poniedziałek, 5 grudnia 2016

MARZENIA DO SPEŁNIENIA


List do Świętego Mikołaja cz. III 


Nie wiem jak ci to powiedzieć – Ewa spuściła wzrok i zastanawiała się jakich użyć słów żeby mąż ją dobrze zrozumiał.
Adam czekała na to co powie żona, a serce waliło mu tak głośno aż miał wrażenie że ona to słyszy.
Mam takie marzenie.... chcę mieć więcej dzieci – spojrzała na niego i zobaczyła ulgę w jego oczach.
No wiesz zawsze możemy nad tym popracować – uśmiechnął się i podszedł do niej by ją przytulić.
Obawiam się że źle mnie zrozumiałeś.
Źle? - znowu niepewność wkradła się do jego serca.
Adasiu ja chcę stworzyć Rodzinny Dom Dziecka – powiedziała to jednym tchem, żeby znowu się nie rozmyślić – Ja wiem że to jest ogromne wyzwanie i wiele pracy, ale zobacz ile nieszczęśliwych dzieci jest na świecie....choćby ta Becia..…

Ewuniu i to o tym tak ciągle myślałaś? - przerwał jej w pół słowa
Od czasu kiedy znalazłam ten list na poczcie, no wiesz od tej dziewczynki z Domu Dziecka....
Dlaczego od razu mi o tym nie powiedziałaś? - zapytał z nutką zawodu w głosie.
Chciałam najpierw sama to przemyśleć, przepraszam....
Nie przepraszaj. Jestem szczęśliwy, że mam obok siebie tak cudowną kobietę – Adam tulił do siebie żonę i dziękował Bogu, że to co ją martwiło nie zagraża ich rodzinie, a wręcz może uczynić ich jeszcze bardziej szczęśliwym, o ile jest to w ogóle możliwe.

Kiedy tak tulili się do siebie do gabinetu zajrzała pani Janowska właścicielka kotki, która ciągle symuluje. Kotka udaje że jest chora, a jej właścicielka ciągle z tą samą troską chodzi z nią do weterynarza.
Chrząknęła porozumiewawczo, nie chciała przeszkadzać, ale skoro już weszła niegrzecznie było podglądać.
Przepraszam, pukałam ale państwo nie słyszeli więc weszłam. Jeszcze raz przepraszam.
Nie ma za co – odparł jak zwykle grzecznie doktor Adam Michalski najlepszy weterynarz w okolicy.
Zapraszam – wskazał ręką stół na którym pani Janowska postawiła swoją niesforną kotkę Bonitę.
Ewa grzecznie przeprosiła i wyszła pospiesznie z gabinetu, by nie przeszkadzać mężowi w pracy.
Jest, jest, jest ! – radośnie skierowała ręce ku niebu.
Co panią tak ucieszyło? - zapytała asystentka doktora.
Życie jest cudowne, prawda?
Może i jest, ale ja o tym nic nie wiem – odparła z uśmiechem Oliwia.
Ewa w lot zrozumiała co Oliwia miała na myśli, ponieważ wiedziała że jest bardzo pogodną i szczęśliwą osobą. Młoda pani weterynarz uwielbia swoją pracę i czworonożnych przyjaciół. Jest weterynarzem z powołania i to daje jej szczęście i poczucie spełnienia.

Prawie biegła do domu. Radość rozpierała jej serce, w głowie miała tysiąc pomysłów. Musi przemeblować ich ogromny dom, nareszcie się do czegoś przyda tych kilka nieużywanych pokoi. Musi porozmawiać z Krysią ich gosposią bo przecież przybędzie jej obowiązków. Najważniejsza rozmowa czeka ją jednak ze Stasiem, ale to postanowiła odłożyć na później, jak Adam skończy pracę. Ewa chce żeby wszyscy troje uczestniczyli w rozmowie, bo wszystkich ich ona dotyczy.

Staś jest jedynakiem i to dla niego oznacza wielkie zmiany. Nie wspomnę już o rodzicach, ale im opowie wszystko jak załatwi wszystkie niezbędne formalności....pomyślała o mamie przecież jest świetnym prawnikiem, może by ją poprosić o wsparcie. Jak szybko o tym pomyślała tak szybko się rozmyśliła. Mama jej nie zrozumie, chyba że stałby się jakiś cud.

