środa, 8 lutego 2017

ANIELSKA TERAPIA - FRAGMENT


  Byłem w jej domu, a konkretnie w kuchni. Patrzyłem przez okno i podziwiałem ją... moją żonę, którą odkrywałem po raz drugi. Pierwszy raz to było dawno temu, kiedy szukałem w studenckim klubie kumpla. Pomyliłem imprezy i znalazłem się na jakimś wieczorku autorskim poetki, której nazwisko nic mi nie mówiło. Usiadłem obok ładnej dziewczyny i zapytałem, co się tu dzieje i czemu taka piękna dziewczyna marnuje tu czas. Uciszyła mnie skutecznie i tak spojrzała na mnie, jakby chciała mnie tam zabić publicznie. Ładna była i zadziorna i to mi się w niej podobało. Zostałem na tej imprezie i muszę przyznać, że nawet mi się podobało. Po zakończeniu poprosiłem, żeby w drodze rewanżu, bo przecież dla niej tu zostałem, poszła ze mną posłuchać dobrej muzyki. Zgodziła się, ale pod jednym warunkiem, że zaproszę również jej koleżankę Bożenkę. Cóż było robić? Zabrałem je obie z nadzieją, że może spodoba się mojemu kumplowi. Bożenka chyba mnie nie polubiła, z wzajemnością zresztą, a one dwie od tamtej pory są nierozłączne. Darek, mój kumpel, student prawa, zaraz rozkochał w sobie Bożenkę i do dziś dnia są wzorowym małżeństwem. Czego nie mogę powiedzieć o nas. Alicja żyje swoim życie, a ja, no cóż, dopiero teraz poczułem, że tracę to, co mi się najlepszego w życiu przytrafiło.

   Dzisiaj Darek próbował mi uświadomić, że jestem niekonsekwentny i zachowuję się jak skończony egoista, burząc jej życie, które z takim mozołem próbuje zbudować od nowa po naszym rozstaniu. Co on może wiedzieć o naszym życiu? Co on może wiedzieć? Myślałem, że jak trochę od siebie odpoczniemy, to ona zatęskni za mną, skruszona wróci i doceni to, co dla niej zbudowałem. Ale ona mnie totalnie zaskoczyła i nie żebym sobie nie poradził z tym facetem, który się kręci koło niej, ale ona się zmieniła... Cholera, bardzo się zmieniła i to mnie właśnie podnieca. Ta nieosiągalność, ta niezależność, to jest coś, czego szukam w kobiecie, ale w dawnej Alicji tego nie było. Dawna Alicja była idealna, wrażliwa, delikatna, ustępliwa i kompletnie we mnie zakochana. Z początku nie powiem, mi to imponowało, ale potem zaczęła mnie denerwować tym swoim cudownym oddaniem. Żadnego wyzwania, żadnej adrenaliny.

  Dom stał się jej azylem, książki przyjaciółmi, a ja, no cóż, nie chciałem takiej nudnej żony. W ogóle z niej zrezygnowałem, a to jej żebranie o miłość było żałosne. Ktoś, kto ma szacunek do siebie, tak się nie zachowuje. Żadnej awantury, żadnego narzekania, tylko to żebranie o każde zbliżenie. To mnie od niej odpychało, ta jej cholerna dobroć. Moja mama też taka była i dlatego ojciec tłukł ją i mnie na dokładkę. Gdyby się chociaż mu postawiła, żeby chociaż mnie obroniła, to nie, tłumaczyła mi tylko: Synku, tata jest dobry, przecież mamy wszystko, tylko ja go czasami denerwuję. Czym ona go denerwowała, chyba tym, że była niemalże idealna. Mój ojciec, szanowany lekarz, nie miał do matki grama szacunku, a ona go i tak uwielbiała. Nigdy jej nie mogłem zrozumieć i nawet wtedy, gdy ojciec mnie już przestał bić, bo był coraz starszy i bał się że mu oddam, nad matką znęcał się do końca życia, a ona mu na to pozwalała i za to ją nienawidzę. 

  Musiałem przerwać to nasze życie, bo już nieraz miałem ochotę Alicji przyłożyć, tylko za bardzo brzydziłem się ojcem, nie chciałem taki być. Dobrze, że chociaż nie mieliśmy dzieci, bo musiałbym udowadniać sobie, że umiem być dobrym ojcem, ale najbardziej bałem się tego, że nie sprostam temu zadaniu. Alicja natomiast byłaby idealną matką i to mnie przerażało. Na pewno byłaby taka, jak moja matka, a jej przecież nienawidziłem, a ona mnie bardzo kochała miłością bezwarunkową. Nigdy nie zrozumiem kobiet.

