. Teraz ma zasłużone wakacje i próbuje się odprężyć przy miłej lekturze. Jej matka jest przełożoną pielęgniarek mimo, że zawsze marzyła by zostać lekarzem. Jej marzenia się jednak nie spełniły ale Justynka - to co innego. Ma finansowe i moralne wsparcie w rodzinie i nie potrzebuje zajmować się niczym innym jak tylko studiowaniem. 

-Justynko, ja cię oczywiście nie zmuszam, ale pomyśl co by to znaczyło dla cioci Krysi. 
Masz przygotowanie do opieki nad chorym i na pewno dałabyś radę...-Mamo, proszę cię! Ja jestem dopiero po pierwszym roku, a poza tym po takim zabiegu ciocia sama sobie na pewno da radę – dziewczyna próbowała się wywinąć od wyjazdu. - Ja tego cioci osobiście nie powiem – stwierdziła matka – Jeżeli taką podjęłaś decyzję to powiedz jej o tym sama – mówiąc to Anita wybierała numer telefonu siostry. -  Dobra mamo, wygrałaś. Pojadę. Justyna kolejny raz poddała się woli matki. - No to się Krysia ucieszy, mówiąc to Anita wybrała numer telefonu i już po chwili rozmawiała ze swoją siostrą. 

-Wyobraź sobie droga Krysiu, że Justynka zaproponowała, że przyjedzie zająć się tobą po wyjściu ze szpitala. Nie, nie masz powodów mieć wyrzutów sumienia, bo to ona sama 
zaproponowała tę pomoc. Tyle Justyna usłyszała, bo jej matka na resztę rozmowy zamknęła się w swoim pokoju. No to wpadłam, wakacje na wsi. Co ja komu zrobiłam, że 
muszę teraz jechać na wieś zabitą dechami – pomyślała Justyna. Teraz, kiedy jej nowi 
znajomi jadą nad morze, a ona już miała poprosić rodziców o kasę na ten wyjazd. 
Miała co prawda skrupuły, bo studia w Krakowie pochłaniały ogromne kwoty. 

Rodzice się nigdy nie skarżyli, ale Justyna ma swój rozum i wie ile kosztuje wynajęcie mieszkania w Krakowie, książki, przejazdy i drobne przyjemności. Matka zadbała też o garderobę swojej córki tłumacząc drogie zakupy tym. że to jak wyglądamy ma kluczowe znaczenie jak nas postrzegają inni zwłaszcza w nowym miejscu. Tu akurat miała rację bo koleżanki z roku pochodzą z bogatych, przeważnie lekarskich rodzin i na wykładach jest istna rewia mody. 

Justyna ma tą przewagę nad koleżankami, że jej uroda przyćmiewa je wszystkie. Idealną figurę odziedziczyła po matce. Piękne kruczoczarne włosy po ojcu, a szyk i elegancję po cioci Krysi, która jest jej chrzestną matką. Podobno babcia Walentyna była bardzo elegancką kobietą obdarzoną talentem nie tylko do szycia ale i projektowania odzieży. Ubierały się u niej elegantki nawet z Rzeszowa. Babcia była szybka, precyzyjna i zdolna. Była też zaradna i miała pierwszy butik w Wielopolu do którego przyjeżdżały elegantki z całego powiatu. 

Babcia była na owe czasy bogata. Kupowała ziemię, wybudowała piękny dom. Dziadek Ksawery był szanowanym weterynarzem i żyli sobie szczęśliwie do starości. Kiedy pomarli w krótkim odstępie czasu,  został po nich spory majątek. Ciocia odziedziczyła dom, a rodzice Justyny spore oszczędności dziadków. Ziemia w pięknej okolicy Brzezin została nietknięta bo jest zapisana na Justysię. Dziewczyna nie ma pojęcia o wysokości tego wiana. 

Rodzice Justyny mieszkają od lat w starej zabytkowej kamienicy w centrum Katowic. Zajmują całe pierwsze piętro. Ich mieszkanie jest wygodne i duże. Sto pięćdziesiąt metrów cudownej przestrzeni wśród antyków, starych zdjęć i pięknych lamp. Lampy to hobby mamy. Witrażowe, tajemnicze, stare i cudne. Każda ma historię i wspomnienia z dzieciństwa Justyny. Jej pokój ze starym wygodnym łóżkiem i komodą po babci Walentynie jest najpiękniejszym miejscem na ziemi. Nigdy Justynie nie przyszło na myśl by zmienić wystrój jej ukochanego pokoiku. 