Kolację !!!! - Ewa krzyknęła stojąc przy schodach.
Idziemy!!!! - usłyszała równie głośno.
Adam siedział już przy stole i z przyjemnością przyglądał się żonie. Takiej rozpromienionej dawno już nie widział. Gdyby nie wiedział o jej tajemnym planie pomyślałby że jest przy nadziei. Jakaś radosna aura ją otaczała.
Oj jak tu pięknie pachnie – pochwaliła Becia i od razu usiadła przy suto zastawionym stole.
Staś popatrzył na pięknie zastawiony stół i zapytał: Czy my coś świętujemy? Czy mi się tylko wydaje?
Mamy w domu gościa – powiedziała Ewa
No i mama ma ważną sprawę, którą chce z nami przedyskutować – dodał Adam
Może jednak najpierw zjemy – Ewa straciła pewność siebie, bo nie wiedziała, czy to co ma do powiedzenia synowi, będzie dla niego powodem do świętowania.
No śmiało – zachęcał ją mąż.
Mamo powiedz mi o co chodzi bo zaczynam się denerwować – mówił do matki nakładając sobie na talerz dużą porcję lazanii.
Wiesz synu wpadłam na taki pomysł....
A ja to zaakceptowałem – dodał ojciec
Chciałabym, to znaczy chcielibyśmy z tatą stworzyć w naszym domu Rodzinny Dom Dziecka. Co ty na to?
Staś spojrzał na matkę, potem na ojca i nic nie odpowiedział.
Becia przestała jeść i patrzyła na nich wszystkich swoimi wielkimi oczami.
Stasiu powiedz coś – poprosiła mama.
A co chciałabyś usłyszeć mamo? Przecież już wszystko ustaliliście z tatą. Co mam powiedzieć? Że chętnie podzielę się z mamą i tatą, oddam swój pokój? Mamo jak sobie to wyobrażasz? To ten list do Świętego Mikołaja tak cię nakręcił i dlatego wpadłaś na taki pomysł?
Nie do końca tak było. Od dawna marzyłam o tym, by nasz dom był pełen szczęśliwych dzieci, ale Bóg nas obdarzył jedynym synem i myślę że zrobił to celowo, bo chciał żebyśmy pomogli innym dzieciom, z którymi los obszedł się mniej łaskawie.
Może masz rację – Staś zmienił ton i trochę się uspokoił.

Becia spojrzała na Stasia – Czy mogę coś powiedzieć? - chłopiec kiwnął głową.
Twoja mama ma wielkie serce, bo chce dać innym dzieciom szanse na normalne dzieciństwo. Stasiu nie obraź się, ale ty nie masz bladego pojęcia jak wygląda moje życie. Ciągły strach, co ze mną będzie gdy moja mama gorzej się poczuje, że już nie wspomnę kiedyś odejdzie. Bieda, która nas dotknęła nawet nie jest najgorsza, gdyby tylko mama była zdrowa. Ale nie jest, a ja powinnam ją wspierać, ale wiesz już nie mam siły. Nie pamiętam kiedy jadłam tak smaczny posiłek. Nie wiem kiedy było mi tak ciepło jak w tej chwili. Nie pamiętam by kiedykolwiek pytał mnie ktoś o zdanie, bo moja mama chociaż bardzo mnie kocha zawsze musiała wybierać "lepsze" rozwiązanie. Czyli kupno lekarstw, albo dla mnie nowe ubranie. Przepraszam że się wtrącam ale musiałam to powiedzieć. Jest pani cudowną osobą – zwróciła się do Ewy – A ty Stasiu masz szczęście że możesz dorastać w tak cudownym domu – dziewczynka wstała od stołu i pobiegła do łazienki, a Ewa poszła za nią.

Co ja takiego zrobiłem? – zapytał ojca.
Nic synu, to nie twoja wina. Twoja koleżanka ma gorszy dzień i na pewno jest tym wszystkim już zmęczona. To co ją spotkało to zbyt wiele na dziecięce barki. Nic nie zrobiłeś jesteś dobrym dzieckiem to Becia ma problem, który ją przerasta. Jedz synu panie zaraz do nas wrócą. Jedz bo nam lazania wystygnie, a mama tak się starała. Zaczęli jeść, a za małą chwilę Ewa z Becią wróciły do stołu. Dziewczyna jadła z apetytem ale już nic nie mówiła. Kolacja dobiegła końca i Ewa zaproponowała by Becia u nich została. Przygotowała jej jeden z gościnnych pokoi z samodzielną łazienką. Dla dziewczynki był to szczyt luksusu, bo nigdy jeszcze w takim pokoju nie mieszkała. Jasny dziewczęcy pokój nareszcie przydał się komuś i spełnił swoje zadanie.
Staś poszedł do swojego pokoju i już nie wracali do tego tematu.