  Co innego Alicja teraz: piękna, odważna i pewna siebie. Taka, jak sobie wymarzyłem. No i ten jej seksapil, którym emanuje. Tak jej pragnę, że aż boli, no i to mnie najbardziej dziwi, bo już dawno przestała mnie interesować jako kochanka. Już dawno zrezygnowałem z uciech cielesnych, wolałem pracę, adrenalinę, nowe wyzwania, kontrakty i pieniądze. Gromadziłem je z pasją, kupowałem nieruchomości, lokowałem na giełdzie i wszystko mi się świetnie układało, ale ona, moja żona, wcale mnie nie doceniała. Małe miała potrzeby i nigdy nie pytała, jaki jest nasz majątek. Naiwna, żeby nie powiedzieć głupia była, i to też mnie od niej odpychało. Kiedy rzuciłem jej jak ochłap te pieniądze, myślałem, że mnie wyśmieje, a ona powiedziała… Dziękuję.

  Inaczej bym to rozegrał, ale ta choroba mnie zaskoczyła. Słabłem z dnia na dzień, czułem się podle i nic mnie nie cieszyło, ale teraz jest inaczej. Mam to już za sobą, jestem zdrowy i mam kolejne wyzwanie. Zdobędę serce Alicji i dam jej szczęście. Tak, to jest moje wyzwanie. Darek mnie dzisiaj zaskoczył pytaniem, które już sam sobie próbowałem zadać: Czy ty kochasz Alicję, czy to twoje kolejne wyzwanie? — zapytał, kiedy tak obaj staliśmy przy tym oknie i podziwialiśmy nasze panie. Bo przecież Alicja jest moją żoną i do mnie należy, a ja jej to tylko muszę uświadomić. Powiedziałem, żeby się nie interesował, bo to nasza sprawa. Moja i Alicji. On mi na to, żebym uważał, bo on mi się przygląda i nie pozwoli jej znowu skrzywdzić. Palant jeden myśli, że może się wtrącać w nasze małżeńskie sprawy. Co on ma do Alicji, czyżby mu się podobała? Myślę, że może się podobać każdemu mężczyźnie, jemu też. Mam dość tych jego rad i to mu właśnie powiedziałem. Zostaje mi jeszcze ten facet, który jej zawrócił w głowie. Na razie mam nad nim przewagę i muszę ją dobrze wykorzystać.







wtorek, 31 stycznia 2017

MIŁOŚĆ DO CZYTANIA



Miłość do czytania przerodziła się z czasem w miłość do pisania.

Czytanie książek jest dla mnie jak oglądanie świata cudzymi oczami, albo chodzenie w cudzych butach.

Książki towarzyszą mi całe życie. Najpierw czytała mi mama, a kiedy w wieku 6 lat potrafiłam składać literki, czytałam już sama. Układałam opowiadania i rysowałam do nich ilustracje. Kilka takich zeszycików zachowało się do dziś w szufladzie mojej mamy. Kilka książeczek z ogromniej serii „Poczytaj mi mamo” do tej pory zachowałam, a reszta gdzieś zaginęła przy kolejnych przeprowadzkach. No cóż, trochę czasu minęło a ja nadal kocham czytanie.

Najważniejsze są wspomnienia, a tych mam wiele. „Ania z Zielonego Wzgórza” lub „Alicja w Krainie Czarów” to książki, które w czasach mojej wczesnej młodości czytała prawie każda dziewczynka. „Mały Książę”, ta kultowa lektura szkolna też ma miejsce w moim sercu. Zupełnie niedawno kupiłam jej piękne wydanie i czytam kolejny raz delektując się każdym słowem. Jednak teraz ta książka ma dla mnie zupełnie inne znaczenie. W moim rodzinnym domu książka miała zawsze swoje honorowe miejsce. Stare przysłowie mówi: „Czym skorupka w dzieciństwie nasiąknie, tym na starość trąci” i dlatego nigdy nie czytam przy jedzeniu i nie zaginałam rogów kartek, bo do zaznaczania przeczytanych stron służy zakładka. Nie piszę na marginesach książek i nie zaznaczam tekstów ołówkiem ani flamastrem. Wszelkie słowa czy zdania, które są dla mnie ważne przepisuje do specjalnego notesu, a ostatnio służy mi do tego komputer. Wszystkie te cytaty i złote myśli, wnioski i morały zawarte w moich ulubionych książkach nieustannie kształtują moje życie. Od lat czytam książki równolegle z moją przyjaciółką bo dla mnie tak samo ważne jest czytanie jak i rozmowa o tym co autor książki chciał nam przekazać. Ważne jest dla mnie to, co autor schował między wierszami. Stosując tę metodę przez lata doszłam do wniosku, że każdy z nas wyciąga inną naukę z przeczytanej lektury. Każdy znajduje w czytanej książce takie wartości jakich akurat poszukuje lub potrzebuje. Ta sama książka czytana przez różne osoby, wnosi zupełnie inne wartości do ich życia. Czasami zdarza się książka, której nie potrafię przeczytać do końca i fakt ten przyjmuję z pokorą. Może to nie czas na takie doznania, może nie dla mnie jest owa powieść lub opowiadanie. Odkładam na półkę i czekam, czasami parę lat, by wrócić do niej, z różnym skutkiem. Czasami odnajduję sens zawarty w niej, a czasami odkładam i nigdy już do niej nie wracam. Nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia i nie postrzegam tego jako porażki czy niepowodzenia, ot po prostu mijamy się w swojej życiowej prawdzie z autorem książki i tyle. Ile ludzi tyle gustów również czytelniczych. O gustach się nie dyskutuje więc i ja zamilknę.

Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, coś jakbym doznała olśnienia, to „Alchemik” Paolo Coelho. Opowieść o człowieku, który w poszukiwaniu szczęścia wyruszył w świat. Po czym doszedł do wniosku, że szczęście i miłość pozostawił w opuszczonym domu. Warto było przejść tak długą drogę by odkryć starą jak świat prawdę: To co jest dla nas ważne i wartościowe zwykle znajduje się blisko, tylko człowiek ma naturę przewrotną i lubi biegać w pogoni za „króliczkiem”, a kiedy się zmęczy i zatęskni za dawnym życiem, wtedy zatrzymuje się i dochodzi do wniosku że wszystko czego potrzebuje ma w swoim sercu. No cóż warto wyruszyć w daleką podróż, by zatęsknić za domem. Warto zdobywać doświadczenie i poznać inny świat by z radością wrócić do miejsca gdzie są jego korzenie.

Od Alchemika zaczęłam przygodę z prozą Paolo Coelho i do tej pory, a więc dobrych paręnaście lat, jestem wierna temu autorowi. Kolejne książki czytam z równą ciekawością i namaszczeniem. Mogłabym długo wymieniać tytuły, ponieważ lista pięknych książek, które napisał mój ulubiony autor jest bardzo długa, a to co z nich wyniosłam jest dla mnie bardzo cenne. „Alchemik” to książka, która wiele lat temu zapoczątkowała mój wielki romans z twórczością Paolo Coelho więc może zakończę ten temat na ostatniej pozycji, którą przeczytałam parę miesięcy temu „Zwycięzca jest sam” Oto dwa cytaty, które przepisałam z książki do mojego zeszytu Złotych Myśli, i z którymi się w stu procentach zgadzam :

„Niektórzy są wiecznie niezadowoleni.

Kiedy mają niewiele, chcą więcej.

Jeżeli mają dużo, chcą jeszcze więcej.

A kiedy już to osiągną, tęsknią

za prostym, skromnym życiem”.

„Miarą godności człowieka nie jest tłum, otaczający nas, kiedy znajdujemy się u szczytu, ale pamięć o tych, którzy wyciągnęli do nas dłoń, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy pomocy.

Poczucie wdzięczności jest cnotą. Nikt daleko nie zajedzie, jeżeli zapomni o ludziach, którzy stali przy nim w potrzebie”.

No i jak tu nie kochać takiego autora? Słowa mają dla mnie ogromne znaczenie. Na zawsze te cytaty i wiele innych pięknych słów pozostaną w mojej pamięci. Książki napisane przez Paulo Coelho bardzo sobie cenię i dlatego mają honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce. 






poniedziałek, 23 stycznia 2017

DOM POWRACAJĄCYCH WSPOMNIEŃ



Przyszła do mnie w czasie snu, była stara i pomarszczona. Dała mi klucze od jakiegoś domu.

To jest wszystko co mam – powiedziała - i oddaję Tobie, bo wiem, że zrobisz z Tym co trzeba.

Przyjrzałam się jej uważnie i zdziwiłam się bardzo, że ktoś obcy oddaje mi klucz do swojego mieszkania i jeszcze mnie obarcza swoimi problemami.

Kim jesteś? - zapytałam ale ona tylko uśmiechnęła się i odeszła, jakby się we mgle rozpłynęła.

Stałam przed starym domem, trzymałam ten klucz w dłoni i nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam zamiaru do niego wchodzić, ale jednocześnie jakaś niewidoczna siła nie pozwalała mi stamtąd odejść. Podeszłam do drzwi, włożyłam klucz do zamka i weszłam do ciemnego domu. Zrobiłam to bez swojego udziału, jakbym była tylko obserwatorem. Jakbym stała obok a jednocześnie była w domu. Zobaczyłam światło i poszłam w jego stronę. Stanęłam tak bym mogła spojrzeć co dzieje się za uchylonymi drzwiami. Zobaczyłam małą dziewczynkę rozbieganą i wesołą, a na fotelu obitym czerwonym pluszem siedziała stara kobieta w ludowym stroju. Byłam pewna, że już kiedyś ją widziałam, chyba na jakiejś starej fotografii. Głos miała ciepły i śmiała się razem z roztańczoną dziewczynką. Na stole stały dwa białe kubki z gorącym napojem, a na talerzu z brzegiem jak koronka leżało moje ulubione drożdżowe ciasto. Pięknie pachniało w całym domu. Ten zapach obudził we mnie dawno zagrzebane wspomnienia. Poczułam się jak ta mała dziewczynka, szczęśliwa i kochana. Stałam cichutko i obserwowałam scenę z mojego snu i nagle wielka tęsknota ogarnęła moje serce. Tęsknota za utraconym dzieciństwem i za babcią, której nigdy nie miałam. Za dotykiem jej rąk delikatnych jak aksamit, za czułym spojrzeniem i sercem pełnym miłości. Łzy spływały mi po policzkach i rozmazywały obraz. Wtedy kobieta się odwróciła i przyjaznym gestem zaprosiła mnie do stołu. Weszłam i usiadłam na wskazanym miejscu. Zobaczyłam pokój z minionej epoki. Proste sprzęty ozdobione koronkami, łózko w rogu z piernatami i czerwone pelargonie na parapetach małych okienek. Duży biały piec ogrzewał całą izbę, stał na nim garnek z bulgoczącą strawą. Poczułam wdzięczność, że dane mi jest uczestniczyć w tym pełnym magii przedstawieniu. Dziewczynka jakby mnie nie widziała, cały czas klaskała w dłonie i radośnie podskakiwała, a kobieta uśmiechała się do niej promiennie. Miała piękne fiołkowe oczy i okrągłą twarz z milionem drobnych zmarszczek. Włosy wciśnięte za bielutki czepek i chustę na głowie jak na babcię przystało. Biała bluzka z wyszywanym wzorem nienagannie okrywała całą jej kibić. Zwieńczeniem całości była spódnica zmarszczona w talii i fartuszek w kolorowe kwiaty. Wyglądała jak babcia z minionej epoki. Czas zatrzymał się również dla mnie i poczułam, że mogłabym zostać na zawsze w tym zaczarowanym domu.