Jedyną oznaką nowoczesności jest laptop, który kupili jej rodzice jak dostała się na studia oraz telefon komórkowy z najwyższej półki. Oba te piękne przedmioty stały na zgrabnym antycznym biurku eksponując jabłuszko na tle srebrnej, eleganckiej obudowy. Wielka trzy drzwiowa szafa była dopełnieniem wyposażenia pokoju i ulubionym meblem Justyny. Ilekroć ją otwierała miała wrażenie, że wchodzi w jakiś tajemniczy świat dawnych czasów. Może to jej dusza tęskniła za inną epoką, pełną romantycznych uniesień?  

Dzisiejsi chłopcy mało ją interesowali bo byli zbyt obcesowi i kompletnie pozbawieni romantyzmu. Biegle pisali maile i esemesy ale przy zwykłej rozmowie od razu się wykładali. Dlatego Justyna nie miała bliższego kolegi, a jedynie znajomych i to niezbyt bliskich. Kiedy w sobotnie wieczory któryś zaproponował jej wypad na dyskotekę lub do klubu studenckiego wymawiała się nauką albo wyjazdem do domu. Z czasem wyrobiono sobie o niej opinię, że ma jakiegoś tajemniczego kochanka, bo tak atrakcyjna kobieta nie może być sama. Justynie pasowała ta absurdalna plotka, bo w ten sposób unikała nachalnych zalotów kolegów z roku. Miała opinie pięknej, niedostępnej i tajemniczej kobiety. Śmieszyło ją to ogromnie, bo co może być tajemniczego w cotygodniowym wyjedzie do domu. 
Otworzyła swoją tajemniczą szafę i wyjęła parę ciuszków, które zabierze do cioci Krysi. Cichutkie pukanie do drzwi spowodowało uśmiech na twarzy dziewczyny. 

- Wejdź tatku – powiedziała wesoło. - Cześć kruszynko – powiedział ojciec do córki nie bacząc, że ma już dwadzieścia lat. - Mama mówiła, że wybierasz się do cioci Krysi. Mam takie przeczucie, że to nie był twój   pomysł, chociaż twoja matka idzie w zaparte, że tak właśnie było. Oboje wybuchnęli   stłumionym śmiechem, bo doskonale wiedzieli, że Anita podsłuchuje pod drzwiami. Nie, żeby była wścibska ale raczej by mieć kontrolę na dwójką najbardziej kochanych ludzi w jej życiu. 

Roman jest znanym naukowcem i wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim. Geodezja to jego pasja i miłość - oczywiście zaraz po mamie i Justysi. Co tam w pracy? – zapytała ojca, gładząc go po policzku ze śladami zarostu. Fajny jest ten mój tata – pomyślała. Taki przystojny i seksowny ale zupełnie sobie nie zdaje z tego sprawy. - Co mi się tak przyglądasz kruszynko? – zapytał. - Nic, nic tak tylko się zmyśliłam – skłamała, bo jak miała powiedzieć ojcu, że podziwia jego męską urodę. - W pracy same nudy kochana, bez studentów jakoś zrobiło się pusto na uczelni. Mamy wprawdzie pracę zleconą przez kampanię węglową i zmagamy się z niezwykle trudnym tematem do późna z całym zespołem, ale co ja cię będę zanudzał – dodał i wyszedł z pokoju by pożegnać żonę, która właśnie wychodziła na nocny dyżur do szpitala. 

-Pa, kochani zawołała Anita i tyle ją widzieli. - Pa, krzyknęła Justyna ale matka chyba tego już nie słyszała. Wieczorem zjedli kolację przygotowaną przez ojca. Zawsze świetnie gotował i Justynie imponował tym, że radził sobie z gospodarstwem domowym równie dobrze jak mama. - Mężczyznę trzeba sobie wychować – Anita mówiła często do córki, ale ona wiedziała doskonale, że jej ojciec był wyjątkowym mężczyzną, ktory z przyjemnością udawał, że to mama go tak świetnie wychowała. Justyna jak zawsze sprzątnęła po kolacji, ojciec coś oglądał w telewizji. Zajrzała do niego tylko na chwilę by powiedzieć mu dobranoc. 

Zamknęła za sobą drzwi do jego gabinetu i zaszyła się w swoim azylu. Każde z nich miało w domu swoją przestrzeń. Rodzice od dawna zajmowali oddzielne pokoje. Nie, żeby się nie kochali, bo Justyna nie raz słyszała jak cichutko, pod osłoną nocy, raz jedno raz drugie wymykało się z pokoju któregoś z rodziców, by zasnąć w swoim łóżku po upojnych chwilach spędzonych we dwoje. Mama pracowała na zmiany, ojciec do późna siedział na swoimi projektami więc oboje uznali, że będzie lepiej jak nie będą się wzajemnie budzić. Tylko ich poranne zaloty zdradzały, że spędzili we dwoje intymne chwile.