Jak myślisz zgodzi się na takie zmiany? - Ewa zapytała męża szukając w nim pociechy.
Musi sobie wszystko poukładać w swojej młodej głowie. Tak go wychowaliśmy, by śmiało wygłaszać swoje zdanie. Myślę że się zgodzi, ale.... lepiej jakbyś miała plan B gdyby jednak nie chciał na to przystać. Kochanie nie martw się na zapas, dajmy mu trochę czasu – przytulił Ewę i poczuł taką miłość do niej, jak wtedy gdy się w niej zakochał.

Joker wrócił już z nocnego obchodu. Zjadł miskę psiej karmy i poszedł na swoje posłanie.
Dom ucichł, noc nastała ale nikt z domowników nie mógł dzisiaj zasnąć . Staś rozmyślał nad tym co ma powiedzieć jutro swojej mamie. Jaką ma podjąć decyzję w tak ważnej sprawie. Z jednej strony podziwiał ją, a z drugiej bał się utracić przywileje jakie otrzymał w ich małej rodzinie. Wiedział jedno że powinien zaufać rodzicom, bo nigdy by nie zrobili niczego by go zranić. Obracał się z boku na bok i zasnął już zupełnie nad ranem.
Ewa i Adam długo rozmawiali jak zrealizować jej marzenia , jak ułożyć życie sobie z dziećmi, którym chcieli stworzyć dom. Taki normalny z tata i mamą i starszym bratem.
Becia prawie całą noc przepłakała. Było jej wstyd że pomimo choroby mamy ona cieszy się tym, że może spać w tak pięknym pokoju z własną łazienką i telewizorem. Kiedy już zmówiła pacierz poprosiła Boga by jej wybaczył że jest dzisiaj taka szczęśliwa.

Ciąg dalszy opowiadania List do Świętego Mikołaja przeczytacie w książce MARZENIA DO SPEŁNIENIE. 









piątek, 25 listopada 2016

WŁOSKIE WAKACJE


Moja droga Mario przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale jakaś niemoc mnie ogarnęła. Nie, nie twórcza tylko fizyczna, a konkretnie ból prawej ręki. Co innego napisać list na klawiaturze komputera, a co innego odręcznie. Przesiliłam rękę robiąc porządki po powrocie z wakacji, jakiś przykurcz mięśni dostałam, ale już jest lepiej więc od razu piszę do ciebie. No cóż jesień nastała moja ulubiona pora roku. Trochę nostalgiczna, ale z jakiś powodów dla mnie cudowna. Pogoda dopisuje i mamy piękny wrzesień. Mój ogród mocy powoli szykuje się do snu zimowego. Czasami zajrzy wiewiórka, czasami jeżyk przyczłapie, liście opadają i z tym jest więcej roboty. 

Wakacje już za nami a włoskie morze to tylko wspomnienie.

Tylko opalenizna jeszcze została i moje wspomnienia. W tym roku zdałam sobie sprawę, że nasza Polska jest taka piękna i że mało co mnie może zadziwić. 

Miasta włoskie no cóż nic szczególnego chyba że Wenecja, Werona czy Rzym. Nad morzem tłumy, w kawiarniach tłumy tylko za miastem trochę spokoju. Zakupy prawie jak w kraju i nawet jest Lidl i Inter Spar żeby swojsko było. Płacisz w Euro ale przelicznik wskazuje, że te same pieniądze i tam i tu życie nas kosztuje.

Mieszkaliśmy w domu naszych przyjaciół i to już piękne wspomnienie. Typowy dom włoski urządzony w śródziemnomorskim stylu. Kafle na podłodze żeby było chłodniej w kolorze cegły z niebieskim dekorem. Meble białe, niebieskie dodatki, muszelki, kamyczki i rozgwiazdy. Kuchnia biała aż strach tam coś robić, ale przywykłam bo oswoiłam to miejsce. Stawiając wszędzie zioła, przyprawy i kwiaty. Kuchnia to moje królestwo i panowałam tam niepodzielnie, bo moja przyjaciółka nie lubi gotować, a ja wręcz przeciwnie i tu się zgrałyśmy. Stwierdzam że z moją pasją gotowania pasuję do każdego ludzkiego zestawu. Teraz dotarłam do najważniejszej sprawy jak przeżyć piękne wakacje mieszkając 24 godziny pod jednym dachem z tak różnymi silnymi osobowościami.