Dobrze że do mnie wpadłaś, długo na ciebie czekałam – powiedziała kobieta patrząc na mnie stęsknionym wzrokiem.

Kim jesteś? - kolejny raz tej nocy zadałam to pytanie.

Spojrzała tylko na mnie i rozpłynęła się razem z domem i dziewczynką, która cały czas radośnie śpiewała, a jej głos długo jeszcze dźwięczał w mojej głowie. A ja stałam na polanie i trzymałam klucz w dłoni. Tak bardzo chciałam wrócić do tego domu, ale on zniknął i tylko tęsknota pozostała.

Kiedy się obudziłam nie mogłam zapomnieć o tym czego doświadczyłam minionej nocy. Odwiedziłam mamę by jej opowiedzieć o moim dziwnym śnie. Mama wstała bez słowa, wyjęła album ze zdjęciami i po chwili podała mi jedno z nich. Na zdjęciu była kobieta z mojego snu. Babcia Zuzanna, mama mojego taty w cieszyńskim stroju ludowym. Było to jedyne zdjęcie mojej babci z jej młodości, które zachowało się w naszej rodzinie. Zdjęcie było pożółkłe ze starości, ale babcię od razu poznałam. Te sam szczery uśmiech i fiołkowe oczy patrzyły na mnie ze starej fotografii.

Mój ojciec miał dwóch starszych braci, a jego mama zmarła jak tato miał trzy lata. Nie znałam babci nawet z opowiadań, bo tato jej nie pamiętał. Pozostała tylko ta pożółkła fotografia.

Kiedy dłużej zastanawiałam się nad sensem tego snu doszłam do wniosku, że ta mała dziewczynka to ja, a babcię przywołała moja tęsknota za utraconym dzieciństwem. We śnie była mi bliska i wiem, że od zawsze mieszka w moim sercu.

Co to był za dom, do którego mam klucze?

Nazwałam go „domem powracających wspomnień” i wiem, że już wkrótce wrócę do niego.

Sen ostatniej nocy zainspirował mnie bowiem do napisania książki pod takim właśnie tytułem „Dom powracających wspomnień"




poniedziałek, 16 stycznia 2017

MAGIA KOBIECEJ SIŁY


Czy wybrać samodzielną pracę czy lepiej działać w zespole?

Takie pytanie zadawałam sobie zanim jeszcze rozpoczęłam mój projekt. Przez ostatnie dwa lata zbierałam doświadczenia, poznawałam ludzi, którym z zapałem i zaangażowaniem opowiadałam o moich pomysłach, planach i sposobach w jakie przymierzałam się je zrealizować. Czasami ktoś na chwilę zatrzymywał mnie w dążeniu do celu, hamował mnie na mojej ścieżce, ale ja mimo to ciągle szukałam nowych sposobów na realizację moich planów. Uczyłam się na własnych błędach, po każdej nieudanej próbie ponownie zbierałam siły i znowu podnosiłam się ruszając w kierunku marzeń. Wszystko, co w życiu mnie spotkało dobrze służyło mojemu celowi. Dzisiaj to wiem i za każde doświadczenie dziękuję losowi, za każdego człowieka, którego poznałam, za każdą przeszkodę, którą pokonałam. Czasami musiałam zmienić kierunek, czasami wracałam do punktu wyjścia, by po chwili z nową siłą wrócić na właściwe tory.

Postawiłam jednak na pracę w zespole, który choć czasem potrafi nieźle zatrzymać, to jednak najczęściej pcha mnie w górę. Kocham wspólne działania, lubię widzieć w oczach innych błysk radości i ciekawości, kiedy opowiadam o swoich marzeniach. Kiedy już w końcu znalazłam wsparcie w kobietach o podobnym sposobie myślenia (a tylko kobiety są w moim zespole) i podzieliłam zadania zgodnie ze szczególnymi talentami każdej z nas, od razu poczułam siłę, tą siłę poczułyśmy wszystkie. To moc pracy w grupie, wzajemne wsparcie i potężna siła motywacji. Może trochę to trwało zanim udało mi się zebrać „nasz” team , jednak już dziś widzę, że razem mamy szansę odnieść sukces. Czy nie za wcześnie na takie słowa? Kolejne pytanie samo się nasuwa. Moja odpowiedź brzmi: NIE, bo jeśli ja nie będę wierzyła w powodzenie mojego projektu, to kto? Dzisiaj jest jeszcze – MY!