Justynę dziwiło, że mimo 25 lat spędzonych ze sobą, ciągle się kochają i ciągle za sobą przepadają. Uśmiechnęła się do swoich myśli i oddała się lekturze. Przed snem postanowiła jeszcze sprawdzić kto ze starych znajomych spędza wakacje w Brzezinach. Opaliła laptopa i zalogowała się na FB. Napisała do znajomych: Hej! kto spędza wakacje w Brzezinach? Hej! jedzie ktoś na wieś?        
Popatrzyła na ekran i uznała, że o 1.35 w nocy nikt już na to pytanie nie odpowie.
Nie sądziła jednak jak bardzo się myliła... 
                                                                                                                                                  c.d.n.


sobota, 1 sierpnia 2015

Czy miłość jest ślepa?

         Dlaczego zakochani nie widzą swoich wad? Bo miłość jest ślepa, taka panuje ogólna opinia. O miłości jest ta opinia, czy raczej o tych, którzy są zakochani?

Zakochanie to taki stan ducha, gdzie człowiek niczego nie widzi i niczego nie słucha. Niczego - oprócz swojego ukochanego obiektu pożądania, uwielbienia i posiadania. Oj, zrobiło mi się duszno, brak mi mojej przestrzeni. A teraz na poważnie, bo to co napisałam powyżej jest przejaskrawione, wyidealizowane, aczkolwiek całkiem możliwe. 

Po co nam jest zakochanie? Po to, by móc żyć stadnie. Po co nam jest miłość? Żeby było fajnie. Czyli jak? Fajnie jest dzielić się pasją ze swoim obiektem zakochania, ale fajnie może być również wtedy, gdy masz swoją pasję i swoje rejony w które może zajrzeć ale nie musi, twój ukochany. Fajnie jest wtedy, gdy ty na przykład z pasją czytasz harlekiny, a twój ukochany jest z tego powodu dumny, chociaż sam nigdy nie czyta takiej lektury. Fajnie jest wtedy, gdy on idzie na mecz, a ty pomimo, że nie interesujesz się sportem, to wiesz wszystko o jego ukochanej drużynie bo poszperałaś w internecie aby mu zaimponować. Fajnie jest wtedy, gdy w miłosnym stadzie raz on, a innym razem ona, robi zakupy, sprząta albo gotuje kolację. Idealnie jest wtedy kiedy wszystko robimy razem. 

Znam jednak takie pary, gdzie wszystko robi ona, a on jest zwykłym draniem. Ale ona mówi wtedy, że on jest typem maczo i nie przystoi mu zmywać, chociaż ona zrobiła zakupy i ugotowała obiad. Gdybym wtedy jej powiedziała, że to jest zwykły leń i tyle, to ona mi odpowie, że jej zazdroszczę, bo kocha ją prawdziwy mężczyzna. Kiedy on na imprezie pije zbyt często i zbyt dużo i jeszcze jej naubliża, wtedy ona powie, że po pijaku się nie liczy bo on na co dzień jest całkiem inny - kochany, spokojny i taki słodki. 

Ona wierzy, że po ślubie on przestanie pić i zrobi to dla niej bo kocha ją przecież, a ona nie lubi jak on jest pijany. Ty ją pytasz: Więc dlaczego teraz pije, kiedy ty mu mówisz, że tego nie lubisz? I słyszysz odpowiedź, że on musi się wyszumieć póki jest jeszcze młody. I za każdym razem gdy jej o tym przypominasz, powtarza ci to samo jakbyś była głucha. 

Albo inny przykład: kiedy on ją odwiedza w jej rodzinnym domu i widzi, że ona ciągle ma w wokół siebie bałagan i nad niczym nie panuje, on mówi, że ona się zmieni bo przecież teraz jest młoda i musi się wyszumieć na dyskotekach, zakupach i weekendowych koleżeńskich wypadach. Po ślubie na pewno się zmieni bo będzie miała dla kogo sprzątać, gotować bo dzieci będą mieć i kochać się będą oboje. I nie dociera do niego, że ona ma inne priorytety i wyobrażenie o życiu małżeńskim. Dla niej obrączka niczego nie zmieni oprócz tego, że ma przy sobie zamiast własnego ojca, męża jako sponsora łatwego życia, niestety bez zobowiązań jakimi są dzieci. 