Ja mam swój sposób i jak dla mnie niezawodny: Humor, dowcip, duża doza tolerancji i własne zaciszne królestwo w razie gorszego dnia. Pisanie przynosiło mi wiele radości bo miałam gdzie odpływać w razie „burzowej” pogody ducha naszych gospodarzy. Którzy nieustanie prowadzą ze sobą 50 letnią wojnę podjazdową…..są już tyle lat razem i ciągle ze sobą "walczą". Każde z osobna cudne, mądre i silne tylko razem tworzą jakąś dziwną mieszankę wybuchową. Czasami bywało „gorąco” jak to na włoskich wakacjach, ale cóż życie. Podsumowanie jest takie: Pogoda była piękna, piękny basen do dyspozycji, dom cudny, jedzenie smaczne (tutaj się chwalę), a towarzystwo wyjątkowe, więc i wakacje były udane takie typowe włoskie głośne i urozmaicone.

No cóż wróciłam już do mojej rutyny dnia codziennego i z tymi mi dobrze i z tym mi po drodze.
Mój dom, moje dzieci i mąż i cała reszta i z tym czuję się bezpiecznie i na swoim miejscu. Robię generalne sprzątanie tak jak co roku na jesień, bo to dla mnie pora zmian, odnowy i nowych porządków.

Wyrzucam co stare, robię miejsce dla nowego i lepszego.
Polecam tę metodę każdemu. „Wymiatania złego z każdego kąta domu swego”.

Kurz, stare gazety, zepsute przedmioty blokują energię i spokój domowników. Ruszyłam więc ostro do roboty, ale nie przewidziałam że będą drobne zdrowotne kłopoty. No cóż nie mam już 20 lat, ani 30, ani 40 , ani nawet 50 lat, tylko trochę więcej jak wskazuje metryka, serce się rwie do roboty, ale ciało niekoniecznie. Odpoczęłam, zrobiłam przerwę i od poniedziałku ruszam do pracy by ukończyć dzieło.

Jeżeli chodzi o moją „twórczość” to robi się nerwowo, bo kończę kolejną książkę i temu zwykle towarzyszą emocje.

Ciągle nowe pomysły i nowe wątki przychodzą mi do głowy ale wiem, że zmierzam już do portu i trzeba będzie rozstać się z bohaterami Anielskiej Terapii. Niby ulga, ale i żal jakiś. No chyba zrobiłam się nostalgiczna jak zwykle na jesieni.

Mam już szkice nowych książek i wiele nowych pomysłów, ale jestem osobą systematyczną więc najpierw zakończę zaczęte już „dzieło” by móc ruszyć z nową przygodą. „W Lawendowym Domu”(to roboczy tytuł),opowiadania które właśnie zaczynam. Cudna opowieść jak z bajki z zielarką, czarodziejką w roli głównej. Moją muzą stała się zielarka, która zobaczyłam na zdjęciu na Fb stronie Gadziokarnia…... Agis Wojciechowska kobieta w zielonym turbanie…..to właśnie zdjęcie zainspirowało mnie do pisania. Poznam ją niebawem i mam nadzieję na owocną współpracę, bo w tej książce obok baśniowej fabuły będzie wiele sprawdzonych zielarski porad. No i taka ze mnie pisarka, która pisze książki w przerwach od sprzątania, gotowania i niańczeniem wnucząt.

Mam jeszcze przyjaciół których kocham, wspieram i pomimo tak licznych zajęć znajduję dla nich czas. Bo przyjaźnie trzeba pielęgnować droga Mario. Tak moja droga o przyjaźń trzeba dbać, bo to co dasz z siebie, wróci do ciebie z podwojoną siłą.


Ps. Pisanie listów do Ciebie jest dla mnie przyjemnością.


Pozdrawiam Cię kochana i czekam na wieści od ciebie. Ciekawa jestem czy lubisz jesień i czy robisz już Mapę Marzeń i w ogóle jak żyjesz, co lubisz a co sprawia ci kłopot, co cię denerwuje a co bawi …..

Pozdrawiam, całuję


Halina ……. Anielska Poczta.