W nowym roku wyznaczyłam cel mojemu zespołowi, podzieliłam go na kilka etapów i krok po kroku przystąpiłyśmy do jego realizacji. Jednym słowem znalazłam swoją Anielską Przystań a wraz z nią kilka wspaniałych kobiet, których ścieżki do spełnienia marzeń spotkały się z moją ścieżką. Teraz idziemy już razem.

Jeżeli zaciekawiły Cię moje słowa zaglądaj do mojej Anielskiej Przystani a ja opowiem Ci o moich planach i zabiorę Cię w podróż do marzeń. Będzie ciekawie, energetycznie i anielsko, bo to Anioły są moim natchnieniem a twórcza praca jest źródłem kreatywności dla całego zespołu.

Ja już osiągnęłam wiele bo znalazłam ludzi, którzy wyruszą ze mną w tę podróż do marzeń. Cel wyznaczony, lecz najpiękniejsza jest ta droga, która prowadzi do jego realizacji.

Czy piękniejsza jest sama podróż czy też osiągnięcie jej celu? Już czas to sprawdzić.

Czy już wiesz, że każdego dnia możesz sięgać po radość i spełnienie? Nauczę Cię tego.

Ruszajmy wreszcie!





wtorek, 3 stycznia 2017

WSPIERAJMY SIĘ WZAJEMNIE!!


Kochani Anielscy Czytelnicy! Bardzo Wam dziękuję za dotychczasowe wsparcie, za obecność i za to, że czytacie to, co dla Was piszę. W Nowym Roku obiecuję, że będę pisała dalej i będę pisała jeszcze więcej….
Dziś to ja chciałam Was prosić o wsparcie, jedna z moich cudownych czytelniczek zgłosiła moją książkę do konkursu. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Jeśli ktoś z Was ma ochotę zagłosować na mnie to serdecznie Was zapraszam do wysłania jednego, krótkiego smsa.
Aby oddać głos na moją książkę, należy na numer 72480 wysłać SMS o treści : TYP.KR.02
Głosowanie trwa tylko do 7.01.2017 więc nie wiele mamy czasu ale liczę na Waszą pomoc!
Jeśli moja książka jest Wam bliska, to wyślijcie smsa i zachęcajcie znajomych do udostępniania tej informacji. Niech Anielska Przystań idzie z Wami w Nowy Rok.
Dla zainteresowanych głosowaniem podsyłam namiary na stronę konkursową : www.atomsms.pl
Szczęśliwego Nowego Roku i Anielskiego wsparcia Wam życzę.
Halinka

poniedziałek, 5 grudnia 2016

MARZENIA DO SPEŁNIENIA


List do Świętego Mikołaja cz. III 


Nie wiem jak ci to powiedzieć – Ewa spuściła wzrok i zastanawiała się jakich użyć słów żeby mąż ją dobrze zrozumiał.
Adam czekała na to co powie żona, a serce waliło mu tak głośno aż miał wrażenie że ona to słyszy.
Mam takie marzenie.... chcę mieć więcej dzieci – spojrzała na niego i zobaczyła ulgę w jego oczach.
No wiesz zawsze możemy nad tym popracować – uśmiechnął się i podszedł do niej by ją przytulić.
Obawiam się że źle mnie zrozumiałeś.
Źle? - znowu niepewność wkradła się do jego serca.
Adasiu ja chcę stworzyć Rodzinny Dom Dziecka – powiedziała to jednym tchem, żeby znowu się nie rozmyślić – Ja wiem że to jest ogromne wyzwanie i wiele pracy, ale zobacz ile nieszczęśliwych dzieci jest na świecie....choćby ta Becia..…

Ewuniu i to o tym tak ciągle myślałaś? - przerwał jej w pół słowa
Od czasu kiedy znalazłam ten list na poczcie, no wiesz od tej dziewczynki z Domu Dziecka....
Dlaczego od razu mi o tym nie powiedziałaś? - zapytał z nutką zawodu w głosie.
Chciałam najpierw sama to przemyśleć, przepraszam....
Nie przepraszaj. Jestem szczęśliwy, że mam obok siebie tak cudowną kobietę – Adam tulił do siebie żonę i dziękował Bogu, że to co ją martwiło nie zagraża ich rodzinie, a wręcz może uczynić ich jeszcze bardziej szczęśliwym, o ile jest to w ogóle możliwe.