Aż chciało by się wtedy powiedzieć: "widziały gały co brały". Ale gały nie widziały. 
Bo miłość jest ślepa...niestety.

         

środa, 29 lipca 2015

Bajka Świetlistych Aniołów

         W kuchni przy oknie stoi kobieta i płacze nad rozlanym mlekiem. Anioł Stróż, który stoi tuż za nią pyta o powód jej łez, bo w ten o którym ona mówi, nie może uwierzyć. 

Co jest naprawdę powodem twojej rozpaczy? – powiedz to szczerze i bez obrazy, bez tej niepotrzebnej teatralnej oprawy. Kobieta płacze i nie chce mówić, więc anioł sam do niej kieruje te słowa: jeżeli już mleko rozlane ,to chociaż zmyj ze stołu tę mokrą plamę, oczyść swe życie z wrogiej energii i stań do konfrontacji ze swoim cieniem. Kobieta odwraca się nagle i pyta: Czy jesteś ze mną czy z tym człowiekiem który mnie właśnie zostawił z tym rozlanym mlekiem? Jestem z tobą ale i z drugim człowiekiem, którego losy Bóg złączył z tobą na czas wspólnej wędrówki. 

Moje życie nazywasz wędrówką? no, chyba ciągłą harówką! - kobieta krzyczy, a żal ją ściska jakby ktoś właśnie uwolnił wszystkie złe demony, które siedziały w niej  jak w puszce Pandory. To ja byłam motorem naszego życia, to ja wiedziałam jak lokować, wydawać i mnożyć nasze dobra, głównie przeze mnie zdobyte. To ja spędzałam w pracy dni całe, byśmy mogli odpoczywać potem razem. To ja byłam reżyserem i głównym aktorem filmu pod tytułem „Wygodne życie nas dwojga". I co mnie spotkało? Zapłata taka, że zostałam sama – powiedziała kobieta. 

Sama, lecz nadal bogata, bo człowiek ów nic nie chce od ciebie oprócz zrozumienia. A więc jesteś jednak za nim, chociaż moim Aniołem Stróżem się nazywasz – wykrzyczała mu kobieta prosto w anielskie oblicze. Przestań złorzeczyć i obrażać wszystkich – powiedział do kobiety jej Anioł Stróż - przypomnij sobie jak często byłaś bliska rozpaczy, gdy w żaden sposób nie mogłaś swoich pragnień doświadczyć. Co masz na myśli? – kobieta zapytała. A to, że wszystko czego zapragnęłaś łatwo otrzymywałaś, bo jeśli nie to w histerię popadałaś. 

Wiesz dlaczego tak łatwo swoje marzenia spełniałaś? Bo aniołowie w ludzkiej postaci ci pomagali. Praca - to jest twoje powołanie, więc dyrektorskie krzesło masz na zawołanie. Macierzyństwo, chociaż upragnione, późno do ciebie przyszło, by teraz być twoją radością i żebyś na świecie nie była sama, bo mała istotka obok ciebie została. Dom jest twój, bo rodzice zadbali byś miała wszystko czego oni sami by chcieli. Masz wiele, lecz miłość odeszła bo o nią samą już nie zadbałaś. 

Nie miałam czasu, ani potrzeby, bo on był przy mnie przecież bez przerwy – odparła rozżalona kobieta. Był blisko, lecz szedł swoją drogą, ku swoim celom, ku swoim pragnieniom - powiedział Anioł kobiecie. Dlaczego nic nie mówił, dlaczego szedł obok? – kobieta zapytała, jakby nareszcie zrozumiała, że ich życie już dawno przestało być ich wspólną przygodą. On mówił, lecz ty go nie słuchałaś, bo nie patrzyłaś, bo ciągle w biegu pisałaś własny scenariusz na swoje udane życie, nie bacząc na innych. Miałaś na względzie tylko własne dobro – powiedział Anioł, chociaż znał prawdę, że kobieta też nie była bez winy, bo inaczej żyć po prostu nie umiała, bo tak została wychowana. 

Hołubiona, chwalona i ciągle przeceniana. Anioł Stróż poradził zmęczonej kobiecie by zmyła plamę po mleku rozlanym i poszła odpocząć, odetchnąć chociaż na chwilę, aby nabrać dystansu do własnych przeżyć i trudnych problemów. Kiedy zasnęła, Anioł Stróż podał jej rękę i zabrał ją w piękne miejsce. Zabrał ją do królestwa świetlistego, krainy pięknej, cichej i szczęśliwej. Płynęła spokojnie przez własne życie, otwierając co rusz drzwi do własnych wspomnień. Szczęśliwa była wtedy, to było pewne, lecz innych ludzi też tam zobaczyła. 