niedziela, 20 listopada 2016

ZMIANA KIERUNKU

Dostałam dzisiaj na priv kolejną wiadomość o treści :
Dlaczego tak mało piszesz na Fb?
Osobiście nie odczuwam takiego braku,ale zapytałam dzisiaj swoje Anioły co się takiego zmieniło w moim życiu, że zmieniły się moje priorytety i taką dostałam odpowiedź:
ZMIANA KIERUNKU
Zmiany, których doświadczasz, zmierzają w kierunku wyznaczonym pragnieniem na miłość i anielskie przewodnictwo. Anioły otaczają Cię ochroną teraz i w przyszłości, więc krocz swoją drogą wyznaczoną ku upragnionym celom. 
Czyli rozpoczyna się nowy etap w moim życiu. Dawny styl życia przestał mnie już interesować i wkraczam na nową drogę. Pragnę życia i pracy, które lepiej będą pasowały do moich nowych zainteresowań. Skupiłam się więc na pisaniu kolejnej książki i to daje mi poczucie spełnienia. Odnalazłam w sobie pasję prowadzenia anielskich warsztatów i temu zagadnieniu poświęcam wiele czasu.
DESZCZ OBFITOŚCI 
Zwykle karta ta pokazuje się wtedy gdy chcemy uzdrowić swoje finanse, ale również wtedy kiedy los obdarza nas obfitością wszelkiego rodzaju, na przykład jako więcej niż zwykle czas, sposobności czy pomysłów. Na brak pomysłów nie narzekam a i innych zarażam optymizmem. Przygotowuję nowy projekt o nazwie:
MARZENIA DO SPEŁNIENIA
ZABAWA
Zabawa, wesołość i śmiech dodają mi wigoru. Oddaję się więc bez reszty zajęciom, które dają mi wiele radości. Proste przyjemności, krótkie wygłupy, chwila śmiechu z przyjaciółmi pomagają mi osiągnąć równowagę w życiu.
Opieka nad najmłodszymi członkami mojej rodziny daje mi wiele szczęścia i poczucie spełnienia. A wiec wnuki to treść mojego życia. Dzięki nim obudziło się we mnie wewnętrzne dziecko. Dzięki temu żyję zdrowo i szybciej realizuję swoje pragnienia. Zabawa stanowi więc nierozłączną część mojego życia. Dzięki czemu odczuwam radość i pewność, że wszystko w życiu jest możliwe.
NOWY PARTNER BIZNESOWY 
Żadne spotkanie nie jest przypadkowe.
Zwracam więc baczną uwagę na nowych ludzi, których Anioły stawiają na mojej drodze. Rozpoznaję ich, bo wydają mi się znajomi, przynosząc otuchę i poczucie bezpieczeństwa. 
Niedawno spotkałam się z osobą, która pomoże mi spełnić się jako pisarka, ale odłożyłyśmy nasze plany na przyszły rok by wszystko toczyło się własnym torem.
Codziennie dziękuję za to Bogu.
Dziękuję za wszystkich ludzi, którzy pomagają mi w spełnieniu moich marzeń.
NAGRADZAJ SIĘ
Ostatnio dużo od siebie dawałaś, czas więc, żebyś i ty coś otrzymała. Znajdź chwilę, by się nagrodzić.
RÓWNOWAGA DAWANIA I PRZYJMOWANIA JEST NIEZBĘDNA DLA UTRZYMANIA STAŁEGO WYSOKIEGO POZIOMU ENERGII, NASTROJU I MOTYWACJI.
Ostatnia karta dała odpowiedź moim troskliwym Fb znajomym.
Dziękuję kochani za troskę i zainteresowanie moją osobą.
Informuję, że mam się dobrze, jestem szczęśliwa i zadowolona z życia.
Rozwijam swoje zainteresowania, pracuję nad własnym rozwojem i cieszę się każdą chwilą.
Piszę kolejne książki i żyję zwyczajnie spełniając się jako żona, matka i przede wszystkim babcia.






wtorek, 15 listopada 2016

ZAPROSZENIE DO ANIELSKIEJ PRZYSTANI

„Radość to największa energia.
To magiczne poczucie, że wszystko jest możliwe.
Jej źródłem jest wdzięczność za dary, które niesie każdy moment.”

dr Doreen Virtue

Ostatni weekend był dla mnie bardzo ważny.
Wieczór autorski dla moich przyjaciół w gościnnych murach Leśnego Kurortu w Gierczynie był dla mnie wyjątkowy, chociaż wiele już takich spotkań się odbyło ten był nieco inny. Odbywał się bowiem w miejscu dla mnie szczególnie ważnym a i goście byli wyjątkowi. Spotkali się bowiem moi wieloletni przyjaciele z ludźmi, których znałam do tej pory tylko z Facebooka. 

Jakaż była moja
Radość kiedy przytuliłam do siebie Elkę Elka BursztyNowa z którą od roku piję kawkę tyle że przed monitorem komputera. 
Moja wdzięczność nie zna granic, bo przyjechali na spotkanie ze mną, goście aż z Bydgoszczy pokonując 500 km w jedną stronę. 
Krysiu Krystyna Nowak-Grobelska sprawiłaś mi ogromną przyjemność i bardzo Ci dziękuję za te trzy dni spędzone z Tobą, twoją rodziną i przyjaciółmi. 