Kiedy tak tulili się do siebie do gabinetu zajrzała pani Janowska właścicielka kotki, która ciągle symuluje. Kotka udaje że jest chora, a jej właścicielka ciągle z tą samą troską chodzi z nią do weterynarza.
Chrząknęła porozumiewawczo, nie chciała przeszkadzać, ale skoro już weszła niegrzecznie było podglądać.
Przepraszam, pukałam ale państwo nie słyszeli więc weszłam. Jeszcze raz przepraszam.
Nie ma za co – odparł jak zwykle grzecznie doktor Adam Michalski najlepszy weterynarz w okolicy.
Zapraszam – wskazał ręką stół na którym pani Janowska postawiła swoją niesforną kotkę Bonitę.
Ewa grzecznie przeprosiła i wyszła pospiesznie z gabinetu, by nie przeszkadzać mężowi w pracy.
Jest, jest, jest ! – radośnie skierowała ręce ku niebu.
Co panią tak ucieszyło? - zapytała asystentka doktora.
Życie jest cudowne, prawda?
Może i jest, ale ja o tym nic nie wiem – odparła z uśmiechem Oliwia.
Ewa w lot zrozumiała co Oliwia miała na myśli, ponieważ wiedziała że jest bardzo pogodną i szczęśliwą osobą. Młoda pani weterynarz uwielbia swoją pracę i czworonożnych przyjaciół. Jest weterynarzem z powołania i to daje jej szczęście i poczucie spełnienia.

Prawie biegła do domu. Radość rozpierała jej serce, w głowie miała tysiąc pomysłów. Musi przemeblować ich ogromny dom, nareszcie się do czegoś przyda tych kilka nieużywanych pokoi. Musi porozmawiać z Krysią ich gosposią bo przecież przybędzie jej obowiązków. Najważniejsza rozmowa czeka ją jednak ze Stasiem, ale to postanowiła odłożyć na później, jak Adam skończy pracę. Ewa chce żeby wszyscy troje uczestniczyli w rozmowie, bo wszystkich ich ona dotyczy.

Staś jest jedynakiem i to dla niego oznacza wielkie zmiany. Nie wspomnę już o rodzicach, ale im opowie wszystko jak załatwi wszystkie niezbędne formalności....pomyślała o mamie przecież jest świetnym prawnikiem, może by ją poprosić o wsparcie. Jak szybko o tym pomyślała tak szybko się rozmyśliła. Mama jej nie zrozumie, chyba że stałby się jakiś cud.

Kolację !!!! - Ewa krzyknęła stojąc przy schodach.
Idziemy!!!! - usłyszała równie głośno.
Adam siedział już przy stole i z przyjemnością przyglądał się żonie. Takiej rozpromienionej dawno już nie widział. Gdyby nie wiedział o jej tajemnym planie pomyślałby że jest przy nadziei. Jakaś radosna aura ją otaczała.
Oj jak tu pięknie pachnie – pochwaliła Becia i od razu usiadła przy suto zastawionym stole.
Staś popatrzył na pięknie zastawiony stół i zapytał: Czy my coś świętujemy? Czy mi się tylko wydaje?
Mamy w domu gościa – powiedziała Ewa
No i mama ma ważną sprawę, którą chce z nami przedyskutować – dodał Adam
Może jednak najpierw zjemy – Ewa straciła pewność siebie, bo nie wiedziała, czy to co ma do powiedzenia synowi, będzie dla niego powodem do świętowania.
No śmiało – zachęcał ją mąż.
Mamo powiedz mi o co chodzi bo zaczynam się denerwować – mówił do matki nakładając sobie na talerz dużą porcję lazanii.
Wiesz synu wpadłam na taki pomysł....
A ja to zaakceptowałem – dodał ojciec
Chciałabym, to znaczy chcielibyśmy z tatą stworzyć w naszym domu Rodzinny Dom Dziecka. Co ty na to?
Staś spojrzał na matkę, potem na ojca i nic nie odpowiedział.
Becia przestała jeść i patrzyła na nich wszystkich swoimi wielkimi oczami.
Stasiu powiedz coś – poprosiła mama.
A co chciałabyś usłyszeć mamo? Przecież już wszystko ustaliliście z tatą. Co mam powiedzieć? Że chętnie podzielę się z mamą i tatą, oddam swój pokój? Mamo jak sobie to wyobrażasz? To ten list do Świętego Mikołaja tak cię nakręcił i dlatego wpadłaś na taki pomysł?
Nie do końca tak było. Od dawna marzyłam o tym, by nasz dom był pełen szczęśliwych dzieci, ale Bóg nas obdarzył jedynym synem i myślę że zrobił to celowo, bo chciał żebyśmy pomogli innym dzieciom, z którymi los obszedł się mniej łaskawie.
Może masz rację – Staś zmienił ton i trochę się uspokoił.