Smutne oczy swojego męża, gdy mu o swoich planach mówiła. Próbował mówić, że nie ma siły wciąż za jej pragnieniami gonić, lecz ona słuchać nie chciała. Widziała jak drogi ich się rozchodzą ale wolała myśleć, że wszyscy tak żyją, niby razem parami, a jednak osobno. Widziała kobieta, jak oczy jego wodzą za inną, lecz uznała, że to tylko kaprys, chwilowe zapomnienie i wolała udać, że zupełnie o tym nie wie. 

Płynęła dalej swobodna, szczęśliwa, chociaż już sama, bo jego już nie ma. Serafin Kamael otwiera swe wrota i prosi kobietę by siłą swej woli stworzyła swój świat od nowa. Nie narzekaj na to co cię spotkało, bo to jest efekt twojego działania. Jesteś dość silna by budować swoje życie od nowa. Pozwól swej silnej woli stworzyć lepsze życie, takie jakie sobie wymarzyłaś. Ruszaj do przodu, nie blokuj siły, która cię może zaprowadzić w tam gdzie będziesz chciała. Wybacz tym, co cie skrzywdzili, idź dalej ku szczęściu, które zależy tylko od ciebie i twojej silnej woli. 

Otwarte drzwi zobaczyła kobieta, a w nich stoi Archaii Pociechy i zaprasza do środka. Wejdź proszę, poznaj swoje przeznaczenie. Uwolnij się od starych zależności i zamkniętego koła wiecznego niedostatku uczuciowego, udaj się w nowy świat bogactwa i spełnienia. Myślisz, że szczęście cię opuściło, że jesteś sama, lecz mylne jest twoje zdanie, bo to co cię czeka jest w dużej mierze zależne wyłącznie od ciebie samej. Pokochaj swoje nowe życie, znajdź w sobie ukojenie i nigdy już nie uzależniaj nikogo od siebie. Bądź czuła, łagodna i uważna, by szczęście, które jest ci przeznaczone, nie minęło cię po drodze. 

Mówisz tak, jakby mnie czekało szczęście, a ja nie widzę niczego koło siebie, oprócz złości, obłudy i fałszu wielkiego – powiedziała kobieta bliska załamania nerwowego. Odpuść, nie trać siły, idź naprzód ku własnemu przeznaczeniu. Wiem co mówię, bo znam twoją ziemską drogę, twój ból, smutki i cierpienie. Te trudne chwile są tylko przejściowe, pokonasz je łatwo, ja ci pomogę. Droga życia jest jak fala, raz góra jest twoja, innym razem opadasz by znów wznieść się na grzbiecie fali by szczęście ponownie zobaczyć w oddali. Poproś mnie, a pójdę z tobą by złagodzić doświadczenia, które cię spotkały na życiowym zakręcie. A co będzie dalej?– spytała kobieta zainteresowana perspektywą poznania swojego przeznaczenia. 

 To są ostatnie drzwi, w których stoi Bne Elohim Rafał. To on cię przeprowadzi ku twemu przeznaczeniu, do twych sekretnych marzeń ukrytych głęboko w twoim ziemskim istnieniu. Jesteś gotowa? pyta Anioł, a kobieta kiwa głową na znak przyzwolenia. Oto nieznane królestwo otwieram przed tobą. Jest tu pięknie, spokojnie i błogo. Wszędzie widzisz świątynie, które mają swoje tajemnice. Oto pierwsza z nich, która promienieje blaskiem czystego kryształu, strzeże ją Archanioł Gabriel i Archaii Hoppe. Tutaj możesz zobaczyć całe swoje życie, lecz nie po to, by cię rozliczać, a po to, byś mogła spojrzeć na nie obiektywnie. Po to, by zmienić swoje nastawienie w dalszym życiu, które jest dla ciebie przeznaczone. 

Nic bowiem nam się nie przydarza bez wyraźnej przyczyny. Nawet rzeczy straszne, których nikt by nie chciał przeżyć. Teraz wchodzisz do Świątyni Fioletowego Światła, której strzeże Archanioł Zadkiel i Archaii Amethyst. Jest to świątynia przebaczenia. Tutaj siła przebaczenia uwolni cię od twojej przeszłości. Jeżeli ty wybaczysz innym, tobie też zostaną odpuszczone winy. W Świątyni Niebieskiego Promienia otrzymasz współczucie i schronienie w chwilach zwątpienia w swoje przeznaczenie. W Świątyni Zielonego Promienia otrzymasz pociechę i głębokie współczucie za cały ból, samotność i niezrozumienie, które teraz czujesz i wierz mi, twój ból właśnie tutaj minie. W Świątyni Różowego Światła twoje serce zaczyna rozkwitać, zaczynasz tęsknić za miłości siłą, która jest blisko, lecz twoja złość ją próbuje jeszcze wstrzymać. 