Magia zadziałała i moje marzenie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamanifestowało się w realnym życiu. Za sprawą mojej książki w jednym miejscu spotkali się ludzie o podobnym sposobie myślenia. Radośni, życzliwi i gotowi dzielić się tą miłością do życia z innymi. 
Nowe przyjaźnie, plany i pomysły są owocem tego spotkania. 

Stało się coś, czego się sama nie spodziewałam, pożegnałam bez żalu to co mi wadziło od dawna, by zrobić miejsce nowemu i to w jeden czarowny wieczór. 

CUDowne
jest życie, bo pozwoliło mi napisać scenariusz zgodny z moimi pragnieniami.
Stało się to w momencie kiedy określiłam czego najbardziej pragnę i poczułam że jestem gotowa i zasługuję na spełnienie swoich marzeń.

Moje kochane dziewczyny z Klubu Pozytywnego Myślenia: 
Żaneta KonsekMałgorzata TequilaBeata MarchewkaBeata MakselonMarzena CzechowskaAgnieszka Pałamarz jesteście dla mnie wsparciem, inspiracją i dowodem na to, że radość skumulowana jest darem od losu za który jestem wdzięczna.

Dziękuję za to, że znalazłam Anielską Przystań a moi przyjaciele właśnie do niej zmierzają.


niedziela, 6 listopada 2016

Z PAMIĘTNIKA ŁAKOMCZUCHA IV



14.04.2016

Wizyta u lekarza czyli kurtyna opadła.

Siedzę sobie w przychodni lekarskiej, czekając na swoją kolejkę do lekarza. Zabijam czas czytaniem broszurek reklamujących różnych specyfików na obniżenie cholesterolu, cukru i ciśnienia. Między pacjentami nawiązuje się rozmowa dotycząca chorób, z którymi przyszli do lekarza. Nie biorę w niej udziału bo generalnie unikam tego typu rozmów. Pani siedząca obok mnie nie daje jednak za wygraną i już kolejny raz pyta z czym ja idę do lekarza. Uśmiecham się uprzejmie i wymiguję od odpowiedzi. Ale dociekliwa sąsiadka nie daje mi spokoju. 

Idę tylko na kontrolę – odpowiadam zdawkowo
Już oni tam pani znajdą jakąś chorobę – odpowiada nadgorliwa pani
Dlaczego pani tak myśli? – dopytuję wciągnięta już w rozmowę
Bo nie ma proszę pani ludzi zdrowych, oni tylko o tych chorobach jeszcze nie wiedzą – skwitowała zadowolona z siebie.
Pomyślałam, że może coś w tym jest i przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam: Kogo ja chcę oszukać ?– zapytałam siebie w myślach. Od dawna źle się czuję i dlatego tutaj siedzę. Spojrzałam na panią siedzącą obok mnie i zastanawiałam się z czym też ona przyszła do lekarza. Tak na oko wyglądała na okaz zdrowia.
No, cóż to nie moja sprawa – pomyślałam, a w rzeczywistości aż mnie korciło by zapytać co jej dolega. Kiedy już się zebrałam na odwagę, drzwi gabinetu się otwarły, wyszedł z nich starszy pan a ja usłyszałam moje nazwisko i : Następny proszę!

O jak miło panią widzieć – przywitał mnie mój lekarz pierwszego kontaktu
Dzień dobry – powiedziałam, ale nie byłam pewna czy jest taki dobry skora ja jestem w gabinecie u lekarza zamiast na kawie z koleżanką.
Pan doktor zmierzył mi ciśnienie i nie był z niego zadowolony. Za wysokie….. no ale cóż ja zwyczajnie przeżywam każdą wizytę u lekarza co skutkuje podwyższonym ciśnieniem tętniczym.
Wysłuchał spokojnie z czym do niego przyszłam, po czym wyszedł z gabinetu by po chwili wrócić z małym etui w ręku.

Zmierzę pani poziom glukozy we krwi bo te objawy, o których mi pani opowiedziała sugerują, że może mieć pani cukrzycę. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, ale od razu uświadomiłam sobie, że mój ojciec miał cukrzycę, a więc ja również jestem w grupie ryzyka zachorowania na tę chorobę.
No i bingo – powiedział pan doktor po czym spoważniał i powiedział: Muszę być z panią szczery, nie jest dobrze. Na glukometrze odczytał 390 mg% a zdrowy człowiek o tej porze, kilka godzin po śniadaniu powinien mieć 110 – 140 mg%. Popatrzył na mnie z powagą i usłyszałam czym jest cukrzyca i co mi grozi jeżeli szybko nie uporamy się z problemem.
Przestraszyłam się nie na żarty. Dostałam na własność glukometr, recepty, broszurkę dotyczącą cukrzycy i polecenie by mierzyć w określonych godzinach cukier, oraz termin wizyty kontrolnej za dwa tygodnie by wdrożyć regularne leczenie, po odczytaniu moich pomiarów

Wyszłam z gabinetu z miną nieszczęśnika, co nie uszło uwadze owej pani, która siedziała obok mnie w poczekalni.
A nie mówiłam – powiedziała do mnie z triumfem wypisanym na twarzy.