Becia spojrzała na Stasia – Czy mogę coś powiedzieć? - chłopiec kiwnął głową.
Twoja mama ma wielkie serce, bo chce dać innym dzieciom szanse na normalne dzieciństwo. Stasiu nie obraź się, ale ty nie masz bladego pojęcia jak wygląda moje życie. Ciągły strach, co ze mną będzie gdy moja mama gorzej się poczuje, że już nie wspomnę kiedyś odejdzie. Bieda, która nas dotknęła nawet nie jest najgorsza, gdyby tylko mama była zdrowa. Ale nie jest, a ja powinnam ją wspierać, ale wiesz już nie mam siły. Nie pamiętam kiedy jadłam tak smaczny posiłek. Nie wiem kiedy było mi tak ciepło jak w tej chwili. Nie pamiętam by kiedykolwiek pytał mnie ktoś o zdanie, bo moja mama chociaż bardzo mnie kocha zawsze musiała wybierać "lepsze" rozwiązanie. Czyli kupno lekarstw, albo dla mnie nowe ubranie. Przepraszam że się wtrącam ale musiałam to powiedzieć. Jest pani cudowną osobą – zwróciła się do Ewy – A ty Stasiu masz szczęście że możesz dorastać w tak cudownym domu – dziewczynka wstała od stołu i pobiegła do łazienki, a Ewa poszła za nią.

Co ja takiego zrobiłem? – zapytał ojca.
Nic synu, to nie twoja wina. Twoja koleżanka ma gorszy dzień i na pewno jest tym wszystkim już zmęczona. To co ją spotkało to zbyt wiele na dziecięce barki. Nic nie zrobiłeś jesteś dobrym dzieckiem to Becia ma problem, który ją przerasta. Jedz synu panie zaraz do nas wrócą. Jedz bo nam lazania wystygnie, a mama tak się starała. Zaczęli jeść, a za małą chwilę Ewa z Becią wróciły do stołu. Dziewczyna jadła z apetytem ale już nic nie mówiła. Kolacja dobiegła końca i Ewa zaproponowała by Becia u nich została. Przygotowała jej jeden z gościnnych pokoi z samodzielną łazienką. Dla dziewczynki był to szczyt luksusu, bo nigdy jeszcze w takim pokoju nie mieszkała. Jasny dziewczęcy pokój nareszcie przydał się komuś i spełnił swoje zadanie.
Staś poszedł do swojego pokoju i już nie wracali do tego tematu.

Jak myślisz zgodzi się na takie zmiany? - Ewa zapytała męża szukając w nim pociechy.
Musi sobie wszystko poukładać w swojej młodej głowie. Tak go wychowaliśmy, by śmiało wygłaszać swoje zdanie. Myślę że się zgodzi, ale.... lepiej jakbyś miała plan B gdyby jednak nie chciał na to przystać. Kochanie nie martw się na zapas, dajmy mu trochę czasu – przytulił Ewę i poczuł taką miłość do niej, jak wtedy gdy się w niej zakochał.

Joker wrócił już z nocnego obchodu. Zjadł miskę psiej karmy i poszedł na swoje posłanie.
Dom ucichł, noc nastała ale nikt z domowników nie mógł dzisiaj zasnąć . Staś rozmyślał nad tym co ma powiedzieć jutro swojej mamie. Jaką ma podjąć decyzję w tak ważnej sprawie. Z jednej strony podziwiał ją, a z drugiej bał się utracić przywileje jakie otrzymał w ich małej rodzinie. Wiedział jedno że powinien zaufać rodzicom, bo nigdy by nie zrobili niczego by go zranić. Obracał się z boku na bok i zasnął już zupełnie nad ranem.
Ewa i Adam długo rozmawiali jak zrealizować jej marzenia , jak ułożyć życie sobie z dziećmi, którym chcieli stworzyć dom. Taki normalny z tata i mamą i starszym bratem.
Becia prawie całą noc przepłakała. Było jej wstyd że pomimo choroby mamy ona cieszy się tym, że może spać w tak pięknym pokoju z własną łazienką i telewizorem. Kiedy już zmówiła pacierz poprosiła Boga by jej wybaczył że jest dzisiaj taka szczęśliwa.

Ciąg dalszy opowiadania List do Świętego Mikołaja przeczytacie w książce MARZENIA DO SPEŁNIENIE. 









piątek, 25 listopada 2016

WŁOSKIE WAKACJE


Moja droga Mario przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale jakaś niemoc mnie ogarnęła. Nie, nie twórcza tylko fizyczna, a konkretnie ból prawej ręki. Co innego napisać list na klawiaturze komputera, a co innego odręcznie. Przesiliłam rękę robiąc porządki po powrocie z wakacji, jakiś przykurcz mięśni dostałam, ale już jest lepiej więc od razu piszę do ciebie. No cóż jesień nastała moja ulubiona pora roku. Trochę nostalgiczna, ale z jakiś powodów dla mnie cudowna. Pogoda dopisuje i mamy piękny wrzesień. Mój ogród mocy powoli szykuje się do snu zimowego. Czasami zajrzy wiewiórka, czasami jeżyk przyczłapie, liście opadają i z tym jest więcej roboty. 

Wakacje już za nami a włoskie morze to tylko wspomnienie.

Tylko opalenizna jeszcze została i moje wspomnienia. W tym roku zdałam sobie sprawę, że nasza Polska jest taka piękna i że mało co mnie może zadziwić. 

Miasta włoskie no cóż nic szczególnego chyba że Wenecja, Werona czy Rzym. Nad morzem tłumy, w kawiarniach tłumy tylko za miastem trochę spokoju. Zakupy prawie jak w kraju i nawet jest Lidl i Inter Spar żeby swojsko było. Płacisz w Euro ale przelicznik wskazuje, że te same pieniądze i tam i tu życie nas kosztuje.