Pamiętaj jesteś gotowa by kochać i być kochaną, a miłość jest dla ciebie bezpieczna. W Królestwie Żółtozłotego Promienia zaczynasz rozumieć, że życie płynie dalej, a ty płyniesz z nim, w poczuciu tego co masz jeszcze do zrobienia. W ostatniej świątyni dosięga cię potężny pomarańczowoczerwony promień czynnej miłości, która poprowadzi cię do życia w poczuciu radości. Radości tworzenia życia świadomego, kreatywnego, dla ciebie stworzonego. Widzisz, mówi Anioł Stróż - przeszedłem z tobą drogę od smutku po stracie ukochanego, do spełnienia w nowym życiu u boku kogoś innego. Wszystko co się do tej pory wydarzyło służy temu, żeby w dalszym życiu lepiej było. 

Kobieta wstała, kiedy świt jeszcze kolorami pomarańczy otaczał Ziemię. Zajrzała do syna, poszła do kuchni, wytarła plamę z rozlanego mleka. Usiadła przy stole sama, lecz wyzwolona, gotowa stawić czoła nowym wyzwaniom, które wszechświat dla niej zgotował. Spokój i wiara w jej sercu zagościły. 

Telefon przerwał ciszę poranka. Kobieta spojrzała na wyświetlacz i zobaczyła numer swojego nowego kochanka. To znak, że życie płynie dalej, dla kobiety... znowu zakochanej. 

Obraz Lilianna Lilu Lazarska 

























wtorek, 28 lipca 2015

ŚLUB

Małżeństwo jest zjednoczeniem dwóch dusz połączonych miłością, wzajemnym szacunkiem i oddaniem.
Jeżeli karta ta otwiera się dla osoby, która doświadczyła zdrady i jej małżeństwo się sypie, świat się wali i życie traci sens, proponuję wtedy, aby przeprowadziła przed sobą, szczere rozliczenie się z przeszłością. Proszę, aby zadała sobie pytanie jak było z tą waszą miłością, wzajemnym szacunkiem i oddaniem? 

Często pada odpowiedź – byle jak. Nie było czasu na okazywanie sobie uczuć. Praca, dom, dzieci. Gonitwa, brak siły i nawet chęci. A jeżeli chodzi o szacunek, to często zapominany o tym by okazywać go najbliższym. Nie jest to jednak powód do tego, by najbliższa nam osoba dopuściła się zdrady. Nie jest to również powód do tego, by tego nie zrobiła. Zdrady zdarzają się z różnych powodów, bo ktoś jest zmęczony codziennym życiem, bo ktoś jest zaniedbywany, bo ktoś jest obrażany, bo ktoś ulega pokusie. 

Z reguły pokusa prowadzi do zdrady wtedy, gdy czujemy się źle w małżeńskim stadle. Kiedy smutny i zaniedbany małżonek trafia na kogoś zainteresowanego nim bardziej, niż jego druga połówka. Jaki z tego wniosek?? Ddbajmy o siebie nawzajem, kochajmy się i mówmy sobie o tym. Okazujmy sobie zainteresowanie, okazujmy sobie miłość, szacunek i oddanie. A jeżeli uczucia wygasną, to nie udawajmy, że to normalne, nie trzymajmy się kogoś na siłę, nie poniżajmy się tylko dlatego by mieć pełną rodzinę. Bo nie ma nic gorszego, niż być w związku z kimś, kto nas nie kocha. 

Pozwólmy odejść osobie, która nie chce lub nie potrafi nas już kochać. Na miłość zasługuje każdy - również my. Dajmy sobie szansę, bo może jest ktoś zupełnie blisko, kto nas i naszej miłości ogromnie potrzebuje. 

Małżeństwo to również dzieci i to dla nich kochajmy i bądźmy kochani, bo tylko w takim małżeństwie dobrze się dzieci rozwijają. Bez wzajemnych pretensji i obwiniania za to, że małżeństwo nie przetrwało próby czasu i stało się nie do wytrzymania. 

Kochajmy się wzajemnie, dajmy sobie szczęście i pamiętajmy, że małżeństwo nie jest czymś co dane jest nam raz na zawsze.


niedziela, 26 lipca 2015

Magia gotowania

         "Jesteś czarodziejką w kuchni" - powiedziała do mnie przyjaciółka podczas naszej ostatniej przyjacielskiej imprezy. Popatrzyłam na nią z rozbawieniem. Może Alchemikiem – zażartowałam. 