Wróciłam do domu z całym tym bagażem i postanowiłam rozprawić się cukrzycą. Pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do znajomej dietetyczki, u która parę lat temu skutecznie się odchudziłam. Po wysłuchaniu z czym mam problem wyznaczały mi wizytę w najbliższym terminie - za miesiąc niestety.

Znużona ciężkim przedpołudniem przysnęłam po obiedzie, wstałam bardziej zmęczona niż się położyłam.

Przejęta tym co mi powiedział lekarz, usiadłam przed komputerem i wpisałam w Google: CUKRZYCA.




















niedziela, 30 października 2016

Z PAMIĘTNIKA ŁAKOMCZUCHA III

10.04.2016

Złe samopoczucie, czyli odchudzanie przebiega pomyślnie

Kolejny dzień oczyszczania mija. Złe samopoczucie mnie nie opuszcza. No cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Pocę się coraz bardziej, głowa boli mnie prawie co dzień.

Ileż tych toksyn jest w człowieku? - zastanawiam się pijąc kolejną szklankę wody.

Zadziwia mnie łatwość z jaka po prostu pochłaniam wodę. Zwykle wmuszałam w siebie kolejną szklankę, a teraz nie ruszam się nigdzie bez butelki wody. Mam taką sprytną butelkę mieszcząca się w torebce, butelkę napełniam dobrą wodą, by natychmiast zaspokoić pragnienie niezależnie od tego gdzie jestem.

A waga spada by znowu się podnieść.
Dziwne uczucie kiedy staję na wadze z łomotaniem serca, zerkam …...jest dobrze 86 kg rano, na czczo i oczywiście bez ubrania, bo każdy gram się liczy kiedy chcesz poczuć radość z odchudzania. Kolejny dzień jem warzywa, kaszę i czuję, że jutro będzie lepiej, a kiedy staję nazajutrz na wadze doznaję zawodu bo waga wskazuje 87 kg…..
Schodzę z wagi, by po minucie znowu się zważyć....87 kg i nie chce być inaczej.

No, ale zawsze to dwa kilogramy mniej niż tydzień temu.

Jest dobrze - sama się pocieszam.

Koło południa czuję kołatanie serca, spocona siadam do stołu by odpocząć. Zastanawiam się co takiego dzisiaj robiłam, bo czuję się okropnie zmęczona. Głodu nie czuję, więc żołądek już przyzwyczaił się do mniejszych porcji ale, złe samopoczucie mnie przeraża, bo nigdy przedtem nie czułam się taka zmęczona, smutna i nieatrakcyjna.

Nie mam ochoty na spacer, unikam zakupów by nie ulec pokusie i nie włożyć do koszyka moich ulubionych produktów. Jedyny z tego pożytek, że zakupy robię planowe z kartka w ręku i wybieram tylko to, co potrzebne jest w domu do ugotowania zdrowego posiłku. Moja rodzinka też na tym korzysta bo i dla nich stworzyłam nowe zdrowsze przepisy.
Zamiast śmietany - mleko, zamiast białego pieczywa - ciemne z dodatkiem ziaren, zamiast winogron - jabłuszko, zamiast schabowego - filet z indyka.....

Gotowanie dla domowników kosztuje mnie nadal dużo wysiłku.
Wypracowałam co prawda swój własny system, ale i tak czuję się nieszczęśliwa kiedy nie mogę pozwolić sobie na odrobinę tego co lubię.
A jeżeli chodzi o mój system jest szalenie prosty: najpierw sama zjadam swoją porcję, a potem nasycona gotuję posiłek dla rodziny.
Unikam gotowania potraw, które szczególnie lubię i po krzyku.

Schabowy już nie robi na mnie wrażenia, ale w snach znowu widziałam grillowanego kurczaka. Czułam zapach, widziałam jak gorąca mgiełka otaczała kurczaka, jak na reklamie kulinarnego programu. Obudziła się w środku nocy zalana potem. Kiedy opowiadałam o tym moim przyjaciółkom sam nasunął się wniosek: "Gdybyśmy nie wiedziały, że jesteś już dawno po, to stwierdziłyby, że mam klimakterium."
Podobne objawy, podobny scenariusz, ale ja już dawno mam to za sobą, bo w wieku 42 lat przeszłam operację usunięcia macicy.