Mieszkaliśmy w domu naszych przyjaciół i to już piękne wspomnienie. Typowy dom włoski urządzony w śródziemnomorskim stylu. Kafle na podłodze żeby było chłodniej w kolorze cegły z niebieskim dekorem. Meble białe, niebieskie dodatki, muszelki, kamyczki i rozgwiazdy. Kuchnia biała aż strach tam coś robić, ale przywykłam bo oswoiłam to miejsce. Stawiając wszędzie zioła, przyprawy i kwiaty. Kuchnia to moje królestwo i panowałam tam niepodzielnie, bo moja przyjaciółka nie lubi gotować, a ja wręcz przeciwnie i tu się zgrałyśmy. Stwierdzam że z moją pasją gotowania pasuję do każdego ludzkiego zestawu. Teraz dotarłam do najważniejszej sprawy jak przeżyć piękne wakacje mieszkając 24 godziny pod jednym dachem z tak różnymi silnymi osobowościami.

Ja mam swój sposób i jak dla mnie niezawodny: Humor, dowcip, duża doza tolerancji i własne zaciszne królestwo w razie gorszego dnia. Pisanie przynosiło mi wiele radości bo miałam gdzie odpływać w razie „burzowej” pogody ducha naszych gospodarzy. Którzy nieustanie prowadzą ze sobą 50 letnią wojnę podjazdową…..są już tyle lat razem i ciągle ze sobą "walczą". Każde z osobna cudne, mądre i silne tylko razem tworzą jakąś dziwną mieszankę wybuchową. Czasami bywało „gorąco” jak to na włoskich wakacjach, ale cóż życie. Podsumowanie jest takie: Pogoda była piękna, piękny basen do dyspozycji, dom cudny, jedzenie smaczne (tutaj się chwalę), a towarzystwo wyjątkowe, więc i wakacje były udane takie typowe włoskie głośne i urozmaicone.

No cóż wróciłam już do mojej rutyny dnia codziennego i z tymi mi dobrze i z tym mi po drodze.
Mój dom, moje dzieci i mąż i cała reszta i z tym czuję się bezpiecznie i na swoim miejscu. Robię generalne sprzątanie tak jak co roku na jesień, bo to dla mnie pora zmian, odnowy i nowych porządków.

Wyrzucam co stare, robię miejsce dla nowego i lepszego.
Polecam tę metodę każdemu. „Wymiatania złego z każdego kąta domu swego”.

Kurz, stare gazety, zepsute przedmioty blokują energię i spokój domowników. Ruszyłam więc ostro do roboty, ale nie przewidziałam że będą drobne zdrowotne kłopoty. No cóż nie mam już 20 lat, ani 30, ani 40 , ani nawet 50 lat, tylko trochę więcej jak wskazuje metryka, serce się rwie do roboty, ale ciało niekoniecznie. Odpoczęłam, zrobiłam przerwę i od poniedziałku ruszam do pracy by ukończyć dzieło.

Jeżeli chodzi o moją „twórczość” to robi się nerwowo, bo kończę kolejną książkę i temu zwykle towarzyszą emocje.

Ciągle nowe pomysły i nowe wątki przychodzą mi do głowy ale wiem, że zmierzam już do portu i trzeba będzie rozstać się z bohaterami Anielskiej Terapii. Niby ulga, ale i żal jakiś. No chyba zrobiłam się nostalgiczna jak zwykle na jesieni.

Mam już szkice nowych książek i wiele nowych pomysłów, ale jestem osobą systematyczną więc najpierw zakończę zaczęte już „dzieło” by móc ruszyć z nową przygodą. „W Lawendowym Domu”(to roboczy tytuł),opowiadania które właśnie zaczynam. Cudna opowieść jak z bajki z zielarką, czarodziejką w roli głównej. Moją muzą stała się zielarka, która zobaczyłam na zdjęciu na Fb stronie Gadziokarnia…... Agis Wojciechowska kobieta w zielonym turbanie…..to właśnie zdjęcie zainspirowało mnie do pisania. Poznam ją niebawem i mam nadzieję na owocną współpracę, bo w tej książce obok baśniowej fabuły będzie wiele sprawdzonych zielarski porad. No i taka ze mnie pisarka, która pisze książki w przerwach od sprzątania, gotowania i niańczeniem wnucząt.

Mam jeszcze przyjaciół których kocham, wspieram i pomimo tak licznych zajęć znajduję dla nich czas. Bo przyjaźnie trzeba pielęgnować droga Mario. Tak moja droga o przyjaźń trzeba dbać, bo to co dasz z siebie, wróci do ciebie z podwojoną siłą.


Ps. Pisanie listów do Ciebie jest dla mnie przyjemnością.


Pozdrawiam Cię kochana i czekam na wieści od ciebie. Ciekawa jestem czy lubisz jesień i czy robisz już Mapę Marzeń i w ogóle jak żyjesz, co lubisz a co sprawia ci kłopot, co cię denerwuje a co bawi …..

Pozdrawiam, całuję


Halina ……. Anielska Poczta.