Kiedy gotuję uruchamiam wszystkie zmysły. Mieszam, łączę i eksperymentuję. Zdrowe i świeże produkty, trochę fantazji, trochę wyobraźni, trochę miłości i potrawa gotowa. Podstawą są dobre produkty, a całą resztę dodaję tak na smak, węch, wzrok i ku radości biesiadników. Kocham karmić ludzi, kocham dzielić się moimi przepisami, chętnie rozdaję je wszystkim, którzy mnie o to proszą. 

Ostatnio zrobił furorę bigos z młodej kapusty, który podałam 20 osobowej grupie moich przyjaciół, zebranych przy biesiadnym stole w Leśnym Kurorcie, w którym przejmuję kuchnię we władanie jak tylko tam zajadę. Bigos, pomyślisz - prosta sprawa! Ja też tak mówię, ale mój tym się różni od innych, że gotowany był dla moich przyjaciół. Z myślą o paniach, które dbają o linię oraz o panach, którzy lubią sobie podjeść. Czy te dwie sprawy się nie wykluczają, zapytasz i słusznie, a ja ci odpowiem, że nie. 

Jak ugotować bigos dla 20 osób? Kup na targu cztery duże świeże główki kapusty, kilogram cebuli, wiązkę koperku (jeżeli osoby, dla których gotujesz, koperek lubią). W mięsnym sklepie w którym często robisz zakupy kup: cały karczek wieprzowy, okazały, różowy i świeży kawałek mięsa, 2 kilogramy żeberek, tych wąskich najlepszego gatunku, kilogram śląskiej kiełbasy i cały wąski boczek, mocno uwędzony dla smaku i aromatu. Będą jeszcze potrzebne 2 paczki przypraw do bigosu ulubionej firmy, liść laurowy (3 sztuki), parę kulek ziela angielskiego oraz keczup ostry o dobrze znanym nam smaku. 

Kiedy wszystkie produkty leżą już na twoim kuchennym stole, możesz przystąpić do pracy. Aha - sprawdź jeszcze czy masz do dyspozycji rękaw do pieczenia mięsa, który zapewni ci pieczenie bez tłuszczu i bez konieczności częstego podlewania, przewracania i kontrolowania mięsa.

No, to...zaczynamy! Mięsa lekko posyp przyprawą do mięs. Nie przesadzaj bo bigos doprawisz na samym końcu. Pokrój go na sześć części. Cebulę obierz i pokrój w piórka. Nie musisz się bardzo starać bo cebula się właściwie rozgotuje w asyście mięsa. Wkładaj do rękawa część karczku, garść cebuli i znowu karczek i cebulę. Na końcu wlej do rękawa pół szklanki wody i zamknij rękaw według instrukcji, nakłuwając go. Dla ułatwienia wypełniaj rękaw na dużej blasze, którą włożysz do piekarnika razem z dwoma pakunkami mięsa do pieczenia. Ten drugi pakunek to żeberka pocięte na kawałki, powiedzmy na trzy kości i przekładaj na przemian cebulą. Na koniec dodaj pół szklanki wody. Piecz mięso co najmniej 3 godziny w temperaturze 180 stopni. 

Jednocześnie wstaw do garnka z zimną wodą boczek i chwilę gotuj. Wyłącz palnik i zostaw boczek do ostygnięcia w wodzie w której się gotował. Kapustę poszatkuj drobno, lecz bez przesady. Do takiej ilości najlepiej użyj robota kuchennego. Weź duży garnek i zalej wodą kapustę, ale nie po sam czubek, a raczej do połowy garnka. Kapusta też ma sok, w czasie gotowania zmniejszy swoją objętość, a cały smak przejdzie do kapusty. Kiedy kapusta się gotuje, a mięso piecze, masz czas na odpoczynek i kubek dobrej kawy w miłym towarzystwie przyjaciół. 

Mieszaj kapustę by nie przywarła do dna garnka i sprawdzaj by jej nie przegotować bo warzywa najlepiej spożywać al dente. Pamiętaj o tym, że bigos musi się jeszcze dusić z dodatkiem mięs, wędlin i boczku. Kiedy kapusta będzie gotowa odcedź ją, pozostawiając odrobinę wywaru na dnie. Gdy mięso będzie gotowe, wyłóż blachę na deskę aby lekko przestygło. Rozetnij rękaw tak by sos, który utworzył się podczas pieczenia nie rozlał się po blaszce, ponieważ w całości pójdzie do garnka z kapustą. Mięso pokrój, a raczej rozdziel rękami i dodaj do kapusty. Z żeberek wyjmij kości i w drobnych częściach dokładaj do garnka z kapustą. Dodaj liść laurowy, ziele angielskie, przyprawę do bigosu (najpierw jedno opakowanie, a po wymieszaniu, jeżeli będzie taka potrzeba - drugie lub jego część). 