No więc to nie jest klimakterium. Tylko co?

Kolejny raz zadałam sobie to pytanie i doszłam do wniosku, że muszę udać się po poradę do lekarza i zrobić odpowiednie badania. Jak pomyślałam tak zrobiłam, mam wyznaczona wizytę i czekam niecierpliwie na poniedziałek, w sam raz na rozpoczęcie nowego zadania.
Pełna optymizmu ruszyłam do moich codziennych zajęć. 
Zmęczona kolejnym wyzwaniem, usiadłam by odsapnąć i stwierdziłam, że najlepiej czuję się kiedy mam w dłoni filiżankę z moją ulubioną kawą, jedyną przyjemnością z której nie zrezygnowałam pomimo odchudzania.

Nie ma to jak dobry plan – stwierdziłam usatysfakcjonowana, rozmyślając upijałam kolejny łyk ulubionej kawy......


























piątek, 21 października 2016

Z PAMIĘTNIKA ŁAKOMCZUCHA II


I Dzień odchudzania

07. 04. 2016 r

Umiarkowany optymizm czy brak wiary w siebie?

Wstałam o 7 rano nieco podekscytowana. W nastroju niepokoju weszłam w pierwszy dzień odchudzania. Oj, ile razy ja to już przerabiałam i za każdym razem to samo. No i dzisiaj tradycyjnie zadałam sobie takie pytania:

Czy dam radę i czy wytrwam w postanowieniu?
Jak będę znosiła głód, który zawsze podczas procesu odchudzania mi towarzyszy?
Jak zniosę pokusy, które będą czyhały na mnie na każdym kroku, no bo że będą było oczywiste?

Od razu sprawdziłam w kalendarzu wydarzeń towarzyskich z czym będę musiała się zmierzyć no i okazało się że będzie ciężko. Zaczynał się bowiem w rodzinie czas urodzinowych przyjęć, co się łączyło z biesiadowaniem przy suto zastawionym stole.

Trochę zniechęcona, ale jeszcze z zapasem siły przystąpiłam do gotowania krupniku z kaszy jaglanej z warzywami. Zjadłam miseczkę smacznej zupy i w dobrym nastroju ruszyłam do swoich zajęć. Kiedy po 2 godzinach poczułam znajomy niepokój związany z potrzebą jedzenia podgrzałam krupnik i znowu ciepła strawa poprawiła mi humor na jakieś 3 godziny. Świadomość, że mogę zupę jeść do woli skutecznie mnie uspokoiła. Do momentu jak zaczęłam gotować obiad dla reszty rodziny. Nie wiem jakim sposobem wszystko piękniej niż zwykle pachniało i wyglądało na talerzu, a ja jak pies rasy bokser śliniłam się na widok zwykłego schabowego, który nie jest moją ulubioną potrawą.

No cóż początki bywają trudne – powiedziałam do siebie – nalewając sobie miseczkę zupy zdrowej i oczyszczającej, która już mi tym razem tak nie smakowała. Optymizm mnie jednak nie opuszczał byłam dobrze zmotywowana:
To tylko parę dni, a potem wprowadzę, jajka, ryby i chude mięso i na samą myśl ślina napływała mi do ust.

No cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo - pocieszałam się na głos dodając sobie w ten sposób otuchy, wiary i siły.

Początki zawsze są trudne, więc specjalnie się nie przejmowałam.
Na kolację znowu zupa, ale tym razem nie mogłam się zmusić by chociaż spróbować.
To nawet lepiej, nie będę jadła kolacji to szybciej się oczyszczę – powiedziałam do siebie, ale nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z jakim będę musiała zmierzyć się problemem.
Kiedy wieczorem kończyłam drugą butelkę wody mineralnej poczułam, że jeszcze jedna kropla więcej i chyba zwymiotuję. Poszłam spać wcześniej niż zwykle by zagłuszyć głód i złe samopoczucie.

Przed snem poprosiłam swojego Anioła :

Wskaż mi Aniele Stróżu właściwą drogę, żebym zdrowo się odżywiała, a w efekcie schudła i dobrze się czuła. Niech tak się stanie. Dziękuję

Zasnęłam snem kamiennym, żeby o 3 rano obudzić się zalana potem i cała rozdygotana. Czułam się koszmarnie, lecz zrzuciłam wszystko to na karb odchudzania.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo – powiedziałam do siebie kiedy przebrana w świeżą piżamę znowu nad ranem zasypiałam.

Jutro będzie lepiej – wymamrotałam, z umiarkowanym optymizmem.