Postaw garnek na małym ogniu i często mieszając, pilnuj by się bigos nie przypalił . Kiełbasę śląską obierz ze skórki i pokrój w drobną kostkę. Potem wrzuć do bigosu. Wyciągnij boczek z garnka, w którym się gotował i również pokrój go w drobną kostkę i dodaj do bigosu. Na końcu dodaj ostry keczup dla podniesienia smaku. Dopraw bigos przyprawami według potrzeby nie przesadzając z ostrością. W końcu będą go jedli twoi przyjaciele,  a oni mają różne podniebienia. Niech bigos będzie lekko pikantny, tak by można go było doprawić na talerzu. Na samym końcu posyp bigos kilkom łyżkami mąki dla zagęszczenia. Aby mąka dobrze się rozprowadziła należy posypać łyżką i dobrze wymieszać, potem następną i znowu mieszać. Ilość łyżek mąki zależy od tego jak odcedziłaś kapustę i ile soku powstało w czasie pieczenia mięsa. 

Na koniec posyp bigos koperkiem jeżeli wszyscy uczestnicy biesiady go lubią, a jeżeli nie lubią,  podaj go na oddzielnym talerzyku by można było posypać bigos na talerzu. Ugotuj bigos parę godzin wcześniej by mógł przejść smakiem i podaj swoim gościom podgrzany bardzo mocno bo właśnie taki bigos najlepiej smakuje. Białe pieczywko i piwko jeżeli ktoś lubi, dopełnią całości. Jeżeli dodasz do bigosu odrobinę własnego serca i miłości do przyjaciół, będzie napewno wszystkim smakował :).

Jak widzisz, ilość bigosu zależy od ilości przyjaciół. Mój był wyśmienity! Wiem, bo sama go jadłam, a moi przyjaciele zachwalali i i pałaszowali ze smakiem.
Wszyscy czuliśmy się szczęśliwi.


sobota, 25 lipca 2015

Zapomniałam

         Czy zdarza wam się notorycznie zapominać o terminie wizyty u fryzjera? 
Ja tak mam :). 

Wiem, że pani Kasia, właścicielka salonu fryzjerskiego jest bardzo zapracowaną osobą i wiem, że nie dotrzymanie terminu jest jednoznaczne z jego utraceniem. A to szkoda bo drugiej takiej zdolnej fryzjerki nie znam. A ja - zapominam. Ciągle sprawdzałam karteczkę z zapisanym dla zapamiętania terminem, a jak przysło co do czego to oczywiście - zapominam. 

Jak to było dzisiaj? Otóż wstałam o 7 rano, wypoczęta i zadowolona. Pomyślałam o tym co dzisiaj mam zrobić. Brałam prysznic i w podświadomości pojawiło się zadanie – sprawdź datę wizyty u fryzjera. Pojawiło się i natychmiast zniknęło, bo ja już do kalendarzyka nie zajrzałam. Jaki z tego wniosek? A taki, że moja podświadomość zakodowała zadanie, potem mi go podała za pomocą impulsu, a ja to zbagatelizowałam. 

Ktoś pomyśli:  wielka rzecz fryzjer, ale dla pani Kasi to praca, sens jej życia, sposób na swoje utrzymanie. Muszę zaznaczyć, że z reguły nie zapominam o terminach i nigdy się nie spóźniam... za wyjątkiem fryzjera. Mam wrażenie, że boję się o tym zapomnieć i z nadgorliwości,  zapominam. A może zakodowałam sobie w mojej podświadomości – "zapomnij o wizycie u fryzjera"?

Często powtarzam: Nie zapomnij o wizycie u fryzjera, a jednak zapominam. Zapominam o podstawowej zasadzie przy stosowaniu codziennych afirmacji, która mówi o tym, że nasza podświadomość nie zna słowa NIE.

Moją afirmacją jest: nie zapomnę o kolejnej wizycie u fryzjera.
Kiedy podświadomość wykreśli słowo NIE to pozostaje: zapomnę o kolejnej wizycie u fryzjera. Ciekawe, że dopiero dzisiaj sobie to uświadomiłam. 

Od dzisiaj moją codzienną afirmacją będzie:  "zawsze pamiętam o wizycie u fryzjera".